Operacja wysokiego ryzyka

0
171

Bezpardonowy sposób przejęcia TVP a także Polskiego Radia i PAP przez nową władzę wywołuje szok, który zniweczyć może wspólnotowy efekt rekordowej frekwencji w wyborach z 15 października. 

Nikt myślący nie żałuje pisowskich propagandzistów rugowanych dziś z gabinetów, które przed ośmiu laty zajmowali w podobnym trybie, w jakim teraz je tracą, kiedy prezesem TVP zostawał Jacek Kurski, przez lata marny dziennikarz, autor zalegającego w księgarnianych przecenach “Lewego czerwcowego” oraz osławionego konceptu z “dziadkiem z wernachtu”, który w 2005 r. dał Lechowi Kaczyńskiemu prezydenturę kosztem Donalda Tuska. Nawet gdy Kurskiego, który kiedyś jako polityk rozbił mecenasowi Janowi Olszewskiemu rokujący szanse naprawy Rzeczypospolitej Ruch Odbudowy Polski – w fotelu prezesa zastąpił filozof Mateusz Matyszkowicz, zmieniło się niewiele.

Obecną zaś zmianę lepiej od  medialnych analiz oddaje żart o tym, jak rosyjski oligarcha, wychodząc z ekskluzywnej restauracji, stwierdza brak najnowszego modelu mercedesa w miejscu, gdzie go uprzednio zaparkował.

– Jak kupił, tak sprzedał – podsumowuje przytomnie.

Mało kto rozczuli się nad posłami PiS, którym jakoby utrudnia się dostęp do siedziby TVP na Woronicza – bo wszyscy wiedzą, że misja poselska nie polega na nachodzeniu mediów lecz wypełnianiu obowiązków na Wiejskiej i w okręgu wyborczym.

Przyjmowanie ról obrońców wolnych mediów przez wulgarną posłankę Joannę Lichocką znaną z wykonania w Sejmie lumpenroletariackiego gestu wystawiania palca czy przez bojówkarza Roberta Bąkiewicza, co zapisał się w dziejach patologii politycznej zagłuszaniem powstańców warszawskich w trakcie demonstracji – to już szyderstwo z inteligencji odbiorców tych przekazów.

Szkoda, że nie o odbiorcę chodzi w operacji, wykonanej przez Koalicję Obywatelską w środę 20 grudnia.

Nie wolno zapomnieć, że 30 procent Polaków odbierać może w swoich domowych telewizorach wyłącznie TVP. Żadnej innej stacji. Gdy odłączono sygnał Info a jedynka grała tylko jakieś plansze – mogli się wystraszyć, że nikt nie nadaje, bo właśnie zaatakowały nas wojska białoruskie albo putinowskie rakiety wystrzelone nad Ukrainą. Kto niemądry, niech się śmieje z takich obaw. Ale przecież nieproszonych gości na naszym niebie już mieliśmy, za rządów PiS zresztą. Wtedy też nad polską Białowieżą kołowały bezkarnie śmigłowce dyktatora Aleksandra Łukaszenki a pisowscy, pożal się Boże, obrońcy granic próbowali nas przekonywać, że zestrzelenie helikopterów agresora mogło wywołać nieobliczalne skutki. Zapewne nie gorsze, niż to, że pozwolono wrogom odlecieć. Państwo polskie straciło wtedy resztki swojego autorytetu.

Nie odzyskuje go z pewnością za sprawą “wejścia smoka” do obiektów telewizyjnych. Zwłaszcza, że “słowo na środę” – telekazanie red. Marka Czyża zamiast Wiadomości o 19,30 pokazało, że – jeśli rzecz ująć najłagodniej – Donald Tusk niekoniecznie dobrał sobie odpowiednich ludzi do wyznaczonych im zadań. 

Przypomina się raczej znowu żart, tym razem o chińskim środku antykoncepcyjnym. To szklanka wody. Nie przed, nie po, lecz zamiast.

Nie wiemy, ile czasu zajmie żurnalistom “tuskoniusa” jak z niby to angielska nazywa się nowe Wiadomości “po przejściach” (głównie z TVN) wyprodukowanie pełnowartościowego programu i czy się z tym wyrobią do Trzech Króli. Za to jako wieloletni dziennikarz telewizyjny mogę tylko zaświadczyć, że kiedy byłem redaktorem wydania w Obserwatorze, pierwszym i jak do tej pory ostatnim w dziejach Telewizji Polskiej dzienniku bez komunistów – bez trudu radziłem sobie z przygotowaniem 20-minutowej emisji, mając do dyspozycji dwie ekipy zdjęciowe filmujące w sumie przez 11 godzin i praktycznie kilka osób w redakcji. I udało mi się wydać program a nie tylko obiecać – jak Czyż – że spróbuję to kiedyś zrobić w przyszłości, również wtedy, gdy armia radziecka na rozkaz laureata pokojowej Nagrody Nobla Michaiła Gorbaczowa zaatakowała Litwę a w obronie wieży telewizyjnej w Wilnie zginęło kilkanaście osób, przeważnie rówieśników młodego zespołu Obserwatora.

Z pewnością Polacy nie głosowali 15 października tak masowo po to, żeby w studiu Wiadomości TVP Michała Adamczyka, znanego ze znęcania się nad partnerką życiową zastąpił bez porównania bardziej subtelny Marek Czyż. Ani nawet domorosłego filozofa Matyszkowicza w prezesowskim gabinecie – niedawny szef od autobusów w stolicy Tomasz Sygut. Poszliśmy na wybory w tak wielkiej liczbie, bo mieliśmy dość niepokoju i agresji, jaki niosły ze sobą rządy PiS.

Czyż nie tak?       

Być może znów usłyszymy od tych, co bardziej sceptyczni od nas, jak kiedyś po 4 czerwca 1989 r. pamiętne: chcieliście, to macie.

Nie tego z pewnością chcieliśmy, ustawiając się w kolejkach do urn 15 października.     

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here