Chodzi o Polskę, już nie o Ukrainę

0
46

Wtargnięcie prawie dwudziestu dronów nad obszar Polski stanowi dowód na agresywne zamiary Władimira Putina wobec naszego kraju i najpoważniejszą próbę dla naszej suwerenności, odkąd odzyskaliśmy tę ostatnią. To nie rykoszet ani przypadek, Polska staje się otwarcie celem agresywnej polityki Kremla.

Nie chodzi już o wspieranie Ukrainy, chociaż nasza dla niej pomoc humanitarna, w tym przyjęcie milionów wojennych uchodźców  i wsparcie polityczne pozostają zasadne. Tylko o  rosyjską akcję z terytorium sojuszniczej dla Putina Białorusi, w bezpośredni sposób naruszającą naszą granicę, wyznaczającą również od ponad ćwierćwiecza wschodnią flankę Sojuszu Atlantyckiego. Dla Ukrainy zrobiliśmy już wystarczająco wiele, teraz obowiązkiem władz pozostaje zadbać o nasze bezpieczeństwo i skłonić naszych z kolei sojuszników, by powziętych wobec nas zobowiązań dotrzymali. 

W neutralizacji, jak mawiają wojskowi, czyli po prostu zestrzeleniu szturmujących Polskę w nocy z 9 na 10 września dronów główną rolę odegrały należące do holenderskich sił powietrznych samoloty F-35 a sekundował im pozostający w gestii włoskiej AWACS, którego określić da się mianem latającego centrum logistycznego. Oznacza to, że w aspekcie militarnym wspólnota atlantycka działa jak należy. Zarazem fakt, że z dziewiętnastu obcych dronów nad Polską strącić udało się cztery, wskazuje, iż pierścień obrony wschodniej flanki daleki jest od doskonałości. Co rodzi pytanie, co nastąpi jeśli dronów pojawi się kilkaset.

Putinowi nie udało się jednak wzniecenie w Polsce paniki. Wcześnie rano w czwartek w marketach spożywczych zamiast nielicznych zwykle o tej porze starszych klientów pojawiło się mnóstwo osób w różnym wieku, robiących zakupy na zapas, ale nie wymieniano alarmistycznych pogłosek, lecz raczej dobre rady, co kupić warto, bo się nie zepsuje. Dobrze, żeby podobną zimną krew zachowali politycy. Ich pierwsze działania, w tym spotkanie prezydenta z premierem, oświadczenie marszałka Szymona Hołowni dla mediów wreszcie sejmowa informacja Donalda Tuska wydają się na szczęście wskazywać, że nie stanie się inaczej.  

Celem Putina wydaje się stopniowanie zagrożenia, co wskazuje, że jego poczucie nie zelżeje. Przyjdzie nam żyć w warunkach zimnej wojny hybrydowej. Alerty RCB (Rządowego Centrum Bezpieczeństwa) przekazywane na telefony komórkowe obywateli dotyczyć będą nie tylko jak zwykle spodziewanych burz, podtopień i gradobicia, lecz kolejnych wtargnięć, jak rankiem w środę. A nam pozostanie pocieszać się, że kiedy jest naprawdę źle – komórki nie działają, więc nawet alerty dowodzą, że ktoś nad wszystkim, co naszego bezpieczeństwa dotyczy, sprawuje należytą pieczę i kontrolę.

Po nie dającej się zapomnieć nocy, w trakcie której naruszenia naszej przestrzeni powietrznej miały miejsce wielokrotnie od godz. 23,30 do 6,30 jak stwierdzają oficjalne komunikaty –  rano 10 września zwyczajni Polacy, w windzie i na spacerze z psem czy w trakcie zakupów, rozmawiali w kategoriach gotowości do pomocy wzajemnej, nie straszenia siebie nawzajem czy siania paniki. Podobnie jak w czasach pandemii koronawirusa. I wtedy, gdy nieśliśmy pomoc wygnanym z domów przez wojnę naszym ukraińskim sąsiadom. Społeczeństwo na stan grozy reaguje dojrzale i z godnością. Politykom pozostaje temu wyzwaniu sprostać.

Co nie zmienia faktu, że przez ponad trzy i pół roku jakie upłynęły już od początku pełnoskalowej wojny a ściślej zbrojnej napaści rosyjskiej na sąsiadujący z nami kraj, nie doczekaliśmy się obiecanych plecaków ewakuacyjnych dla każdego obywatela (nie na zasadzie wzmagania paniki, tylko na wszelki wypadek, bo mogą się przydać) ani zapowiadanego poradnika jak zachować się w razie zagrożenia, którego zamiar dostarczenia do naszych skrzynek pocztowych ogłaszali ministrowie: obrony narodowej oraz spraw wewnętrznych i administracji. Pojawiła się wprawdzie wreszcie ustawa o obronie cywilnej (dawniej i tego nie było: za władzy PiS stara wygasła a nowej rządzący uchwalić nie umieli), ale wciąż przeciętny Polak nie zna drogi do schronu najbliższego jego miejscu zamieszkania.

To nie jest wojna – ma rację Donald Tusk, kiedy to mówi. Ale wojna nerwów z pewnością. I ta zimna, hybrydowa., łącząca się nie tylko z nalotami dronów ale i blokadą czy zakłócaniem systemów informatycznych. Mamy wszelkie dane, by jej nie przegrać. I równie mocne przekonanie, że chodzi o najważniejsze dla nas sprawy.               

Warszawa,  środa   10  września  2025,  godz.  12,00

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 3

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here