Dyplomacja i Buriewiestnik

0
6

W tym samym czasie kiedy w Waszyngtonie rozmawiali prezydenci Donald Trump i Karol Nawrocki, w Pekinie odbyło się całkiem inne spotkanie: z udziałem Władimira Putina i Xi Jinpinga oraz wielu innych liderów w tym z Korei Północnej, co stanowi dowód, że plany izolowania Rosji po jej agresji na Ukrainę nie powiodły się. W nocy po rozmowie w Białym Domu, kiedy zbierano agencyjne do niej komentarze, w polską przestrzeń powietrzną wleciały dwa drony, co zmusiło NATO do poderwania – jak mówią w swoim slangu wojskowi – wyspecjalizowanego amerykańskiego samolotu z holenderską załogą. 

Niezależnie od dyplomatycznych efektów amerykańsko-polskiej rozmowy na szczycie, oczywiste zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa stanowią zaplanowane na wrzesień za naszą wschodnią granicą rosyjsko-białoruskie manewry Zapad 2025. A także wprowadzona do arsenału kremlowskiej armii rakieta o napędzie atomowym Buriewiestnik. Nazywana już latającym Czarnobylem jest w stanie okrążyć Ziemię i uderzyć w dowolny jej punkt.     

Rzeczowa ocena wizyty Karola Nawrockiego w Białym Domu sprowadza się do stwierdzenia, że nie utraciliśmy tego, czym już dysponujemy. Potwierdzona została dalsza obecność wojsk amerykańskich w Polsce. Dla naszego bezpieczeństwa stanowi oczywiście walor niebagatelny, pod warunkiem, że Władimir Putin nie zdecyduje się na wojnę z NATO, a co do tego akurat pewności nie mamy. Jeśli nawet zakładamy, że tak jest, to z najmniejszym od ćwierćwiecza przekonaniem.     

Strach szkodzi, ale realizm pomaga

Poważni znawcy tematyki wojskowej w ujęciu strategicznym czynią porównania obecnej sytuacji (głównie w kontekście ćwiczeń Zapad), do tej, jaka poprzedzała wszczęcie przez putinowską Rosję pełnoskalowej agresji na Ukrainę w lutym 2022 r. 

Nie chodzi o straszenie kogokolwiek, ale o uświadomienie faktu, że polska polityka zagraniczna i nawet aktualizowane wobec nas zobowiązania sojusznicze stanowią tylko składowe obecnego układu sił w świecie i globalnej sytuacji strategicznej. Na razie jednak większość komentarzy formułowanych jest nadal ze ściśle polskiej perspektywy, w tym także prestiżowej. O ile to pierwsze pozostaje w pewnej mierze nieuniknione, drugie wydaje się pospolitym błędem. 

Nie okaże się zapewne zasadne przywoływanie kontekstów września 1939 roku, nawet jeśli rocznice nas do tego skłaniają. Ani jałtańskiej winy anglosaskich mocarstw, do której jak wiemy wcale się one nie poczuwają. Inna była też sytuacja w 1981 roku, kiedy to Ronald Reagan nie ostrzegł przyjaciół z Solidarności o planach wprowadzenia przez komunistów stanu wojennego, chociaż je znał: niezależnie bowiem od moralnych ocen tego faktu, państwo polskie pozostawało częścią radzieckiego bloku geopolitycznego i przeciw nam działały argumenty, dotyczące zachowania ładu światowego. Dlatego strategia Henry’ego Kissingera zatriumfowała nad wizją Zbigniewa Brzezińskiego, chociaż to ten drugi, budując gorącą linię między Waszyngtonem Jimmy’ego Cartera a Watykanem Jana Pawła II rok wcześniej przyczynił się do wysłania Leonidowi Breżniewowi ostrzeżenia, które uratowało Polskę przed inwazją sowiecką. Odejście USA od absolutyzowania podziału na światowe strefy wpływów Polacy zawdzięczają już własnej determinacji w drugiej połowie lat 80, kiedy to udowodniliśmy, że pokojowa rewolucja demokratyczna Solidarności nie jest ruchem sezonowym. A zarazem za sprawą przemian w Rosji, głasnosti i pierestrojki Michaiła Gorbaczowa, dotychczasowe imperium zła skarlało, co otworzyło drogę do zrealizowania nie tylko naszych aspiracji narodowych.

Egzekwować, co nam obiecano

Teraz Polacy wykazać się powinni zbliżoną determinacją w egzekwowaniu od silniejszych od nas zobowiązań sojuszniczych, jakie zostały złożone. Nie chodzi tylko o gotowość Trumpa do pozostawienia u nas wojsk amerykańskich czy nawet zwiększenia ich kontyngentu. Instruktywny pozostaje przykład potraktowania niepodległej Ukrainy    przez mocarstwa zachodnie nie po 24 lutego 2022 – kiedy przecież realną pomoc nie tylko od nas, ale i od nich otrzymała – ale po roku 1994, kiedy to zrzekła się posiadanej wtedy poradzieckiej broni nuklearnej w zamian za respektowanie jej suwerenności oraz integralności terytorialnej. W świetle nie tylko niedawnych, rozlegających się również z Białego Domu  zachęt, żeby zrzekła się Krymu oraz oddała obwody doniecki i ługański, ale również postaw wolnego świata wobec naszego sąsiada po 2014 roku, kiedy Kreml dokonał pierwszych aneksji – oczywistym obowiązkiem okazuje się monitorowanie realizacji wszelkich obietnic, poczynionych przez tych, co pozostają od nas silniejsi. Żeby nie zostały odłożone do archiwów dyplomacji ze strachu przed Iskanderami czy nawet Buriewiestnikami.       

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here