TVP: ocalić wspólnotę

1
149

W świeżo ogłoszonym rankingu wolności mediów Polska klasyfikowana jest na równi z Włochami, Hiszpanią i Austrią. Wypadamy gorzej niż Francja czy Belgia, co oczywiste. Jednak środki masowego przekazu cieszą się u nas większą swobodą niż na Węgrzech czy w Bułgarii a nawet w Słowenii, gdzie niedawno niezależny polityk Robert Golob przejął ster rządów z rąk tamtejszego odpowiednika PiS.

Nie jest więc tak źle z polskimi mediami, jak twierdzą opozycyjni eksperci i politycy. Ani tak dobrze, jak utrzymują rządzący.

Kluczowy dla przyszłych ocen pozostaje stan telewizji państwowej. Przejęcie władzy w  kraju przez PiS w 2015 r, oznaczało kres trwającego ćwierć wieku eksperymentu z telewizją publiczną, opartego na wzorowanej na najlepszej w świecie francuskiej ustawie o radiofonii i telewizji z 1992 r, chociaż kierunek przemian wyznaczono już wcześniej. Telewizja została upaństwowiona, faktycznie zaś upartyjniona. Jej władze powołuje Rada Mediów Narodowych, złożona z polityków, w tym tak skompromitowanych jak znana z wulgarnego gestu wystawiania palca w sali obrad Sejmu po głosowaniach Joanna Lichocka, posłanka PiS. Pisowski prezes TVP Jacek Kurski to nieudany dziennikarz (autor m.in. książki “Lewy czerwcowy”, której promocja miała przed 30 laty zapoczątkować niemalże rewolucję przeciw obozowi Lecha Wałęsy, co się nie powiodło, bo na promocję zamiast przewidzianych tam tłumów przyszło paru wiecznych studentów i zadymiarzy), a także były poseł i eurodeputowany. Jego następca Mateusz Matyszkowicz, bez porównania mniej znany, przedstawiający się jako intelektualista i filozof, kontynuuje linię poprzednika jeśli chodzi o zdominowanie treści programów informacyjnych i publicystycznych przez pisowskie przekazy dnia. Poza upartyjnieniem, które stało się już faktem, telewizji grozi jednak wprost likwidacja. Zapowiada ją najsilniejsza partia opozycji Platforma Obywatelska. W wersji soft skasowany zostanie wyłącznie kanał Info, w wersji twardej mowa o rozpędzeniu całości. Miejsce TVP zajęłaby w tym wariancie TVN, już przed laty określona przez wielkiego reżysera Andrzeja Wajdę – występującego wtedy jako członek komitetu poparcia PO – mianem “naszej telewizji”.

Co ma Dubaj do “Woro” i Augustówki

Zwykły Polak nie czerpie jednak wiedzy z medialnych debat, a to, czego się dowiaduje, nastawia go do wspomnianej koncepcji sceptycznie.  

Przebojem rynku czytelniczego stały się “Dziewczyny z Dubaju” autorstwa dziennikarza śledczego Piotra Krysiaka, dla bezpieczeństwa zamieszkującego w Hiszpanii i przyjeżdżającego tylko po to, by zbierać materiał. Pierwszy tom rozszedł się w oszałamiającym nakładzie 400 tys egz. Drugi tak szybko znika z półek księgarń w Warszawie, że gdy chcąc nabyć tę publikację, wydzwaniałem gdzie się da, najbliższą ofertę znalazłem w Hali Koszyki, a mieszkam w północnej części Śródmieścia. Tym bardziej więc warto pochylić się nad tym, czego z best-sellera dowiedzą się tak liczni Polacy.

“Gdyby ujawnić wszystkie dziennikarki i uczestniczki show lifestylowych, które w swoim CV mają zagraniczne seks-wyjazdy, to wiele programów zwłaszcza w jednej z prywatnych stacji telewizyjnych, musiałoby spaść z ramówki” – ostrzega Piotr Krysiak [1].

To przyczynek do dyskusji, czy TVP zastąpić mogą te ostatnie – stacje oczywiście, a nie seks-podróżniczki.

Czasem warto zacząć brutalnie, by potem wskazać w konkluzji łagodne rozwiązanie.

Zwłaszcza TVN, za sprawą zamachu, jaki szykowała na nią władza, zyskała sporą sympatię społeczną. Pod naciskiem amerykańskim (stamtąd wywodzi się koncern właścicielski stacji) prezydent Andrzej Duda zawetował sławetne “lex TVN”, pozbawiające ją prawa do nadawania jeśli główny udziałowiec nie zbyłby swoich akcji. Zanim to nastąpiło, tysiące ludzi stało wtedy w deszczu, demonstrując w obronie wolności mediów. Wśród nich znaleźli się inteligenci i osoby o poglądach konserwatywnych, nie zważając na to, że mierzi ich nadawanie przez zagrożony koncern z Augustówki programów takich jak “Królowe życia”, gdzie wśród pozytywnych bohaterek znajdują się właścicielki agencji towarzyskich.

Spory potencjał zaufania i sympatii, jakie zyskała wówczas TVN, został doszczętnie zmarnowany za sprawą ataku na dobrą pamięć o Janie Pawle II, insynuującego, że jeszcze jako arcybiskup krakowski Karol Wojtyła tolerował pedofilię wśród podległych mu księży. Oskarżenie oparto na materiałach wytworzonych przez dawną komunistyczną służbę bezpieczeństwa. Niesłusznie nazywa nazywa się więc ten materiał reportażem, bo pod wymogiem gatunkowym pozostaje, że ten ostatni zawiera wyłącznie prawdę nie fikcję.   

Jeśli o rzucanie gołosłownych oskarżeń chodzi, TVN dawała się we znaki również zwyczajnym obywatelom, a nie wyłącznie autorytetom społecznym. Przed pięciu laty w “Superwizjerze” zarzuciła wieloletniemu kierownikowi artystycznemu Teatru Akademickiego UW Ryszardowi Adamskiemu seksualne molestowanie artystek. Żadne z oskarżeń zawartych w materiale stacji się nie potwierdziło. Przez ten czas nie postawiono mu żadnych zarzutów. A Adamski to prawdziwa ikona czasów przełomu ustrojowego. W pamiętnym roku 1989 r. wystawił spektakl “Układanka”, musical utkany z piosenek Wojciecha Młynarskiego, owacyjnie odbierany również przez starszą, a nie tylko studencką widownię. W kręgu Teatru Akademickiego dojrzewały talenty takie jak Bartosz Zaczykiewicz, późniejszy dyrektor warszawskiej sceny “Studio”. Powszechnie opowiadano, jak Adamski zachował się w parę lat później, gdy ówczesna prezydentówna Aleksandra Kwaśniewska przyszła na casting w towarzystwie funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu. Gdy zaśpiewała i zatańczyła, kierownik artystyczny podsumował:

– Pani już dziękujemy. Ale pana – tu Adamski zwrócił się do ochroniarza – potrzebowalibyśmy do ról charakterystycznych.

Garść tych przykładów wystarczy, by przekonać, że TVN nie nadaje się do pełnienia roli, którą w szczęśliwszych dla mediów czasów odgrywała TVP.  

Zaś Polsat zwyczajnie nie jest tym zainteresowany, więc też żadna partia nie proponuje mu przejęcia dominacji. Właściciela stacji, Zygmunta Solorza, interesuje głównie biznes a telewizja to jego drobna część. Stara się zachować dobre kontakty z każdą władzą. Zależy mu na sieci elektrowni Pątnów – Adamów – Konin oraz na partnerstwie publicznym przy budowie elektrowni atomowej. Gdy prawie trzy dekady temu Polsat dostał koncesję ogólnopolską jako pierwsza prywatna stacja, śmiano się powszechnie, że Solorz program informacyjny (teraz “Wydarzenia”) nadaje wyłącznie dlatego, że pozostaje to jednym z koncesyjnych wymogów. Również i dziś “Wydarzeniom’ brak napastliwości “Faktów TVN”. Ich przekaz staje się coraz częściej prostą odwrotnością nachalnej propagandy TVP.

Żadna z prywatnych stacji nie przygotuje też ambitnego teatru telewizji, jaki w domach Polaków gościł za sprawą Telewizji Polskiej co poniedziałek jeszcze w latach 80. – bo zwyczajnie jej się to nie opłaca. Pozostają “Big Brothery”, wspomniane już ‘Królowe życia”, niezliczone programy, których bohaterami stają się pomysłowi kucharze, kreowani na bohaterów wyobraźni zbiorowej a także – skoro już mowa o posiłkach – telewizja śniadaniowa. Powszechnie też na prywatnej antenie oszczędza się na jakości. W Sejmie znakomici operatorzy TVP: Władysław Malarowski, Jerzy Ernst czy Jan Naukowicz wielokrotnie napominają kamerzystów z prywatnych stacji, wpychających się im w kadr i czyniących zamieszanie tam, gdzie sytuacja wymaga skupienia. Obecnie już wyłącznie TVP pielęgnuje wzorce sztuki telewizyjnej. I tylko ona skupia jej artystów. Stacje prywatne uosabiają co najwyżej rzemiosło. Czystki przeprowadzone za Kurskiego na Woronicza i placu Powstańców Warszawy, skąd nadaje się programy informacyjne, dotknęły dziennikarzy ale nie realizatorów, kierowników produkcji, montażystów czy operatorów obrazu i dźwięku.         

Nie ma wyjścia, spróbujmy jeszcze raz

Ciesząca się wysoką oglądalnością i wiarygodnością przekazu telewizja istniała w Polsce całkiem niedawno a nie w zamierzchłych czasach. Zanim PiS nie kopnął w stół, burząc misternie zbudowany system równowagi, który pozwalał zachować TVP jeśli nie całkowitą bezstronność to dobrą reputację.

Bez śladu politycznych uprzedzeń czy sympatii relacjonowały niedawno obrady Sejmu Danuta Ryszkowska i Iwona Sulik. Zaś Justyna Dobrosz-Oracz bez taryfy ulgowej przepytywała polityków na użytek głównych “Wiadomości”. 

W sytuacji gdy TVP zachowała fachowy potencjał artystów sztuki telewizyjnej – kolejny eksperyment z odzyskaniem telewizji dla widza i ponowne uczynienie z ośrodka propagandy partyjno-państwowej telewizji prawdziwie publicznej pozostaje nie tylko optymalnym ale najprostszym rozwiązaniem. Wobec niemocy stacji prywatnych. Podobnie jak ponowne skrzyknięcie tych, co przed niewielu przecież laty budowali jej potencjał, wiarygodność i potęgę. Bez trudu też znaleźć da się kandydata na szefa odnowionych Wiadomości, z grona tych, co już z sukcesem sobie poradzili z tą funkcją jak Karol Małcużyński (w latach 1992-93) oraz w dekadę później Piotr Sławiński. Obaj, zresztą przez przeciwstawne obozy promowani, szanowali ludzi i firmę. Najważniejszy pozostawał dla nich program. Na siebie zaś brali odbieranie nieprzyjemnych telefonów od wielkich tego świata, Powrót bezstronności do TVP pozostaje możliwie.     

Paradoksalnie PiS, niby dbając głównie o własne interesy, przygotował łatwe do tego celu narzędzia. Zmian za ich sprawą dokonać można szybko. W kierunku odwrotnym niż po 2015 r. Wydaje się to dziś – bez przesady – wymogiem polskiej racji stanu.

Niezgoda na pogrzeb “publicznej”

Nie ratowano polskich fabryk motoryzacyjnych więc zostały nam montownie. Nikt nie zadbał o przyszłość nieźle rokującej krajowej elektroniki. Ale przecież przez lata transformacji ustrojowej, której celów ani nawet czasu trwania nie wyznaczono, jak powtarza ekonomista Dariusz Grabowski – zdążyliśmy się wszyscy czegoś nauczyć. Politycy też stracą na likwidacji TVP, bo to przecież ulubiona ich zabawka. Żadna TVN jej nie zastąpi, nawet jeśli trzeba ją pompować, by w ten sposób – jak czyni PO – spłacać zaciągnięte polityczne długi.

Zwłaszcza, że jest o co walczyć – nie tylko w kategoriach łupu politycznego wcale. TVP to przecież dobro ogólnonarodowe niczym Filharmonia, Teatr Wielki czy łódzka szkoła filmowa. Pojawiające się na jej antenie seriale jak “Polskie drogi” czy “Dom” pobudzały do rodzinnych i koleżeńskich dyskusji, wpływały na świadomość Polaków. Każde dziecko… z kolejnych pokoleń znało kapitana Klossa (mało kto tylko pamięta, że prawdziwe nazwisko agenta J-23 brzmiało: Moczulski) ze “Stawki większej niż życie” i jego antagonistę Brunnera, przedmiot tylu anegdot. Zaś oprócz przygód por. Borewicza z “07 zgłoś się” oglądaliśmy też Kojaka i por. Columbo – to, co najlepsze w telewizji światowej.

Olimpijski spokój operatora dźwięku z TVP Jerzego Majewskiego, potrafiącego największy harmider przekuć bez kakofonii na zadowalający efekt antenowy, wciąż zwraca uwagę na sejmowych korytarzach, podobnie jak profesjonalizm jego kolegów od obrazu: wspomnianych już Ernsta (został ranny w Iraku, gdy z kamerą towarzyszył zastrzelonemu przez fundamentalistów reporterowi Waldemarowi Milewiczowi) i Malarowskiego, który wykonuje też pasjonujące artystyczne fotografie, uwieczniające niezwykłe zestawienia i sytuacje, cenione nie tylko na Instagramie. Legendy opowiada się czasem o dawnych pracownikach TVP: jak o Marku Biernackim, przezywanym “Perełka”, bo zawsze podkreślał, że zmierza od utrwalania dźwięku tej właśnie jakości. TVP przechowała tradycyjną, cechową jeszcze relację mistrz-uczeń, której próżno szukać w poddanych bezustannej rotacji kadr stacjach prywatnych. Dla setek wysoko kwalifikowanych fachowców nie jest to zwyczajne tylko miejsce pracy.

Wspólnota zachowana wciąż w TVP nie objawia się wyłącznie na pogrzebach jej pracowników, jak w wypadku większości instytucji. Nie tak wiele też potrzeba, żeby ponownie ją ożywić i przekuć na program nie tylko respektujący techniczne parametry i standardy ale wiarygodny.. Natomiast pogrzeb samej TVP oznacza nie tylko, że Polska zostanie – w odróżnieniu od Francji czy Niemiec – na zawsze już zapewne pozbawiona telewizji publicznej, ale znaczącego segmentu kultury narodowej. I wcale nie o archiwa, chociaż też cenne, tutaj chodzi…

[1] Piotr Krysiak. Dziewczyny z Dubaju 2. Wyd. Deadline Unlimited. Warszawa 2023, s. 70   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here