Politykom w tej kampanii chciałoby się powiedzieć: przestańcie smęcić. Życie jest piękne.

Łukasz Perzyna

publicysta pnp24

Władza kryje się w tej kampanii za zwartym szpalerem ochroniarzy, nie odstępującym premiera Morawieckiego ani szeregowego posła Kaczyńskiego. Jej krytycy zaś – często zapominają, jak postępowali, gdy sami rządzili. Pomimo to przebijają się ciekawe hasła, interesujący ludzie, ważkie idee. Na tym polega cale piękno demokracji. Wyborcy zaś najlepiej przyjmują tych, którzy wchodzą pomiędzy nich, a nie nudzą z trybuny.

Jarosław Kaczyński – niestety w papieskich Wadowicach, co dowodzi, że partia rządząca przekracza granice między natrętną propagandą a pospolitą profanacją – tłumaczył wyborcom, na czym polega normalna rodzina. „Rodzina nie może się składać z dwóch tatusiów ani dwóch mamuś” – nauczał lider ze swadą gorliwego nauczyciela przysposobienia do życia w rodzinie, jak w czasach PRL nazywano oficjalnie przedmiot zwany przez uczniów po prostu „seksem”. Większość Polaków oczywiście się z tym zgodzi. Zresztą wybory wygrywa się raczej powtarzając znane prawdy, niż formułując świeże i odkrywcze projekty. Czekamy tylko, aż Kaczyński udzieli kolejnych wykładów elektoratowi: z bankowości oraz sztuki prowadzenia samochodu. Jak powszechnie wiadomo, prezes PiS konta w banku ani prawa jazdy, podobnie jak rodziny, nie posiada.

Powiedz Kidawie o sprawie? I tak cię, wyborco, wystawię

Małgorzatę Kidawę-Błońską promować ma w tej kampanii hasło „Powiedz Kidawie o sprawie”, reklamujące uczynność kandydatki Koalicji Obywatelskiej na premiera wobec obywateli. Rymowanka to częstochowska, o czym osoba, która pracowała w dziale literackim Studia Filmowego im. Karola Irzykowskiego pewnie wie. Nie to jednak razi najmocniej.

Slogan ogłosiła w Lublinie, choć kandyduje w Warszawie. Złośliwi utrzymują, że nie chciano jej we Wrocławiu, gdzie pierwotnie miała zostać liderką listy. Entuzjaści – że uzyska tu rekordowy wynik, na który nie miałby co liczyć mniej medialny Grzegorz Schetyna. Zdroworozsądkowi sceptycy przyznają zaś, że każdy lider listy KO w stolicy pokona Jarosława Kaczyńskiego, którego w Warszawie… za dobrze znają. Pamiętamy zresztą, jak na rodzinnym Żoliborzu, w komisji, w której sam głosuje, przegrał sromotnie z Bronisławem Komorowskim. Ze względów… jak wyżej.

Jeśli ktoś jednak ma wizję przyszłej premier, jak niczym księżna Dobrawa zasiadając pod dębem cierpliwie wysłuchuje petentów i bezzwłocznie naprawia ich krzywdy – uleczy go z niej niewątpliwie rzut oka na politykę partii Kidawy-Błońskiej w stolicy. Jeszcze parę lat temu burmistrzowie dzielnic z PO przeprowadzali tu bezpardonowo eksmisje zalegających z czynszem lokatorów mieszkań komunalnych, którym opłaty naliczano po paskarsku, czasem w sposób opisywany przez Karola Maya na przykładzie pazernego karczmarza: „za wystawienie rachunku – jeden dolar”. Gdy jedna z osób pokrzywdzonych zgłosiła się po pomoc do politycznego wychowanka Kidawy-Błońskiej, warszawskiego posła Marcina Kierwińskiego, otrzymała od niego dokumentację, pochodzącą sprzed… kilkunastu lat. Co dowodzi, że poseł, uchodzący za człowieka przytomnego, nad sprawą się nawet nie pochylił, tylko zlecił ją najgłupszemu z asystentów. Tymczasem niedawno PO – aby zyskać poklask i głosy w Warszawie – przeforsowała zasadę, że długi lokatorów mieszkań komunalnych można rozłożyć… nawet na 10 lat. Kidawa-Błońska być może dlatego na miejsce promocji hasła wybrała Lublin a nie ojczyste miasto, żeby któryś z wcześniej poszkodowanych nie wypomniał jej oczywistego złamania zasady konstytucyjnej równości wobec prawa. A z hasła zostaje tylko częstochowski rym…

Czy diabeł zagłosowałby na PiS? Lewica też kusi…

Wyrazem złego smaku pozostaje występ internetowej wojowniczki Klaudii Jachiry. Liderzy PO-KO już żałują, że ją wzięli na listę. Na tle pomnika Armii Krajowej, na którym wyryto słowa „Bóg, Honor, Ojczyzna” uwieczniła siebie z hasłem „Bób, Hummus, Włoszczyzna”. Jeszcze bardziej porażająca, co reklamiarskie obrazoburstwo Klaudii Jachiry, okazuje się obłuda oburzonych nim pisowskich polityków i mediów. Patriotom od siedmiu boleści nie przeszkadza bowiem prokurator stanu wojennego Stanisław Piotrowicz w roli głównego legislatora pisowskiej Polski. Tyle w tym szczerości, co w prorodzinnej erudycji Kaczyńskiego. Szkoda, że podobnego szacunku wobec AK i jej weteranów „przekaziory” pisowskie nie przejawiły, gdy oszczercy z ich własnego obozu oczerniali bohaterów największej w Europie antyhitlerowskiej Armii Podziemnej: prof. Witolda Kieżuna, uczonego o międzynarodowej renomie i Zbigniewa Ścibor-Rylskiego. Gdy teraz bronią patriotyzmu, przypomnieć można polskie przysłowie: diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę wydzwania.

Diabeł zaś również w tej kampanii okazuje się obecny za sprawą osobistych przeciwników Pana Boga. Jedna z towarzyszących rzeczniczce Annie Marii Żukowskiej kandydatek Lewicy na sejmowych briefingu w obronie zwolnionych pracownic krakowskiej kurii z całą powagą obarczyła odpowiedzialnością za niewłaściwy stosunek Kościoła do kobiet… św. Tomasza z Akwinu. Zapewne przytoczone naprędce cytaty były jedynymi, które zrozumiała z dorobku wielkiego myśliciela. Domorosłym filozofowaniem Lewica chce zapewne odwrócić uwagę od sporu między wspomnianą Żukowską a Moniką Jaruzelską, który zakończył się zwycięsko dla rzeczniczki – córka generała nie otrzymała miejsca na liście wyborczej do Sejmu – ale przy tej okazji osiągnął poziom magla.

Jaśniejsza strona rzeczywistości

Po działaniach partyjnych liderów można oceniać, że zachowują się, jakby chcieli odwrócić uwagę od spraw, którymi na co dzień żyją Polacy: narastającej drożyzny, pogarszających się warunków gospodarowania, psucia rynku pracy przez tanią siłę ukraińską. Zamiast recept oferują spory ideologiczne. W miejsce dróg wyjścia – orzekanie o winie. Skupiają się na wrogu, nie poszukują sojuszników. KO szuka, jak najlepiej stać się anty-PiS-em. Partia władzy swoje niezliczone porażki zwala na „osiem lat rządów PO i PSL”, co powtarza jak mantrę.

Obraz Polski kreowany na użytek kampanii wyborczych wydaje się bardziej przyczerniony od rzeczywistego. Nie zachęca do pójścia na głosowanie. Najmocniej odpowiadają za to rządzący. Jeszcze afery sprzed kilkunastu lat – jak Lwa Rywina – miały charakter „przestępstw białych kołnierzyków”. W historii Mariana Banasia obok budzącej wątpliwości deklaracji majątkowej pojawiają się sutenerzy, pokoje wynajmowane na godziny i krakowska wojna gangów. Jak pisze Wojciech Czuchnowski, kontrahenci Banasia „w 2005 (..) brali udział w krwawych porachunkach gangów. Chodziło o wpływy na rynku płatnego seksu. Uzbrojeni w maczety bandyci starli się na terenie dzielnicy Kazimierz. Rannych zostało sześć osób” [1]. Klimaty ponure i od polityki odstręczające, a przecież chodzi o osobę pełniącą kolejno dwie strategiczne funkcje: ministra finansów i prezesa NIK.

Wszystko przebił broniący Banasia Ryszard Czarnecki, który u Moniki Olejnik z całą powagą rozprawiał, że przecież również w Brukseli są biurowce, w których lokale wynajmuje się na godziny na potrzeby spotkań biznesmenów z ich kontrahentami… [2] Jaka władza, taki biznes, chciałoby się powiedzieć. Szokujące, bo chodzi przecież o jednego z następców Lecha Kaczyńskiego, patrona partii rządzącej, w fotelu prezesa NIK. Trudno ocenić czy bardziej rządzącą ekipę kompromituje sam Banaś czy próby usprawiedliwiania go przez kolegów.

Kwestię, dlaczego mimo to PiS wciąż prowadzi w sondażach próbuje rozwikłać historyk idei Marcin Król, który przed laty podsumował polską transformację już w tytule swojej książki: „Byliśmy głupi” [3]. Teraz zaś ocenia: „(..) PiS trafił nie tyle na dobrą koniunkturę gospodarczą, ile mentalną Polaków. Dwadzieścia lat temu, kiedy wykształcenie, wiedza, czytanie itd. były ambicją powszechną, nie miałby takich szans” [4]. Z badań, ogłaszanych rokrocznie przez Bibliotekę Narodową wynika, że wyraźna mniejszość Polaków czyta choćby jedną książkę rocznie: 37-38 proc [5]. Kulturoznawca Mirosław Pęczak wnioskuje z tych wyników, że „jednym z efektów sytuacji, gdy nie czyta się książek, staje się zanik myślenia krytycznego. Wyborów – również politycznych – dokonujemy, powodowani emocjami, albo kierując się wizerunkiem polityków, wykreowanym przez spin doktorów. Im mniej krytycyzmu, tym łatwiej politykom ludźmi manipulować” [6].

Tych ostatnich rozumie jednak prof. Marcin Król: „Żeby człowiek się interesował polityką, musi widzieć jakąś rolę dla siebie. Nawet minimalną” [7]. Historyk idei dopuszcza zarazem optymistyczny scenariusz: „Co jakiś czas zjawiają się ludzie, którzy mają poczucie, że chcą wpływać na bieg rzeczy i wtedy muszą doprowadzić do zasadniczej zmiany (..). PiS chce właśnie, żebyśmy jedli, pili, siedzieli w domu i nie przeszkadzali. (..) To musi być zjawisko nowej – tym razem udanej – Wiosny Ludów przeciwko wewnętrznym barbarzyńcom, czyli trochę przeciwko samym sobie, przeciwko temu, co w nas jest z barbarzyńców” [8]. Za sprawą Marcina Króla, którego drugoobiegową broszurę o ewolucji myśli politycznej Józefa Piłsudskiego zaczytywali w latach 1980-81 antykomunistyczni studenci [9], również dziś zyskujemy naukową podbudowę dla nadziei, że – jak wskazywał Czesław Niemen – ludzi dobrej woli jest więcej.

Tym bardziej istotne okazują się działania kandydatów, którzy nie tylko potrafią wskazać problemy do rozwiązania, ale zgłaszają konkretne propozycje. I nie smęcą bez potrzeby.

Wiceadmirał Marek Toczek przestrzega, że „przykładem naiwności politycznej jest (..) przywiązywanie nadmiernej wagi do trwałości i niezawodności sojuszy i opieranie głównie na nich swojego bezpieczeństwa. Skutków tego analfabetyzmu doświadczyliśmy w II RP” [10].

Bezpieczeństwo narodowe jest najwyższym dobrem

Liczyć należy się z tym, że podział efektów sojuszu może okazać się dla słabszego alianta wyjątkowo niekorzystny. Nawet udział w zwycięskiej koalicji może w końcowym bilansie równać się klęsce (nasze doświadczenie po II wojnie światowej).

Read more

Kandydat PSL z Gdyni i Słupska przywołuje autorytet myślącego przed laty podobnie Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Za niezbędną uznaje samoorganizację społeczeństwa na rzecz bezpieczeństwa powszechnego III RP. Za wzór podaje Wielkopolskę w okresie zaborów i zwycięskiego powstania 1918-19, za zły przykład – straty podczas powodzi tysiąclecia w 1997 r. Admirał Toczek walczy również o honor polskiego żołnierza, w tym weteranów misji zagranicznych. Wobec powszechnej erozji zaufania do instytucji publicznych – ledwie ok. 30 procent z nas dobrze ocenia parlament – wojsko pozostaje chlubnym wyjątkiem. Toczek kandyduje z Gdyni z PSL, które jedyne wśród głównych ugrupowań, zbudowało na jesienne wybory nową jakość, tworząc sojusz z Kukiz’15 oraz przedsiębiorcami, reprezentowanymi na listach przez Dariusza Grabowskiego i Włodzimierza Zydorczaka.

Premii za odwagę mogą pewnie spodziewać się kandydaci, wolni od słabości swoich macierzystych ugrupowań. O ile PiS zasłynęło w tej kadencji z konformistycznego głosowania na rozkaz – to dawny działacz ROP Zbigniew Girzyński, startujący do Sejmu z Torunia kampanię zaczął od krytyki działań wobec sądownictwa, jakie podejmowała partia, w której barwach kandyduje. W jego ocenie – zmiany za Zbigniewa Ziobry sprowadziły się do wymiany „ich” sędziów na „naszych”. Sam Girzyński zastrzega, że nie chciałby być sądzony ani przez Łukasza Piebiaka, który odszedł z Ministerstwa Sprawiedliwości po ujawnieniu roli w aferze hejterskiej, ani przez Igora Tuleyę, który działania władz porównywał do czasów stalinowskich.

Senator PO Aleksander Pociej, kandydujący ze stolicy, wcześniej znany jako wybitny adwokat – dał się poznać ze spokojnego i rzeczowego podejmowania budzących największe emocje tematów, związanych z praworządnością. Doceniono to również na forum międzynarodowym, bo został wybrany szefem reprezentacji chadeckiej w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. Zamiast histerii propaguje poczucie humoru, co znalazło wyraz w jego felietonach w tomie „Ręce na biurku”. Tymczasem inny adwokat Krzysztof Kamiński zamierza po kilkunastu latach powrócić do parlamentu, gdzie był posłem KPN oraz AWS. Tym razem kandyduje do Senatu z Lubelszczyzny z poparciem Koalicji Obywatelskiej. Marzy mu się silny ruch propaństwowy, oparty na bezwarunkowym poszanowaniu prawa. Mecenas i dawna mistrzyni szachowa Jolanta Turczynowicz-Kieryłło przez lata znana była nie tylko z wygrywanych procesów, ale również z wysiłków, związanych z popularyzacją prawa i kultury, z nim związanej (Akademia de Virion). Teraz ma szanse je stanowić w Senacie, do którego chce się dostać z okręgu pilskiego z poparciem PiS. Refleks, którym wykazała się w programie Andrzeja Morozowskiego na pewno jej nie zaszkodzi.

Przywrócenie mediów społeczeństwu zapowiada znany prezenter i aktor z wykształcenia (zanim pochłonęła go telewizja, zdążył zagrać u Krzysztofa Zanussiego) Krzysztof Luft. W 1990 r. wraz z całym zespołem Obserwatora, pierwszego w historii Telewizji Polskiej programu bez komunistów był uczestnikiem pierwszego i jak dotychczas jedynego w dziejach TVP strajku. A protestował przeciw temu, co również dziś pozostaje zmorą tej instytucji: uzależnieniu od propagandystów. Polityka nie jest dla niego nowością: dotychczas pełnił bardziej role eksperckie, był rzecznikiem rządu Jerzego Buzka, członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Do Sejmu kandyduje z listy KO z Warszawy.

W tej kampanii wyborców rażą politycy przemawiający z trybuny. Podoba się za to taki kandydat, który wejdzie w tłum, rozmawia o konkretnych sprawach, wie z czym do ludzi przyjechał. Ten bezpośredni skupia na sobie uwagę, ten pierwszy, zanadto oficjalny zawsze przegra z piknikowym grillem.

Twoim zdaniem:

Wybory to czas...
  • dodaj swoją odpowiedź

[1] Wojciech Czuchnowski. Pancerny Marian i kamienica. „Gazeta Wyborcza” z 23 września 2019
[2] Kropka nad i, emisja TVN24, 24 września 2019
[3] por. Marcin Król. Byliśmy głupi. Warszawa 2015
[4] Prof. Marcin Król: Rośnie pokolenie analfabetów moralnych. Rozmawia Przemysław Szubartowicz. Wiadomo.co z 24 września 2019
[5] por. W kulturze nie zawsze większość ma rację. Rozmowa z Mirosławem Pęczakiem. PNP 24.PL z 14 lutego 2019
[6] ibidem
[7] Prof. Marcin Król: Rośnie pokolenie analfabetów moralnych, op, cit.
[8] ibidem
[9] por. Marcin Król. Józef Piłsudski. Ewolucja myśli politycznej. NOWa, Warszawa 1981
[10] Marek Toczek. Bezpieczeństwo narodowe. PNP 24.PL z 29 sierpnia 2019

Czytaj teksty naszego publicysty, Łukasza Perzyny:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

PRZEZzdjęcie twitter PiS
Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here