Niełatwo zrozumieć, dlaczego ustępujący prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla mediów prawicowych żałuje, że od dawna w Polsce nikogo nie powieszono za zdradę. Wiadomo przecież, że ostatnimi, których taki los spotkał byli antykomuniści skazywani w czasach wczesnej PRL przez sądy kapturowe. A obecne polskie prawo nie zna kary śmierci, zakazanej w całej Unii Europejskiej. Wyroki śmierci wykonuje się wprawdzie w USA i Japonii, ale też nie za zdradę, tylko za najokrutniejsze morderstwa.
Zaskoczenie okazuje się na tyle uzasadnione, że nieodzowne wydaje się literalne przytoczenie tego, co Duda oznajmił w rozmowie z Otwartą Konserwą (nazwa autentyczna), Nowym Ładem i Klubem Jagiellońskim:
“Niedawno jeden człowiek powiedział, do mnie, bardzo brutalnie: “Wie pan, dlaczego w Polsce jest tyle zdrady i warcholstwa bezczelnego? Ponieważ dawno nikogo nie powieszono za zdradę”. To straszne, ale w tych słowach jest prawda (..). Kara ma również walor odstraszający”.
Nazwisko Dudy pojawiło się w niedawnych spekulacjach, dotyczących przyszłej obsady funkcji premiera po ewentualnym a dziś wróżonym przez sondażowe trendy objęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość: samodzielnie lub co bardziej prawdopodobne, w koalicji z Konfederacją po wyborach parlamentarnych. Te jednak zaplanowano na 2027 r, a słabe notowania rządzących zmniejszają prawdopodobieństwo, że odbędą się one przed terminem. Nie da się jednak wykluczyć, że Duda zamierza poprawić swoje notowania w twardej części nie tylko pisowskiego zaplecza, żeby szansę na swój powrót do wielkiej gry zwiększyć. Na razie PiS o przywróceniu kary śmierci się nie wypowiada. Za to Konfederacja zapewne nie miałaby nic przeciwko temu. Zawsze optował za tym Janusz Korwin-Mikke, nauczyciel polityczny większości polityków z formacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, chociaż ci ostatni zdążyli się go z czasem pozbyć, ażeby wyborców nie odstraszał.
Andrzej Duda kończy swoją drugą i ostatnią z powodu konstytucyjnego ograniczenia kadencję prezydencką w wieku 53 lat, jest więc wciąż młody jak na polityka z pierwszych stron gazet. Zapewne zawziął się, żeby na tych pierwszych stronach pozostać. Ale szok, jaki teraz wywołał, okazuje się niezbyt roztropnym na to sposobem. Nawet jeśli zyska umiarkowanemu dotychczas jak na obóz pisowski politykowi czasowy poklask wyborców Konfederacji i jej kandydata Mentzena czy twardej flanki PiS. Brawa szybko umilkną, a potem nastąpi cisza, wynikająca z zażenowania. Nawet Karol Nawrocki wygrał przecie niedawne wybory prezydenckie głosami wyborców rozczarowanych brakiem realizacji obietnic przez Koalicję 15 Października, raczej umiarkowanych i oczekujących spokoju. Z których znaczna część opowiedziała się za kandydaturą uprawiającego boks nominata Jarosława Kaczyńskiego po to, by zademonstrować sprzeciw wobec głuchego na społeczne nastroje rywala Nawrockiego: zastępcy Donalda Tuska w partii rządzącej Rafała Trzaskowskiego.
Do funkcji premiera, jeśli PiS wygra, Duda mieć będzie za dwa i pół roku wielu konkurentów. Na pewno Przemysława Czarnka, którego nie przebije w radykalizmie jako grzeczny prymus z Krakowa z teściem poetą, żoną germanistką i córką prawniczką korporacyjną. Za powrotem Mateusza Morawieckiego przemawiają z kolei sondaże, wskazujące, że więcej Polaków uznaje, że za jego rządów żyło im się lepiej niż odnosi to samo przekonanie w stosunku do ekipy Donalda Tuska.
Czas oddawania władzy zawsze okazuje się trudny. Dobrze ułożony prawnik, wywodzący się z inteligenckiej rodziny z Krakowa może udając radykała stracić dotychczasowych zwolenników, których miał sporo, co pokazały zarówno wybory, kiedy w trudnym czasie pandemii uzyskał reelekcję, jak badania opinii mierzące zaufanie do polityków, w których – jeśli użyć sportowego określenia – z podium niemal nigdy nie spadał. A przeważnie im liderował. Głównie dlatego, że w sensie kulturowym, chociaż przezywany notariuszem Kaczyńskiego czy nawet jego długopisem, bo zwykle od ręki sygnował, co mu w jego imieniu podsuwano – stanowił jednak alternatywę dla przaśnych zachowań prezesa, co nawet z sejmowej trybuny wymyślał oponentom, od kanalii, co mu brata zamordowały. Ten umiarkowany wizerunek kończy się wraz z drugą kadencją, a zyski z nagłego zamanifestowania skrajnych przekonań mogą się okazać wątpliwe.