Nawrocki przegrywa na własnym boisku

0
48

Bezlitośnie opluwani w mediach głównego nurtu fani futbolu zawstydzili zawodowych obrońców demokracji, bo pierwsi zorganizowali się w proteście przeciwko utrzymaniu w prawie możliwości wykorzystywania zdobytych nielegalnie dowodów oraz aresztów nie prewencyjnych, lecz w celu wymuszenia zeznań.

Protesty kibiców przeciw Karolowi Nawrockiemu nie nasilają się tylko dlatego, że gra teraz reprezentacja a nie Ekstraklasa. Prezydent naraził się stadionowym fanom, wetując rządową nowelizację kodeksu postępowania karnego, która miała ograniczyć stosowanie aresztu tymczasowego i zlikwidować tzw. wydobywczą jego formę.

Paradoksy w tej jednej sprawie dostrzec można aż dwa. Dotychczas Nawrocki w kontaktach z kibicami przedstawiał się jako jeden z nich. Uwielbiał pozować do zdjęć na trybunach i w biało-czerwonym szaliku. Jako młody chłopak uczestniczył w ustawkach: zainscenizowanych bójkach kibolskich watah. Druga kwestia jeszcze bardziej szokuje: opinia kibiców ws. prezydenckiego weta nie różni się od przedstawionej przez znanych z przywiązania do demokracji prawników i ekspertów. Co zaskakuje w tym sensie, że autorytety prawnicze zwykle dostrzegały w stadionowych fanach wcielenie zła i przypisywały im to, co najgorsze.

Teraz okazało się, że kibicowski patriotyzm tyle razy przez środowiska TVN czy “Gazety Wyborczej” wykpiwany, wcale nie okazuje się fikcją ani tylko ornamentem. Dostrzec w nim raczej można “vox populi, vox Dei”. Fani piłki nożnej spektakularnie odwracają się od Nawrockiego, w przekonaniu, że wykorzystał ich i porzucił. Przezywają go nawet Judaszem. Jeśli ta ksywa do głowy państwa przylgnie, trudniej przyjdzie prezentować prezydenta jako swojaka i ziomala, pamiętającego o tym, że wywodzi się z klasy ludowej, wychował w trudnej dzielnicy i od najmłodszych lat zarabiał na własne utrzymanie. Skoro teraz wyparł się swojaków, populistyczny mit pryska jak bańka mydlana.    

Kibole patrioci i prezydent Judasz

Na stadionie Cracovii gospodarze wywiesili transparent: “Prezydencie zapomniałeś, dzięki kogo głosom wygrałeś. Jak Judasz nasze ideały dla prezesa sprzedałeś”. W ten sposób Jarosław Kaczyński, co w życiu na meczu nie był i zapewne nie wie nawet, że w piłkę nożną gra po jedenastu facetów z każdej strony boiska, a tych na czarno czyli sędziów biega po nim trzech  – doczekał się wzmianki o sobie w stadionowej subkulturze.

Cracovia to na równi z rywalką zza miedzy Wisłą jeden z dwóch najstarszych (liczą po 120 lat) klubów piłkarskich w Polsce. Pierwsze mecze zawodnicy tych drużyn rozgrywali na krakowskich Błoniach, a tuż obok Strzelcy Józefa Piłsudskiego ćwiczyli swoje padnij-powstań, zanim pierwsze ich patrole wyruszyły za kordon i słup graniczny w Michałowicach ku niepodległości..

Kibicował piłkarzom Cracovii Karol Wojtyła, który później jako Papież Jan Paweł II przyjął jej zawodników w Watykanie i otrzymał od nich w prezencie klubową koszulkę. Pozując do zdjęcia z piłkarzami 84-letni już wtedy Ojciec Święty rzucił niespodziewanie: “- Cracovia pany!”. Tak brzmi klubowe zawołanie jej kibiców. 

Znany z filmu “Bad Boy” Patryka Vegi (Krzemienieckiego) wizerunek środowiska kibiców jako kryminogennego i skłonnego do przemocy pozostaje oczywistym uproszczeniem.  Kibicują i integrują się na trybunach wszystkie warstwy społeczne. Zorganizowanych grup fanów futbolu nie da się przypisać do jednej tylko opcji politycznej. Doceniał to swego czasu Donald Tusk, wdając się w pogawędkę z kibolami na szosie, chociaż znaleźli się tam, by zademonstrować niechęć wobec premiera. A teraz prezydent przeszarżował w intencji ułatwienia życia własnemu obozowi politycznemu na wypadek, gdyby miał on do rządów powrócić.  

Co najbardziej dla głowy państwa dotkliwe, akcję przeciwko Nawrockiemu zorganizowali w Gdańsku fani Lechii, klubu, któremu prezydent oficjalnie kibicuje. To plama na prezydenckim wizerunku.   

Demonstrowali żywiołowo niechęć do Nawrockiego kibice Górnika w Zabrzu – jedynego klubu z Polski, co zagrał w 1970 r. w finale piłkarskiego Pucharu Zdobywców Pucharów. I Widzewa w Łodzi – półfinalisty najbardziej cenionego  Pucharu Europy (poprzednika Ligi Mistrzów) z 1983 r. A także Piasta w Gliwicach i Motoru w Lublinie. To w sumie jedna trzecia Ekstraklasy. “Nie jesteś jednym z nas” – to treść najkrótszego z transparentów, chociaż media gł. nurtu eksponowały raczej wulgaryzmy: obecne ale nie powszechne. Nie częstsze na stadionach niż w sejmowych kuluarach.

Nikt nie jest wyjęty spod prawa ani społecznie wykluczony z tego powodu, że na mecze chodzi. Dobrze, że kibice o to prawo się troszczą.   

Obrońca praworządności zamiast Bad Boya czyli jak nam kibic wyszlachetniał

Vox populi, vox Dei, da się tylko powtórzyć. Bez złudzeń, że szczera kibicowska akcja stanie się drogowskazem dla skupionych na sobie zadufanych elit. Nie tylko stadionowi fani obawiają się przecież w Polsce wykorzystania przez sądy przeciw obywatelom – zwłaszcza po niewykluczonym powrocie do władzy PiS – zeznań kapusiów, składających je w zamian za uwolnienie od kary oraz nielegalnie pozyskanych dowodów, a także trzymania w areszcie do skutku, a nie z obawy przed ucieczką bądź matactwem, w celu wymuszenia na podejrzanym niekorzystnych dla niego samego zeznań. A wszystkie te patologie weto Nawrockiego utrzymało w mocy. 

Kibice nie po raz pierwszy w naszej historii – wystarczy przypomnieć demonstracje na trybunach Hali Mirowskiej w 1953 r. podczas Mistrzostw Europy w ledwo co odbudowanej stolicy z okazji zwycięstw polskich bokserów nad radzieckimi czy podobną akcję fanów piłki, gdy w kraju obowiązywał stan wojenny na hiszpańskim Mundialu w 1982 r. w trakcie zakończonego zwycięskim remisem meczu ze Związkiem Radzieckim  –  okazują się ważnym głosem nie tylko w ich własnej sprawie. Pierwsze z opisanych wystąpień trafnie zapowiadały przełom Polskiego Października 1956 i poszerzenie marginesu suwerenności kraju, drugie zaś – protesty z 1988 r. oraz zwycięskie dla demokracji wybory w rok później.  

Co wróżą obecne, trudno jeszcze wyrokować (ten czasownik pasuje, skoro o praworządność chodzi). Pewne wydaje się jedno. Ludzi myślących one nie martwią. 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 9

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here