Zamiast nadawać nieskuteczne programy, pouczające Białorusinów, jaki ustrój powinni wybrać, jak czyni to TVP Biełsat – media publiczne powinny emitować audycje przeznaczone dla Polaków ze Wschodu.

Dariusz Grabowski

przedsiębiorca

Przeciw likwidacji jedynej audycji Polskiego Radia o Kresach i ich mieszkańcach zaprotestowali wspólnie: Marek Sawicki, członek władz PSL oraz Dariusz Grabowski, przedsiębiorca i wieloletni parlamentarzysta. Na razie nie słychać, żeby władze radia publicznego miały zmienić decyzję o zdjęciu z anteny „Świata kresów, chociaż ustawa obliguje je do prezentowania tej tematyki.

Kresowianie to 5 mln ludzi – przypomniał w trakcie briefingu w gmachu Sejmu Dariusz Grabowski. Tymczasem państwowe media nadają specjalny program dla Białorusi (telewizja Biełsat), a jedyna zajmująca się problemami Kresów i ich mieszkańców audycja znika z ramówki radia. Ustawa o radiofonii i telewizji, pomimo kagańcowych zmian dokonanych w niej za rządów PiS niezmiennie nakłada na publiczne radio i telewizję obowiązek prezentowania najważniejszych problemów Polaków z zagranicy i w kraju. Poseł PSL Marek Sawicki podkreślił, że zamiast to robić – media te, jak dowodzą choćby ostatnie Wiadomości TVP zajmują się głównie zwalczaniem opozycji. Zaś istotny dla polskości temat kresowian pomijają, stąd wspólny protest obu polityków przeciwko zdjęcie „Świata Kresów” z anteny. Dariusz Grabowski uważa, że zamiast nadawać jak czyni to TVP Biełsat nieskuteczne programy, pouczające Białorusinów, jaki ustrój powinni wybrać – media publiczne powinny emitować audycje przeznaczone dla Polaków ze Wschodu.

Wybitny kompozytor Krzesimir Dębski zawsze podkreśla, że jest dzieckiem Kresowian. Jego rodzice w trakcie obrony kościoła w Kisielinie przed UPA podczas Rzezi Wołyńskiej przyrzekli sobie nawzajem, że jeśli przeżyją – to się pobiorą i potem słowa dotrzymali. Również pierwszy polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski nie ukrywa dramatycznych okoliczności w których jako dziecko ocalony został z Rzezi Wołyńskiej. Cała polska kultura XX wieku przesiąknięta była doświadczeniem Polaków ze Wschodu: z niego zbudowana była proza Tadeusza Konwickiego, pochodzącego z Wileńszczyzny oraz wspominającego Wołyń Włodzimierza Odojewskiego.

Literacki noblista Czesław Miłosz związany był z Wilnem, twórca paryskiej „Kultury” Jerzy Giedroyć dzieciństwo spędził w Mińsku. Nie inaczej było w XIX wieku. Adam Mickiewicz urodził się w Zaosiu pod Nowogródkiem, a jego talent formował się w Wilnie. Juliusz Słowacki związany był z Krzemieńcem na Wołyniu. Również Stanisław Moniuszko pochodził z ziem, które nie należą dziś do Polski.

W obliczu zmian granic w Europie i dramatu obu wojen światowych nie jesteśmy ewenementem. Największy francuski pisarz XX wieku Albert Camus wychował się w Algierii, tam dzieje się akcja jego „Obcego” i „Dżumy”. Niemiecki noblista Gunter Grass pochodził z Gdańska, gdzie też rozgrywa się „Blaszany bębenek” i wiele innych jego powieści. Najsilniejsze państwa świata pielęgnują i wspierają takie kulturowe związki. We Francji działa mnóstwo instytucji podtrzymujących językową i kulturalną wspólnotę z byłymi koloniami.

Państwo niemieckie ze względów tak demograficznych jak kulturowych wspiera powrót rodaków z zagranicy do ojczyzny – w tym Niemców nadwołżańskich w chwili rozpadu ZSRR. W tym samym momencie i w tym samym celu państwo izraelskie zorganizowało tajny most powietrzny przez Warszawę. Izraelczycy potrafili nawet porozumieć się z bankrutującym marksistowskim dyktatorem Etiopii płk. Mengistu Haile Mariamem, który zezwolił na to, by lądujące wprost na pustyni wojskowe transportowce zabierały z jego kraju czarnoskórych Żydów, których społeczność mieszkała tam od stuleci.

Tymczasem Polska do lat nie potrafi rozwiązać problemu powrotu do kraju rodaków z Kazachstanu. Nie przeszkadza nam to przyjmować na swój rynek pracy Ukraińców, których rzeczywista liczba pozostaje nieznana, zaś związanych z tak masową obecnością tej grupy zagrożeń nikt nie monitoruje. Dla Polaków z Kazachstanu, Litwy czy Białorusi więcej potrafią robić organizacje charytatywne i społeczne lub samorządy – to one prowadzą zbiórki książek albo zapewniają kwatery dla przyjeżdżających stamtąd polskich rodzin – niż centralna administracja państwowa.

W polityce wobec wschodu – zwłaszcza za rządów PiS – obowiązuje nieformalna doktryna nadrzędności interesów państw powstałych po rozpadzie ZSRR nad postulatami i oczekiwaniami społeczności polskich w tych krajach. Szczególnie rażące okazuje się to na Ukrainie, gdzie skutkiem ubocznym popieranych przez polskie władze pomarańczowej rewolucji i euromajdanu okazała się erupcja miejscowego nacjonalizmu, prowadząca nawet do ustawowej penalizacji krytyki UPA. Działania na rzecz upamiętnienia Orląt Lwowskich czy ofiar Rzezi Wołyńskiej polska dyplomacja prowadzi tak, żeby przy okazji niczym nie urazić Ukraińców. Ich aspiracje proeuropejskie okazują się ważniejsze od oczekiwań ludności polskiej.

Z kolei wobec Białorusi mamy do czynienia z odwrotną tendencją. Zamiast jak wobec Ukrainy bezkrytycznie akceptować status quo tam próbuje się je zmienić. Za pieniądze polskiego podatnika telewizja Biełsat uczy sąsiadów demokracji w sposób, który uznają oni za obraźliwy i daje temu misjonarstwu prymat nad problemami zamieszkałej tam mniejszości polskiej. Napompowany pieniędzmi z naszych podatków Biełsat trafia raptem do 13 proc. mieszkańców.

O wejściu polskich ministrów do rządu Litwy nie ma kto poinformować, bo z państwowego radia i telewizji tematy, związane z Polakami za granicą znikają, zastępowane przez hejt wobec opozycji, zaś media komercyjne nie są tą tematyką zainteresowane. Tymczasem na Litwie, gdzie do niedawna problemem pozostawała pisownia polskich nazwisk (tamtejsi nacjonaliści prowadzą świętą wojnę z literą „w”, co śmieszyć może nas, ale nie rodaków stamtąd), teraz do rządu weszło dwoje polskich ministrów: spraw wewnętrznych Rita Tamaszuniene oraz transportu Jarosław Narkiewicz. W ten sposób Akcja Wyborcza Polaków na Litwie – Związek Chrześcijańskich Rodzin stała się jednym z czterech koalicyjnych filarów zrekonstruowanego w tym miesiącu rządu Saulisa Skvernelisa. Sam premier zna zresztą język polski.

Tymczasem w kraju politycy i bossowie medialni jakby nie rozumieją, że Kresy to żywe polskie społeczności, niezwykła tradycja i kultura, zachowana piękna polszczyzna, jakiej nigdzie indziej się już nie usłyszy. Również wielomilionowa społeczność kresowian i ich potomków zamieszkałych w Polsce ma prawo do kultywowania dobrej pamięci o stronach rodzinnych. Nie na zasadzie folkloru, ale wspólnoty, do której wszyscy przynależymy. Pod tym względem warto brać przykład z zamożniejszych od nas i potężniejszych państw.

Jak sądzisz?

Zdjęcie z anteny Polskiego Radia audycji "Świat Kresów" to...
  • dodaj swoją odpowiedź

Czytaj teksty Łukasza Perzyny:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.9 / 5. ilość głosów 15

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

4 KOMENTARZE

  1. To bardzo dziwna decyzja, zwłaszcza że tematem tych audycji była przede wszystkim przeszłość Kresów, która jest integralną częścią naszej historii, więc w jaki sposób miało to zagrażać współczesnej polityce Ukrainy czy innych państw położonych na tych terytoriach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here