“Autorytety” prowadzą gospodarkę Polski w kierunku Białorusi

0
85

Słowo wstępne

Reputacja zawodu ekonomisty, co i raz wystawiana jest na szwank publicznymi wystąpieniami nazwisk znanych naprawdę i lansowanych, jako „ekonomiści”. Tak było w przypadku euforii wstępowania do strefy euro, ogłoszonego we wrześniu 2008, które m.in. zdaniem, ”Kajtka”, Dariusza Rosatiego, miało przynieść 4% wzrostu polskiego PKB. I tak samo, w 2013/2014, gdy 77 akademików protestowało przeciwko wycofaniu się z oczywistej głupoty zaaplikowanej Polsce w 1999 r reformy OFE, do czego Vincent Rostowski przekonywał Leszka Balcerowicza w telewizyjne debacie. Później z próbami likwidacji KRUS. Potem, w przypadku listu otwartego z października 2015 r „byłych i obecnych” członków RPP, wysuwających niby ugruntowane w teorii ekonomii, ostrzeżenia pod adresem nowych władz NBP i zmieniającego się składu Rady Polityki Pieniężnej.

We wszystkich wymienionych przypadkach znajdujemy większość z dziewiętnastu „znanych ekonomistów” autorów listu otwartego z 25 marca 2019 przedstawiającego na wzór 11 tez Karola Marksa o Ludwiku Feuerbachu, 11-to punktową odezwę „Do polityków i obywateli o rozwagę i poszanowanie zasad stabilizacji w finansach publicznych” i wzywającą w „obliczu zbliżających się wyborów” do powstrzymywania się przed „Wygraną za każą cenę”.

Jak w przypadkach w wymienionych na początku tak i teraz powstaje potrzeba ratowania prestiżu profesji, zwłaszcza po jednoznacznym wystąpieniu profesora Andrzeja Wojtyny o „potrzebę powiązania obrony stabilności finansów publicznych z obroną dorobku polskiej transformacji”, gdzie chodziłoby o zjednoczenie się ekonomistów wokół obrony ukształtowanego do 2015 r. polskiego modelu kapitalizmu. Oczywiste jest jednak przecież dla obywateli i polityków oraz co poniektórych ekonomistów, że stawką wyborów jest dalsza naprawa polskiej transformacji rozpoczęta pod koniec 2015 i dalsza likwidacja patologii polskiego systemu kapitalizmu uznanego przez Wojtynę za jeden z lepszych wśród modeli unijnych, a przez prof. Tadeusza Kowalika za najbardziej niesprawiedliwy w Europie.



Dziewiętnastu prominentnych autorów, opublikowało 25 marca 2019 list otwarty przedstawiający na wzór 11 tez Engelsa o Feuerbachu, 11-to punktowy „Apel” „Do polityków i obywateli o rozwagę i poszanowanie zasad stabilizacji w finansach publicznych” i wzywający w „obliczu zbliżających się wyborów” do powstrzymywania się przed „Wygraną za każą cenę”. Ponieważ sensem wyborów jest żeby politycy i obywatele, tudzież uczeni, dokonywali świadomych wyborów dla kontynuowania dobrej „zmiany świata”, z poszanowaniem ekonomicznego sensu stabilizacji finansów publicznych, to trzeba dalej „objaśniać świat”, co niżej przedstawiam w dyskusji kolejnych tez Apelu.

I.

W tezie nr 1 Apelu autorzy zauważają, że z racji zbliżających się wyborów potrzebna jest Obywatelom poprawna ocena stanu finansów publicznych i zagrożeń dla nich. Oceny takiej jednak nie dokonują.

Jest oczywiste, że stan finansów publicznych nie ma bytu samodzielnego i oderwanego od stanu gospodarki w ogóle i w tym dopiero kontekście można podejmować „poprawną jego ocenę”. Ponieważ ekonomiczna miara równowagi finansów publicznych – równość krańcowej użyteczności długu z krańcową dez-użytecznością kosztu długu – wytycza tylko ogólną wytyczną teoretyczną o skomplikowanym pomiarze, a praktyka uznaje zdolność obsługi długu publicznego i pokrywania ewentualnego bieżącego deficytu – to poprawna ocena może mieć charakter względny i opiera się na empirycznej międzynarodowej analizie porównawczej. Tu zaś obserwujemy ogromne spectrum dopuszczalnych rozwiązani jak ilustruje tabela 1.

Z tablicy można wiele wyczytać, ale z punktu widzenia stanowiska przedstawionego w Apelu trzeba zauważyć, że:

a) Polska należy do krajów o relatywnie niskim, 48,5% PKB (2018) poziomie długu publicznego. Ponadto najwyższy historycznie poziom długu publicznego w Polsce (55,7%) był niewiele wyższy od średniej (49,7%) z historycznie najniższych poziomów długu pięciu najbogatszych państw strefy Euro.

b) Kraje o najwyższym poziomie rozwoju – powyżej 40 tys. dol. na głowę w roku 2017 wg PPP – to kraje obszaru przewodnictwa technologicznego (TFA – S. Gomułka, 2006) jednocześnie cechujące się wysokimi poziomami długu publicznego (od 56,7 % Holandia do 253,0% w Japonii i 105,4 dla USA). Wyjątek stanowią nienależące do strefy euro kraje skandynawskie – Dania, Szwecja oraz powiązana strefą Schengen, niezależna Norwegia – o niskim długu publicznym, ale cechujące się za to w odróżnieniu od reszty zamożnych, ale zadłużonych, najwyższymi udziałami podatków w PKB (od 50 do 55%).

c) Bogate kraje UE o najwyższych poziomach narosłego w przeszłości długu publicznego to jednocześnie kraje o relatywnie niskich poziomach bieżącego deficytu jak też i, od jakiegoś czasu trwałych, nadwyżkach budżetowych, jak Niemcy, Holandia, Norwegia, Szwecja.

d) Kraje najuboższe, spoza Unii Europejskiej cechują się na ogół najniższymi udziałami długu publicznego w PKB: Rosja (13,5% PKB), Turcja (28,3PKB), Białoruś (29,0% PKB)

e) Polska ma szerokie pole manewru gospodarki finansami państwa – od powiększania udziału budżetu państwa w PKB i powiększaniu udziału dochodów z podatków w PKB do powiększania – obecnie nadzwyczaj niskiego (38% wobec do ponad 50% w krajach starej Unii i USA) – udziału płac w PKB, jako rozszerzania bazy dla powiększonych dochodów budżetowych. Zgodnie z prognozą proporcji finansów publicznych wynikającą ze Stabilizującej Reguły Wydatkowej Ministerstwa Finansów (MF Working Paper Series, No 18-2014 str. 42), przed łamaniem, której przestrzega grupa dziewiętnastu, (wzmacniana apelem prof. Wojtyny o bunt ekonomistów na wzór buntu sędziów) – modelowym docelowym krajem dla Polski jest Białoruś. W roku 2032 Polska ma osiągnąć taki poziom długu publicznego (29,5%) oraz taki udział wydatków budżetu w PKB (35,5 %) jaki charakteryzował Białoruś w roku 2017.

Wątpliwe, aby taki model wypychania Polski na Wschód lansowany sposobem myślenia autorów Apelu – rzeczników środowisk stłoczonych teraz w tzw. Koalicji Europejskiej – był dla Polski atrakcyjny i aby trzeźwo myślący obywatele „za wszelką cenę” głosowali na jego reprezentantów.

II.

Przedstawione w tezie 2 utyskiwanie autorów Apelu na fakt, że udało się obecnie obniżyć deficyt budżetu tylko do 0,4% PKB, – gdy ich zdaniem: „w warunkach wyjątkowo dobrej koniunktury … powinniśmy mieć w roku 2018 znaczną nadwyżkę budżetową, tak jak to miało miejsce w większości krajów UE” – abstrahuje od kompozycji finansów publicznych w Polsce na tle międzynarodowym.

Empiria dowodzi, że relatywnie trwała nadwyżka budżetowa pojawia się dopiero na wysokim poziomie rozwoju, poprzedzana narastaniem długu publicznego finansującego bazę rozwojową, (chyba, że wybiera się „model skandynawski” o ponad 50% udziale podatków w PKB.) W Polsce, przed troską o narzucanie „przyszłym pokoleniom” spłaty obecnych długów, jest zabieganie o formowanie samych tych pokoleń i tworzenie dla nich obecnie kapitału, który w przyszłości przyniesie dochody im właśnie. Dlatego radykalne obniżenie deficytu budżetowego Polski z 2,2% w roku 2017 % do 0,4% w roku 2018 z punktu widzenia mechanizmu obecnej akumulacji kapitału dla otrzymania przyszłego wzrostu i dochodu, nie miało ekonomicznego sensu. Mogło raczej być podstawą do dymisji osoby Ministra Finansów za niewykonanie planu budżetu, a nie jej chwały.

III.

Sygnalizowane w trzeciej tezie Apelu lekceważenie przez rządzących konieczności oceny krótko i długookresowych skutków przedkładanych propozycji oraz „ram prawnie wiążących bezpieczników”, które zabezpieczają kraj „przed wejściem na drogę znaną, jako „scenariusz grecki”, odsłania niedostrzeżony przez nich problem bardziej fundamentalny.

Mianowicie, czy „ramy prawnie wiążących bezpieczników” same nie niosą w sobie sprzeczności, co do, skutków makroekonomicznych, jakie idą w danych okolicznościach za nimi w krótkim i długim okresie. Jednookresowe, bowiem, księgowe rozumienie wydatków, może stanowić barierę dla budowy tych realnych fundamentów gospodarki, które teraz kosztują, ale przyniosą oczekiwane dochody w przyszłości, bez czego sytuacja w przyszłości pogorszy się.

Straszenie niebezpieczeństwem wejścia na drogę znaną, jako scenariusz grecki, jest nietrafione, nie tylko, jeśli porównać kompozycje finansów publicznych w obu krajach, ale jest też nietrafione, by nie powiedzieć dosadniej, ponieważ Grecja nie miała i nie ma tego pierwszego i najważniejszego sygnału wchodzenia na „złą ścieżkę” w gospodarowaniu finansami państwa, jakim jest załamanie się kursu rodzimej waluty, – do której porzucenia autorzy Apelu obłędnie wzywają Polskę przy każdej okazji i bez okazji.

IV.

W czwartym punkcie stawiają pytanie o „sens stymulacji fiskalnej wspierającej konsumpcję i zaaplikowanej gospodarce znajdującej się wciąż w wysokiej fazie cyklu koniunkturalnego, ale cierpiącej na brak inwestycji”. Powtarzają mantrę: czy da się w ogóle taką stymulację przeprowadzić bez wyłamywania bezpiecznika, …jakim jest stabilizująca reguła wydatkowa (SRW), która wytycza maksymalną bezpieczną wielkość wzrostu i limitu wydatków sektora finansów publicznych w kolejnych latach.

Tyle, że odpowiedzi na pierwsze pytanie udzielają sami, gdy przy innych okazjach ostrzegają o strasznych konsekwencjach pojawiającego się już spowolnienia w krajach Unii i spodziewanego na świecie. Od ekonomistów można by też oczekiwać zwrócenia uwagi na fakt, że drugi – obok polityki fiskalnej – klucz do promocji inwestycji ma w ręku prezes NBP i Rada Polityki Pieniężnej, w postaci od trzech lat przecież istniejącej przestrzeni na obniżenie stopy podstawowej o jeden punkt, aby zbliżyć się do poziomów lansowanych przez EBC i sąsiada z Czech.

Zmorą inwestorów jest wizja majątku stworzonego w fazie prosperity, a stojącego bezczynnie w fazie spowolnienia z powodu braku popytu rynkowego, – bo akurat państwu zachciałaby się posłuchać niewczesnych rad stania teraz „z bronią u nogi” i nie podtrzymywania konsumpcji, aby dopiero ex post interweniować po wystąpieniu załamania. Stabilizująca Reguła Wydatkowa nie tyle „wytycza maksymalną bezpieczną wielkość wzrostu i limitu wydatków sektora finansów publicznych…”, co wprowadza normatywny, subiektywny, hamulec na wzrost wydatków nawet, jeśli dochody pozwalałyby na to.

Dlatego Fitch kierujący się ekonomiczną perspektywą faktycznego wzrostu wydatków w perspektywie wzrostu dochodu, nie widzi zagrożenia dla polskich finansów publicznych, które to zagrożenie widzą autorzy Apelu, bo perspektywę wzrostu faktycznych wydatków postrzegają kauzyperdycznie w perspektywie formalnie dopuszczanego formułą wzrostu wydatków.

Wreszcie autorzy Apelu sami powinni sobie udzielić odpowiedzi na pytanie, co rozumieją przez „stabilność” finansów publicznych: stabilność poziomu deficytu, stabilność względnego poziomu deficytu, stabilność poziomu wydatków budżetowych, stabilność udziału wydatków budżetowych w PKB… Czy jedynie, tak jak to sugeruje formuła SRW: degresję udziału wydatków państwa w PKB, z 48,3% w roku 2017 aż do osiągnięcia w roku 2032 standardu Białorusi z roku 2017?

V.

W tezie 5 autorów nie interesuje czy „nieuniknione” wg. nich, przekroczenie „prawnie” określonych limitów wzrostu wydatków (o ile rząd nie obetnie ich „gdzie indziej, albo nie podniesie podatków) oznacza też przekraczanie ekonomicznie dopuszczalnych limitów wzrostu wydatków. Te trzeba postrzegać w perspektywie osiągalnego strumienia dochodu i analizy czy bieżący strumień faktycznie przyrosłych wpływów pokrywa strumień potrzebnego przyrostu wydatków, bo to wystarczy do obniżanie względnego poziomu długu publicznego i obniżenie absolutnego i względnego poziomu deficytu, nawet przy naruszeniu „prawnie określonych limitów wzrostu wydatków”.

Wynika to z konstrukcji SRW i subiektywnie przyjętych jej parametrów. Jak fatalne skutki kauzyperdia może przynosić dla funkcjonowania sfery realnej udowadnia zamieszanie wokół płac w szkolnictwie, na które „nie ma i nie będzie pieniędzy”, bo budżet bez potrzeby „zaoszczędził” 30 mld złotych.

VI.

Spojrzenie z szerszej ekonomicznej perspektywy pozwala dostrzec niedostatki księgowego ostrzeżenia, że spodziewany przyrost tylko ośmiu, choć istotnych pod względem wolumenu, kategorii wydatkowych wynosi w przyszłym roku około 70 mld zł, co oznacza, że planowane w przyszłym roku wydatki już teraz przewyższają o ok. 28 mld zł ich maksymalny poziom wynikający z reguły wydatkowej równy 44,3 mld złotych.

Trzeba jednak zauważyć, iż owo przekroczenie o 28 mld „prawnie dopuszczalnych limitów wzrostu wydatków” nie przeszkadzałoby, że relacja długu publicznego do PKB zmalałaby (w porównaniu do planu budżetu na 2018, a nie faktycznego restrykcyjnego jego wykonania) tyle, że nie w takim stopniu jak to narzuca stabilizująca reguła wydatkowa. Nie będzie też wskazywanej w Apelu ani potrzeby poszukiwania oszczędności tego rzędu w innych elementach sektora finansów publicznych, ani utopijnej konieczności „wypchnięcie w większości sztywnych wydatków o takiej skali poza sektor”.

Przyjrzenie, się mechanizmowi podziału wyliczonej koniecznej kwoty 70 mld przyrostu wydatków oraz dochodowym, mnożnikowym, efektom takiego rozmiaru dodatkowego zastrzyku finansowego pozwala stwierdzić, iż już w pierwszym cyklu podziału wtórnego (wyłączając z rachunku przyrost składki unijnej i przyrost obsługi długu) kwoty rzędu 30-32 wrócą „natychmiast” do budżetu w podatkach VAT PIT, i CIT. Chociaż więc przyrost brutto wydatków przekraczałby dopuszczalny limit wg SRW o 28 mld złotych to powiększone w wyniku sprzężeń zwrotnych wpływy do budżetu sprawiłyby, że i tak nie ma zagrożenia stabilności finansów publicznych, gdyż „zwrot” podatków do budżetu przynosi więcej niż wymieniona kwota przekroczenia „maksymalnego poziomu wydatków”.

VII.

Tematyka tezy 7 odsłania rzeczywistą przyczynę Apelu Dziewiętnastu, jaką okazuje się wrogość wobec „Piątki Kaczyńskiego”, która, dla wzmocnienia grozy, stygmatyzowana jest terminem „Koszt” zamiast „Gospodarczy Stymulator Nowej Piątki”. Tak jak to obiektywnie widzi agencja Fitch.

Autorzy nie chcą zauważyć, iż z owego 41 mld „kosztów” już w pierwszym cyklu obrotu wraca do budżetu 19% z tytułu PIT (-2 mld), i 23% z tytułu VAT (po odjęciu oszczędności i dodaniu 2 mld obniżki PIT dla „młodych”), a w drugim cyklu obrotu jeszcze 19% CIT, oraz 19% PIT i dany % VAT z przychodów firm rozdzielonych w podziale pierwotnym na płace, koszty pozapłacowe i nadwyżkę ekonomiczną.

Tylko zatem w wyniku podziału wtórnego wydatków na „Piątkę Kaczyńskiego” oraz wpływów budżetowych z podziału pierwotnego dochodów wzbudzonych, do budżetu wraca ponad 20 mld złotych z wydatkowanych 41 mld, implikując deficyt rzędu 0,8% PKB. Nie widać tu groźby załamania finansów państwa. Autorzy krytykują również rządowe wyliczenia likwidacji luki VAT, że niby okazuje się ujemna, lecz sami popełniają błąd w rozumowaniu nie wziąwszy pod uwagę wymienionych wyżej wtórnych podatkowych efektów piątki Kaczyńskiego – wtedy okazałoby się, że nie mają chyba powodów do drwin z 3,5 mld „luki ujemnej”.

VIII.

W tezie 8 dziewiętnastka wraca do swojej mantry, że nawet jak będzie dobrze to i tak luka w wydatkach wyniosłaby aż 41-56 mld zł to zaś ma być „zaledwie kroplą w morzu potrzeb, i oznaczałoby złamanie Stabilizującej Reguły Wydatkowej a następnie ponownie wejście w procedurę nadmiernego deficytu, ze wszystkimi tego negatywnymi rynkowymi konsekwencjami dla kosztów finansowania długu publicznego i wyceny złotowych aktywów. Autorzy nie mówią jednak o luce, jako różnicy w wydatkach i przychodach budżetu, ale kauzyperdycznej pseudo-luce – różnicy w planowanych przyrostach wydatków a „prawnie dopuszczalnym strumieniem wydatków zgodnie z regułą SRW”.

Ta, swoją konstrukcję ma tylko pośrednie przełożenie na poziom deficytu budżetowego, który jest parametrem interesującym Unię, a który może być niski z uwagi na fakt, że przyrosłe extra dochody budżetowe przekroczą te wydatki, które przyrosły ponad limit wynikający z reguły. Z powyższych względów, gołosłowne jest również straszenie utratą wiarygodności u inwestorów wynikającej niby z likwidacji głównej kotwicy stabilności polskich finansów publicznych, jaką jest SRW.

Nawet gdyby łączna wartość przyrostu wydatków sięgała 110 mld zł (70 przyrost w ośmiu wymienionych kategoriach wydatkowych + 41 mld „Piątka Kaczyńskiego”, – choć de facto MF wycenia ją na 31,5 mld!) a oczekiwany przyrost dochodów budżetowych, byłby tylko równy dopuszczalnemu regułą SRW przyrostowi wydatków tzn. 43 mld zł, co zmuszałoby do pokrywania deficytem budżetowym całego wskazanego przyrostu wydatków o 67 mld zł, to deficyt sięgnąłby około 2,7 a nie 3 % unijnej normy. SRW „nie widzi” jednak 2% przyrostu dochodów budżetowych ponad średnie ośmioletnie tempo wzrostu PKB z mocy swojej konstrukcji, a to znaczy, że faktycznie przyrosłe wpływy pokryłyby dodatkowe 48 mld zł wydatków wobec potrzebnych 67 mld. zł.

W efekcie pozostaje „jedynie” około 19 mld do pokrycia deficytem budżetowym, względnie równym 0,8% PKB. Z drugiej strony, gdyby rzeczywisty przyrost wpływów budżetowych był tylko taki jak dopuszczalny formułą przyrost wydatków, (co jest chyba wewnętrznie sprzeczne w warunkach wzrostu PKB, z uwagi na samą formułę), a więc wynosił 43 mld złotych to mielibyśmy lukę brutto wynosząca 67 mld zł, od której odjęcie wtórnych dochodów budżetowych z tytułu mnożnikowego działania „Piątki Kaczyńskiego” może sugerować deficyt 40 mld złotych a więc 1,6% PKB. Tak czy inaczej można szacować, na podstawie obecnych danych, że deficyt budżetowy zamknie się w przedziale 0,8-1,6% PKB – znacznie mniej od 2,2% deficytu planowanego początkowo na rok 2018 i ciągle bardzo bezpiecznie, choć więcej od niepotrzebnie osiągniętego niskiego poziomu 0,4% w roku ubiegłym.

IX.

Teza 9 konsekwentnie powtarza mantrę „A co z kolejnymi, po roku 2020 latami? Nadmierny wzrost wydatków może mieć charakter strukturalny, trudny do usunięcia.” A niepokój ich jest ugruntowany kauzyperdycznym trwaniem w formalnej definicji „nadmiernego wzrostu wydatków”, który przecież może być „nadmierny” jak dyktuje SRW, nawet wtedy, gdy będzie nadwyżka budżetowa i deficyt obniży się już nie tylko względnie, jako proporcja PKB, ale w ogóle zmaleje w wielkościach absolutnych, jak to miało miejsce w roku 2018.

X.

W tezie 10 autorzy trwają w przekonaniu o wyższości kauzyperdii nad ekonomią dostrzegając jedną tylko stronę ustawowego filaru „prowadzenia polityki budżetowej… jak konieczność przestrzegania stabilizującej reguły wydatkowej…”. A co wtedy, kiedy drugi filar ustawy budżetowej – inkluzyjny wzrost gospodarczy – będzie wymagał wzrostu wydatków naruszającego SRW, ale nie naruszy zachowania stabilności finansów publicznych, bo wzrost wydatków nie wykroczy na zewnątrz granicy, ale będzie się mieścił wewnątrz pasa dopuszczalnego przez SRW tempa wzrostu wydatków równemu średniemu 8 letniemu tempu wzrostu PKB-2%. I wiedząc, że dodatkowe – ponad dopuszczalne przez SRW – wydatki niczemu nie grożą (poza odroczeniem osiągnięcia obecnych standardów Białorusi w proporcjach finansów publicznych), będziemy rezygnowali z inwestycji w kapitał ludzki i rzeczowy i pronatalistycznej polityki fiskalnej nie dając szans „przyszłym pokoleniem”, aby nie tylko, że nie osiągały dochodów z obecnie niestworzonych kapitałów, ale by w ogóle się narodziły?

Trudno sobie wyobrazić by ktoś z ekonomistów mógł świadomie lekceważyć takie skutki limitowania wzrostu wydatków i ekonomiczne dynamiczne zależności wiążące wzrost gospodarczy i przychody budżetowe ze stymulacyjnym charakterem wydatków rządowych.

XI.

W ślad za 10 poprawy wymaga teza 11 w świetle obowiązku dbałości o dobro wspólne: Zwracam się do wszystkich sił politycznych w Polsce, do rządzących i opozycji, do ekonomistów, o rozumienie elementarnej zasady prymatu reguł ekonomii nad subiektywnymi i zmiennymi normatywami prawnymi, Naszym obowiązkiem jest dbałość o dobro wspólne, jakim jest inkluzywny wzrost gospodarczy i służąca mu polityka fiskalna w ręku rządu i pieniężna w ręku NBP.

Mowa końcowa

W definicji stabilizującej reguły wydatkowej znajdujemy klauzulę o możliwości odstąpienia od niej tylko w przypadku stanu wojennego, sytuacjach nadzwyczajnych albo naturalnych klęsk obejmujących całe terytorium Polski. Te pozwalają przyjmować limity wydatków nieskorelowane z SRW. (MF Working Paper Series, No 18-2014 str. 6).

Trzeba zapytać czy za takie nadzwyczajne sytuacje obejmujące cały kraj można uznać:

  • utratę kapitału ludzkiego, którego wartość można wyceniać – stosując standardowa metodę dochodową, na 1,5 biliona euro, ucieleśnionego w 2,5 milionowym uchodźstwie ekonomicznym Polaków, na „służbę obcym księciom” (W. Petty 1672),
  • descientyzację polskiej gospodarki mierzoną likwidacją w okresie „transformacji” 96 tys. miejsc pracy naukowo badawczej w instytutach resortowych i odpływem tysięcy młodych ludzi do pracy naukowej za granicą (Wicepremier Gowin mówił o 30 tys.), oraz kompromitującym klasę właścicielsko-menedżerską (reprezentowaną w Apelu przez Jeremiego Mordasewicza), bardzo niskim poziomem innowacyjności polskiej gospodarki
  • degenerację sektora edukacji, szkolnictwa wyższego i nauki. Na samą naukę i badania budżet powinien wydać w 2017 roku 88,5 mld zł a nie 20,6 mld. zł, aby w relacji do PKB było tak jak w Korei Płd. i Izraelu, albo, chociaż 41,2 mld zł, aby było choćby tak ja w Czechach.
  • niską, jakość ochrony zdrowia odzwierciedloną niskim udziałem tego sektora w podzielonym PKB, odbiegającym dwa razy od średnich unijnych nie mówiąc już o przodownikach w dziedzinie.
  • braki w ogóle i opóźnienia w budowie infrastruktury rzeczowej i technicznej gospodarki,
  • relatywnie niskie płace w sektorze publicznym w PKB

Można uznawać prawo Wagnera o stałym bezwzględnym i względnym wzroście wydatków publicznych (a więc przeciwnie niż żąda SRW) za zjawisko historyczne. Trzeba tym bardziej jednak zapytać czy zaobserwowany fakt dołączania do strefy przewodnictwa technologicznego (TFA) „…Stanów Zjednoczonych, całej Europy Zachodniej i Japonii od końca wieku XX-go”, dodajmy i Korei Południowej, byłby możliwy, gdyby kraje te stosowały u siebie agresywnie degresywne „stabilizujące reguły wydatkowe” i lekceważąc zależności ekonomiczne nie sfinansowały długiem narosłym w przeszłości swojej bazy rozwojowej, dzisiaj przynoszącej dochody współczesnym, dające i wysoki standard życia i nadwyżki do spłacania długu.

Rewolucja technologiczna ostatnich dwóch-trzech stuleci to właśnie rezultat … wyjątkowo wysokiego tempa wzrostu sektora innowacyjno-edukacyjnego”, którego udział wzrósł z 1 do 10% całej gospodarki. (S. Gomułka, Mechanizm i źródła wzrostu gospodarczego w świecie, Warszawa 2006, s.7). Degresywne działanie Stabilizującej Reguły Wydatkowej prowadzi gospodarkę Polski kierunku Białorusi, gdy idzie o proporcje finansów publicznych i sprzyja utrwalaniu udziału sektora innowacyjno-edukacyjnego w PKB na poziomie 1%, takim jaki był w obecnie wysoko rozwiniętych i wysoko obecnie zadłużonych krajach „dwieście-trzysta lat temu”.

SRW utrudnia dokonywanie głębszych zmian strukturalnych przez głęboką zmianę struktury przyrostu wydatków na rzecz sektora „innowacyjno-edukacyjnego” bez naruszania zastanych poziomów finansowania branż i sektorów konwencjonalnych. Zostawia ona jednak duży pas („średnioroczne 8 letnie tempo PKB – 2%”) przyrostu wydatków bez pogłębiania relatywnego poziomu długu publicznego. Skorzystanie z tego to minimalny warunek makroekonomiczny wyrwania się z pułapki sposobu konkurowania niską ceną siły roboczej, wyznaczonego swego czasu Polsce przez komisarza Lewandowskiego.

Jest „iunctim” między tym, jak się głosuje w Parlamencie Europejskim w kwestii ogłoszenia Witolda Pileckiego bohaterem Europy i patronem europejskiego dnia walki z dwoma totalitaryzmami, a tym, czy uznaje się wyższość ekonomicznej konieczności pronatalistycznych wydatków i inwestowania w kapitał ludzki wraz z realizacją Strategii odpowiedzialnego rozwoju i Centralnego Portu Komunikacyjnego nad destrukcją finansów publicznych przez podporządkowanie ich kauzyperdii degresywnej, stabilizującej reguły wydatkowej. I to jest wybór, kogo dopuścić w wyborach do zasiadania w Parlamencie Europejskim.

Warszawa 18 kwietnia 2019

Załącznik


Dominik Korniluk: Stabilising expenditure rule in Poland – stochastic simulations for 2014-2040. MF Working Paper Series, No 18-2014. Ogólna prezentacja formuły str. 4.

“In general, the GG expenditure growth should be in line with this formula, deviations from which (i.e. corrections) are possible only under strictly specified conditions.

EXPENn = EXPENn-1 × En (CPIn ) × [GDPn +Cn]+ En (ΔDMn)

Where: Xn – a value of variable X in year n; En(Y) – a forecast of variable Y in the draft budgetary act for year n; EXPEN – the level of expenditure implied by the SER; EXPEN* -the level of expenditure adjusted by inflation forecast errors according to formula (2);CPI – dynamics of the consumer price index; GDP* – forecast real medium-term GDP growth; C – correction implied by the correction mechanism presented in formula (5); ΔDM – discretionary revenue measures in taxes and contributions exceeding 0.03%of GDP.”

W formule tej nie wiąże się dopuszczalnego tempa wzrostu wydatków w danym roku z tempem wzrostu dochodu w tym roku, tylko ze średnim tempem wzrostu dochodu w ostatnich 8 latach i wprowadza się też dodatkowy arbitralny czynnik Cn obniżania tempa wzrostu wydatków o 2% w stosunku do tempa wzrostu dochodów.

Pewna swoboda manipulacji dopuszczalnym tempem wzrostu wydatków istniej poprzez prognozowanie inflacji, ale tu też nie można pofantazjować, ponieważ w rachunku bierze się pod uwagę najnowsze prognozy inflacji przed ułożeniem budżetu na rok następny a tu przecież rząd polega na prognozach fachowych, a nie swoich życzeniach.

Możliwy wzrost wydatków powiększa się uznaniowo, jeśli przyrost dochodów budżetowych z podatków (rozumiemy ponad wzrost planowany w budżecie) i innych źródeł przekracza 0,03% GDP.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

S. Ryszard Domański
Ryszard Domański (rocznik 1949), profesor nadzwyczajny w Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN i profesor w Szkole Głównej Handlowej (od 1999 r.), profesor i rektor Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych im. Fr. Skarbka (1995 – 2007). Dr hab. nauk ekonomicznych. Dziedziny badawcze i obszar naukowych zainteresowań: Teoria ekonomii: teoria kapitału ludzkiego, teoria wzrostu i stopy procentowej, inwestycje, ryzyko gospodarcze, organizacja rynku i konkurencja. Polityka ekonomiczna: systemy ekonomiczne, polityka makroekonomiczna a reakcje w skali mikro. Także członek Rady Dyrektorów Cicero Foundation, członek założyciel Lisbon Civic Forum (Augsburg), vice-prezes Międzynarodowego Towarzystwa Muzyki Polskiej im I.J. Paderewskiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here