Wrzesień 1939: samotne bohaterstwo Polaków

0
72

Kampania wrześniowa 1939 r. zakończyła się zdruzgotaniem po ponad dwudziestu latach niepodległej państwowości. Polska nie była w stanie obronić się przed dwoma silniejszymi wrogami. Sojusznicy nie dotrzymali zobowiązań: Wielka Brytania i Francja wprawdzie wypowiedziały wojnę Niemcom, ale nie podjęły realnych działań na froncie. Zaś Rumunia internowała ewakuujące się polskie władze. Zarazem jednak Wrzesień 1939 r. dostarczył licznych dowodów bohaterstwa tak żołnierskiego (Westerplatte czy Bitwa nad Bzurą) jak cywilnego (obrona Poczty Polskiej w Gdańsku czy Warszawy przez prezydenta Stefana Starzyńskiego).

To atak niemiecki na Polskę stał się zarazem początkiem II wojny światowej, w której polski żołnierz walczył aż do końca. Adolfowi Hitlerowi nie udało się zająć Polski bez jednego wystrzału podobnie jak wcześniej Austrii czy Czechosłowacji ani Józefowi Stalinowi anektować bez konsekwencji naszych wschodnich ziem, jak w rok później uczynił to z trzema państwami bałtyckimi. Sprawa polska okazała się jednym z głównych tematów polityki mocarstw co zaprocentowało w pół wieku później gdy w pokojowy już sposób ponownie wybiliśmy się na niepodległość i demokrację.

W 1920 r. za sprawą bezprzykładnego wysiłku całego narodu, geniuszu strategicznego Józefa Piłsudskiego oraz zdolności politycznych chłopskiego premiera Wincentego Witosa odparliśmy zwycięsko najazd bolszewicki. W toku powstań: Wielkopolskiego (1918-9 r.) i kolejnych Śląskich (1919-21) obroniliśmy też przez osłabionymi porażką w I wojnie Niemcami w miarę korzystne dla nas granice zachodnie. Póki żył Marszałek Piłsudski, za którego czasów zawarto pakty o nieagresji z ZSRR (1932 r.) i Niemcami (1934 r.) głównym motywem polityki obronnej pozostawało usiłowanie, żeby nie dopuścić do równoczesnego ataku dwóch wrogów. Znakomicie i lepiej od strategów dyplomacji oddał to poeta noblista Czesław Miłosz:

“Latami będzie chodzić w Belwederze.

Piłsudski nigdy nie uwierzy w trwałość. 

I będzie mruczeć: “Oni nas napadną”.

Kto? I pokaże na zachód, na wschód.

“Koło historii wstrzymałem na chwilę” [1]

Po śmierci Marszałka jego następcom zabrakło jednak zdolności politycznych do kontynuacji jego polityki. Wódz naczelny marsz. Edward Rydz-Śmigły, prezydent Ignacy Mościcki, premier Felicjan Sławoj-Składkowski ani minister spraw zagranicznych Józef Beck nie przejawiali podobnych strategicznych zdolności. Prowadzili propagandę pozornej mocarstwowości, której symbolem stało się hasło “Nie oddamy ani guzika” czy rymowanka: “nikt nam nie zrobi nic, bo z nami jest marszałek Śmigły-Rydz”. Dołączyło się do tego zadufanie w polityce wewnętrznej: kiedy Wincenty Witos przyjechał z emigracji, gotów włączyć się w szerokie porozumienie na rzecz obrony kraju, pierwszą noc w ojczyźnie spędził za kratami aresztu. 

Błędy sanacyjnej władzy przyczyniły się do osamotnienia Polski we wrześniowych dniach, ale nie stłumiły entuzjazmu rodaków do odparcia obcego najazdu zbrojnego. Nastroje te oddał dawny legionista i obrońca kraju przed bolszewikami w 1920 r, związany potem z lewicą społeczną Władysław Broniewski:

“Są w ojczyźnie rachunki krzywd

obca dłoń też ich nie przekreśli

ale krwi nie odmówi nikt

wysączymy ją z piersi i z pieśni.

Cóż, że nieraz smakował gorzko

na tej ziemi więzienny chleb?

Za tę dłoń, podniesioną nad Polską –

kula w łeb” [2].

O szansach w wojnie obronnej przesądziła jednak tajna klauzula do układu niemiecko-radzieckiego, zawartego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa. Jej treść sprowadzała się faktycznie do kolejnego, czwartego rozbioru Polski.        

Pierwsze strzały padły nad ranem 26 sierpnia na Przełęczy Jabłonkowskiej, bo do dywersantów niemieckich atakujących z terenu zlikwidowanej już Czechosłowacji strategiczny tunel nie dotarł rozkaz, odkładający operację zbrojną, w związku z kolejnymi brytyjskimi zobowiązaniami wobec Polski.

Za początek II wojny światowej przyjmuje się salwy oddane z pancernika “Schleswig-Holstein” o godz. 4,45 rano 1 września 1939 r. w kierunku Westerplatte, polskiej placówki wojskowej na obszarze Wolnego Miasta Gdańska. Właśnie jej opór stał się symbolem. Westerplatte broniło się rozważnie pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego aż do 7 września. Ze 182 osób załogi poległo piętnastu żołnierzy, straty atakujących w sile 3 tys. Niemców okazały się wielokrotnie liczniejsze. Jako podobne reduty zasłynęły we Wrześniu bronione z determinacją: gdyńskie Oksywie i podlaska Wizna.     

Wyrazem wyjątkowego heroizmu cywilnego stała się trwająca od rana do wieczora pierwszego dnia wojny obrona Poczty Polskiej w Gdańsku przez jej pracowników. Najmłodsza z ofiar ataku, wychowanka dozorcy domu Erwina Barzychowska, zmarła z powodu poparzeń miotaczem płomieni, miała dziesięć lat.

Niemcy prowadzili wojnę w barbarzyński sposób, zgodnie z dyrektywą Adolfa Hitlera: “bądźcie brutalni, prawo jest po stronie silniejszego”. Broniących wieży spadochronowej w Katowicach harcerzy zrzucali rannych z wysokości kilkunastu metrów. Po zdobyciu Bydgoszczy przeprowadzili tam masowe egzekucje Polaków. Ogromne straty poniosła we wrześniowych dniach polska kultura. Spłonął Zamek Królewski w Warszawie. Od niemieckiej bomby w Lublinie zginął poeta Józef Czechowicz, zaś od radzieckiej kuli przy moście na Czeremoszu w Kutach, którym przedtem ewakuowano polskie władze – prozaik Tadeusz Dołęga-Mostowicz, autor “Kariery Nikodema Dyzm” i “Znachora”.  W trakcie Bitwy nad Bzurą wermacht rozstrzeliwał chłopów z podłowickich wsi. 

Ludność cywilna cierpiała w tej wojnie od początku, jak mieszkańcy zbombardowanego do cna Wielunia czy Frampola: w drugiej z tych miejscowości w chwili ataku Luftwaffe nie było nawet jednego polskiego żołnierza. 

Siła oblężonego miasta

Główny cel dla najeźdźcy stanowiła jednak Warszawa. Co nie znaczy, że łatwo mu przyszło nad nią się przedrzeć. Jak opisał bowiem Leszek Moczulski, pierwszą próbą ataku odparto już o 7,40 czyli w niecałe trzy godziny od strzałów na Westerplatte, później zaś: “W piątek, 1 września kieruje się nad Warszawę mniejsza wyprawa bombowców, a pod 16,30 nadlatuje raz jeszcze potężne zgrupowanie Luftwaffe. Obu tym wyprawom nie udaje się przedostać nad miasto. W sumie podczas całego dnia myśliwce brygady pościgowej staczają 230 walk powietrznych (wypada po prawie 5 na jeden samolot!), zestrzeliwują 14 samolotów niemieckich na pewno, 5 prawdopodobnie, 10 uszkadzają poważnie, bardzo wiele – lekko (..). W sobotę, nauczeni doświadczeniem Niemcy nie odważają się na tak dla nich kosztowne, a mało skuteczne naloty na Warszawę” [3].      

W środę 6 września odbywa się narada w Dowództwie Obrony Warszawy. Jak stwierdza Moczulski: “Rezultat jest jednak nieprzewidziany. Obecny na odprawie szef propagandy naczelnego dowództwa, płk. Umiastowski, około północy występuje przez radio. Bliski histerii oficer wzywa przez radio wszystkich zdolnych do noszenia broni warszawiaków, aby opuszczali miasto i szli na wschodni brzeg rzeki. Zapowiada, że czołgi niemieckie są niedaleko i nawołuje cywilną ludność do budowy barykad. Wydźwięk ogólny tego niepoczytalnego przemówienia jest taki, że Niemcy lada chwila zajmą Warszawę, której nie ma kto bronić i wszyscy praktycznie powinni uciekać. W trakcie przemówienia do studio wpada prezydent Stefan Starzyński i wyrywa Umiastowskiemu mikrofon z ręki” [4].

Oczywiście to nie pułkownik Roman Umiastowski zostanie bohaterem historii ale Stefan Starzyński jako szef cywilnej obrony stolicy. Warszawa wytrwała w oporze do 28 września. Zaś jej prezydent w odróżnieniu od kierownictwa państwa i wojska nie skorzystał z podsuwanych mu możliwości ewakuacji. starał się do końca łagodzić cierpienia/ mieszkańców trapionej nalotami stolicy. Zaś na Ochocie, m.in na ul. Opaczewskiej ludność cywilna nie tylko wznosiła barykady przeciw niemieckim czołgom ale atakowała je butelkami z benzyną.          

Nóż w plecy udaremnił obronę na przedmościu rumuńskim

Jednak po przegraniu bitwy granicznej i trwającym odwrocie, jak opisuje Andrzej Paczkowski: “6 września Naczelny Wódz wydał rozkaz o wycofaniu wojsk za linię Wisły-Sanu, a naczelne władze państwowe opuszczały stolicę już od 5 września. Dwa dni później wszystkie centralne instytucje znajdowały się na wschód od Buga – Naczelny Wódz i sztab w twierdzy brzeskiej, rząd w Łucku, prezydent w Ołyce. 12 września podczas narady u prezydenta, w której wzięli udział premier, minister spraw zagranicznych i Naczelny Wódz, przyjęto założenie o przygotowaniu ostatecznej walki obronnej w widłach Stryja i Dniestru, co dawało możliwość oparcia się na sojuszniczej Rumunii i neutralnych Węgrach. Na krótko tylko jednostkom Armii “Poznań” i “Pomorze” udało się zahamować niemiecką ofensywę na odcinku środkowym (bitwa nad Bzurą 9-16 września)” [5].   

Koncepcja obrony na tzw. przedmościu rumuńskim nie miała szans powodzenia wobec tego, co wkrótce stało się na Wschodzie.

“W niedzielę 17 września, o godz. 3.00 ambasadorowi RP w Moskwie próbowano wręczyć notę informującą, że “straciły ważność traktaty zawarte między ZSRR a Polską”, a dwie godziny później jednostki Armii Czerwonej zaczęły przekraczać granicę polską (..). W nocy z 17 na 18 września granicę rumuńską przeszły wszystkie najwyższe władze Rzeczpospolitej” [6].

Opuścił kraj również ks. prymas August Hlond. Pozostał natomiast na miejscu posługi arcybiskup krakowski Adam Sapieha, późniejszy mentor Karola Wojtyły. Do legendy przeszło spotkanie kard. Sapiehy z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem, którego hierarcha, gdy hitlerowski dygnitarz wprosił się do jego siedziby, podjął tam czarnym chlebem – takim, jakim żywili się podczas okupacji wierni archidiecezji krakowskiej. Za to Karol Wojtyła już jako Papież Jan Paweł II w trakcie trzeciej pielgrzymki do Polski w 1987 r. odwołał się bezpośrednio do pamięci o Wrześniu 1939 r. 

– Każdy z Was, Młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę (..) – mówił Jan Paweł II w Gdańsku w czerwcu 1987 r [7].         

Młodzi ludzie, do których wtedy Papież się zwracał już w rok później stanowili główną siłę strajków robotniczych i studenckich, które zmusiły komunistycznych rządców kraju do rozmów a te z kolei już w kolejnym 1989 roku zaowocowały wyborami z 4 czerwca, prowadzącymi do odzyskania niepodległości przez Polskę. To niezwykła, dokonana po półwieczu aktualizacja doświadczenia historycznego. 

Polska nie mogła tej wojny wygrać

Rzut oka na mapę wystarczy. Opuszczona przez sojuszników Polska nie była w stanie wygrać wojny, prowadzonej na dwa fronty. Dysproporcja sił nawet wobec samych tylko Niemiec hitlerowskich pozostawała oczywista. Niemcy wraz z podbitymi przed Wrześniem terenami liczyły 80 mln mieszkańców, Polska tylko 35 mln. Hitler zmobilizował przeciwko nam 1,8 mln wojska. Natomiast opóźnienie mobilizacji pod naciskiem sojuszników zachodnich spowodowało, że wielu z miliona żołnierzy polskich nie dotarło do miejsc przeznaczenia. 

Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wprawdzie Niemcom wojnę w obronie Polski, ale na froncie zachodnim przybrała ona postać “drole de guerre” (franc. wojna dziwna lub śmieszna), bo realnych działań nie prowadzono. Pociągi kursowały zgodnie z rozkładem w zasięgu ognia artyleryjskiego. Gdy z samolotów alianckich zrzucano na niemieckie pozycje ulotki propagandowe, paczki z nimi uprzednio rozwiązywano, żeby przypadkiem nie zabić jakiegoś Niemca.

Natomiast sojusznicy Hitlera w odróżnieniu od naszych, zobowiązań dotrzymali. Zakopane zajęte zostało już w pierwszych dniach wojny przez zbandyciałe kolaboranckie oddziały słowackie, przezwane przez Górali “janosikowymi”. Oczywiście wsparcie Stalina dla Hitlera okazało się bez porównania bardziej dla polskich planów obrony niszczące.

Nie deprecjonuje ich zresztą dr Andrzej Anusz, autor wielu książek historycznych (m.in. “Wokół Marszałka”), w którego przekonaniu: “Koncepcja obrony na przedmościu rumuńskim przygotowana wcześniej przez polskie dowództwo nie była czymś wymyślonym, bez szans na realizację. Ośrodkiem oporu miał stać się Lwów, wtedy pozostający w polskich rękach, podobnie jak w 1920 r. ale też i w 1918 r. za sprawą nastoletnich bohaterskich Orląt. Wówczas w 1939 r. obronę na wschodzie szykował gen. Kazimierz Sosnkowski. Wódz Naczelny Edward Rydz-Śmigły wcześniej go odsunął, ale wówczas już przywrócił. Ogromna przestrzeń polskich Kresów stwarzała dogodne możliwości do skutecznej obrony. Nie było tam dróg do szybkiego przerzutu wojsk, a w taki sposób, w formacie Blitzkriegu walczyli wtedy Niemcy” [8]. 

“A czołgi w bagnach wyschniętych nie grzęzły / szły armie, szybsze niźli polski piechur (..)” – pamiętamy z wiersza Broniewskiego. Jednak ocena ta dotyczyła Polski zachodniej i nie musiała się sprawdzić w błotach poleskich, zwłaszcza po jesiennym załamaniu pogody. Kiedy jako dziewiętnastoletni stypendysta we Francji oglądałem po raz pierwszy w życiu słynną Marnę, nie posiadałem się ze zdumienia, że tak mała rzeczka na płaskim terenie stać się mogła w 1914 r. barierą nie do przekroczenia dla armii niemieckiej. Zdecydowała wtedy francuska siła ducha, skoro nawet paryskie taksówki zmoblizowano do transportu dostaw na front i rannych w odwrotnym kierunku. Jednak we Wrześniu 1939 r. chociaż woli walki nie utraciło polskie patriotyczne społeczeństwo, o roztropności decydentów nie da się mówić, zwłaszcza wobec sytuacji na Wschodzie.        

Rydz-Śmigły w wydanej dopiero o godz. 16,00 (chociaż inwazja ze wschodu trwała od ok. 5,00 rano) 17 września “dyrektywie ogólnej” nakazywał podejmowanie walki z wkraczającymi oddziałami sowieckimi tylko w tym wypadku, o ile będą nacierały. Pomimo to w wielu miejscach doszło do regularnych starć, jak w Grodnie, bronionym oprócz wojska przez straż obywatelską i harcerzy. Jednego z nich, pochwyconego do niewoli, Sowieci przywiązali do pancerza tanku i użyli jako żywej tarczy.

Bezkompromisowy pozostawał opór przeciwko Niemcom, chociaż losów kampanii nie odmieniły dwie kolejne bitwy pod Tomaszowem Lubelskim, z którymi takie nadzieje wiązano. Dzień dłużej od Warszawy, do 29 września broniła się Twierdza Modlin. Aż do 2 października – załoga Helu.

Z wielkich formacji wojskowych Samodzielna Grupa Operacyjna “Polesie” dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga dotrwała do 6 października, tocząc walki pod Kockiem.

W ogóle za to nie złożył broni dawny uczestnik zawodów jeździeckich na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie, major Henryk Dobrzański “Hubal”, którego Niemcy dopadli dopiero 30 kwietnia 1940 r. Nie ma sensu spór, czy był on ostatnim dowódcą z kampanii wrześniowej, bo jego żołnierze walczyli w mundurach Wojska Polskiego – czy pierwszym komendantem partyzanckim, skoro oddział wymykał się kolejnym obławom dzięki wsparciu ludności cywilnej. Podobnie symboliczny jak walka ludzi Hubala pozostaje fakt, że pierwsza organizacja konspiracyjna, Służba Zwycięstwu Polski powołana została już 27 września 1939 roku. W oblężonej Warszawie, na dzień przed kapitulacją.               

Jak podsumował Paweł Zaremba: “W sensie polityczno-prawnym wrzesień 1939 roku nie przerywa ciągłości istnienia państwowości polskiej (..). Nie oznaczał więc końca polskiej polityki zagranicznej ani nawet stanu jej czasowego zawieszenia. Oznaczał konieczność stosowania zupełnie nowych metod. Metody te były w dużej mierze nawrotem do sposobów działania, jakie polityka polska stosować musiała przed rokiem 1918, to znaczy zanim państwo polskie mogło się zacząć organizować na własnym terytorium” [9]. Pomimo bezsprzecznie wykazanego bohaterstwa i poniesionych ofiar na powrót korzystnej koniunktury i nadrobienie strat przyszło Polakom czekać pół wieku.  

[1] Czesław Miłosz. Traktat poetycki [w:] Wiersze wybrane. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 1980, s. 69          

[2] Władysław Broniewski. Bagnet na broń [w:] Ze struny na strunę. Wiersze poetów Polski Odrodzonej 1918-1978. Ułożył Andrzej Lam. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980, s. 254 

[3] Leszek Moczulski. Epos 28 dni. Obrona stolicy we wrześniu 1939 r. [w:] “Opinia” nr 150 wydanie specjalne 2025, s. 103-104 [pierwodruk:] “Stolica” z 1968 nr 35

[4] L. Moczulski… op. cit, “Opinia” nr 150, s. 107

[5] Andrzej Paczkowski. Pół wieku dziejów Polski 1939-1989. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 13

[6] ibidem, s. 14

[7] cyt. wg Jan Paweł II na Westerplatte. Muzeum II Wojny Światowej muzeum1939.pl

[8] Rozstrzygnął siedemnasty, nie 1 września. Rozmowa z Andrzejem Anuszem. “Samorządność” nr 101, wrzesień 2025

[9] Paweł Zaremba. Historia dwudziestolecia (1919-1939). Wydawnictwo Przyszłość, Warszawa 1983, t. III, s, 147

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here