Zagłosowali za zmianą, która nie nastąpi 

0
250

Wybór Polaków

Prezydentem został Karol Nawrocki uzyskując w drugiej turze 50,89 proc głosów, kandydat opozycyjnego PiS przedstawiany jako obywatelski. Przegrał pretendent z obozu władzy, Rafał Trzaskowski, chociaż uchodził za faworyta i niemal do końca prowadził w sondażach. Polacy nie tyle postawili na osobiste walory zwycięzcy, co opowiedzieli się przeciw rządzącej Koalicji 15 Października, nazwanej tak od daty wyborów parlamentarnych z 2023 r, po których PiS straciło władzę.

Wtedy frekwencja przy urnach okazała się rekordowa (74 proc), teraz niewiele mniejsza. Zagłosowało bowiem 1 czerwca 2025 r. 72 proc z nas, na Mazowszu nawet 77 proc. 

Różnica między zwycięzcą a pokonanym wyniosła 369,6 tys głosów, to niewiele, mniej więcej tyle, ilu mieszkańców liczą Bydgoszcz czy Lublin.   .  

Zamiast chleba igrzyska, więc mamy efekt

Do wyniku wyborów przyczyniła się z pewnością drożyzna, brak należytej troski o rodzimych przedsiębiorców i rolników przy równoczesnym faworyzowaniu obcych sieci handlowych. Zaważyły na nim także zaniechane obietnice sprzed 15 października 2023 r, w tym dotyczące poprawy jakości życia publicznego i sposobu uprawiania polityki. Od tego czasu nowi rządzący zamiast chlebem zajmowali się igrzyskami, w tym pokazowymi rozliczeniami poprzedniej ekipy, których twarzą stał się Roman Giertych, dawny wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, tropiący teraz dawnych kolegów. W dodatku tworzące blok rządowy Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga (Polskie Stronnictwo Ludowe i Polska 2050) oraz Nowa Lewica nadmiar uwagi poświęcały wzajemnym swarom. Kandydaci obu mniejszych formacji Szymon Hołownia i Magdalena Biejat zostali surowo ocenieni przez wyborców już w pierwszej turze głosowania a Trzaskowski przegrał w drugiej. Pomimo ujawnienia licznych nieprawości jego oponenta, co do których Nawrocki składał wzajemnie wykluczające się wyjaśnienia. Nie wytłumaczył się z sensem z zażyłości z gangsterami, udziału w masowych bójkach pseudokibiców ani przejęcia kawalerki, której lokatorowi obiecał w zamian opiekę do końca życia ale słowa nie dotrzymał. Ani z podejrzanej delegacji do Moskwy sprzed kilku lat.

Układ sił się nie zmienia       

Nawet jeśli Polacy zagłosowali za zmianą, nie odczują jej skutków. Wybór Nawrockiego, chociaż szokujący, nie zmienia bowiem układu sił w Polsce. Przez ostatnie półtora roku rząd Donalda Tuska sprawował bowiem władzę, mając w Pałacu Prezydenckim za partnera czy raczej za oponenta wywodzącego się z PiS Andrzeja Dudę. Teraz zastąpi go Karol Nawrocki, o tej samej politycznej genealogii, chociaż formalnie bezpartyjny, bo wymaga tego  dotychczas pełniona przez niego funkcja prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Obaj są politycznymi kreacjami prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Żaden nigdy mu się nie sprzeciwił w poważnych sprawach.

Między grzecznym na co dzień i poprawnym Dudą a sprawiającym wrażenie bezwzględnego czy wręcz brutalnego Nawrockim istnieje różnica charakterologiczna a nie polityczna. Nowy prezydent podobnie jak poprzedni będzie wetować ustawy Koalicji 15 Października, co dla tej ostatniej stanowić będzie doskonałe alibi, żeby kolejnych nie uchwalać. W sytuacji zwyczajnego obywatela niewiele to zmieni.

Zwycięzca jednego wieczoru

Dramaturgii sytuacji dodały wyniki exit polls (badania opinii osób wychodzących z lokali wyborczych) ogłoszone zaraz po zamknięciu urn. Zgodnie z nimi wygrał Trzaskowski. Pomimo to wiwaty i pohukiwania w jego sztabie zabrzmiały fałszywie. Wyczuwało się obawę. Dopiero nad ranem przekonaliśmy się, kto wygrał. Nie był to Trzaskowski. Jak się wydaje, sam nie wierzył w zwycięstwo. A jego sztabowcy nie rozpoznali nastrojów społecznych. Zaszkodziła też natrętna kampania medialna, zwłaszcza toporne chwyty zaprzyjaźnionej TVN, zrażające sporą część elektoratu, lepiej wykształconego i bardziej wymagającego niż u konkurenta. 

Kusi stwierdzenie, że obudziliśmy się w innej Polsce, niż ta, w której w niedzielny wyborczy wieczór kładliśmy się spać. Ale to pozór tylko. Polska wciąż jest jedna. Zadaniem pozostaje scalenie jej po licznych pęknięciach z czasów długiej kampanii przedwyborczej, omijającej główne problemy kraju, za to obfitującej w podsycanie emocji. Paradoks polega na tym, że podsycanie ich wciąż leży w interesie głównych sił politycznych. 

Rząd KO i sejmowa większość bronić będą dotychczasowych zdobyczy, zaś PiS potraktuje Pałac Prezydencki jako przyczółek w kolejnej, której to już, wojnie na górze Jarosława Kaczyńskiego. Nadzieje, jakie zasadnie wzbudza  masowy udział obywateli w niedawnym głosowaniu, szybko więc mogą zgasnąć. Za to demony ożywione w kampanii niełatwo przyjdzie przegonić.        

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 27

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here