Robert Małłek, menedżer i pisarz, w rozmowie Łukasza Perzyny
– Czy obecny konflikt w Pakistanie, gdzie polała się krew, zagraża pokojowi na świecie? Ostatnie cztery lata spędził Pan w Islamabadzie jako przedstawiciel polskiej firmy, zna Pan tamtejsze realia. Pakistan to jedno z mocarstw atomowych, czy powinniśmy się obawiać trudnej do przewidzenia eskalacji wewnętrznego sporu, jaki tam ma miejsce?
– Nie sądzę, dlatego, że Pakistan właśnie od strony armii pozostaje państwem obliczalnym. Poniekąd dlatego, że tamtejsi wojskowi zdają sobie sprawę z potencjału, jakim dysponują. Przekonaliśmy się o tym przed rokiem. Wtedy od strony Indii została wystrzelona rakieta. Wszystko wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia wyłącznie z błędem ludzkim, nie z prowokacją nawet. Pakistańscy wojskowi monitorowali wtedy jej trajektorię. Okazało się, że rakieta nie leci w stronę Lahore, wielkiego skupiska ludzkiego, dziś już aglomeracji piętnastomilionowej. Kiedy dowódcy armii się o tym przekonali, powstrzymano się do reakcji. Rakieta skierowała się ostatecznie na pustynne tereny niezamieszkałe i tam spadła. Uczestnicy tej gry potrafili zachować zimną krew. Podobnie zapewne będzie w trakcie obecnych wydarzeń. Wiadomo, że fakt, że zarówno Pakistan jak Indie dysponują bronią jądrową a pozostają przy tym praktycznie w permanentnym konflikcie od momentu uzyskania niepodległości przez oba kraje przed ponad 75 laty – wzbudza rozmaite obawy w świecie. Złe relacje Pakistanu z Indiami, stała wzajemna krytyka – to jednak rodzaj rytuału. Znam Pakistańczyków, którzy w Warszawie chętnie jedzą w indyjskich restauracjach. W drugą stronę podobnie to działa. Inaczej oczywiście wygląda oficjalna polityka obu państw. Zasadnicze znaczenia ma fakt, że Pakistan stał się kartą w chińskiej grze o dominację globalną. Chiny inwestują tam w elektrownie wodne i autostrady, udzielają pożyczek, których Pakistan nie musi spłacać, bo chcą okrążyć Indie, które postrzegają jako rywala i potencjalnego sojusznika Stanów Zjednoczonych w globalnej grze. Pan jednak pyta o sytuację wewnętrzną, niedawne dramatyczne wydarzenia… Z całym współczuciem dla ich ofiar – a mieszkając cztery lata w Islamabadzie poznałem życzliwość Pakistańczyków, zwyczajnych ludzi, nie tylko oficjeli – nie uznaję, żeby to, co się już dzieje i jeszcze może się zdarzyć, groziło użyciem broni jądrowej.
– Uspokoił Pan mnie i czytelników, bo skoro dochodzi do rozlewu krwi w państwie dysponującym bronią jądrową, to obawy reszty świata wydają się zrozumiałe. Jakie jest źródło obecnego konfliktu w Pakistanie?
– Ofiary śmiertelne padły przy okazji marszu na Islamabad, zorganizowanego przez zwolenników więzionego przez obecne władze byłego premiera Imrana Khana. Kiedy pozostawał przywódcą, okazał się pierwszym, który wymówił posłuszeństwo wojskowym. Chociaż to oni wynieśli go do władzy. Postanowił się jednak uniezależnić.
– Imran Khan to postać charyzmatyczna. Bohaterem narodowym został nie jako polityk, tylko słynny sportowiec, w latach 70. był niedoścignionym mistrzem krykieta, więc to trochę tak, jakby u nas premierem został nagle któryś z piłkarzy Kazimierza Górskiego, czy to zasadne porównanie?
– Pewnie tak, bo Pakistańczycy kochają krykiet, podobnie jak Polacy futbol albo skoki narciarskie i mistrzów obu tych dyscyplin. Imran Khan zyskał sobie poparcie również jako człowiek zamożny, z piękną i dużo młodszą żoną, tamtejsze uosobienie sukcesu. Jednak w polityce zbiorowe emocje pozytywne jakie się wzbudza nie zawsze do sukcesu wystarczą. Imran Khan po utracie władzy trafił do więzienia, pod sfingowanymi zarzutami, skazany za korupcję. Świat demokratyczny się za nim nie ujął, nie pomogli mu Amerykanie. W ostatnich wyborach parlamentarnych partia Imrana Khana uzyskała niezłe wyniki. Jednak okazuje się, że to za mało. bo wielu jego zwolenników nowym władzom udało się zastraszyć. Trzeba też pamiętać o tym, że od momentu uzyskania niepodległości przez Pakistan, co miało miejsce jeszcze w latach 40, ani razu nie zdarzyło się, żeby rząd przetrwał pełną kadencję parlamentu.
– Kto teraz rządzi Pakistanem?
– Prezydent Asif Ali Zardari i premier Shehbaz Sharif z Ligi Muzułmańskiej wywodzą się z establishmentu, który łączy tradycyjne wpływy dominujących w życiu publicznym Pakistanu środowisk: koneksje wciąż decydują. Na układ wspierający obecnie rządzących składają się elity wojskowe i przemysłowe (właściciele i menedżerowie hut, kopalń ale również sieci telekomunikacyjnych), hierarchia duchownych muzułmańskich, feudałowie bo takim niedzisiejszym słowem da się określić wielkich posiadaczy ziemskich. Działa mechanizm taki, że kumulują oni wpływy, nie dopuszczają klasy średniej, bardziej nastawionej na modernizację kraju. Podobnie nie dopuszczają kobiet do edukacji i realnego udziału w życiu publicznym.
– Była przecież premierem pani Benazir Bhutto?
– Tak, ale zginęła w zamachu. A stanowisko objęła nie dlatego przecież, że cieszyła się poparciem kobiet liczących na rozszerzenie swoich praw, tylko jako córka Zulfikara Ali Bhutto, który premierem był w latach 70. a później skazany został za rządów junty wojskowej na karę śmierci.
– Pakistan pozostawał lojalnym sojusznikiem Ameryki we wspólnej walce z imperium radzieckim, wspierał walkę mudżahedinów afgańskich i przyjmował uchodźców stamtąd tak masowo jak my Ukraińców po 24 lutego 2022 r., a teraz można powiedzieć, że staje się ofiarą cynizmu, jaki demokratyczni przywódcy globalni okazują Trzeciemu Światu?
– Pakistan liczy prawie 250 mln mieszkańców, to niemal dwa razy tyle, ile ludności ma Rosja. Kraj o dużej populacji ma spore potencjalne możliwości, których jednak wykorzystać w tych warunkach nie jest w stanie.
– Poza wszystkim innym, nie tylko teraz, gdy w trakcie marszu opozycji na Islamabad zginęli ludzie, Pakistan nie jest krajem bezpiecznym?
– Administracja ani nawet siły wojskowe nie kontrolują całości terytorium Pakistanu. Pozostają rozległe rejony, jak Beludżystan, gdzie utrzymuje się wyłącznie władza plemienna.
– I to stanowi barierę wzrostu?
– Kraj potrzebuje dewiz. Jednak turyści nie przyjadą w tych warunkach, pomimo, że Pakistan mógłby im zaoferować wszelkie możliwe atrakcje: ciepłe plaże i wysokie góry, stare forty i meczety, malownicze dzielnice wielkich miast. Pod ziemią zaś Pakistan ma całą tablicę Mendelejewa, ale znów dodać można: i co z tego. Pakistan dysponuje dużymi złożami ropy naftowej i gazu ziemnego, ale proszę sobie wyobrazić, że w tych warunkach… importuje ropę i gaz. O interesy z zamożnymi krajami też niełatwo. Nasz Orlen i węgierski MOL wprawdzie na ziemi pakistańskiej zostały ale wycofały się koncerny włoskie i amerykańskie. Pakistan w znacznej mierze żyje z pomocy międzynarodowej. Ale także z transferów, jakie przysyłają do ojczyzny emigranci zarobkowi: od 1,5 do 3 miliardów dolarów miesięcznie. To dowód, jak dobrze Pakistańczycy potrafią pracować, ale robią to u obcych. Nie tylko Chiny, jak wspomniałem udzielają Pakistanowi pożyczek czasem bezzwrotnych lub takich, których spłaty rozłożono na dłużej – czynią to również Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Najbogatsze państwa muzułmańskie chcą nie tyle wesprzeć braci w wierze co mieć spokój w tym regionie świata. W dużym kraju z bronią atomową, bo od takiej przecież charakterystyki Pakistanu naszą rozmowę zaczęliśmy.
Wreszcie ciekawy tekst o Pakistanie