W ścisku i tłoku, za to bez cienia optymizmu przebiegła prezentacja nowej przewodniczącej Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Złośliwi uznali, że do ciasnej salki Czytelnika, w ogóle nie przystosowanej do takich okazji, zjechali wszyscy członkowie przeżywającej kryzys partii. Nieobecność jej założyciela Szymona Hołowni bardziej wbiła się w pamięć, niż uścisk dłoni przed kamerami nowej szefowej i pokonanej przez nią w wyborach Pauliny Hennig-Kloski.
Polska 2050 ma jednak w tym Sejmie 31 posłów i nie da się bez niej rządzić. Nawet jeśli sondaże wróżą jej – wszystkie bez wyjątku – że nie wejdzie już do następnego.
Dlaczego Hołownia stracił poparcie
Hołownia od dawna pozostaje przedmiotem nienawistnej kampanii liberalno-demokratycznych mediów głównego nurtu. Zdanie przez niego partii wcale jej nie powstrzymało. Świadczy o tym dobitnie niewybrednie hejterski felieton Agnieszki Kublik we wtorkowej “Gazecie Wyborczej” [1]. Czepiano się Hołowni za umiarkowanie, które objawiał: po sromotnie przegranych przez kandydata Koalicji Obywatelskiej Rafała Trzaskowskiego wyborach prezydenckich z Karolem Nawrockim – publicznie uznał podważanie ich wyniku za próbę zamachu stanu. Zaprzysiągł jak należy prezydenta-elekta, czym naraził się hunwejbinom z obozu koalicjanta. Spotkał się też z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem partii mającej najliczniejszą reprezentację w Sejmie, co należy do obowiązków marszałka. Zarzucano mu, że uczynił to po nocy, zupełnie jakby główny inspirator tych oskarżeń Donald Tusk swego czasu jako lider Kongresu Liberalno-Demokratycznego odwoływał rząd Jana Olszewskiego w blasku dnia. Wiemy, że tak nie było.
Poparcie Hołownia stracił nie z tego jednak powodu, że kombinował z opozycją, lecz z całkiem przeciwnych względów. Za rzadko i za słabo akcentował, że nie zamierza być wasalem Tuska ani jego Koalicji Obywatelskiej. Nie bronił jak należy programu wyborczego sprzed 15 października 2023 r. A przede wszystkim bez walki oddał Włodzimierzowi Czarzastemu fotel marszałka Sejmu w połowie kadencji. Chociaż łatwym argumentem, że zobowiązująca go do tego umowa koalicyjna o rotacji przestaje obowiązywać stałoby się przerzedzenie szeregów klubu Nowej Lewicy: kiedy sojusz rządowy zawiązywano liczył on 26 posłów, teraz za sprawą swarliwości Czarzastego – już tylko 21. Co osłabia siłę głosów koalicji rządowej, bo powstałe z secesjonistów koło Razem często naciska guziki tak samo jak posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Hołownia nie uczynił z tego użytku. Kto mało wyrozumiały ten podsumuje teraz, że b. marszałek ma, na co zasłużył.
Nie posłuchano go też we własnej partii, gdzie domagał się najpierw rozpoczęcia wyborów jej szefa od początku, a powtórzono tylko drugą turę, w której trakcie miał miejsce atak hakerski – potem zaś forsował wspólne kierowanie Polską 2050 przez Pełczyńską-Nałęcz i Hennig-Kloskę. Odrzucono to, stąd jego nieobecność.
Kapelusz Hołowni, przedmiot fetyszystycznej zgoła obsesji publicystów “Wyborczej” interesuje w tej sytuacji b. marszałka bardziej niż własna następczyni. Kupił go sobie na urodziny. Wytykają mu, że ma je dopiero we wrześniu. I radzą, jak dobrać do niego resztę garderoby.
Nowe szaty Polski 2050
Chodzi jednak o nowe szaty partii, a nie jej byłego już lidera. Stanie po stronie klientów i konsumentów, jakie wśród priorytetów zapowiedziała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wydaje się właściwym kierunkiem, bo jest na to zapotrzebowanie. Pozostaje za to pytanie o sprawczość – było to zresztą jedno ze słów -kluczy przywództwa Hołowni. Stojąc bowiem na czele resortu funduszy i polityki regionalnej – jednego z niekoniecznych ministerstw sam raz do obdzielania koalicjantów, jak złośliwie mówią w KO – nie zabiegała raczej i dalej tego nie czyni nowa szefowa Polski 2050 o interesy szarego człowieka i obywatela. Co gorsza, odpowiada za przyznawanie środków z Unii Europejskiej rodzinom posłów i posłanek bieżącej kadencji. Była niezłym ambasadorem w Moskwie, a politykę pojmuje raczej w sposób gabinetowy niż wiecowy. Obcy jest jej hipnotyczny dar, charakteryzujący Hołownię, “podobasa” jak mawiają młodsze roczniki i zanim zabrał się za politykę – luzackiego gospodarza popularnych programów telewizyjnych.
Brutalnie rzecz można ująć, że wizerunek publiczny Pełczyńska-Nałęcz musi sobie dopiero stworzyć. Jeśli do kogoś nową szefową Polski 2050 da się porównać to do Jadwigi Emilewicz, co za pisowskich rządów nastała po Jarosławie Gowinie w jego formacji. Tyle, że Emilewicz Gowina sprzedała, zaś Pełczyńska-Nałęcz nie zdradziła Hołowni, którego pierwszy pomysł na sukcesję stanowiła. Nawet, jeśli potem się pogmatwało. Poza tym Emilewicz została u Mateusza Morawieckiego wicepremierem, natomiast Pełczyńska-Nałęcz wciąż nie może się o tę samą funkcję doprosić u Donalda Tuska. Pewnym ostrzeżeniem powinien być dla niej obecny los Emilewicz: chodzi ona po klubowych spotkaniach, opowiada tam rzeczy, z którymi w 90 proc można się zgodzić, aż żal, że nie mówiła ich, kiedy za rządów PiS kierowała kolejno dwoma ważnymi resortami gospodarczymi. Tyle, że ludzie o niej zapomnieli. Często pytają dyskretnie, kto to taki…
“Gazeta Wyborcza” używa wobec powalonego lidera Polski 2050 osinowego kołka. Robi wszystko, żeby przypadkiem nie wstał. Co zrozumiałe, bo w jej oczach Pełczyńska-Nałęcz zupełnie się nie liczy. Tylko wtorkowe papierowe wydanie gazety Adama Michnika zawiera dwa ostre ataki na Szymona Hołownię: komentarz Kublik już wspomniany i niby to relację z premiery nowego kierownictwa w Czytelniku. Traktuje więc Hołownię i jego partię dalece surowiej niż Grzegorza Brauna i jego Konfederację Korony Polskiej.
Jeśli jednak trawestować Marka Twaina, to wiadomości o śmierci Polski 2050 okazują się przedwczesne. Wciąż ma 31 posłów i stanowi niezbędne do sprawowania władzy ogniwo koalicji rządowej.
Powraca też pytanie, z kim rządzić będzie w kolejnej kadencji Donald Tusk, jeśli nawet – co mało realne – dowiezie, użyjmy sportowego języka, do wyborów obecne pierwsze miejsce w sondażach i ponad 30-procentowe poparcie dla Koalicji Obywatelskiej. Sojusz z Konfederacją Sławomira Mentzena wydaje się, jeśli użyć ulubionego określenia nie Tuska lecz Jarosława Kaczyńskiego “skrajnie mało prawdopodobny”. Prezes PiS posłużył się nim, gdy przed 20 laty zapytałem go dla “Tygodnika Solidarność” o możliwość koalicji rządowej z Samoobroną, którą – jak pamiętamy – następnie… zawarł.
Raz już zdarzyło się tak, że “Gazeta Wyborcza” zajadle, w tym piórem Agnieszki Kublik, atakowała rządzącą Akcję Wyborczą Solidarność, chociaż koalicjantem tej ostatniej w rządzie pozostawała Unia Wolności wówczas nazywana… partią “Gazety Wyborczej” właśnie. Dyskretnie suflowano potrzebę bardziej światłej koalicji UW z SLD a nawet zachwycano się – znowu red. Kublik – obiektywizmem Wiadomości TVP za prezesury Roberta Kwiatkowskiego. “Gazeta…” dopięła swego, ale tylko połowicznie. Wprawdzie żadna bardziej postępowa koalicja niż AWS-UW nie powstała, ale obie te partie, płacąc cenę zarówno za reformy społeczne jak wzajemną swarliwość – nie weszły do kolejnego Sejmu. Zastąpione zostały m.in. przez Samoobronę Andrzeja Leppera, Ligę Polskich Rodzin Romana Giertycha co wtedy jeszcze jak dziś ulubieńcem “…Wyborczej” nie był oraz Prawo Sprawiedliwość braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Gdy to już nastąpiło, w powyborczy poniedziałek września 2001 roku “Gazeta Wyborcza” dała na czołówkę słynny ironiczny tytuł: “Aleśmy wybrali”. Nic dodać, nic ująć. Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało, mawiał w takich sytuacjach francuski oświecony, choć tworzący jeszcze w barokowych czasach, geniusz Molier.
Głosowaliśmy nie na Tuska, tylko za demokracją
Gdy akcje koalicjantów partii Tuska stoją źle – o Polsce 2050 była już mowa, w wypadku Lewicy wyczerpuje się “efekt Czarzastego” po tym jak marszałkiem został, ale prochu nie wymyślił, w badaniach też poniżej progu 5-procentowego lokuje się PSL – ponuro rysują się perspektywy całego obozu demokratycznego. Powrót do władzy partii Kaczyńskiego oznacza dla Tuska konieczność ewakuacji do Unii Europejskiej na stanowisko międzynarodowe, jakie się tam zwolni. Przerabialiśmy to już w 2014 r, kiedy premier zostawił w kraju Ewę Kopacz z balastem pikującego poparcia i afery taśmowej z przeklinającymi prominentami nagranymi w spelunce “Sowa i przyjaciele”..
Inaczej rysuje się sytuacja obywateli. Wszyscy stąd nie wyjedziemy. Przy niekorzystnej koniunkturze międzynarodowej Polska nie może pozwolić sobie na stratę czasu podobną jak w latach 2015-23.
Schadenfreude z powodu upadku koalicjanta przerodzić się może w przyszły dyskomfort nie tylko Tuska i jego partii, ale wielu tych, co dzisiaj się nad Hołownią i jego posłami publicznie pastwią i z ich upadku naśmiewają.
Ćwiczenia z liczenia
31 posłów z klubu Polski 2050 wnosi do koalicji rządowej “złotą akcję”, bez której nie może ona istnieć oraz pewną wielobarwność związaną z werdyktem wyborców z 15 października 2023 r. Polacy nie zagłosowali wtedy gremialnie “na Tuska”. Tylko za demokracją. Nie damy sobie wmówić, że było inaczej.
Prawdziwości tej oceny dowiódł równie jednoznacznie inny werdykt większości z 1 czerwca 2025 r, kiedy to wyborcy w głosowaniu prezydenckim odprawili zastępcę Tuska w partii, notorycznego “przegrywa” Rafała Trzaskowskiego obciążonego zarówno nieskutecznością zarządzania Warszawą jak workiem kartofli jak na urągowisko przytarganym do Domu Pomocy Społecznej przez posłankę KO Kingę Gajewską na miarę pogardy, jaką silni i sprawujący władzę żywią wobec słabszych.
Jeśli Tuska to czegokolwiek nauczyło – zwłaszcza, że w tamtych wyborach przesadnie zastępcy nie kibicował – powinien teraz znaleźć sposób, by wesprzeć słabnącego po zmianie kierownictwa koalicjanta. Nie w imię miłości bliźniego, bo w takie jego motywacje, pomimo pomocy okazywanej Ukraińcom, nie za bardzo wierzymy. Tylko dla racji ściśle politycznych. 31 posłów to w Sejmie znacząca siła. Zrozumieć to powinny także media głównego nurtu, piejące z zachwytu nad Czarzastym, za którym stoi klub zaledwie 21-osobowy. Nie od rzeczy przypomnieć, że w pierwszych wolnych wyborach w 1991 r. ówczesna partia Donalda Tuska, chociaż wtedy rządząca (premier Jan Krzysztof Bielecki) wprowadziła do Sejmu raptem 37 posłów. I nikt tego wówczas na klęskę nie uznawał. Macierzysty dla Tuska i Bieleckiego Kongres Liberalno-Demokratyczny miał swój udział zarówno w odwołaniu rządu mec. Jana Olszewskiego jak w powołaniu kolejnego gabinetu Hanny Suchockiej.
Kto umie liczyć, niech policzy zawczasu.
Za ściągawkę posłużyć mogą bieżące sondaże: co trzeci z nas z nadzieją powitałby utworzenie jeszcze na wybory parlamentarne 2027 r. nowej partii [2]. Zapewne umiarkowanej, bo w centrum jest miejsce, a na obu flankach gęsto: o poparcie na lewicy walczą partia Czarzastego i Razem Adriana Zandberga, na prawicy zaś obie Konfederacje: Sławomira Mentzena oraz Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Jeśli z kolei o obóz demokratyczny chodzi, to zaledwie jedna trzecia Polaków dostrzega potrzebę stworzenia jedynej słusznej i jednej wspólnej listy obozu demokratycznego pod batutą Tuska [3], co znamionuje klęskę wieloletniej propagandy TVN i “Wyborczej” na rzecz takiego rozwiązania. W 2023 r. udało się odsunąć od władzy PiS Kaczyńskiego wyłącznie z tego powodu, że wspólna lista nie powstała, a wyborcy zagłosowali zgodnie z przekonaniami – a nie w dyscyplinie – na rozmaite ugrupowania demokratyczne. Kto brzydził się poprzeć Koalicję Obywatelską, wsparł Trzecią Drogę lub Nową Lewicę.
Trzecia Droga przeszła już do historii, decyzję o pożegnaniu z marką oznaczającą sojusz PSL z Polską 2050 podjęli ludowcy. I to właśnie z partią Władysława Kosiniaka-Kamysza wiązać można nadzieje z odbudowaniem poparcia dla obecnego obozu demokratycznego. Niekorzystne dla Polskiego Stronnictwa Ludowego wyniki sondaży nie oddają specyfiki wiejskiego elektoratu, który wobec ankietera nieufny, przy urnie wie, jak prawidłowo oddać głos “na swoich”. Swoi zaś to nie PiS, który pozwalał na szmuglowanie do Polski skażonej ukraińskiej żywności, co rujnowało rodzimy rynek rolny.
W dodatku doświadczeni politycy ruchu ludowego potrafili nawiązywać tuż przed wyborami dające im bonus sojusze – jak w 2019 r. z resztówką partii rockmana Pawła Kukiza, wcześniej trzeciego w wyborach prezydenckich (zabłysnął w nich na pięć lat przed Hołownią). Nic to nie kosztowało (niedobitki Kukiz’15 objęły z puli PSL raptem pięć mandatów), a stworzyło wrażenie, że ludowcy potrafią się z innymi dogadać i poza tym idą szerokim frontem. Nie tylko polska wieś to lubi.
Jeśli strategia podobna jak wtedy zwycięska miałaby się powtórzyć – obecnie partnerami ludowców stać mogliby się uczestnicy szerokiego ruchu społecznego na rzecz odrodzenia Powszechnego Samorządu Gospodarczego w Polsce. Lub bezpartyjni samorządowcy, jeśli – sformułujmy rzecz brutalnie – zmądrzeją i przestaną jak w 2023 r. odgrywać niechlubną rolę pożytecznych idiotów PiS-u: obszernie analizował ich zachowania zasadnie rozczarowany tym środowiskiem mec. Marek Czarnecki na łamach PNP 24.PL. Nie jest zbyt prawdopodobne odrodzenie Polski 2050, ale i tego nie da się wykluczyć. Za to Lewica Czarzastego i Razem Zandberga zapewne niczym w 2015 r. skutecznie… porozbijają głosy sobie nawzajem. Zaś KO więcej niż ma w sondażach nie zyska, bo osiągnęła już szklany sufit. Koalicja Obywatelska nie odzyska wyborców, których zraził do niej Roman Giertych ze swoją zarazem przaśną i nowobogacką endeckością oraz ostentacyjjnym brakiem skrupułów, czego dowiodły zarówno osławione “giertychówki” jak afera Polnordu.. Zaś miarą wrażliwości społecznej KO pozostanie worek ziemniaków Kingi Gajewskiej. Kto się nie brzydzi, zagłosuje.
Przed rokiem obóz Tuska przekonał się, a Trzaskowski odegrał tu rolę królika doświadczalnego – że nie da się wygrać wyborów głosami oglądaczy TVN-u. Podobnie jak Lechowi Wałęsie nie udało się w 1995 r. zwyciężyć wyłącznie za sprawą poparcia słuchaczy Radia Maryja.
Truizmem pozostaje przeświadczenie, że o wynikach każdych wyborów decydują umiarkowani, a nie ci z góry wiedzący lepiej.
Demokraci to nie tylko zwolennicy partii Tuska. Jeśli “Wyborcza” zamierza się upierać przy poglądzie przeciwnym, to jesienią 2027 r. przyjdzie jej dać na czołówce kolejny historyczny tytuł: “Donald został sam”. No właśnie. Bez większości. Tej demokratycznej… Nazwa zobowiązuje.
[1] por. Agnieszka Kublik. Kapelusz pana Szymona. “Gazeta Wyborcza” z 3 lutego 2026
[2] sondaż SW Research 25-26 listopada 2025
[3] badanie United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski z 16-18 stycznia 2026
