Lech Poznań zawstydza bogatszych

0
61

Znane piłkarskie powiedzenie głosi, że pieniądze nie grają. Potwierdza to kariera Lecha Poznań, którego młody zespół w tegorocznych międzynarodowych pucharach już zaszedł dalej niż dysponująca trzy razy większym budżetem Legia Warszawa.

Lech Poznań wyraźnie i po pięknej grze pokonał Standard Liege 3:1. Wcześniej chociaż przegrał, jak równy z równym walczył z renomowaną Benficą Lizbona.
Nie jest to jeszcze wielki sukces, ale porównanie z mistrzem Polski, Legią wypada jednoznacznie: wysokobudżetowy warszawski zespół odpadał z rywalami z Cypru i Azerbejdżanu, którzy później nic w pucharach nie zdziałali. A Lech Poznań pozostaje w grze. 

Siłę Lecha stanowią młodzi zawodnicy: to 21-letni Jakub Moder, 21-letni Tymoteusz Puchacz czy bohater meczu ze Standardem 20-letni Michał Skóraś. Sprawdzają się również rozumnie pozyskiwani gracze zagraniczni jak Mikael Ishak, Szwed syryjskiego pochodzenia.

Trenerem pozostaje Dariusz Żuraw, który w odróżnieniu od poprzednika – Adama Nawałki wyróżnia się wynikami a nie pensją (były trener reprezentacji pobierał z kasy klubu 150 tys zł miesięcznie ale sukcesy nie nadchodziły). Proporcje te każą dostrzec w Lechu sukces nie tylko sportowy ale biznesowy: klub należy do rodziny Rutkowskich, identyfikowanej z Amicą z Wronek. Zabiegi o optymalny skład zespołu przybierają rozmaite formy, o czym świadczy transfer Modera do angielskiego Brighton i jego… natychmiastowe wypożyczenie z powrotem do Lecha. W świecie futbolu czasem się tak robi. Nie tylko na boisku obowiązuje zasada, że tak się gra, jak przeciwnik pozwala. A w dobie pandemii każdy dąży do nadrobienia strat.

Co najważniejsze – poznańska drużyna gra ładnie i ambitnie. Świetnie dało się to zauważyć w meczu z lizbońską Benficą, kojarzącą się bardziej z elitarną Ligą Mistrzów niż tą słabszą, Europy. W pierwszym meczu fazy grupowej poznaniacy co tracili bramkę to wyrównywali, dopiero w drugiej połowie Portugalczycy postawili na swoim i wywieźli ze stadionu Lecha 4:2. Ale co to było za widowisko. Potem lechici przegrali na wyjeździe jedną bramką z równie mocnym jak Benfica Glasgow Rangers. Na zwycięstwo przyszła pora w trzecim meczu. 

Standard Liege jest już drugim belgijskim zespołem pokonanym w tej edycji Ligi Europy przez Lecha, wcześniej poznaniacy w walce o awans do fazy grupowej wygrali z Charleroi. W ostatnich piłkarskich Mistrzostwach Świata w Rosji reprezentacja Belgii zajęła trzecie miejsce, pokonując Anglików, a drogę do finału zagrodziła jej zwycięska później w tym turnieju Francja. Dla porównania: reprezentacja Polski już w fazie grupowej przegrała z Senegalem i wysoko z Kolumbią (0:3), zaś jedyne punkty zdobyła na Japonii.

Poznaniacy we wcześniejszej rundzie pokonali też Apollon Limassol 5:0 i to na wyjeździe, podczas gdy wcześniej warszawska Legia u siebie przegrała z innym cypryjskim zespołem – Omonią Nikozja 0:2. Jeszcze bardziej dotkliwa była jej klęska z Karabachem Agdam 0:3.

Dlatego to Lech Poznań a nie faworyzowana wcześniej Legia gra w fazie grupowej europejskich pucharów, a konkretniej skromniejszego z nich – Ligi Europy. Do grup Ligi Mistrzów ostatnio parę lat temu przebiła się Legia, potrafiła zremisować wtedy z renomowanym Realem Madryt i wygrać ze Sportingiem Lizbona, ale ponosiła też miażdżące porażki: z Borussią Dortmund 0:6 i 4:8 oraz z tymże Realem 1:5.

Jednak w słabszej teoretycznie Lidze Europy, tej w której gra teraz, przed dziesięciu laty właśnie Lech Poznań potrafił wygrać w fazie grupowej z Manchesterem City i dwukrotnie zremisować z Juventusem Turyn, a to kluby renomowane i bogate, naszpikowane reprezentantami wielu krajów. Piłkarze i trenerzy mówią jednak, że pieniądze nie grają. Czasem dodają, że gdyby tak było – w mistrzostwach świata wygrywaliby za sprawą szejków zawodnicy z Emiratów Arabskich, którym co najwyżej zdarzało się awansować do ich szerokich finałów.

Nikt nie pytał o pieniądze, gdy pierwsze po wojnie polskie sukcesy odnosiły drużyny klubowe. Zanim reprezentacja pod wodzą Kazimierza Górskiego w 1973 r. i zwycięskim remisie z Anglikami na Wembley wywalczyła awans do finałów monachijskich mistrzostw świata, gdzie zajęła w rok później trzecie miejsce – ścieżki przecierały Górnik Zabrze i Legia Warszawa. Zabrzańska drużyna w 1970 r. grała z Manchesterem City w finale Pucharu Zdobywców Pucharów, jak dotychczas jedynym w dziejach polskiej piłki, ulegając jedną bramką. W kolejnej pucharowej edycji los znów skojarzył oba kluby.
To wtedy, gdy po w kopalni Mikulczyce-Rokitnica w marcu 1971 r. doszło do katastrofy, a ratownicy po siedmiu dniach dotarli do Alojzego Piątka, pierwsze pytanie, jakie im zadał ocalony brzmiało:
– Co z Górnikiem? Wygrał?

Włodzimierz Lubański po latach odpowiadał mi, że gdy tylko zawodnicy dowiedzieli się o tym, we dwóch ze Stanisławem Oślizłą natychmiast pojechali do szpitala, żeby odwiedzić wydobytego spod kopalnianego zawału Piątka i wręczyć mu w prezencie klubowe proporczyki. Zabrzańscy kibice zawsze później witali Piątka oklaskami, ilekroć pojawiał się na stadionie.

Porównanie przychodów za 2019 rok, ostatni przed pandemią, wypada jednoznacznie. Legia Warszawa zarobiła wtedy prawie 124 mln zł, podczas gdy Lech Poznań 51 mln zł, w rankingu Deloitte oba zespoły rozdziela jeszcze Lechia Gdańsk, która żadnych sukcesów sportowych nie odnotowała [1]. Zresztą tabela krajowej Ekstraklasy wygląda dziwnie, skoro prowadzi w niej pozbawiony gwiazd Raków Częstochowa przed Górnikiem Zabrze, Legia ze swoim najdroższym składem jest trzecia, Lech pomimo sukcesów międzynarodowych – zaledwie dziesiąty, zaś Piast Gliwice, który niedawno grał z nimi w europejskich pucharach w ogóle ostatni.

Na mecze, dopóki nie trzeba było zamknąć trybun z powodu koronawirusa przychodziło w polskiej Ekstraklasie średnio 9 tys osób. Teraz gra się na pustych stadionach, tak w lidze jak w pucharach, ale pozostają dochody z transmisji telewizyjnych zaś zawodników, którzy pokażą się w Europie można później korzystnie sprzedać, zwiększając zyski. 
Za samo zwycięstwo nad Standardem Lech Poznań z kasy Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA) dostał 570 tys euro. A znajduje się dopiero na półmetku rozgrywek. Za to, co już ugrał, zainkasował włącznie z eliminacjami prawie 5 mln zł. Oznacza to, że dwukrotnie odbił sobie straty poniesione z powodu pandemii i pustych trybun w krajowej Ekstraklasie, które prezes klubu Karol Klimczak szacował na 12 mln, ale złotych.
Warto więc się starać. I przypatrzeć się, jak to robią w Poznaniu. Skoro w Warszawie od lat nie wychodzi pomimo rekordowych budżetów. Kontaktów między obydwoma klubami od zawsze zwaśnionymi ta dysproporcja z pewnością nie poprawi. Ale mecze i tak rozgrywa się teraz bez publiczności, więc nie ma się czego obawiać.

[1] por. Mariusz Bartodziej. Rekordowe przychody klubów Ekstraklasy. “Puls Biznesu” z 22 października 2020 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here