Przez trzy ostatnie dekady byliśmy, i nadal jesteśmy, obiektem gospodarczej wojny propagandowej o zasięgu światowym, której celem było obezwładnienie intelektualne i mentalne całych społeczeństw, a nade wszystko ich centralnych ośrodków kierowniczych w polityce, gospodarce i nauce. To intelektualne i mentalne obezwładnienie miało umożliwiać, i umożliwiało, swobodną eksploatację ekonomiczną tych społeczeństw i ich gospodarek, przez oligarchiczne centra kapitałowe krajów rdzenia systemu światowego – nade wszystko USA oraz Europę Zachodnią, z Niemcami w roli głównej.

Ideologia neoliberalizmu

Intelektualną podstawą tej indoktrynującej wojny propagandowej była, i jest, ideologia neoliberalizmu ekonomicznego. Była ona i jest przedstawiana jako nauka ekonomiczna, a jej czołowi przedstawiciele to nade wszystko Milton Friedman i Friedrich von Hayek. Według niedawnych szacunków australijsko-brytyjskiego ekonomisty Steve’a Keen’a, 85 proc. środowiska akademickiej ekonomii w świecie zachodnim, poczynając od lat 80. XX wieku, to neoliberałowie. A te 15 proc. reszty to rozproszeni i zmarginalizowani naukowo przedstawiciele postkeynsizmu, instytucjonalizmu, szkoły austriackiej i marksizmu.

I był to i jest wynik świadomej polityki promowania ideologii neoliberalizmu na uczelniach wyższych w USA i Europie Zachodniej, poczynając od finansowania badań naukowych i wydawnictw, politykę personalną w redakcjach naukowych periodyków ekonomicznych, aż po precyzyjnie określanie programów nauczania ekonomii na uczelniach wyższych. Podmiotem prowadzącym tą politykę promocji neoliberalizmu, poczynając od początku lat 80. XX wieku, były i są nade wszystko grupy światowej oligarchii finansowej i ich politycznej reprezentacji. W ten sposób rozprzestrzeniano w skali światowej intelektualny wirus neoliberalizmu, który zakażał cały ekonomiczny dyskurs publiczny, powodując obumarcie nauki ekonomii politycznej (społecznej w wersji niemieckojęzycznej). Zakażenie tym wirusem publicznego dyskursu ekonomicznego umożliwiało paraliż gospodarczych funkcji państwa i przejęcie planowania gospodarczego w skali poszczególnych krajów, ale i całych regionów świata, przez nade wszystko sektor finansowy i jego oligarchię oraz jej agendy.

Doktryna Konsensusu Waszyngtońskiego

Ideologia neoliberalizmu przyjęła z końcem lat 80. i początkiem lat 90. formę oficjalnej doktryny ekonomicznej nazwanej Konsensusem Waszyngtońskim. Podstawowe reguły tej neokolonialnej doktryny gospodarczej narzucanej krajom słabszym i zależnym gospodarczo przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy i Departament Stanu USA, to nade wszystko prywatyzacja domeny państwowej w gospodarce, deregulacja gospodarcza w szczególności sektora finansowego i wszelkie formy ograniczania popytu wewnętrznego, od tzw. walki z inflacją poczynając, której celem było duszenie krajowej gospodarki.

W Polsce, jako kraju półperyferyjnym kapitalizmu zależnego, i to również silnie podporządkowanego zachodnim centrom politycznym, ta hegemonia ideologii neoliberalizmu była i jest jeszcze bardziej wszechogarniająca. Została dość łatwo narzucona w okresie szokowej transformacji Polski Ludowej w latach 1988-1991, gdyż komunizm zniszczył nauki społeczne w ogóle, a nauki ekonomiczne w szczególności. Ideologia neoliberalizmu stała się zapleczem intelektualnym planu Sorosa-Sachsa z 1989 roku, zrealizowanego jako tzw. plan Balcerowicza poczynając od 1990 roku. W jego wyniku doprowadzono do krachu gospodarczego i spadku produkcji przemysłowej o blisko 34 proc, a więc na poziomie Wielkiego Kryzysu lat 30. w II Rzeczpospolitej. W ostatecznych zaś konsekwencjach neoliberalna polityka gospodarcza doprowadziła do rozbioru gospodarczego kraju w postaci wyprzedaży do 2005 roku blisko 50 proc. sektora przemysłowego i 75 proc. sektora bankowego oraz strukturalnego drenażu ekonomicznego na obecnym poziomie co najmniej około 120 mld zł rocznie.

Likwidowanie roli i funkcji państwa w gospodarce

Rdzeniem ideologii neoliberalnej jest prywatyzacja wszystkiego co publiczne, a państwowe w szczególności i ograniczanie, aż po likwidowanie roli i funkcji państwa w gospodarce, acz i życiu publicznym. Chodzi tu o to, aby wielkie instytucje finansowe, a banki nade wszystko oraz wielkie koncerny międzynarodowe nie napotykały oporu państwa w eksploatacji ekonomicznej peryferyjnych i semiperyferyjnych krajów systemu światowego, acz i własnych krajów rdzenia również. Związanie rąk państwom i ich instytucjom, które jako jedyne mogłyby stawić czoło wielkim i potężnym ekonomicznie korporacjom i bankom, umożliwia im nade wszystko nieograniczoną penetrację ekonomiczną poszczególnych krajów, a w konsekwencji ich neokolonialną eksploatację.

W zwalczaniu ekonomicznej własności publicznej, a państwowej przede wszystkim, kryje się wszakże jeszcze jeden dalekosiężny cel gospodarczy. Jest to uniemożliwienie krajowym kapitałom państwowym rywalizację z zachodnimi koncernami prywatnymi na polu konkurencji ekonomicznej.

W krajach semiperyferyjnego i peryferyjnego kapitalizmu zależnego, choćby takich jak Polska, tylko silny krajowy kapitał państwowy jest w stanie dokonać głębokich i dużych inwestycji dla zmiany struktury przemysłowej. Chodzi tu przede wszystkim o tworzenie nowych przemysłów w najbardziej innowacyjnych segmentach gospodarki krajowej, które są w fazie powstawania są łatwe i do zniszczenia, i do późniejszego podporządkowania ekonomicznego i technologicznego. Ale na ten temat panuje absolutna cisza w zakażonym wirusem neoliberalizmu polskim dyskursie publicznym, od naukowego, przez polityczny, aż po publicystyczno-dziennikarski.

Rola przemysłowych inwestycji państwowych

Wiedział o tej elementarnej prawdzie doskonale wicepremier II Rzeczpospolitej Eugeniusz Kwiatkowski, tworząc a następnie realizując w 3 lata swój czteroletni plan inwestycyjny okresu 1936 – 1940. Jego rozmach można jedynie porównać z New Dealem prezydenta USA Franklina Roosevelta, przy zdecydowanie większym nowatorstwie związanym z wprowadzeniem po raz pierwszy średniookresowego planowania inwestycyjnego dla sektora publicznego o zhierarchizowanych celach. Jego sztandarową inwestycją było rozpoczęcie budowy w 1937 roku Centralnego Okręgu Przemysłowego w tzw. trójkącie bezpieczeństwa, w oparciu o sześcioletni plan rozwoju i rozbudowy sił zbrojnych na lata 1936-1942. Tą drogą tworzono nowoczesne technicznie i technologicznie przedsiębiorstwa państwowe w przemysłach elektrotechnicznym, chemicznym, zbrojeniowym, lotniczym i motoryzacyjnym.

E. Kwiatkowski sformułował podstawy praktyczne i teoretyczne polityki gospodarczej, ograniczającej zależność gospodarczą od krajów rdzenia systemu światowego i umożliwiającej przyspieszenie rozwoju kraju semi-peryferyjnego i podwyższenie jego miejsca w światowym i europejskim podziale pracy. Podstawą tej polityki była jego zdaniem polityka przemysłowa państwa , a jej naczelną regułą maksymalnie wysoki poziom technologiczny przetwórstwa przemysłowego. “Główna zasada kapitalizacji wewnętrznej – pisał w swej podstawowej pracy Dysproporcje z 1931 roku – polega na doprowadzeniu procesów wytwórczych od surowców przez półfabrykaty do najbardziej wykończonych wyrobów ostatecznych. … Bogactwo narodów łączy się przede wszystkim z procesem przeróbki surowców na produkty ostateczne i z organizacją wymiany towarowej postawionej na wysokim poziomie”.

To o czym wiedział wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, niestety nie wie premier Mateusz Morawiecki. Nie tylko, że jego rząd nie realizuje jakiejkolwiek narodowej polityki przemysłowej, ale nawet jej nie sformułował. A zamiast użycia dużych inwestycyjnych kapitałów państwowych, mamy naiwną wiarę w nową niewidzialna rękę rynku, tym razem innowacyjnego, w postaci start upów. To jest w polskich warunkach, co przykro mi powiedzieć, neoliberalna fatamorgana.

Konieczność wymiany partyjnych grup władzy

Problem w tym, że to nie jest osobista i jednostkowa wina zakażenia wirusem neoliberalizmu M. Morawieckiego. Dotyczy to bowiem całej polskiej klasy politycznej wyrosłej w ciągu ostatnich 30 lat. Nie jest bowiem przypadkowe to, iż żaden rząd w tym okresie nigdy nie sformułował nawet programu narodowej polityki przemysłowej, nie mówiąc o jej realizacji.

I polskie państwo nie sformułuje takiego programu i nie zacznie go realizować, dopóki nie doprowadzimy do zasadniczej wymiany partyjnych grup władzy i nie wprowadzimy pozytywnego mechanizmu ich selekcji w postaci zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu opartej na regule jednomandatowych okręgów wyborczych. Tylko tak możemy uruchomić tworzenie nowych jakościowo elit politycznych.

1.03.2019

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

5 KOMENTARZE

  1. Piękny i gładki artykuł, aż się chce przyklasnąć… i przychodzi ostatnia fraza mówiąca, że chodzi o JOW-y (sic!). Oczywiście o zasługach PRL-u jak zwykle nic. Był Kwiatkowski, potem czarna dziura w kosmosie, a neoliberalizm przyszedł z obcej galaktyki; tak nagle, niczym duch.

  2. Kwiatkowski wprowadził planowanie i inwestycje państwowe w warunkach gospodarki kapitaliztycznej. Polska Ludowa była odbiciem imperialnych procesów gospodarczych ZSRR, gdzie planowanie było instrumentem władzy gospodarczej totalitarnej biurokracji. Planowanie w PRL było silnie niskoeefektywnym mechanizmem alokacji kapitałów, z wszystkimi tego patologiami w postaci “walki o plan” i ukrytych przetargów o planowane wskaźniki. Tego nie można porównywać, choć nazwa ta sama. Oczywiście trzeba z tego również umieć wyciąać wnioski, ale mój generalny jest taki, iż był to mocno irracjonalny instrument gospodarczy. Dlatego zresztą neoliberałowie w Polsce nieustannie odwołują się do komunistycznego irracjonalizmu gospdarczego, jak tylko pada słowo “państwowy” i “planowy”. A co do JOW, to niestety, niestety, gdyż jest to tak ciężko przeprowadzić, jest to jedyna droga, aby wyrzucić neoliberalną hołotę polityczną na śmietnik polskiej historii i zacząć robić porządki w kraju. W tym również w nauce akademickiej, gdzie nie 85 ale 95-98 proc. to doktrynerzy neoliberalizmu.
    Pozdrawiam
    Wojciech Błasiak

  3. Pańskie wychwalanie międzywojennej polityki gospodarczej unika rzeczowej i opartej na faktach analizy.
    Projekt COP był projektem realizowanym z udzielonej Polsce przez Francję pożyczki na zakup nowoczesnego uzbrojenia dla zacofanej technologicznie polskiej armii. Kwiatkowski przekonał ówczesną elitę polityczną, by przeznaczyć je na stworzenie COP, który będzie produkował nasze nowoczesne uzbrojenie dla naszej armii dzięki czemu osiągniemy kilka korzyści jednocześnie, a przede wszystkim rozwój gospodarczy, zatrudnienie, efektywne wykorzystanie wsparcia z Francji. Tyle tylko, że COP do wojny nie zdążył osiągnąć pełnej zdolności produkcyjnej, a to co mu się udawało zrobić sprzedawano na pniu za granicę (np. jedyne mogące konkurować w powietrzu z niemieckimi samolotami najnowocześniejsze wówczas bombowce “Łoś”,, czy myśliwce P-24). Efekt był taki, że do wojny przystąpiliśmy nie przygotowani i zrobiliśmy Niemcom piękny prezent zostawiając świeżo wybudowane wielkie centrum przemysłowe, w dodatku z produkcją zbrojeniową. Pożyczkę, która mogła nas uchronić przed przegraną we wrześniu 1939 w zależności od interpretacji możemy traktować jako znakomicie spożytkowaną, bo dała wykorzystywany nawet w PRL i do dzisiaj ważny ośrodek rozwoju i produkcji, albo jako zmarnowaną, bo gdybyśmy kupili za te pieniądze sprzęt, ochronilibyśmy kraj przed ogromną ludzką tragedią i zniszczeniami zmieniając być może bieg historii. A wszystko to przez arbitralne decyzje gospodarcze rządu, dla którego ważniejsze były ambicje narodowe niż zimna ocena bezpieczeństwa kraju, która powinna być głównym celem działalności państwa. Rządu który nie wydawał własnych pieniędzy przecież, a przecież każdy prywatny przedsiębiorca przy tak poważnej inwestycji wziąłby pod uwagę zbliżające się zagrożenie wojenne.
    To nie jedyny negatywny efekt arbitralnych działań gospodarczych przedwojennych elit politycznych. Swoją dezynwolturą – teoretycznie mającą na celu ochronę zatrudnienia – rozbili inny wielki istniejący już od lat ośrodek gospodarczy – przemysł włókienniczy w Łodzi. W efekcie obniżyli zatrudnienie pozwalając jednocześnie zdobyć przewagę konkurencyjną jednemu tylko z przedsiębiorców niszcząc wielu pozostałych. Ale to inna dłuższa historia.
    Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem zwolennikiem liberalizmu. Jestem jego wrogiem szczególnie w sferze społecznej, ale dostrzegam szereg pozytywów jego instrumentów w sferze gospodarczej wartych wykorzystywania. Jednak każde ideologizowanie życia prowadzi do wynaturzeń. Obojętnie, czy to będzie liberalizm, czy państwowe sterowanie i etatyzacja.

  4. Wychwalam politykę gospodarczą E. Kwiatkowskiego, gdyż na temate czasy była nowatorska i skuteczna. Nie oceniałem elit II RP i jej straconych szans. Wszystkie zarzuty są chybione, gdyż nie dotyczą istoty artykułu, jaką była ocena i analiza polityki inwestycyjnej Kwiatkowiego. Co o ma wspólnego z ideologią i to jakąkolwiek?
    Wojciech Błasiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here