Ostatnie tygodnie protestów “żółtych kamizelek” we Francji uświadomiły nam, jak bardzo na zachodzie Europy elity oderwały się od społeczeństwa. Zobaczyliśmy również, że polskiej klasie średniej, czyli zwykłym zjadaczom chleba, brak odwagi i determinacji, żeby wpływać na elity polityczne.

Kim są „żółte kamizelki”?. Zastanawia ogromna mobilizacja manifestujących, tak w Paryżu jak i na prowincji, oraz ostre starcia z siłami policyjnymi na Polach Elizejskich i w prestiżowych dzielnicach stolicy Francji. Czy jest to początek większego ruchu, rewolty narodu przeciw „prezydentowi bogaczy” Macronowi, francuskim elitom, a nawet szerzej, elitom europejskim? Czy raczej krótkotrwały zryw, jakich już było wiele.

Niektórzy widzą w żółtych kamizelkach prawdziwy bunt ludowy przeciwko paryskim, zamożnym elitom, które uosabia prezydent Macron. Ruch zbiedniałej klasy średniej przeciwko bogatym, “trzymającym władzę”. Oczywiście, że “żółte kamizelki” reprezentują tę część społeczeństwa, której wiedzie się gorzej.

Francuska elita – pracownicy umysłowi z centrów dużych miast, wykształceni, mobilni, niezależni ekonomicznie i finansowo – utraciła kontakt z Francją prowincjonalną, gdzie mieszkają i pracują ludzie słabiej wykwalifikowani: pracownicy fizyczni, samozatrudnieni, rzemieślnicy, pracownicy tymczasowi. To podstawowe pęknięcie w narodzie nie biegnie więc między przedmieściami a centrami miast, ale między metropoliami a zapomnianymi przez globalizację miastami średniej wielkości. Tak to widzi profesor Cyrille Bret.

Ci rozproszeni po całej Francji ludzie z powodu wzrostu podatków klimatycznych na paliwa, potrafili skrzyknąć się i w końcu zmusić Macrona do ustępstw. Pokazali, że trzeba walczyć na ulicach, żeby zrealizowano przedstawiane postulaty. We Francji to nic nowego, podobnie było 2 lata temu. Walki i protesty przeciwko podwyżkom cen paliw, także wtedy były twarde, a czasami brutalne – płonące opony przed składami paliw i rafineriami, starcia i walki – setki rannych, także wśród policjantów. Dzisiaj wygląda bardzo podobnie, autostrady, drogi, a także magazyny hurtowe paliw są blokowane, policja je „wyzwala”, ale i tak w co dziesiątej francuskiej stacji brakowało paliw. Jednak dodatkowo, rozruchy w miastach, szczególnie w Paryżu, starcia z policją, wiele setek rannych, a nawet ofiary śmiertelne, nadały obecnym wydarzeniom rozgłos na cały świat. I choć dzisiaj przebieg protestów jest inny niż dwa lata temu, przyczyną konfliktu było podwyższenie cen paliw, wywołane przez klimatyczną politykę Unii Europejskiej.

Prezydent Macron w zapale wprowadzania alternatywnych źródeł energii, zapowiedział bowiem nowe, ekologiczne podatki na paliwa. Oczywiście efektem miały być wyższe ceny – i to aż o 30 groszy na litrze. I francuscy kierowcy powiedzieli zdecydowane „NIE”. Ćwierć miliona protestujących założyło żółte kamizelki jako znak rozpoznawczy, symbolizujący ludzi pracujących w transporcie, w usługach i infrastrukturze. Dla nich koszt paliwa jest kluczowy – każda podwyżka zmniejsza ich dochody, podwyższa koszty działalności gospodarczej czy choćby dojazdu do pracy. To podatek ekologiczny, który ma to do siebie, że najbardziej obciąża pracujących – gospodarstwa domowe o niższych dochodach wydają na te cele znacznie większą ich część niż lepiej zarabiający. A na dodatek transferuje pieniądze do bogatych nabywców bardzo drogich samochodów elektrycznych.

Francuzi walczą więc o niższe ceny paliw i wygrywają. A Polacy potrafią tylko pogadać i polajkować na Facebooku? Nie protestują, choć za swoje dochody mogą kupić prawie 3-krotnie mniej paliwa niż Francuzi? Bo choć olej napędowy we Francji jest o 1 zł 30 gr droższy niż w Polsce, to nasi kierowcy mają znacznie chudsze portfele.

Wyrażanie swoich opinii, poprzez nawet ostre manifestacje uliczne, jest czymś naturalnym we Francji. W Polsce jest z tym znacznie słabiej, choć mamy ten sam problem – polskie elity władzy oderwały się od mieszkańców polskiej prowincji, miast i wsi, ciut dalej oddalonych od Wiejskiej, i zapominają, że ich zadaniem nie jest wprowadzanie w życie globalnych strategii i europejskiej polityki, ale twarda obrona interesów narodu.

A “po dobremu” to nie zrozumieją? Nie zrozumieją, dlatego powinniśmy poważnie potraktować przesłanie „żółtych kamizelek” dla Polski. Nie będziemy walczyć o własne interesy, to się nikt nimi nie przejmie.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here