Sędzia Waldemar Żurek był jednym z najbardziej szykanowanych za nieposłuszeństwo wobec pisowskich rządów przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Wystąpił więc później z roszczeniami o odszkodowania przekraczającymi nawet – jak ustalił dziennikarz śledczy Szymon Jadczak – kwotę miliona złotych. Teraz, kiedy został po Adamie Bodnarze ministrem sprawiedliwości będzie zmuszony te sprawy błyskawicznie zakończyć, żeby nie procesował się… sam ze sobą.
Wprawdzie minister zaręcza, że roszczenia wygasi jak najszybciej – ale ten paradoks oddaje inny, szerszy, związany nie tylko z dualizmem systemu prawnego, stanowiącym spadek po rządach PiS, ale w ogóle dotyczący swoistej dwuwładzy w Polsce. Wzmocnionej przez niedawną wygraną pisowskiego kandydata Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich. Obywatele świadomie wybrali “kohabitację” czyli konieczność współdziałania premiera i prezydenta ze zwalczających się zwykle obozów politycznych. A nie skupienie pełni władzy w rękach zwycięzców z 15 października 2023 r. co gwarantowała kandydatura Rafała Trzaskowskiego: nie tylko prezydenta Warszawy ale i zastępcy Donalda Tuska w partii Platforma Obywatelska.
Symboliczne okazuje się odejście z Ministerstwa Sprawiedliwości Adama Bodnara, który jeszcze niedawno skierował do marszałka Sejmu Szymona Hołowni list z wyliczeniem wątpliwości, dotyczących wyboru Nawrockiego. Na dwie i pół godziny przed oficjalnym odwołaniem Bodnara i zaprzysiężeniem jego następcy Żurka przez ustępującego z prezydentury Andrzeja Dudę – u Hołowni w jego sejmowym gabinecie pojawił się prezydent elekt Nawrocki. I po wyjściu stamtąd nie wykluczył wprawdzie, że spotka się również z Tuskiem ale wykorzystał zarazem okazję do nazwania tego ostatniego najgorszym premierem po 1989 roku w Polsce.
Premia dla Iustitii, konfuzja dla Giertycha
W miejsce dawnego Rzecznika Praw Obywatelskich, legitymującego się tytułem profesorskim Bodnara, biurko w resorcie przy Alejach Ujazdowskich obejmuje Żurek. Jego powołanie przez Tuska dowartościuje środowiska sędziowskie jak stowarzyszenie Iustitia opozycyjne wobec poprzedniej władzy z lat 2015-23. Zarazem jednak na Żurka, znawcy praktyki prawa a nie teoretyka swobód obywatelskich, trudniej przyjdzie wywierać nacisk Romanowi Giertychowi, uosabiającego “demokrację walczącą” pojmowaną jako szukanie drogi na skróty. Chociaż to paradoks, bo kto zna Giertycha, wie, że z byłego wszechpolaka żaden demokrata. W rządzie Jarosława Kaczyńskiego był wicepremierem a jako szef resortu edukacji próbował wycofać Witolda Gombrowicza z listy lektur, miał też zgoła koszarowe pomysły na zlikwidowanie koedukacyjności istniejących wtedy jeszcze gimnazjów. Żurek, jako minister mocniejszy od Bodnara, oznacza osłabienie wpływu wieloletniego adwokata rodziny Tusków, mającego też własne kłopoty z aferą Polnordu – na polski wymiar sprawiedliwości. Przy bardziej sprawczym ministrze giertychowy zespół sejmowy stanie się raczej tylko dekoracją. Czym trudno się martwić.
Wiadomo, że wraz z Bodnarem z ministerstwa odchodzi Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, za rządów PiS kandydatka opozycyjna na Rzeczniczkę Praw Obywatelskich. Zyskała sobie sympatię, gdy oczekując w Sejmie na rozpatrzenie jej kandydatury, po prostu przysiadła na podłodze na korytarzu, bo krzeseł dla niej zabrakło. To był miernik jak “dobra zmiana” traktowała wówczas prawników, znawców swobód obywatelskich w szczególności i kobiety w ogóle. Żurek jednak jej nie zatrzymuje, bo nie zależy mu na symbolach, lecz zastępcach przez samego siebie wskazanych. Dlatego Zuzanna Rudzińska-Bluszcz przestaje być wiceministrem.
Na celowniku małej Emi i antykasty
Bodnar, wbrew pisowskiej propagandzie czyniącej z niego diabła wcielonego, miał raczej miękką rękę. U Żurka raczej nic podobnej postawy nie zapowiada. Bez porównania inteligentniejszy od Giertycha, którego nawet kolega z Ligi Polskich Rodzin Zygmunt Wrzodak przezywał “koniowatym”, zyska sobie dobrą prasę tylko jeśli uniknie posądzeń o prywatę. O szykanach, jakie przeszedł, była już mowa. Znalazł się m.in. na celowniku nieformalnej pisowskiej grupy Kasta / Antykasta i internetowej hejterki “małej Emi” (Emilii, wtedy żony sędziego Tomasza Szmydta, co następnie zbiegł na Białoruś), która później te praktyki ujawniła. Ziobryści inwigilowali m.in życie prywatne Waldemara Żurka.
Ale represjonowani za pisowskich rządów pracownicy wymiaru sprawiedliwości stanowią zdecydowanie mniejszą część jego maszynerii.
Na zewnątrz wymiar sprawiedliwości ocenia się nie za procent neosędziów ani reprezentatywność Krajowej Rady Sądownictwa. Na pewno nie za cały, mozolnie terkoczący kołowrotek rozliczeń, napędzany przez zwycięzców z 15 października sprzed dwóch lat. Raczej za tempo rozpatrywania spraw – przewlekłość postępowań wbrew obietnicom wzmogła się znacząco za Zbigniewa Ziobry – oraz za podejście do zwyczajnego obywatela, czasem nawet już na poziomie asesorskim biurokratyczne i gorszącą wyższością nacechowane.
Głównie z tych powodów, a nie ze względu na rezonans czarnej propagandy pisowskiej, Bodnar plasował się w sondażach w trójce ministrów najgorzej przez opinię publiczną ocenianych. Podobnie jak w wypadku Izabeli Leszczyny (resort zdrowia), ale inaczej niż ma się rzecz z Barbarą Nowacką (edukacja) – poskutkowało to decyzją Tuska o dymisji. Odwołanemu z funkcji premier nawet za jego pracę nie podziękował.
Dawny KPN-owiec, absolwent technikum leśnego
Waldemar Żurek – urodzony w 1970 r, a więc rówieśnik wspomnianego sędziego Szmydta – ma CV całkiem ciekawe. Zanim poszedł na studia prawnicze, maturę zdał w technikum leśnym w małej śląskiej miejscowości. Właśnie wtedy działał w Konfederacji Polski Niepodległej.
Żurek zyska pewnie lepsze od poprzednika notowania, jeśli zrozumie, że sędzią właśnie być przestał. To zamknięty rozdział. Teraz za praworządność odpowiada. Jeśli ma się mu udać, nie może stać się zakładnikiem Stowarzyszenia Iustitia, Themis ani żadnej innej korporacji. Bo to nie prawnicy będą go oceniać.
Jarosław Gowin jako minister sprawiedliwości nagrabił sobie – jeśli użyć ludowego określenia – nie tylko sławetnym stwierdzeniem, że ma w nosie literę prawa ale całą serią działań zbędnych i z biurokracją tylko kojarzonych jak ujednolicanie długopisów i spinaczy nawet we wszystkich sądach w kraju.
W odróżnieniu od filozofa Gowina, Żurek z sądownictwa się wywodzi. O jego ocenie zdecyduje jednak nie tyle znajomość sądów, tylko wiedza o tym, czego ludzie od nich oczekują.
Wybór wydaje się prosty: racja albo korporacja.
