Postawił się Donaldowi Tuskowi, który jest tylko premierem, a nie szefem marszałka Sejmu, który jak wiemy pozostaje drugą osobą w państwie – tak najprościej da się odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie. Zasadne, bo Szymon Hołownia nie blefuje, gdy podkreśla, że stał się ofiarą hejtu. Z prorządowych mediów płynie przekaz, że w trakcie nocnego spotkania z Jarosławem Kaczyńskim załatwił sobie u niego funkcję premiera rządu technicznego, popartego przez Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederację i oczywiście macierzystą Polskę 2050.
Podtrzymująca tę opowieść Agnieszka Kublik, której podejście do faktów odczułem osobiście, kiedy przed ćwierćwieczem powołała mnie na łamach “Gazety Wyborczej” na rzecznika rządu Jerzego Buzka, chociaż o takiej nominacji nawet wróble w ośrodku w Mierkach gdzie w czasach AWS dzielono posady nie ćwierkały – najpierw całkiem trafnie rachuje, że PiS, Polska 2050 i “Konfa” miałyby w obecnym Sejmie większość 237 posłów na 460. Po czym zbija własne rozumowanie jak w kręgielni stwierdzeniem, że posłowie partii Hołowni na to nie pójdą. Problem w tym, że – o czym Kublik już nie pisze – oni nie mają dokąd pójść. Nikt ich nie zechce, a już na pewno Koalicja Obywatelska, co w kolejnym Sejmie miejsc biorących będzie miała mniej niż w obecnym i zachowa je z pewnością dla swoich. Zaś posłowie Polski 2050 nie mają innego wyjścia niż podążać za własnym liderem. Trudno się też dziwić, że dotychczas zbuntował się słownie jeden: Tomasz Zimoch, co wielkiej straty nie stanowi.
Nie życzę Polsce – teraz mam na myśli tę bez liczebników, nie partię Hołowni więc tylko naszą wspólną Ojczyznę – takiej trójkoalicji jaką straszą prorządowe media. Nawet z uroczym eks marszałkiem celebrytą Hołownią w roli technicznego premiera. Warto jednak pamiętać, że sam Tusk przed 23 laty nie tylko negocjował lecz zawarł koalicję PO-PiS w wyborach do 14 z 16 sejmików samorządowych i nikt na nim za to wtedy psów nie wieszał. Zachowajmy więc proporcje.
Nawet jeśli nie jara nas – jak mówią w slangu swoim szpetnym politycy – perspektywa rządu z premierem technicznym Hołownią i wicepremierami: Mariuszem Błaszczakiem i Sławomirem Mentzenem, to trudno z góry odrzucić myśl, że Hołownia może posłużyć się groźbą takiego sojuszu, by wymóc na Tusku pozostawienie go na stanowisku marszałka Sejmu do końca kadencji, chociaż wedle umowy koalicyjnej w połowie tejże miał oddać fotel liderowi postkomunistów Włodzimierzowi Czarzastemu.
Bo obu znamy. I wiemy, że Hołownia jest lepszym marszałkiem Sejmu niż będzie nim Czarzasty.
W istocie marszałek robi tylko to, za co mu płacimy my, polscy podatnicy. Uprawia politykę. Spotyka się, także z liderami opozycji, bo na tym rzecz polega. Z roli swej wywiązuje się lepiej niż premier Donald Tusk, który próżnuje na potęgę, a notowania gabinetu Koalicji 15 Października grawitują z powodu ignorowania powziętych przed tą datą zobowiązań przedwyborczych. W tej sytuacji 38 procent internautów indagowanych przez Wirtualną Polskę nie widzi nic kontrowersyjnego w spotkaniu marszałka Sejmu Szymona Hołowni z politykami opozycji: prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim i jego eurodeputowanym Adamem Bielanem w obecności wicemarszałka Senatu Michała Kamińskiego z Polskiego Stronnictwa Ludowego, który odegrał tu rolę pośrednika, W dobie wojny hybrydowej objawiającej się atakiem współczesnych barbarzyńców pod marką imigrantów na nasze granice wschodnią i zachodnią – co nawet odważniejszym z nas kojarzy się z sytuacją geopolityczną po pakcie Ribbentropa z Mołotowem, którego 86 rocznicę będziemy niebawem obchodzili – nie jest z pewnością tak, że władza i opozycja nie mają ze sobą o czym rozmawiać. A to, że do tych rozmów nie zaprasza się Koalicji Obywatelskiej, najsilniejszej z grona rządzących – to już nieuniknione następstwo uprzedniego wypuszczenia do gry przez Tuska skrachowanego wszechpolaka Romana Giertycha, niegdyś zastępcy Kaczyńskiego w rządzie, teraz kwestionującego publicznie korzystny dla PiS wynik demokratycznych wyborów prezydenckich.
Zemsta za 6 sierpnia a pamięć o 15 Października
Ataki na Hołownię nie stanowią reakcji na jego spotkanie z Kaczyńskim, lecz zemstę za to, że ten wynik uznał. I zwołał na 6 sierpnia br Zgromadzenie Narodowe nie po to, by je otworzyć, odroczyć, samemu przejąć obowiązki prezydenta i podpisać makulaturę, jaką rząd Tuska mu na biurko dostarczy (przez 1,5 roku nie umieli uchwalić nic sensownego) – lecz w celu zgodnego z prawem, duchem i literą demokracji odebrania przysięgi prezydenckiej od prawidłowo na to stanowisko wybranego Karola Nawrockiego. Mniejsza o straszne zarzuty, zapewne zasadnie stawiane zwycięzcy. To Polacy sobie takiego prezydenta wybrali siłą swoich 10,6 mln głosów. A postąpili tak również dlatego, że sam Tusk – obłudnie cedując decyzję na aparat własnej partii – desygnował do roli kandydata obozu demokratycznego polityka całkowicie niewybieralnego i tak pozbawionego charyzmy jak Rafał Trzaskowski. I nawet go porządnie w kampanii nie wsparł. Bo się bał, że jak zanadto urośnie, to mu zagrozi. Za to Nawrockiemu w prezydenckim wyścigu skutecznie mógł zagrozić bohater wojny w Afganistanie i wieloletni współpracownik mec. Jana Olszewskiego w jego rządzie i Ruchu Odbudowy Polski, Radosław Sikorski ale tej szansy mu odmówiono. .
Elektorat partii, tworzących rządzącą dziś Koalicję 15 Października tworzą wyborcy lepiej wykształceni, niż zwolennicy pozostałych ugrupowań, co potwierdzają wszystkie badania opinii publicznej. Niełatwo przyjdzie im wmówić, że to Hołownia ma się wstydzić rozmowy z Kaczyńskim a nie Tusk awansowania adwokata własnej rodziny i dawnego zastępcy tegoż Kaczyńskiego w rządzie – Romana Giertycha do roli spikera dumnie kiedyś choć tak nieskutecznie broniącej demokracji Koalicji Obywatelskiej.
Kasa ponad podziałami czyli krótka pamięć nienawistników
Siewcy nienawiści liczą na krótką pamięć obywateli. Mylą się. Za rządów PiS ówczesny przewodniczący klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej Borys Budka potajemnie i zakulisowo wynegocjował ze swoim odpowiednikiem z formacji Kaczyńskiego Ryszardem Terleckim gorszącą podwyżkę uposażeń poselskich i senatorskich. Bulwersującą, bo równocześnie od obywateli domagano się licznych wyrzeczeń w związku z pandemią koronawirusa i wprowadzanymi masowo rozmaitymi obostrzeniami. A obecna “ministra” edukacji Barbara Nowacka biegała wtedy jak opętana po parlamencie i paplała do kamer, że sprawę wynagrodzeń polityków trzeba uregulować, bo pani prezydentowa nie ma pensji, chociaż mieć ją powinna – pomimo, że nikt jej wtedy o to nie pytał. Temu żenującemu spektaklowi “kasy ponad podziałami” kres położył sprzeciw ówczesnego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego. Po czym Terlecki publicznie wsypał Budkę, ujawniając ich sekretne ustalenia. A Tusk nawet porządnie Budki nie ukarał, ograniczając się do krótkiego zawieszenia go w obowiązkach, zaś oburzenie opinii publicznej zbył nieśmiesznym dowcipem o teściowej, co miała jakoby skompromitowanego Budkę przed nim obronić skutecznie słowami: “Donald, nie możesz wszystkich wyrzucić”.
To o kasie i to własnej wolno było z pisowcami rozmawiać, a o Polsce już nie?
Koalicja z technicznym premierem Hołownią na czele i zastępcami z PiS i Konfederacji to dzisiaj gruszki na wierzbie. I niebezpieczeństwo iluzoryczne. Zbyt wiele przesłanek musiałoby zostać spełnionych równocześnie. Za to prywata polityków – to trwała bolączka życia publicznego rzutująca też na codzienne bytowanie Polaków. Doradzam więc, by skupić się na jej zwalczaniu, zwłaszcza we własnym obozie demokratycznym. A nie na dojeżdżaniu – jeśli znów używamy slangu polityków – marszałka z zemsty za to, że roztropną decyzją zapobiegł być może wojnie domowej w Polsce. Pewnie na początek zimnej, ale wiemy jak niedaleko od nas toczy się ta prawdziwa. Lepiej więc było tego nie sprawdzać. Nawet jeśli ceną roztropnej decyzji stała się utrata poparcia TVN i “Gazety Wyborczej” – warto było ją podjąć, nie po to, aby przejść do historii, tylko aby dać Polakom minimum poczucia bezpieczeństwa, jakie im się należy w tak trudnych czasach.
