Podwójne pensje w rządzie Beaty Szydło ukryte pod maską nagród układały się w oczywistą aferę finansowo-polityczną, zaś słowa byłej premier że „te pieniądze się po prostu należą” stały się najwyrazistszym od czasów rząd się wyżywi” Jerzego Urbana wyrazem arogancji władzy. Równocześnie wiadomo, co pisowscy wezyrowie z tego mieli, ręce po pieniądze wyciągali szybko, a oddawali te bezzasadne bonusy zgodnie ze wskazaniem Kaczyńskiego na Caritas powoli… albo w ogóle.

Afera samolotowa – to już wyraz zbędnego dygnitarstwa na skalę chińskich mandarynów. Do Przemyśla, skąd jest Marek Kuchciński, kursują pociągi Intercity, a do pobliskiego Rzeszowa Pendolino. Liczną zaś – jak to na Podkarpaciu – rodzinę marszałka Sejmu stać z pewnością na bilety, zresztą PKP-owskie spółki prześcigają się w promocjach.

Posłanka donosi na siebie i marszałka

Rzeczywistą choć mimowolną odkrywczynią afery samolotowej okazała się… posłanka PiS Krystyna Wróblewska. W swej ogromnej prostoduszności pochwaliła się w sieci społecznościowej lifestylowym zdjęciem z podkładu wypasionego Gulfstreama G550. Bo przecież co to nie my, nie latamy byle czym. Poprzednim władzom wystarczał poradziecki tabor powietrzny. Obecne dbają o to, żeby suweren również w stratosferze był godnie reprezentowany. Dwa Gulfstreamy kupione trzy lata temu za pieniądze podatnika przez rząd dobrej zmiany kosztowały pół miliarda złotych. Zgodnie z instrukcją HEAD prawo korzystania z nich mają premier, prezydent oraz marszałkowie obu izb, zaś dysponentem tej skromnej floty pozostaje szef Kancelarii Premiera [1].

Fenomen autodestrukcyjnych dla partii posłanek PiS wydaje się zaś zasługiwać na stanie się tematem pracy magisterskiej zgryźliwego studenta politologii. Krystyna Wróblewska to kolejny przykład pokazujący, że dla PiS własne posłanki okazują się dalece bardziej niebezpieczne niż gnuśne parlamentarne kluby opozycji. Przedtem pielęgniarka Bernardeta Krynicka zasłynęła ucieczką ze stukotem obcasów sejmowym korytarzem przed niepełnosprawnymi dziećmi i ich matkami. Zaś specjalistka od przesiadywania w sejmowej stołówce była gwiazdeczka Polsatu Joanna Lichocka dała się poznać z głosowania w odstępie kilku godzin za odwołaniem a potem przywróceniem jednego i tego samego prezesa TVP Jacka Kurskiego w Radzie Mediów Narodowych.

Drukował bibułę, dziś podwozi komunistów

Marek Kuchciński bez efektu studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim historię sztuki, wreszcie skończył policealne studium ogrodnicze (1978 r.). Dlatego gdy teraz w Sejmie nie działają komputery, zaraz słyszy się żarty, że szkoda, iż nie informatyczne. Albo gdy nie smakuje jedzenie w bufecie – że lepiej by gastronomiczne skończył.

Ale żarty na bok: posłem pozostaje nieprzerwanie od 2001 r. zawsze z PiS. Rocznik 1955, późno trafił do wielkiej polityki, jeszcze w początkach rządów AWS był skromnym radnym, pod koniec – już wojewodą. Wtedy pojawiał się argument, że coś mu się należy. Bo też rzeczywiście w odróżnieniu od całkiem pozbawionego biografii Kaczyńskiego (prezes nie był nawet internowany, więc demonstranci wykrzykują pod jego willą: 13 grudnia spałeś do południa) – Marek Kuchciński może się pochwalić chlubnym i ciekawym życiorysem opozycjonisty. Zwłaszcza, że w mniejszych ośrodkach, takich jak Przemyśl działało się trudniej i bardziej niebezpiecznie niż w wielkich aglomeracjach, gdzie represje zgłaszano zaraz do Radia Wolna Europa. W trudnych latach 80 trzydziestolatek Kuchciński redaguje znakomity kwartalnik „Strych Kulturalny” podziemny i kontestatorski z ducha. Zapewne tak jak Bill Clinton pali wtedy, ale się nie zaciąga. Kuchciński wspiera też Ogólnopolski Komitet Oporu Rolników i organizuje w Przemyślu Dni Kultury Chrześcijańskiej.

Dlaczego więc człowiek wywodzący się z tak pięknej i bogatej tradycji zabiera teraz na pokład kosztownego Gulfstreama politycznego prokuratora stanu wojennego i byłego członka PZPR Stanisława Piotrowicza i czy mu takie towarzystwo doskwiera – można tylko zgadywać. Zwłaszcza, że środowisko dawnego Porozumienia Centrum w którym Kuchciński był aktywny i zasłużony chętnie stawiało – innym – zarzut bratania się z czerwonymi. Adamowi Michnikowi, Unii Demokratycznej, liberałom…

Ale dziś niedoszłemu historykowi sztuki Kuchcińskiemu nie stawia się zarzutów natury estetycznej, że się tow. Piotrowicza nie brzydzi – tylko całkiem inne.

Taksówka powietrzna

Lista pasażerów lotów z 14-16 czerwca 2019 na trasie Warszawa – Rzeszów – Warszawa zawiera tylko cztery nazwiska. To Marek Kuchciński, przy którym w rubryce „funkcja” pojawia się zapis „Marszałek Sejmu RP” oraz Kazimierz Kujawski – „Oficer SOP”. Skrót oznacza Służbę Ochrony Państwa, od niedawna sukcesorkę Biura Ochrony Rządu. Przy dwóch pozostałych nazwiskach: Julii Kuchcińskiej oraz Ignacego Kuchcińskiego nic się w rubryce „stanowisko, funkcja” nie pojawia. Nie ma też na liście pasażerów żadnego urzędnika, co byłoby oczywiste przy służbowym charakterze podróży.

Z kolei 26 maja 2019 na trasie Rzeszów – Warszawa z Markiem Kuchcińskim i innym „Oficerem SOP” Dariuszem Górskim podróżowali: Julia Kuchcińska oraz Zbigniew Kuchciński. Lista pasażerów tego lotu znowu nie zawiera ani ich funkcji – ani nazwisk jakichkolwiek urzędników Kancelarii Sejmu. Znów tylko ochrona i rodzina, chyba, że jak ironizuje nagłaśniający sprawę poseł PO Sławomir Nitras w grę wchodzi przypadkowa zbieżność nazwisk. Takich dokumentów jest więcej, a Nitras uznaje, że marszałek powinien zwrócić pieniądze za nieuzasadnione przeloty – w jego ocenie było ich co najmniej sześć, a kosztowały ze 100 tys zł każdy. Przy jednym z nich marszałkowi towarzyszył nie tylko Zdzisław Krasnodębski ale również małżonka eurodeputowanego.

Jak za Breżniewa czyli arytmetyka Kuchcińskiego

Kuchcińskiemu kolumny rządowe nie wystarczyły. Osobisty podniebny czarter lepiej niż rozjeżdżanie się po szosach zaspokaja prominenckie wymogi komfortu i nuworyszowskie potrzeby prestiżu.

Czytaj więcej

Afera niskich lotów

Centrum Informacyjne Sejmu odpowiada, że Kuchciński podróżował służbowo za każdym razem. Przeloty Marszałka to „najbezpieczniejszy i najkorzystniejszy logistycznie sposób na pogodzenie licznych obowiązków drugiej osoby w państwie”. Obecność dodatkowych osób na pokładzie nie wpływa na koszty.

Parę lat temu Stefan Niesiołowski opowiadał mi, że gdy zatrzymuje się na korytarzu i wdaje w pogawędkę z posłami PiS, niejeden z nich rozgląda się nerwowo i proponuje spotkanie, ale… poza Sejmem. – Bo wiesz, Kuchciński…

Tymczasem zastrzegający sobie anonimowość czołowi politycy samego PiS objaśniają, że marszałek pozostaje naprawdę miłym człowiekiem, ale fatalny wpływ na niego mają doradcy, zwłaszcza dr Tomasz Żukowski, kiedyś dobrze zapowiadający się socjolog, później autor przemówień Mariana Krzaklewskiego oraz tekstu umowy koalicyjnej AWS z UW. Medialnie wspomagała też jednak Kuchcińskiego Lidia Gall, dawna dziennikarka Wiadomości zwolniona z TVP za rządów postkomunistów i osoba powszechnie szanowana, z biglem i charyzmą. Kiedyś doradzała w sprawie wizerunku Marii Kaczyńskiej.

Najwierniejszy z wiernych, Kuchciński długo pracował na to, by Jarosław Kaczyński powierzył mu kierowanie Sejmem. Po raz drugi już sprawia marszałek kłopot prezesowi, ulubieniec wprawia w konfuzję dobroczyńcę. W grudniu 2016 decyzja Kuchcińskiego o wykluczeniu z obrad posła Michała Szczerby za to, że się do niego zwrócił „panie marszałku kochany” przyczyniła się do eskalacji kryzysu i okupacji sali plenarnej przez opozycję oraz uchwalenia budżetu w Sali Kolumnowej, gdzie opozycji nie dopuszczono. A teraz mamy tę aferę… niskich lotów.

Jeden z czołowych polityków PiS nie wyklucza więc, że cierpliwość Kaczyńskiego wobec pupila się wyczerpie. W PiS regułą pozostaje, że objawia się to nagle i niespodziewanie, a nie pod postacią postępującej niełaski. Kiedyś prezes osobiście wykreślił z grona kandydatów do Sejmu sekretarza klubu parlamentarnego, a uczynił to na dwie godziny przed upływem terminu rejestracji list, aby delikwent spodziewający się podobnego obrotu sprawy nie mógł skorzystać z konkurencyjnej oferty PO, która póki mogła trzymała dla niego vacat na własnej liście. Kaczyński nie lubi, gdy ktoś przysparza mu kłopotów w nadmiarze, pamiętamy jak potraktował sprawców afery madryckiej ze zwrotem fałszywych kilometrówek za fikcyjne przejazdy parlamentarzystów samochodem. Im również… samolot się nie opłacał, wbrew kalkulacjom i stereotypom, że to najtańszy środek transportu.

Gdyby Marek Kuchciński nie istniał, opozycja powinna go wymyślić. Zwłaszcza Platforma, której dostarcza amunicji w krótkim w roku wyborczym sezonie ogórkowym – powinna na niego chuchać i dmuchać, tak jak on dba o sejmowe trawniki i gazony, utrzymywane w pięknym jak nigdy stanie, aż miło spojrzeć. W końcu marszałek z wykształcenia jest ogrodnikiem.

Jak uważasz?

Afera "niskich lotów" marszałka Kuchcińskiego to:
  • dodaj swoją odpowiedź

[1] por. Marszałek Kuchciński zabrał kolegów Gulfstreamem. Fakt24.pl z 20 marca 2019

Czytaj o Prawie i Sprawiedliwości:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

PRZEZzdjęcie: sejm.pl
Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here