Dokąd dojdzie ten marsz

0
98

Odpowiedź na tytułowe pytanie nie powinna być trudna – do ronda Zgrupowania AK “Radosław”, jak przewidują oficjalne zapowiedzi dotyczące trasy. Ale również to powinno skłaniać do refleksji. Dowódca wspomnianego zgrupowania, wsławionego w Powstaniu Warszawskim, płk. Jan Mazurkiewicz ps. Radosław stanowi wzór nie tylko bohaterstwa (w stalinowskim więzieniu nie dał się torturami zmusić do obciążenia w zeznaniach Augusta Emila Fieldorfa, którego zastępcą był w Kedywie Armii Krajowej) ale i politycznej roztropności: tuż po wojnie doprowadził do ujawnienia a tym samym powrotu do normalnego życia tysięcy akowców, którzy dzięki temu uniknęli losu Maćka Chełmickiego z “Popiołu i diamentu” Jerzego Andrzejewskiego i Andrzeja Wajdy: w filmie oglądamy to szczególnie plastycznie, w scenie śmierci bohatera na śmietniku, w domyśle: historii.

Czarzasty pójdzie z każdym, inni niekoniecznie

Powrót do normalności głosi dziś również organizatorka wspomnianego “marszu miliona serc” Koalicja Obywatelska, którą jak wiemy Platforma Obywatelska zawarła sama ze sobą, ale zamiast – wzorem patrona zamykającego trasę ronda – porozumiewać się ponad podziałami, sama a ściślej za pośrednictwem zaprzyjaźnionych mediów (zwłaszcza stacji TVN przez wymienionego już w tym tekście Wajdę określonej kiedyś mianem “naszej telewizji” kiedy występował nie jako reżyser ale członek komitetu wyborczego PO) sekuje i piętnuje liderów konkurencyjnych komitetów wyborczych za odmowę dołączenia do partyjnej imprezy PO-KO. 

Nie dotyczy to tylko, bo nie musi, dawnego bohatera afery Lwa Rywina – Włodzimierza Czarzastego, jak przystało na lidera Lewicy znanego z obrażania kobiet (świadczy o tym osławiona rozmowa z wicemarszałkinią Senatu Gabrielą Morawską-Stanecką, której nawymyślał ile wlezie za to, że w mediach wypada lepiej od niego, o co zresztą nietrudno), bo ten pójdzie z każdym a nie tylko z PO-KO, o czym wszyscy wiemy.

Nie tędy droga, chciałoby się powiedzieć. 

Kampania wyborcza PO-KO politycznie wymierzona jest nie przeciwko PiS – wbrew słowom Donalda Tuska na wiecu w Elblągu liderzy nie wierzą bowiem, że uda się prześcignąć rządzących w rankingach poparcia – ale w rzeczywistości przeciw Trzeciej Drodze. Stąd absurdalne ataki na Władysława Kosiniak-Kamysza i Szymona Hołownię, że nie pójdą w nie swoim partyjnym marszu.  Dodajmy, że zabrania tego ordynacja wyborcza – czyli prawo po prostu. Stanowi ona jasno, że udział w imprezach, za które odpowiedzialność przyjmuje konkurencyjny komitet wyborczy traktowany jest jako ich zakłócenie. Wie o tym inteligentny siedemnastolatek, jeśli tylko z lekcji WOS-u (wiedzy o społeczeństwie) na wagary nie ucieka. I gdy dorośnie, pewnie na Tuska nie zagłosuje, bo jak to młodzi, wciskania kitu nie lubi.

My też przy liderze PO-KO krzyżyka nie postawimy, chociaż jesteśmy z Warszawy, gdzie prowadzi on listę najbardziej demokratycznej partii.

Przymuszanie do udziału w marszach – jak w wypadku innego pochodu przed laty, nie 1-październikowego lecz pierwszomajowego – nie z demokracją bowiem się kojarzy. 

Czy historyk Tusk umie liczyć

O WOS-ie już było, czas na matematykę. Jak wieść gminna niesie, lobby korepetytorskie w dobie wielkich reform społecznych lobbingiem właśnie lub nawet metodami mniej w prawie osadzonymi skłoniło ustawodawców do wycofania z pisemnej matury dla klas humanistycznych pracy z historii i zastąpienia jej matematyką. Bo “korki” z “histy” pobierali nieliczni czwartoklasiści z liceum, z matmy za to – niemal każdy. 

Zmiana poskutkowała znaczną niewiedzą historyczną młodego pokolenia, ta zaś masowym poparciem młodych roczników dla Konfederacji, którym jej proputinowska narracja nie przeszkadza, bo o PRL i gen. Wojciechu Jaruzelskim skupione na matmie nawet nie usłyszały.

Gdyby zamiast lobbingu w polskiej legislacji obowiązywał zdrowy rozsądek i pragmatyzm, nie wszyscy musieliby zdawać pisemną maturę z matematyki. Umieć liczyć za to każdy powinien, przyzwalali na to zaborcy, ba – nawet okupant niemiecki.

Kto liczyć umie, dojdzie do wniosku, że zejście Trzeciej Drogi, sojuszu wyborczego PSL i Polski 2050, poniżej przewidzianego dla niej jako dla koalicji progu ośmioprocentowego warunkującego wstęp do przyszłego Sejmu – oznacza ostateczną niemożność zbudowania nie tyle nawet jakiejkolwiek większości antypisowskiej ale zwyczajnie przyszłego rządu bez udziału PiS.    

Czy tego właśnie chce Tusk?

Z sondaży, które w Elblągu cytował wynika, że poparcie dla Trzeciej Drogi wynosi 9 proc. Marne wahnięcie w dół – i w następnym Sejmie jej nie ma. A tym samym szans na rząd bez PiS. Podobny spadek notowań może być wywołany atakami “naszej telewizji TVN” na Trzecią Drogę za to, że nie maszeruje wraz z KO jednolitym frontem, niczym niegdyś w pochodzie pierwszomajowym założyciel stacji TVN Mariusz Walter w strasznym roku 1983 r. przez rzecznika rządu stanu wojennego rekomendowany do zespołu propagandowego przy gen. Czesławie Kiszczaku wicepremierze i ministrze spraw wewnętrznych, dla uproszczenia określanym ze względu na mnogość funkcji i długość ich nazw mianem “oberubeka”. Miał on – zespół propagandowy a nie sam Kiszczak oczywiście – zajmować się tym, co dziś robi TVN czyli atakami na Ojca Świętego Jana Pawła II oraz tworzeniem fikcyjnych konfliktów typu obecnego dylematu czy liderzy konkurencyjnych komitetów wyborczych mają poczłapać w marszu PO-KO… 

Historycy muszą nauczyć się liczyć, o czym wiedzieć powinien Donald Tusk. Raz już – uciekając do Brukseli przez premierowską odpowiedzialnością za Polskę – dowiódł, że władza nie stanowi dla niego wartości samej w sobie. Pół biedy gdyby z bezinteresowności to wynikało, gorzej gdy z kunktatorstwa.  Jeśli teraz Tusk uważa, że lepiej pozostać w opozycji, co oznacza przedłużenie rządów PiS do nieprzerwanych dwunastu lat – niech to powie głośno. Najlepiej w trakcie “marszu miliona serc” właśnie. To doskonała okazja.         

Pani Joanna? A kto to taki?

Jeśli historia się powtarza to wyłącznie jako farsa, powiadał Karol Marks, wprawdzie samemu Tuskowi ideowo daleki, za to bliski jego pomagierom medialnym, nie przebierającym w słowach i środkach.

Oszukani zaś poczuć się możemy wszyscy, bo przecież miał to być marsz w obronie Pani Joanny Parniewskiej, okrutnie potraktowanej przez funkcjonariuszy policji i ostentacyjne łamiącą przysięgę Hipokratesa lekarkę, występującą w roli donosicielki – a nie dominacji przewodniczącego Tuska “na opozycji”, jak w swoim szpetnym slangu niepoprawnie mówią politycy. W tym zaś wypadku nie tylko ich żargon okazuje się paskudny. Zagrali na emocjach raz aż o ofierze prześladowań zapomnieli.   

Wiedza moja o pułkowniku a później generale Mazurkiewiczu “Radosławie”, przywołanym w pierwszych słowach tego szkicu, nie pochodzi z książek historycznych lecz licznych rozmów, które odbyłem z jego rodzonym wnukiem Stanisławem Mazurkiewiczem, moim starszym kolegą z organizacji akademickiej Konfederacji Polski Niepodległej w latach 80, niestety dziś już nie żyjącym, a w nowej Polsce zasłużonym dla samorządu warszawskiego. Warto, by zgłębili ją również organizatorzy marszów, które na zasadzie  deus ex machina  zmienić mają konfigurację poparcia w sondażach – pomimo czy może właśnie za sprawą niedostatku rzeczowej debaty i ścierania się konkurencyjnych pomysłów na Polskę w najbliższych czterech latach. 

Skoro na tradycję akowską powołują się dziś niemal wszyscy, warto, by wyciągali z niej wnioski. Mądrość polityczna nie wyraża się liczbą podstawionych na czas autokarów, które zawiozą demonstrantów do stolicy. Dobrze określić zawczasu, dokąd w tym marszu zmierzamy.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.4 / 5. ilość głosów 7

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here