Miało być lepiej, a jest zupełnie inaczej

0
158

Barbara Bartel, psycholog z Lekarskiej Poradni Profesorsko-Ordynatorskiej Waliców 20 w Warszawie, b. wykładowca akademicki Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie Łukasza Perzyny

– Zaledwie co czwarty Polak uważa, że Polska jest dobrze przygotowana do przeciwstawienia się działaniom hybrydowym i sabotażowym ze strony obcych służb, w tym tych z Rosji. Aż 52 proc, czyli większość z nas podobnej gotowości nie dostrzega. Ten wynik niedawnego sondażu ARIADNY (z 18-19 listopada 2025 r.)  uznać można chyba za alarmujący, skoro ponad połowa Polaków przeczuwa, że jeśli coś złego się zacznie, nikt nas nie obroni?

– Lęki, wywołane przez zagrożenie z zewnątrz rzeczywiście stają się niestety coraz bardziej widoczne.

– Zwłaszcza kiedy podczas pamiętnej nocy dronów (z 9 na 10 września 2025 r.) przekonaliśmy się, że nie chodzi wyłącznie o Ukrainę, lecz o nasze codzienne bezpieczeństwo?

– Poczucie dyskomfortu z tym związanego w rozmaity sposób się objawia. Idę ulicą, gdzieś przy Złotych Tarasach przystaję na chwilę, żeby coś sprawdzić w telefonie. I nieznana mi kobieta od razu mnie pogania: proszę się przesunąć, Chociaż obok ma mnóstwo miejsca. Mnożą się zachowania neurotyczne, jakich nie uzasadniają codzienne sytuacje, w których się one objawiają. Wielu ludzi żyje w stanie depresji, czasem sami o tym nie wiedzą. Mają poczucie, że wprawdzie są dobrzy w tym co robią zawodowo, ale samotni. 

– Z czego się to bierze, skoro zagrożenie dotyczy wszystkich, ale nie każdy tak reaguje?

– Rodzi się to z odczuwalnej różnicy między światem, jaki jest wokół nas, a naszymi oczekiwaniami co do tego, jaki być powinien. I jakiego oczekujemy. Nawet w gabinecie słyszę czasem od pacjenta: nie mam żadnych problemów. Ale przecież z jakiegoś powodu do mnie przyszedł. I dobrze zrobił, skoro czuje, że z czymś sobie nie radzi. Były ideały, co się nie sprawdziły w codziennym życiu, jak to z marzeniami bywa. Ale i zwykłe oczekiwania, że wojna się skończy. A ona trwa już prawie cztery lata za naszą wschodnią granicą. I do nas zalatują obce rakiety i drony. Miało być lepiej, a jest inaczej. I nic na to nie pomogą autorytety społeczne, teraz na pewno słabiej na nas oddziałujące niż w czasach, gdy zaczynała się transformacja ustrojowa.

– Celebryci ich nie zastąpią, bo słynny kucharz czy blogerzy modowi nie doradzą nam w sytuacji, gdy boimy się, że coś nam spadnie na głowę?

– Oparcia powinniśmy szukać raczej wśród najbliższych: u rodziny i w gronie najpewniejszych przyjaciół. Kiedy go nie znajdujemy, rodzi się agresja, zwykle niewspółmierna wobec sytuacji w których się ujawnia. Albo wycofanie się, co się objawia coraz mniejszą przydatnością do pracy i ról społecznych, jakie pełnimy. 

– Pojawia się ważne pytanie, jeśli o lęki związane z wojną chodzi. Czy powinniśmy się nimi dzielić z innymi? Właśnie przeczytaliśmy w internecie, że wojna na pewno wybuchnie. Czy warto o tym gadać z innymi, zwykle przecież laikami, bo nie każdy ma w rodzinie wojskowego lub specjalistę od obrony cywilnej? Co się stanie, jeśli to, co usłyszymy, jeszcze te nasze obawy wzmocni? 

– Lepiej rozmawiać niż zamykać się w sobie. Oczywiste, że ludzie są różni. I raczej nie mają bliźniaczych lęków czy obaw. Zapewne stanie się tak, że gdy wymienimy poglądy, nawzajem swoje obawy nie tyle może uśmierzymy –  żeby tak było, wojna musiałaby się skończyć – ale przynajmniej sprowadzimy je do wymiaru, który nie utrudnia nam codziennego funkcjonowania. Jeśli jednak tak się dzieje, trzeba poszukać pomocy specjalisty. Gdy podobne problemy obserwujemy u któregoś z najbliższych, spróbujmy go namówić na wizytę u psychologa. Nie ma się czego wstydzić. Wprost przeciwnie, w najzamożniejszych społeczeństwach, amerykańskim czy szwajcarskim, niemieckim ani francuskim nikt z podobnych wizyt nie robi tajemnicy.  Wiadomo, że szukamy pomocy, bo odwlekanie tego może sprawić, że będzie za późno.  

– Rozmowę zacząłem od wyniku sondażu, nie jest tajemnicą, że wedle innych badań Polacy za dwie najważniejsze dla siebie kwestie uznają bezpieczeństwo i ochronę zdrowia?

– Oczywiście to żadne zaskoczenie, toczy się ożywiona debata na oba tematy. Niedawno byłam na Zamku Królewskim na gali “Ludzie bez barier”. Spotkałam tam polskich weteranów misji w Afganistanie. Rozmawiałam z jednym z nich. Ich doświadczenie, niezmiernie ważne, bo to są przecież bohaterowie, co swoją cenę zapłacili, a zarazem nie kombatanci z jakiejś odległej epoki, kiedy standardy i sposób myślenia były inne – może się teraz okazać pouczające dla nas. Chodzi o to, jak radzić sobie ze stresem. 

– Właśnie, jak?

– To sprawa higieny psychicznej i codziennej rozmowy z najbliższymi. Nie warto wszystkiego dusić w sobie, lepiej wymieniać z innymi opinie o tym, co nas trapi. Trzeba zapobiegać, obserwować i badać. Sytuacje takie, o jakich często słyszymy, że małe dziecko o drugiej w nocy znaleziono na przystanku, a gdy policja do domu pojechała, zastała tam pijanego ojca i pijaną matkę, nie biorą się przecież znikąd i wbrew stereotypom nie dotykają wcale tylko biedniejszej części społeczeństwa. 

– Student oskarżony o dokonanie okrutnego zabójstwa na UW wywodzi się z zamożnej rodziny, z establishmentu?

– To trudności w codziennych kontaktach rodzą stan agresji, ona nie zależy od grubości portfela najbliższych, tylko bierze się z braku porozumienia z nimi. Młody człowiek czyta w internecie głupoty, co stymulują jego wyobraźnię, a z rodziną się kłóci, czasem o drobiazgi. Zdarza się też, że to młodzi są ofiarami. Co wynika ze znieczulicy u starszych. Coraz więcej notujemy przypadków udaru mózgu u bardzo młodych ludzi. Biorą się ze stresu, spowodowanego brakiem zrozumienia. Wcale nie jest tak, że psychiatria czy psychologia to luksus, leczenie na wpół wymyślonych problemów. One są jak najbardziej realne i rzutują na stan zdrowotny społeczeństwa, na statystyki wszystkich innych chorób. Dlatego tak ważna jest profilaktyka i leczenie zaburzeń. Gdy zauważymy jakieś stany niecodzienne, u siebie lub innych, ale nam bliskich osób, należy szybko zadziałać. Hybrydowa wojna wiąże się ze wzmożonym ryzykiem. Wielu ludziom nagle nie chce się pracować ani robić codziennych zakupów. Nic ich nie cieszy, zbliżające się Święta Bożego Narodzenia ani perspektywa sylwestrowej zabawy.  I to nie zmęczenie, lecz objaw czegoś dalece bardziej niebezpiecznego. Dlatego uważam za niezbędne oddzielenie prywatnej służby zdrowia od państwowej, żeby nie było tak, że psycholog pracuje na państwowym a do prywatnej lecznicy przychodzi dorabiać, bo wtedy okazuje się, że pacjentowi, co się zgłasza i skarży na zmęczenie, ma pomagać specjalista, co czuje się zmęczony… jeszcze bardziej. Nie chodzi przecież o szablon, szybkie zrobienie testów i zaszufladkowanie pacjenta, kiedy wiemy, że każdy przypadek jest indywidualny, a sztuka leczenia to branża na wskroś humanistyczna, tego mnie nauczyli moi mistrzowie. Dlatego lepiej, żeby lekarz mógł więcej czasu poświęcić pacjentowi. Gdy będzie zaangażowany, w zgodzie z przysięgą hipokratejską, zapobiegnie temu, żeby pacjent leczył się przez internet i w ten sposób sobie samemu szkodził…

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.9 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here