Recydywa i dostawianie kanap

0
310

Konwencje politycznego weekendu zamiast pokazać siłę obu największych partii, obnażyły ich ograniczone możliwości. Platforma Obywatelska hucznie ogłosiła zjednoczenie z kanapową Inicjatywą Polską i Nowoczesną w Koalicję Obywatelską; ta nazwa i tak była używana dla komitetu wyborczego i klubu parlamentarnego, więc nie tworzy nowej jakości. Z kolei Prawo i Sprawiedliwość ponownie promowało Jacka Kurskiego, chociaż jego niedawne rządy w TVP przyczyniły się – ze względu na zgorszenie publiczne – do oddania po ośmiu latach władzy w kraju przez formację Jarosława Kaczyńskiego.

Prezes PiS nie poradził sobie na grząskim terenie polityki zagranicznej – sam nie ma o dyplomacji pojęcia, pierwszy raz za granicę wyjechał mając 40 lat, nie zna też języków obcych, brak mu obycia i umiejętności pięknego mówienia nawet o niczym, jaką wyróżnia się jego antagonista ale też były minister jego rządu Radosław Sikorski. W wystąpieniu dotyczącym geostrategii Kaczyński zaatakował nie tylko Niemcy – co spotkałoby się zapewne ze zrozumieniem części elektoratu, zaniepokojonego panoszeniem się niemieckich koncernów w Polsce czy wzrastającym poparciem dla brunatnej i proputinowskiej AfD (Alternatywy dla Niemiec) nad Szprewą i Łabą. Jednak Kaczyński zamiar stopniowego ograniczania polskiej państwowości przypisał również Francji, z którą dopiero co zawarliśmy udany traktat sojuszniczy, stanowiący alternatywę na wypadek nie dotrzymania przez Amerykanów ich zobowiązań wobec “wschodniej flanki NATO”, z czym w dobie prezydentury Donalda Trumpa musimy się liczyć. Zresztą Francja zawsze w historii cieszyła się sympatią Polaków. Kaczyński nie musi się na tym znać, ale fakt, że nikt go nie przestrzegł przed podobną “kuchenną geopolityką” dowodzi, że we własnej partii ma wyłącznie posłusznych adiutantów a nie w miarę krytycznych doradców.

Powrót Kurskiego i gest Lichockiej

Wprawdzie za skład paneli tematycznych katowickiego kongresu PiS odpowiadał intelektualista i wicepremier prof. Piotr Gliński, ale Kaczyński wymusił na nim dokooptowanie do grona dyskutujących o mediach Jacka Kurskiego. Dawny prezes TVP stał się jedną z przyczyn ale i symbolem porażki PiS w wyborach 15 października 2023 r. Równie druzgocące dla wizerunku partii okazują się postaci innych dyskutantów. Panel medialny prowadziła bowiem Joanna Lichocka, znana z wulgarnego gestu wystawienia palca w kierunku ław opozycji po jednym z głosowań w sali sejmowej.

Jeszcze gorsze skojarzenia wzbudza udział w tej samej dyskusji Doroty Kani. Przed laty zasłynęła pożyczaniem ogromnych sum od teściowej Marka Dochnala, aresztowanego za rządów PiS aferzysty. Sąd wprawdzie uwolnił ją od odpowiedzialności karnej, ale ocena moralna sytuacji wydaje się jednoznaczna.

Równie ciekawy okazuje się kolejny dyskutant. Igor Zalewski pracował dla partyjnego “Nowego Państwa”, więc jego obecność w pisowskim panelu nie zaskakuje. Tyle, że teraz reprezentuje on “Kanał Zero” Krzysztofa Stanowskiego. Ze względu na metody i zaangażowanie tegoż środowiska, udział Zalewskiego w panelu katowickim stanowi kliniczny przykład układu takiego, jaki zwykle opisywał sam Kaczyński. Tyle, że wyborcom obiecał walkę z układem, nie jego kooptację.

Najgorsza z ministrów poprowadzi ku przyszłości

Kim dla PiS pozostaje posłanka Lichocka, tym dla Koalicji Obywatelskiej od dawna jest Barbara Nowacka. Jeszcze w sondażach poprzedzających rekonstrukcję rządu wskazywana była jako najgorsza z grona ministrów. W tym niechlubnym rankingu szefowa resortu edukacji wyprzedzała Izabelę Leszczynę (zdrowie) oraz Adama Bodnara (sprawiedliwość). Tyle, że tamci odeszli z rządu, a “ministra” edukacji wbrew fatalnym ocenom ze strony opinii publicznej w nim pozostała. Co więcej, teraz na konwencji KO odegrała drugą po Tusku rolę, jako liderka zapomnianej już Inicjatywy Polskiej, partyjki kanapowej, łączącej się teraz z PO i tym, co pozostało z Nowoczesnej.

Tyle, że dostawianie kanap do obecnej partii władzy mało kogo interesuje. Poza beneficjentami tego procesu, rzecz jasna. Nie porwało zwolenników KO przemówienie Nowackiej, w którym w niezbyt zrozumiały sposób zapowiedziała, że trzeba “gonić nazioli”. Oczywiście faszyzm i to od kilkudziesięciu lat potępiają wszyscy roztropni Polacy, ale jak podobne kolokwializmy mają się do  bieżącej praktyki politycznej – tego już się dowiedzieć nie zdołaliśmy.

Lepiej od wszystkich podwładnych wypadł oczywiście sam Donald Tusk. Sceptycy jednak zastrzec mogą, że dobrał do rządzenia takich ludzi, żeby zawsze się tak działo. Tusk zręcznie a nawet dowcipnie wyszydza obecną opozycję, ale nie tego w trudnych czasach ludzie od premiera oczekują. Na pewno nie złagodził obaw Polaków zasadnie związanych z wlatującymi z kierunku wschodniego dronami. Zapowiedział inwestycje w sztuczną inteligencję, co się chwali. Ale nie wskazał, co zamierza przedsięwziąć dla tworzenia miejsc pracy dla tych, co za jej sprawą dotychczasowe stracą. Pomimo mniejszej niż za pisowskich rządów wrogości w urzędach i rzadszych teraz bezzasadnych kontroli, przedsiębiorcy, co nowe miejsca pracy generują wciąż nie mogą liczyć na zrozumienie i współdziałanie ze strony władzy.   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here