Przy okazji obrony limitu, od którego przestaje się naliczać składki ZUS – okazało się, że jak w piosence Czesława Niemena ludzi dobrej woli jest więcej. Przyzwoicie zachowały się zarówno NSZZ „Solidarność” jak organizacje biznesu, zwykle specjalizujące się w organizowaniu rautów i gali: protestowały zgodnie. W ostatnich dniach miało się wrażenie, że trudna do wymówienia 30-krotność staje się jednym z najpopularniejszych słów, niemal wszyscy przed zamachem na nią przestrzegali.

W powieści Kazimierza Brandysa „Rondo” bohater zakłada podczas okupacji fikcyjną organizację konspiracyjną, żeby uchronić dziewczynę, w której jest zakochany przed zaangażowaniem w prawdziwy ruch oporu i związanym z tym niebezpieczeństwem. Pomysł jednak zaczyna żyć własnym życiem, jakieś uwiarygadniające pozory cały czas trzeba stwarzać. W końcu organizacja, wymyślona przez bohatera dla uniknięcia ryzyka – wydaje na niego wyrok śmierci.

Zjednoczona Prawica – niczym organizacja z powieści Brandysa – pozostawała do niedawna bytem wirtualnym, by o niej nie rzec, że fikcyjnym. Koalicja stanowiła z założenia nierówny związek partii Prawo i Sprawiedliwość z dwoma kanapowymi formacjami. Nagle zaczęła mieć problemy, które cechują koalicje jak najbardziej realne i pełnokrwiste.

Najpierw Zbigniew Ziobro, lider Solidarnej Polski, skupiającej polityków, kiedyś z PiS powyrzucanych, o sile znikomej – domagał się posady wicepremiera dla siebie oraz „przykręcenia śruby” w kraju. Bez efektu, bo u Jarosława Kaczyńskiego trwale zaszkodziła mu afera hejterska – sekowanie sędziów tak w sieci, jak w realu z udziałem podległych Ziobrze urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości. Ujawnienie tych praktyk w kampanii obniżyło poparcie dla PiS.

Wszyscy zrzucimy się na emerytury ukraińskich pracowników

Ukraińcom wystarczy krótki czas legalnej pracy w Polsce, by móc pobierać z ZUS emeryturę 1000 zł brutto. Jedynym warunkiem jest, by świadczeniobiorca mieszkał na stałe w Polsce.

Read more

Potem Jarosław Gowin, ze swoją partią, której nazwy nie potrafią zapamiętać najzagorzalsi kibice polityki – bo jak można formację nazwać po prostu Porozumieniem – zademonstrował niezależność tego na w pół wirtualnego bytu, ujmując się za przedsiębiorcami i zapowiadając, że jego ludzie zniesienia limitu trzydziestokrotności nie poprą. Wymusił rezygnację z projektu, gdy okazało się, że Lewica zgłosi własny zamiast wesprzeć rządzących, co oznacza, że głosów by zabrakło.

Koalicja – wymyślona trochę na użytek zaprzyjaźnionych z PiS mediów i co bardziej naiwnej części elektoratu – stała się nagle twardą rzeczywistością, gdy Kaczyński musiał się wycofać z projektu wzrostu opłat dla przedsiębiorców na ZUS, bo do tego pomysł zniesienia limitu trzydziestokrotności w istocie się sprowadza. Istotnego zarówno budżetowo (miał mu dać 7 mld) jak propagandowo. Naukowcy przyrodnicy mówią o takich sytuacjach, że królik pożarł eksperymentatora.

Przedtem Gowin ograniczał się do symbolicznego manifestowania dystansu, przy ustawach sądowych zagłosował, jak każe klub ale z wyniku ostentacyjnie się nie cieszył. Teraz postanowił pójść za nastrojami społecznymi. To nie gry polityków przesądziły o powstrzymaniu złych regulacji.

Opór społeczny udaremnił realizację szkodliwego projektu władzy, który prowadziłby zapewne do masowych zwolnień i przenoszenia za granicę firm z branży nowoczesnych technologii, tych najbardziej rozwojowych. Stanowi to dobry prognostyk, ale też zapowiedź, że nawet w wewnętrznych przetasowaniach w obozie władzy… będzie ostro, bo Kaczyński nie wybacza, gdy go ktoś ośmiesza. A w tym wypadku zmuszony został do wycofania się w spektakularnej formie, w dniu wygłoszenia expose przez Mateusza Morawieckiego i sejmowego głosowania nad wotum zaufania dla rządu.

30-krotność, czyli władza z ręką w cudzej kieszeni

Pracownik zarabiający 20 tys. zł brutto miesięcznie straci na nich w skali roku 10 tys. zł. Jeszcze więcej, bo 23 tys. dołożyć będzie musiał pracodawca.

Read more

Zamiast horroru mieliśmy wodewil, zamiast konsumowania wyborczego sukcesu – gorączkowe konsultacje polityków aż do chwili ogłoszenia decyzji. Kaczyński cofa się rzadko, zwykle wtedy, gdy stanowi to okazję uniknięcia porażki w głosowaniu albo tąpnięcia w sondażach (kiedyś postąpił podobnie w kwestii zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej). Gowinowi sprzeciw zapamięta, skorzysta z kolejnej okazji, żeby pokazać mu miejsce w szeregu.

Zyskaliśmy też czytelne ostrzeżenie, że postkomuniści mogą pójść z PiS-em, co do niedawna wykluczano. Już teraz było blisko, jednak na pocałunek śmierci się nie zdecydowali. Ale od chwili reanimowania przez Grzegorza Schetynę muzeum ruchu rewolucyjnego w postaci wprowadzenia weteranów PZPR i SLD do europarlamentu – postkomuniści wrócili do gry i niczego nie będą się brzydzić, podobnie jak PiS nie brzydzi się prokuratora stanu wojennego Stanisława Piotrowicza, a rządowa TVP sekretarza KC PZPR Marka Króla.

Niedoszły pisowski zamach na limit 30-krotności stanowi też jednak kolejny argument, że przedsiębiorcy muszą wyłonić własną reprezentację polityczną, bo następnym razem podobny splot sprzyjających okoliczności, jaki zaistniał przy tej okazji, może się już nie pojawić.

Twoim zdaniem…

Zniesienie 30-krotności to...
  • dodaj swoją odpowiedź

Czytaj inne teksty Autora:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 7

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here