Jedynka TVP straciła na rzecz Polsatu pozycję lidera rynku, ale paradoksalnie nie to stanowi główny problem telewizji publicznej. Większy polega na powolnym tempie odbudowy wiarygodności po czasach pisowskich rządów i utrzymującym się stanie tymczasowości, który zaczyna się petryfikować w dwa lata po wprowadzeniu tam likwidatora.
Kiedy prezesem Telewizji Polskiej pozostawał wybitny reżyser Janusz Zaorski, niemal każdy Polak znał jego kultową komedię “Piłkarski poker” (z takimi fragmentami listy dialogowej jak: “społeczeństwo mamy ofiarne”), zaś inteligentom dawały wcześniej do myślenia “Matka Królów” czy “Jezioro Bodeńskie”. Znaczącą rozpoznawalnością cieszyli się też rusycysta Andrzej Drawicz – pierwszy szef Radiokomitetu po zmianie ustrojowej czy legenda nurtu niepodległościowego opozycji demokratycznej Jan Dworak. Podobnie Ryszard Miazek czy Robert Kwiatkowski, nawet jeśli nie kojarzyli się z metrem sewrskim obiektywizmu – stanowili przynajmniej, każdy z nich, rodzaj produktu eksportowego formacji, które ich do tej roli desygnowały.
Na żart zakrawa pytanie o powszechną rozpoznawalność obecnego likwidatora TVP z ramienia Koalicji 15 Października – Daniela Gorgosza. Nie ma nawet hasła w Wikipedii. Nie zapracował też na własną markę główny dyrektor TVP Tomasz Sygut.
Za jedyny sukces ich dwuletniego administrowania TVP uznać można wyeliminowanie patologii, łączonych z rządami Jacka Kurskiego, nieudanego dziennikarza (jego napisany wespół z Piotrem Semką przed ponad 30 laty “Lewy czerwcowy” wciąż zalega w księgarnianych przecenach) i jego następcy, filozofa Mateusza Matyszkowicza.
Znikły z ekranów nienawistne paski nacechowane ponurą propagandą oraz siewcy hejtu tacy jak Danuta Holecka czy Dorota Kania, stracili dyrektorskie posady ci, co stawali się przedmiotem niewybrednych anegdot jak dyrektorka kanału Polonia Magdalena Tadeusiak. Do obiecywanego powrotu wiarygodnej telewizji publicznej nie tylko jednak wciąż daleko, ale władzy wydaje się na nim nie zależeć. Wystarczy, że pogoniono obcych, a w ich miejsce wstawiono swoich.
Celebrycka odwaga w trudnym czasie niepewności
Sejmowy korytarz, dziennikarze obstępują przewodniczącego klubu parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego Krzysztofa Paszyka. Indagują o sprzeciw Donalda Tuska wobec forsowanego przez “ministrę” Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk projektu rozszerzającego uprawnienia inspektorów pracy w kwestii umów tak dalece, że stawia on ich ponad sądem powszechnym. Pytam pos. Paszyka, czy fakt, że premier pozostaje przełożonym “ministry”, o czym wie rozgarnięty uczeń podstawówki, znany jest jej poselskiemu zapleczu z Lewicy.
Zanim pytanie dokończyłem, Anna Hałas-Michalska z TVP zdążyła dać swojej ekipie desperacki znaki, że ma się natychmiast zwijać. Bo przecież tego, co nie nagrano, wyemitować się nie da. I kłopot z głowy. Tyle, że w misję telewizji publicznej wpisane jest relacjonowanie najważniejszych problemów kraju, jak stanowi uchwalona jeszcze na pocz. lat 90. ustawa wzorowana na najlepszej na świecie francuskiej.. Spór o Państwową Inspekcję Pracy z pewnością się do nich zalicza.
Oczywiście nie brak w obecnej TVP dziennikarzy odważnych i wnikliwych czy nawet w dobrym tego słowa drapieżnych, jak Justyna Dobrosz-Oracz, która podobnie jak red. Hałas po czarnym okresie pisowskim powróciła do dawnego miejsca pracy. Dociekliwe i rzetelne pytania politykom zadaje również Adriana Nitkiewicz, która w TVP pojawiła się dopiero wtedy, gdy niesławne rządy tandemu Kurski-Matyszkowicz należały już do przeszłości. Jeśli trzeba, potrafi też stanowczo na użytek innych mediów podsumować niekonwencjonalne, jeśli można tak je określić, zachowanie odwiedzającej gmach Sejmu Krystyny Pawłowicz.
Co więcej, nawet w pisowskich czasach prawość i rzetelność przekazu zachowali autorzy, trzymający się wtedy z dala od linii frontu, ale nie unikający polityki. Pamiętam doskonały film Sławomira Koehlera o okolicznościach upadku rządu Mecenasa Jana Olszewskiego. Reżyser Koehler, z którym wspólnie w grudniu 1990 r. przygotowałem materiał pt. Lech Wałęsa prezydentem, otwierający pierwszy w historii polskiej telewizji “dziennik bez komunistów” jak nazywano nowy wtedy program informacyjny Obserwator – poprosił wtedy po latach o komentarze przed kamerą zarówno Jana Parysa jak Andrzeja Olechowskiego. Zasadnie, bo ten drugi jako minister finansów był obok szefa resortu pracy Jerzego Kropiwnickiego oraz głównego doradcy ekonomicznego Dariusza Grabowskiego autorem największego sukcesu rządu Mecenasa: pierwszego po zmianie ustrojowej wzrostu produktu krajowego brutto, co wielu Polaków przekonało, że odejście od socjalizmu dało korzyść tak gospodarce narodowej jak im samym. Z kolei obecność Parysa na ekranie uzasadniała jego rola sprawcy największego sporu między premierem Olszewskim a prezydentem Wałęsą: jako minister obrony zarzucił bowiem Belwederowi, że oficerom obiecuje awanse w zamian za poparcie. Życzyć sobie wypada, aby podobne filmy powstawały również dzisiaj.
W przeszłości doprawdy nie zamierzchłej, bo w okresie bezpośrednio poprzedzającym przejęcie TVP przez PiS po podwójnym zwycięstwie wyborczym, co oznaczało kres dotychczasowej misji i roli telewizji publicznej – otóż przed tym fatalnym 2015 rokiem wydarzenia polityczne w Sejmie rzeczowo i kompetentnie, ale też bezstronnie i z refleksem relacjonowały dla TVP przeważnie na żywo Danuta Ryszkowska i Iwona Sulik. Żadnej z nich nie potrafię sobie wyobrazić w sytuacji, jak powstrzymuje operatora przed nagrywaniem. To raczej ludzie sztuki telewizyjnej dwoić się i troić musieli, by za nimi nadążyć.
A pod względem jakości kadr – co dotyczy operatorów obrazu i dźwięku, oświetleniowców i montażystów, realizatorów i kierowników produkcji – TVP dysponuje wciąż załogą bezkonkurencyjną. Na równi z wieloletnim przyzwyczajeniem widza do niej, stanowi to główny atut telewizji publicznej, warunkujący, by się odrodziła naprawdę. Jak to zresztą przed 15 października “roku pamiętnego” obiecali późniejsi zwycięzcy.
Od półwiecza pracują w Telewizji Polskiej Władysław Malarowski i Jerzy Ernst, a nie tylko pozostają niezmordowani, ale na korytarzach Sejmu zdarza się, że wymuszają respektowanie standardów na kolegach ze stacji prywatnych, zwykle dobrodusznie ich upominając, by nie wchodzili w kadr, nie przepychali się i nie przeszkadzali sobie nawzajem. Słuchem absolutnym wykazuje się dźwiękowiec z TVP Jerzy Majewski, podczas gdy jego odpowiednikom z komercyjnych stacji wystarcza, “żeby się nagrało”.
Do gmachu Sejmu przyjeżdża nadal na nagrania Radosław Sęp, operator obrazu, z którym miałem zaszczyt stale pracować przy okazji relacjonowania dla Wiadomości TVP 50. rocznicy Powstania Warszawskiego – pierwszej okrągłej w wolnej Polsce i ostatniej z tak masowym udziałem jego uczestników. Decydenci z TVP dbali wtedy nie tylko o artyzm przekazu ale i obiektywizm. Jeden z nich niemal obsesyjnie domagał się pokazywania również “obchodów alternatywnych”, bo tym oficjalnym patronował L. Wałęsa. Długo odpowiadałem, że jak i jego oponenci coś wreszcie zorganizują, z przyjemnością to o 19,30 pokażę. Na szczęście trafił się barwny przemarsz ze sztandarami zwolenników mec. Olszewskiego po mszy w Świętym Krzyżu pod pomnik Prymasa Stefana Wyszyńskiego, co pozostawało zasadne, bo późniejszy kardynał był wcześniej kapelanem Armii Krajowej. Pamiętam, jak zgrabnę etiudę zdjęciową Radosław Sęp mi z tego wydarzenia nakręcił. Spodobała się nie tylko zwolennikom równowagi politycznej w wiadomościowym przekazie, ale co dalece ważniejsze – telewidzom.
Obywatel głosuje pilotem
Teraz jednak TVP w sposób nieubłagany traci tych ostatnich, do czego czas wiecznej tymczasowości – znamy powiedzenie, że prowizorki okazują się najtrwalsze – wydatnie się przyczynia. Podobnie jak bez wątpienia asekuranckie postawy części jej żurnalistów. Wszyscy wiedzą, że nie mam tu na myśli Joanny Mąkosy ani Doroty Wysockiej-Schnepf, Adriany Nitkiewicz ani Justyny Dobrosz-Oracz.
Statystyki oglądalności przygotowane przez Nielsen Audience Measurement okazują się na tyle bezlitosne, że polemizować z nimi się nie da: ostatnim, który tego próbował był Jacek Kurski.
Na przełomie 2025 i 2026 roku liderem rynku telewizyjnego okazuje się Polsat z 7 proc w nim udziału, który rośnie, zaś TVP1 ma go tylko 6,8 proc, podczas, gdy jeszcze rok wcześniej mogła się pochwalić 7,3 proc oraz prowadzeniem w tym rankingu. Zmalał też zasięg TVN do 6,3 proc (przed rokiem 6,4 proc). Republika ma 6,1 proc, więcej niż TVP2 – 5,2 proc, przy czym ta ostatnia odnotowała roczny spadek o jedną siódmą [1].
Doskonale zapamiętałem, z okresu upadku “Życia” z kropką, kiedy ten drugi po “Gazecie Wyborczej” tytuł prasowy przejęły spółki-krzaki Chemiskór i 4Media, a w fotelu naczelnego charyzmatycznego Tomasza Wołka z ich woli zastąpił bezwolny i sprawiający wrażenie anemicznego Paweł Fąfara – jak reprezentujący nowych właścicieli menedżer publicznie oznajmił w trakcie spotkania z dziennikarzami, że, co cytuję dokładnie, “ma w d… czytelników”. Ci zresztą zaraz zmienione na niekorzyść pismo odrzucili, więc rychło upadło. Nie podaję nazwiska autora niefortunnej wypowiedzi, bo nie widzę sensu piętnowania go po upływie ćwierćwiecza. Kto chce, ten i tak wie.
Wciąż pozostaje mieć nadzieję, że żaden z obecnych rządców TVP, niezależnie od ocen ich rzutkości i kompetencji, nie powie tego samego o widzach. Ci ostatni jednak, dla każdej przecież telewizji najważniejsi, głosują, nie tyle nogami, bo to nie pochód pierwszomajowy, co pilotami od swoich telewizorów. Wszystkim decydentom w TVP i poza nią alarmujące wskaźniki powinny dać do myślenia. Zwłaszcza, że wynikają ze zbyt długiego oczekiwania na zmianę, na którą wciąż jeszcze nie jest za późno.
[1] Patryk Pallus. Kto wygrał rok 2025 w telewizji? Mamy zestawienie TOP 30 stacji. wirtualnemedia.pl dostęp 8 stycznia 2026; por. Igor Szulim. TV Republika tak wysoko jeszcze nie była. Liczby nie pozostawiają złudzeń. Onet.pl z 8 stycznia 2026