Źle, że dzieci nie są najważniejsze

0
636

Barbara Bartel, psycholog z  Lekarskiej Poradni Profesorsko-Ordynatorskiej Waliców 20 w Warszawie, b. wykładowca akademicki Uniwersytetu Warszawskiego,w rozmowie Łukasza Perzyny

– Jakie wnioski wyciągnie psycholog z niedawnego zdarzenia w Kielnie, pomorskiej miejscowości? Wersje kursują sprzeczne, pierwsza mówiła o wyrzuceniu przez nauczycielkę do kosza na śmieci krzyża, druga już tylko zabawki halloweenowej? Nie ma natomiast wątpliwości, że w centrum konfliktu znalazły się dzieci. Ich dobro powinno być nadrzędne, tymczasem media głównego nurtu bardziej troszczą się o stan psychiczny nauczycielki?

– Nauczycielka prawdopodobnie ma ze sobą wielki problem. Zachowanie jej wskazuje na przyjęcie postawy: jestem kimś wielkim. W tradycyjnej szkole nie tylko dyrektor ale i nauczyciel zawsze ma rację. Zapewne każdy zwykły psycholog, nie tylko biegły sądowy, stwierdziłby u tej nauczycielki zaburzenia. Domagała się czegoś gorączkowo, w tym wypadku zdjęcia tego przedmiotu, bo była w stresie. Dzieci nie chciały tego zrobić. Okazały się więc mądrzejsze od nauczycielki.

– Po co nauczycielka od razu do kosza wyrzucała coś, co nie było jej własnością? Zbędny gwałtowny gest? Wystarczyło poprosić, żeby ten przedmiot zabrał do domu ten, kto go przyniósł?

– Reakcja nauczycielki okazała się niewspółmierna do sytuacji i wskazuje na problemy emocjonalne. Zachowanie sfrustrowanej kobiety miało podnieść jej znaczenie w jej własnych oczach. Każda nauczycielka musi przejść specjalny kurs. O empatii na pewno się w jego trakcie mówi.  Nie wiemy, jak poprzednio komunikowała się z tymi dziećmi. Dobra nauczycielka to taka, która dzieci rozumie, stara się też, żeby to zrozumienie stało się obopólne. Nie wynosi się na piedestał. Nie temu szkoła służy. Nie wiem, po co wzywać biegłego sądowego. Zwyczajny psycholog doskonale by wystarczył.  Powinien popracować z dziećmi. To przecież szkoła podstawowa. I to nie była przypadkowa sytuacja. 

– Dzieci zostały brutalnie wciągnięte w sprawy dorosłych? Jak sobie z tym poradzą?

– W sposobie podejścia rozmaitych władz do tematu widać tendencję do jak najszybszego rozwiązania problemu. W tym jednak wypadku najszybciej może też znaczyć najgorzej. Grozi to traumą u dzieci. Pyta Pan, jak sobie poradzą. Niektóre pewnie będą kłamać, żeby w swoim przeświadczeniu wypełnić pokładane w nich oczekiwania. I z czasem będą miały problem emocji. Co innego mówi dom, co innego szkoła, a jeszcze o co innego pan dziennikarz pyta. Słuchając dyrektora, będą się zastanawiać, co powie mama i tata. Za dużo tego, jak na małe jeszcze dzieci. Źle, że ich dobro nie okazało się w tej sprawie najważniejsze, od początku. A tak powinno być. W przyszłości te dzieci mogą mieć problem z komunikowaniem się, zwłaszcza z wyrażeniem odmowy. Odbiegam od tematu sporu o wartości chrześcijańskie, skoro doskonale wiemy, że nie tym żyją dzieci w szkole podstawowej. Reakcja nauczycielki okazała się niewspółmierna do bodźca. Chodziło o wymuszenie posłuszeństwa, pokazanie, jaka jest ważna. Kiedyś zdarzało się, że w tym celu nauczyciel posługiwał się linijką, na szczęście te metody odeszły w przeszłość.  Wiemy, jak wielu mamy w Polsce wspaniałych nauczycieli. Ale rozmawiamy teraz o jednym szczególnym przypadku. Widać, że tu niestety nie chodzi o dotarcie do prawdy. Nauczycielka unika pokazania swojej twarzy. Dzieci potem nie będą chciały pomocy od dorosłego. Nie zwrócą się o nią nawet wtedy, gdy będą jej potrzebować. 

– Czy da się jakoś tym złym skutkom zaradzić?

– Mleko się już rozlało, chociaż dobry psycholog znalazłby sposób na uniknięcie następstw sytuacji, jaka powstała. Powtórzę tylko, że nie rozumiem, dlaczego powołano biegłego sądowego. Kiedyś niektórzy psychologowie pracowali dla milicji, co stanowiło pewne obciążenie dla reputacji naszego zawodu. Szanse i teraz są nierówne, rodzice wprawdzie mają prawo uczestniczyć w przepytywaniu dzieci, co się stało, ale nie mogą, inaczej niż policjant czy biegły,  niczego podpowiedzieć, a w praktyce także przeciwdziałać manipulacji. Lepiej położyć nacisk na dalszy rozwój emocjonalny i bezpieczeństwo dzieci. Bo dzieciom i ich rodzicom już wyrządzono szkody. Nie chciały tego przedmiotu wyrzucić. Były do tego zmuszane. Łamanie swobody działania musi prowadzić do tego, że dzieci się wycofają. To nie wykład uniwersytecki. Tylko presja na żywego, jeszcze nie ukształtowanego człowieka, trudna do zniesienia. Sytuacja się przedłuża, co jeszcze gorsze. Nauczycielka powinna powiedzieć prawdę, pokazując przy tym twarz, dokładnie opowiedzieć, co się zdarzyło. Ważne, by w tych dzieciach uraz nie pozostał na całe życie.                     

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 7

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here