Więcej głosów to mniejsze zagrożenie 

0
161

Z Dariuszem Kacprzakiem, autorem książki “Gra o Prezydenta”, rozmawia Łukasz Perzyna

– W niedawno opublikowanej powieści “Gra o Prezydenta” opowiada Pan o próbie kradzieży wyborów, wypaczenia ich wyniku, chociaż w toku akcji chodzi o wybór prezydenta Warszawy, a nie całej Polski. Czy kiedy Pan to pisał, miał Pan przeczucie niebezpieczeństwa? Jest takie łacińskie powiedzenie: “utinam falsus vates sim”, obym bym złym prorokiem?

– Gdy pisałem “Grę o Prezydenta”, traktowałem budowaną przeze mnie opowieść jako “political fiction”. Ludzie głosują, dalsza część przebiegu procesu wyborczego uzależniona jest od osób, które przy wyborach pracują oraz systemów informatycznych. Wierzę, że jesteśmy zabezpieczeni tak, by nie dało się sfałszować wyniku. Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie atak hakerski na serwery Państwowej Komisji Wyborczej, skoro wiemy, że kraje nam nieprzyjazne mają sprawnych hakerów, pozostających w służbie państwowej. Chcę wierzyć, że polskie służby specjalne czuwają nad tym, żeby wybory przebiegły bezpiecznie i wola obywateli demokratycznie w nich wyrażona, została uszanowana. Zwrócił Pan uwagę, że w mojej powieści opisuję wybory prezydenta stolicy. Od wielu lat jestem samorządowcem, byłem zastępcą burmistrza warszawskiej Pragi Północ, lokalny szczebel aktywności znam najlepiej, więc scenerię samorządową dla swoich bohaterów wybrałem. Poza tym warto pamiętać, że w trakcie zmiany ustrojowej pierwszymi w pełni wolnymi wyborami w Polsce, bez żadnego kontraktu ani gorsetu, okazało się właśnie powszechne głosowanie do samorządów 27 maja 1990 r, którego rocznicę właśnie w tych dniach obchodzimy, co stanowi okazję do przypomnienia, jak wielką dla Polaków zdobyczą są wybory wolne i uczciwe, o które tak długo przedtem trzeba było walczyć, zanim cel się ziścił.

– W Pana “Grze o Prezydenta” zawarta jest scena rozmowy telefonicznej, kiedy do sędziego, co ma wkrótce rozstrzygnąć o wyborczym wyniku, dzwoni człowiek mówiący ze wschodnim akcentem, oznajmia, że przesyłka została dostarczona. Pod drzwiami stoi torba, w niej setki tysięcy dolarów. Nie powiemy, co się w świecie Pana powieści dalej zdarzy, bo to jednak polityczny, ale kryminał, a w wypadku tego gatunku zakończenia nie zdradza się przedwcześnie. Wracamy jednak z political fiction do rzeczywistości i tu mamy nagle ingerencje z zagranicy w kampanię wyborczą poprzez nielegalne reklamy i groźbę zakwestionowania wyniku? A w tle przykład z Rumunii?

–  To wysoce niepokojące, co się dzieje. Wszelkie nielegalne finansowanie kampanii, kiedy pieniądze na reklamy w mediach społecznościowych nie płyną przez rzetelnie rozliczane konto komitetu wyborczego, oznacza sytuację, skłaniającą do uzasadnionego wszczęcia alarmu. Tym bardziej, gdy źródło takich działań znajduje się za granicą. Na szczęście zarówno dziennikarze jak informatycy po swojemu to śledzą i ujawniają. Dowiadujemy się o nieprawidłowościach. Na wysokości zadania nie stanął NASK. Naukowa Akademicka Sieć Komputerowa wydała niepokojący komunikat, jakby próbowała po swojemu kreować rzeczywistość. Nie taka jest jej rola. W moim przekonaniu po tym, co się stało, kierownictwo NASK powinno zostać zwolnione. Komitet Rafała Trzaskowskiego odżegnuje się od nielegalnych reklam, twierdzi, że nie miał z nimi nic wspólnego. Na pewno sprawa wymaga dogłębnego wyjaśnienia, żeby nie pojawiło się przekonanie o nierówności szans w wyborach w Polsce. Dla demokracji niekorzystne.

– Po raz pierwszy od dawna pojawia się też serio wyrażana obawa, że wynik wyborów może zostać podważony?

– Pewnie, że trzeba się tego obawiać, bo przy niewielkiej różnicy głosów i w klimacie wyjątkowego rozgorączkowania mogą pojawić się liczne protesty, które na przykład poskutkują koniecznością ponownego przeliczenia głosów.  Nie tylko Państwowa Komisja Wyborcza rozstrzyga o wyniku, ważność wyborów potwierdza Izba Nadzwyczajna Sądu Najwyższego, nie uznawana przez część polityków, powołujących się na wykładnie różnych gremiów Unii Europejskiej. Stąd groźba zawirowania.

– Jak jej zaradzić?

– Mazowiecka Wspólnota Samorządowa, w której działam, apeluje o spokój i poszanowanie wyniku wyborów. Od lat wzywamy też do uczestnictwa w każdym głosowaniu powszechnym, również w takim, kiedy jak w wyborach prezydenckich MWS nie wystawia własnego kandydata ani żadnego nie popiera. Skoro więc jest to apel bezinteresowny, to obywatele tym chętniej biorą go pod uwagę. Już teraz dumni jesteśmy z rekordowej frekwencji na Mazowszu w pierwszej turze wyborów prezydenckich.

– Czy to, że przy urnach będzie nas więcej, poniesie za sobą zmianę jakościową?

–  Pytanie o wysoką frekwencję, na rzecz którego kandydata działa, okazuje się złudne. Zwłaszcza, że socjologowie i analitycy badań podkreślają, od jak wielu zmiennych to zależy. Masowy udział obywateli w głosowaniu stanowi wartość samą w sobie. Na tym polega uczestnictwo w demokracji, współtworzenie jej. Im więcej nas zagłosuje, tym większą zyskujemy pewność, że głosy zostaną policzone i zatwierdzone zgodnie z przyjętymi procedurami. Członków komisji wyborczych trzeba przestrzec przed tolerowaniem manipulacji, takie zabiegi mają krótkie nogi, jak każde kłamstwo przecież. Swoje przekonania wolno im wyrażać ale tylko na własnej karcie do głosowania. Nie wówczas, gdy są arbitrami i misję publiczną pełnią. Wtedy powinni być bezstronni i wierzę, że właśnie takimi się okażą. Nasza masowa obecność przy urnach, praca mężów zaufania, systemy kontrolne PKW, zapobiegną nieprawidłowościom. To rodzaj demokratycznej i obywatelskiej presji, jedynej, jaka w tym dniu pozostaje dopuszczalna. Nasz masowy udział w wyborach wpłynie na wagę mandatu społecznego, którym Prezydent RP zostanie obdarowany.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 12

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here