Żeby ludzie wiedzieli, co robić, gdy zawyją syreny

0
162

Z Wiceadmirałem Markiem Toczkiem rozmawia Łukasz Perzyna

– Klub Generałów i Admirałów Wojska Polskiego, którego jest Pan głównym animatorem, organizuje 24 września w Akademii Sztuki Wojennej konferencję w sprawie przeciwdziałania zagrożeniom. Jak rozumiem oczywisty pozostaje jej związek z niedawnym najściem flotylli rosyjskich dronów na Polskę, z innymi podobnie dramatycznymi zdarzeniami?

– Nawet jeśli w naszym środowisku nie jest łatwo zgromadzić ludzi wokół jednej tylko teorii czy poglądu, trzeba pojawiające się koncepcje wymieniać i omawiać. Działamy od wielu lat wspólnie, a teraz sytuacja dopinguje nas dodatkowo. Warto artykułować propozycje dla władz. Gdy pojawia się zagrożenie dla dalszego istnienia państwa, nasze doświadczenie powinno się okazać przydatne i istotne.   

– A jak działo się do tej pory? Czuliście się docenieni?

– Za rządów PiS nastąpiło, jeśli można tak rzecz ująć, zupełne wyciszenie kontaktów między naszym środowiskiem a władzą. Teraz sytuacja nieco się poprawia. Pozostajemy gotowi do współpracy z MON i z MSWiA. Nie ulega wątpliwości, że wobec powagi obecnych niebezpieczeństw warto współdziałać ze Strażą Pożarną i Strażą Graniczną. Jesteśmy do dyspozycji. Wiadomo, jak ważna okaże się kwestia synchronizacji spraw wojskowych i możliwości przemysłu obronnego, a ściślej tego, co z branży pozostało po przekształceniach z lat 90.   

– Waszym sojusznikiem i partnerem również w kształtowaniu koncepcji związanych z obronnością pozostaje ruch społeczny na rzecz odrodzenia Powszechnego Samorządu Gospodarczego w Polsce?

– Sam się w ten ruch zaangażowałem, bo po pierwsze uznaje ten cel za słuszny, po drugie wiem, że przedsiębiorcy doskonale czują i rozumieją kwestie związane z obronnością kraju. Kiedyś przemysł obronny pozostawał w całości państwowy. Teraz choćby w trakcie wojny w Ukrainie wszyscy przekonali się, jakie znaczenie ma produkcja prywatna, łańcuchy dostaw. Przedsiębiorców ubiegających się o własną reprezentację – ma szansę się nią stać ich powszechny samorząd – cechuje też rozwinięte poczucie dobra wspólnego.

– Na ile powszechne się ono okazuje w kontekście obronności kraju, również tych ostatnich zagrożeń, nieproszonych gości na polskim niebie, manewrów Zapad?

– `Na największą od kilkudziesięciu lat skalę pojawia się problem przygotowania społeczeństwa do zadań, związanych z zagrożeniem wojennym. Z katastrofami nauczyliśmy się stopniowo dawać sobie radę, do czego przyczyniło się doświadczenie kolejnych powodzi, w tym tej najgorszej z 1997 r – i wyciągnięte z niego wnioski, które – co już obserwujemy – ułatwiają skuteczne odpieranie kolejnych kataklizmów. Rozwój wydarzeń za wschodnią granicą skłania nas do tego, co dla nas oczywiste, skoro tyle lat Polsce służyliśmy – żeby zadeklarować pełną gotowość bezinteresownej pomocy. Spytał mnie Pan o powszechną świadomość obronności kraju…

– Jak rozumiem, dramatyczny kryzys w kwestii obrony cywilnej nastąpił za rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy nie miała ona nawet podstaw prawnych, bo poprzednie regulacje przestały obowiązywać a nowych nie uchwalono?

– Teraz mamy już ustawę o obronie cywilnej, ale nie tylko do rozwiązań legislacyjnych problem się sprowadza. Skuteczna ochrona mieszkańców przed następstwami konfliktu zbrojnego wymaga nie tylko przepisów i instrukcji. Ale również wielu rozmów i ćwiczeń. Nie da się przy tym zapomnieć, że przez trzydzieści lat ćwiczeń nie było w ogóle. Polacy zapomnieli już jak to działa, młodsze roczniki nie mają o obronie cywilnej większego pojęcia. Przed kilkudziesięciu laty organizowano jej ćwiczenia w zakładach pracy czy szkołach. Teraz najważniejsze pytanie brzmi, skąd ludzie mają wiedzieć, co mają zrobić, kiedy zawyją syreny alarmowe. Nie chodzi tylko o drogę do schronu, ani nawet gdzie się można skryć. Tylko jak się zachować w takich wypadkach. Na tym polega odpowiedzialność władzy za powszechną ochronę ludności. Trudno o większą. Tym bardziej wypada się nią podzielić. Szczebel gminy okazuje się tu szczególnie istotny, w ogóle doświadczenie samorządowców: starostowie czy wójtowie mają praktyczną wiedzę w tej kwestii, znają mieszkańców i teren.   

– Jaki błąd popełniano w poprzednich latach?

– Kardynalny w tym sensie, że przygotowaliśmy się do takiej wojny, jaka była wcześniej.

– A przebieg wydarzeń w Ukrainie pokazał, jak bardzo to nieaktualne? Drony ma Pan na myśli i ich rolę na współczesnym polu walki?

– Rola dronów w tym konflikcie słusznie stała się przedmiotem naszej wzmożonej uwagi. Ukraińcy potrzebowali dwóch czy trzech lat, żeby się do odpierania ich ataków skutecznie przygotować. Teraz w trakcie wizyty naszego wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza podpisano porozumienia, z których jedno właśnie dotyczy przekazywania nam doświadczeń z walki z dronami. Zresztą o dronach mówiło się wiele już od dziesięciu lat, więc widać, że nie za wszystkim nadążaliśmy. Teraz szef MON  wysyła na Ukrainę specjalną ekipę, żeby podglądała osiągnięcia w tej dziedzinie i się uczyła. Oprócz dronów, co do których od dekady wiadomo, że na taktyczną skalę mają decydujący wpływ na współczesne pole walki, czołowym problemem staje się logistyka wojenna. Struktura kierowania obronnością państwa musi się stać nowoczesna i dostosowana do tego, co dzieje się na wschód od naszych granic. Państwo odpowiada za sektor obronny i ochronę ludności, zarówno w miastach jak w miejscach ewentualnej ewakuacji. To ogromna skala zadań. Dlatego uznajemy, że przyda się również nasze doświadczenie i refleksja, jaką podejmujemy. W naszym kręgu, w tym na stronie internetowej, pozostaje aktywnych około 120 osób, nie sami tylko generałowie i admirałowie. Wielu oficerów odeszło z wojska, bo w dobie rozmaitych ograniczeń nie widzieli tam dla siebie perspektyw, dostrzegali też m.in. co dzieje się z przemysłem obronnym w Polsce. Teraz gotowi są wrócić, gdy pojawia się taka potrzeba. W naszym środowisku nie rozumujemy wyłącznie w kategoriach sukcesu indywidualnego, zresztą wszystkie nasze prace finansujemy z własnych środków. Teraz mamy poczucie, że dorobek, który przez wiele lat wydawał się nieodwracalnie marnowany czy przynajmniej rozpraszany stanie się na powrót użyteczny, to paradoksalna korzyść jaką wyniosłaby Polska i jej armia z obecnej tak dramatycznej sytuacji…

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 16

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here