Viktor Orban traci władzę na Węgrzech, co stanowi doskonałą wiadomość dla reszty wolnego świata. Zwycięzca wyborów parlamentarnych, lider Partii Szacunku i Wolności TISZA Peter Magyar nie zamierza kontynuować prokremlowskiego kursu poprzednika. Fałszywe okazuje się ocenianie demokratycznego zrywu Węgrów poprzez analogie z Polską. Okazują się zawodne.

Na pewno wybory węgierskie z 12 kwietnia 2026 r. łączy z naszymi z 15 października 2023 r.  wysoka frekwencja. Na Węgrzech głosowało bowiem 78 proc, u nas 74 proc uprawnionych. W obu wypadkach mówić można z dumą o nadzwyczajnej obywatelskiej mobilizacji.

Jednak już 53 proc jakie uzyskała TISZA – chociaż to wielkość podobna do urobku demokratów w Polsce – oceniać trzeba inaczej. Na Węgrzech tyle zdobyła jedna lista jednej partii firmowana przez Petera Magyara jako charyzmatycznego przywódcę. W Polsce ani w 2023 r. ani teraz nie było zgody na jedyną słuszną listę pod batutą Koalicji Obywatelskiej i Donalda Tuska, której wrzaskliwie domagały się środowiska “Gazety Wyborczej” i TVN. Obywatele odrzucili jej koncepcję, o zwycięstwie demokratów i odsunięciu Prawa i Sprawiedliwości od władzy przesądziło powołanie Trzeciej Drogi, doraźnej koalicji Polskiego Stronnictwa Ludowego z Polską 2050 Szymona Hołowni. Teraz Trzecia Droga już nie istnieje, rozwiązana decyzją PSL, a Polska 2050 rozpadła się na dwie partie. Na Węgrzech stało się odwrotnie: przestały istnieć nieskuteczne we wcześniejszej walce z Orbanem wielkie partie demokratyczne, a całą pulę wzięła marginalna przedtem TISZA. Kierowana przez Petera Magyara, który przez wiele lat pozostawał podwładnym Orbana w partii FIDESZ, a jego ówczesna żona była ministrem sprawiedliwości w rządzie tej ekipy.

To nie tak, jakby Donald Tusk pokonał Jarosława Kaczyńskiego i zdobył większość pozwalającą nawet na zmianę Konstytucji – raczej jakby udało się to Mateuszowi Morawieckiemu, jeśli analogii się trzymać.

Na razie jak wiemy Morawiecki jeszcze żadnej partii nie powołał, buduje wprawdzie własne zaplecze, ale z PiS nie odszedł. Scenariusz, że tak się stanie, pozostaje możliwy, ale wciąż nie najbardziej prawdopodobny spośród tych, co opisują dalszy rozwój wydarzeń. 

Na pewno triumf Magyara, także tam, gdzie dotychczas na FIDESZ głosowano, stanowi argument za tym, że przeciąganie przez demokratów na swoją stronę wyborców partii autokratycznej ma sens i gdy się uda, prowadzi do wielkiego sukcesu politycznego. Nie odniesie go ten, kto zwolennikom rywali otwarcie okazuje pogardę. Dowiodły tego wybory prezydenckie w Polsce w ubiegłym roku i osławiony worek kartofli, przydźwigany do Domu Pomocy Społecznej przez posłankę Kingę Gajewską, wspierającą Rafała Trzaskowskiego. Kandydata w kampanii “przybijającego piątkę z Trzaskiem”, chełpiącego się znajomością pięciu języków (jakby w dyplomacji, gdzie tłumacz jest obligiem, miało to znaczenie) i pływaniem dla rozrywki z rekinami. 

Jednak startujący z tej samej z pozoru pozycji – demokratycznego burmistrza stolicy kraju – Nicusor Dan pokonał w Rumuniii George’a Simiona, rywala o profilu ideowym podobnym jak u nas Karol Nawrocki. O Danie wiedziano jednak, że jako włodarz Bukaresztu walczył z pazernością deweloperów, ich samowolą i zbędnymi rozbiórkami. Podczas gdy Trzaskowski w naszej stolicy tylko im ulega, a wycinanie lasów w obrębie miasta pod patodeweloperkę poskutkowało tym, że masowo do centrum ciągną wyrugowane ze swoich siedzib dziki, w związku z czym planuje się ich masową rzeź. Jeśli ktoś sądzi, że nie ma to związku z wyborami, nie wie, czym kieruje się przy wypełnianiu kartki wyborczej – zanim ją wrzuci do urny – zwykły obywatel.

Maygar, dawny współpracownik Orbana, wszedł w miejsce pozostawione przez wyborców gnuśnych partii demokratycznych a z czasem zaczął skuteczną akwizycję głosów oddawanych zwykle na FIDESZ. Wygrał, bo przekonał ludzi, że się o nich troszczy. Kampanię skupił na jakości życia a nie sloganach, odmienianych przez rządzących.

Wcześniej w Słowenii tamtejszych odpowiedników PiS-u i FIDESZ-u dwukrotnie już pokonał Robert Golob. Zanim to nastąpiło, odrzucił propozycje jedynej słusznej wspólnej listy, składane mu przez dotychczasowych prominentów obozu demokratycznego. Dwa razy sam wystartował i dwa razy wygrał.

Nie ma więc jednej uniwersalnej recepty na pokonanie autokratów. Warto się natomiast bacznie przyglądać tym, którym się to udało. Rozstrzygnęli o tym wyborcy z niewielkich krajów, którzy wprawili w zakłopotanie zarówno Władimira Putina jak Donalda Trumpa, bo przecież we wszystkich tych głosowaniach liderzy teoretycznie rywalizujących o globalną hegemonię mocarstw mieli tych samych faworytów.       

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here