Musimy obronić naszą cywilizację

Redakcja: W sobotę rozpoczął Pan na ulicach Nysy akcję, która nieco musi dziwić. Akcja miała tytuł „Bóg żyje” (a E=mc2). Czy to jest akcja polityczna czy też zamierza Pan zająć się – zamiast polityką – ewangelizacją?

Janusz Sanocki: Tzw. polityką zajmuję się prawie 40 lat od szczebla gminy, aż teraz – do Sejmu RP. I właśnie pobyt w Sejmie pokazał mi bardzo wyraźnie jak polska polityka, polska klasa polityczna jest pozbawiona zasad i jak instrumentalnie traktuje społeczeństwo. Z kolei obywatele też zapominają o wartościach, o prawdzie, o poczuciu sprawiedliwości i bardziej napędza ich nienawiść do jednych, albo do drugich. Politycy chętnie to wykorzystują i szczują ludzi na siebie wzajemnie. Jeszcze nigdy w Polsce nie było takiej wzajemnej nienawiści, zupełnie nieracjonalnej. I to jest wg mnie jeden z symptomów postępującego upadku naszej cywilizacji.

– Używa Pan pojęcia cywilizacja – jak je Pan rozumie?

Cywilizacja to ogół reguł, którymi kierują się ludzie, politycy, rządzący. Jak pisał Koneczny – „Metoda ustroju życia zbiorowego”. Np. jak widzimy rolę rządu, rolę państwa, jak postrzegamy prawo i jego źródła, jak traktujemy ludzkie życie? I na te wszystkie relacje rzutuje w sposób absolutnie fundamentalny to co uważamy za źródło prawa.

– Jak się ma do tego wiara w Boga?

No więc właśnie po latach moich politycznych doświadczeń, a zwłaszcza po obserwacji tego co dzieje się w Sejmie doszedłem do wniosku, że oto żyjemy w epoce, w której tak naprawdę Bóg został całkowicie wyparty poza sferę publiczną. Bo jeśli wierzymy w Boga – to musimy wierzyć w Prawdę obiektywną, niezależną od widzimisię mojego czy mojej partii. A nie „prawdę”, którą każdy ma swoją, zależną od widzimisię.

– Twierdzi Pan, że posłowie, politycy i inni funkcjonariusze systemu w swej masie nie wierzą w Boga?

A czy wierzy w Boga sędzia, który wydaje jawnie niesprawiedliwy wyrok? Czy wierzy w Boga policjant, który znęca się nad bezbronnym aresztowanym chłopakiem rażąc go dla zabawy paralizatorem? A polityk, który całkowicie lekceważy Dobro Wspólne i kłamiąc, gwałcąc wszelkie zasady dba tylko o utrzymanie władzy własnej partii? Ci ludzie nie wierzą w Boga, choćby biegali na pielgrzymki i zasiadali w pierwszych ławkach w kościele. Obłuda jest jednym z siedmiu grzechów głównych i od tej obłudy polityka aż ocieka.

– Ale są w Sejmie partie, które deklarują się jako obrońcy kościoła?

Bardzo często ma to charakter powierzchowny, instrumentalny. Tam gdzie to jest dla danej partii korzystne składają takie deklaracje, ale ja mówię o czymś głębszym. O kierowaniu się w polityce (tak jak w każdej działalności) sumieniem i odniesieniem do Prawdy. A tego na co dzień w działalności partii w Sejmie nie ma. Dam przykład. Podczas jednego z pierwszych posiedzeń Komisji Sprawiedliwości, której jestem członkiem, debatowaliśmy nad kolejną wersją ustawy o Trybunale. W trakcie dyskusji poseł opozycji składa ewidentnie dobrą poprawkę jednego z artykułów, a mimo oczywistej wartości tej poprawki posłowie większości odrzucają ją. Pytam przewodniczącego, dlaczego odrzucili ewidentnie dobrą poprawkę, a on mi odpowiada: „Panie pośle, w innych okolicznościach politycznych nawet bym panu przyznał rację”.

To znaczy, że ten zacny człowiek uważa, że Prawda i Dobro wspólne nie istnieją. Że najważniejszy jest interes jego partii. No i proszę mi odpowiedzieć, czy ten on wierzy w Boga? Moim zdaniem nie, nawet jeśli gromko pokrzykuje przeciwko wystąpieniom polityków antykościelnych.

Dla równowagi – żeby nie było, że nadaję tylko na rządzącą większość – takie same, (a nawet bardziej) postawy lekceważenia Prawdy i Dobra wspólnego prezentują posłowie opozycji. Generalnie w Sejmie nie ma żadnej prawdziwej dyskusji, jest tylko pozorowanie debaty. Opozycja jest zawsze przeciwko każdej propozycji rządowej większości, choćby ewidentnie było to dla Polski korzystne i na odwrót – posłowie PiS – odrzucą każdą, nawet zasadną krytykę opozycji. Taka zasada działania, która z góry wyklucza indywidualną odpowiedzialność, sumienie i odniesienie do Prawdy – jest zasadą bezbożną. Oznacza, że Bogu mówimy: „Nie wtrącaj się do tego co robi polski Sejm”. Czy możemy się dziwić, że mamy potem takie rezultaty jak mamy?

– Rozczarował się Pan do polityki?

Staram się jakoś pożytecznie spędzić życie, ratować moich rodaków od różnych zagrożeń, staram się naprawić polskie państwo – ćwierć wieku poświęciłem na walkę o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, wiele lat na walce z niesprawiedliwością w sądach i nagle, po latach doszło do mnie, że sytuacja się pogarsza. Że staję się kimś na wzór „głosu wołającego na puszczy”. Że ludzie – decydenci, posłowie, liderzy, ale także moi rodacy – do których adresuję moje apele, artykuły i wystąpienia nie reagują na ewidentne argumenty. A to dlatego, że ja się odwołuję do ich sumień, do poczucia odpowiedzialności za Dobro wspólne, do poczucia Prawdy, a tam tego wszystkiego nie ma. „Tam”, czyli w środku, w sercu tych wszystkich dzielnych ludzi, którzy obsiedli sejmowe ławki nie ma już indywidualnych sumień i odpowiedzialności przed Bogiem, a jest tylko sumienie partyjne i strach, że lider nie wpisze go na listę partyjną, co oznacza koniec sejmowej wypłaty. Takie podejście właśnie gubi Polskę, niszczy naszą przyszłość i ja się na to nie zgadzam.Czy to znaczy, że nie będzie się Pan ubiegał o reelekcję?

Nie mam zamiaru czapkować przed żadnym liderem. Programowo najbardziej mi odpowiadała grupa posłów Kukiz’15, ale lider doprowadził ją do całkowitego upadku właśnie na skutek tych samych przypadłości, które opisałem – braku po prostu sumienia i braku poczucia osobistej odpowiedzialności. Grupa posłów, którzy ostatnio tworzyli tzw. Konfederację ma dobry program, ale obecne warunki partyjne im odpowiadają, a one są kwintesencją zła i patologii. I oni nie rozumiejąc realiów, nie wejdą do przyszłego sejmu.

Mógłbym kandydować z PiS bo przy różnych krytycznych uwagach popieram wiele zmian, które Jarosław Kaczyński wprowadza, ale musiałbym uzyskać obietnicę, że ordynacja wyborcza zostanie zmieniona przynajmniej na mieszaną – fifty-fifty okręgi jednomandatowe i listy partyjne, bo taka ordynacja dawałaby szansę obywatelowi na kandydowanie – co jest fundamentalnym warunkiem uczciwych wyborów. Jeśli takiej obietnicy nie uzyskam nie będę kandydować.

– Wielu ludzi, z którymi rozmawiam widziałoby Pana w przyszłym Sejmie.

Wiem, mam wiele sympatycznych oznak, że wiele osób dostrzega to co próbuję zrobić np. w zakresie naprawy wymiaru sprawiedliwości, ale na siłę, kosztem przyzwoitości nic nie będę robić.

– Czy to znaczy, że zamiast polityki będzie Pan robił uliczną ewangelizację?

Akcję obrony cywilizacji, którą zainicjowaliśmy w sobotę w Nysie, będę oczywiście kontynuował niezależnie od tego, co będę robił „zawodowo”. To uważam za swój katolicki i obywatelski obowiązek. Proszę zauważyć co się dzieje: dziesięcioletnia dziewczynka bestialsko zamordowana przez zboczeńca, atak na Kościół i na chrześcijaństwo, jakiego nie było nawet za komuny, atak ze strony mniejszości seksualnych na wartości większości obywateli. Nasza cywilizacja jest zagrożona, bo my ludzie wierzący, biernie siedzimy w kościołach, modlimy się w naszych domach i nie wychodzimy nawracać naszych rodaków na ulicy. To musi być rozmowa i nawracanie, nie tylko takie – wartościowe skądinąd – imprezy jak „Marsz dla życia”, czy jednorazowe happeningi.

Ludzie czekają na to byśmy z nimi porozmawiali właśnie o Bogu. W sobotę byliśmy na ulicy niespełna godzinę i proszę sobie wyobrazić, że miałem kilka bardzo wartościowych rozmów. Idzie młoda matka z trójką dzieci i zatrzymali się słuchając z zainteresowaniem mojego krótkiego przekazu, że Bóg istnieje naprawdę, bo inaczej kto by stworzył taką np. trawę (wręczałem źdźbło trawy jako dowód na istnienie Boga). Dziewczynki w wieku 9-10 lat słuchały mnie bardzo uważnie. Być może ktoś po raz pierwszy im mówił, że Bóg istnieje.

My to musimy robić! Musimy ludziom na ulicy przekazać prostą prawdę. Bóg istnieje i jeśli pozwolimy go wypchnąć z naszego prywatnego i publicznego życia – wówczas zginiemy. Zachęcam wszystkich katolików, wszystkich chrześcijan do wyjścia na ulice naszych miast i nawracania. Zgodnie zresztą z nakazem Jezusa: „Idźcie i nawracajcie”.

– Dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję.

Jak uważasz?

Czy na atak na chrześcijaństwo trzeba odpowiedzieć akcją na ulicach?
  • dodaj swoją odpowiedź

Czytaj teksty Janusza Sanockiego:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here