Polacy mają tendencję do przeceniania wpływu własnej historii na losy świata. Jednak w 1920 r. rzeczywiście uratowaliśmy Europę przed komunizmem, odpierając bolszewicką armię na przedpolach Warszawy. A dla nas zwycięstwo, którego rocznicę czcimy 15 sierpnia oznaczało doświadczenie, kształtujące nowoczesny naród.

Łukasz Perzyna

Jak kiedyś w starożytnym Rzymie wysłannicy, którzy przybyli do Cyncynata prosić go aby pokierował obroną zagrożonej ojczyzny, zastali go w trakcie orki – tak również oficer, goniec Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, który przyjechał w tym samym celu do Wierzchosławic po Wincentego Witosa przerwał mu prace polowe. Chłopski przywódca stanął na czele rządu, do którego 24 lipca 1920 r. weszli przedstawiciele wszystkich liczących się orientacji politycznych. Wicepremierem został Ignacy Daszyński, wywodzący się z lewicy. Ministrami – Władysław Grabski i Władysław Raczkiewicz, Gabriel Narutowicz i Maciej Rataj a także Kazimierz Sosnkowski.

Wyboru innego nie było. W szczytowym momencie ofensywy bolszewickiej wojska najeźdźców rozciągnęły front od Lwowa po Toruń. Komunistyczna armia dochodziła na przedpola Warszawy, a skośnoocy żołnierze szaleli już na ulicach Płocka.

Przeciw najeźdźcom stanęła milionowa armia. W znakomitej większości chłopska. Stąd wyjazdy premiera Witosa, lidera Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast” na front, miały ogromne znaczenie dla morale wojska. Wcześniej trafiały się bowiem dezercje chłopskich synów – jak wówczas mówiono – „do żniw”. Potem już za sprawą ogólnonarodowej mobilizacji polski żołnierz wiedział, o co walczy. Przyczyniły się do ugruntowania tej świadomości również liczne okrucieństwa najeźdźców. Polak na froncie miał poczucie, że broni własnego domu. Za to sołdat armii agresora, czasem analfabeta, nie zdawał sobie sprawy, gdzie się znajduje. Różnica ta wpłynęła na wynik rozstrzygającej bitwy warszawskiej.

Wysiłek zbrojny nie ominął nikogo. Wśród ochotników znalazł się czternastoletni telefonista Jerzy Giedroyc, który już wtedy – przybyły z rodzicami z rodzinnego Mińska i Moskwy, gdzie spędził pierwszą wojnę – wiedział doskonale, czego się spodziewać po bolszewikach. Polskich wojskowych szkolił skutecznie obiecujący oficer francuski Charles de Gaulle, utyskujący niekiedy na powolność Polaków i stan dróg w ich kraju, ale przekonany, że Francja powinna nam pomóc, bo walczymy o wspólne cele.

Symbolem, przemawiającym do wyobraźni przez stulecie stała się śmierć ks. Ignacego Skorupki, idącego z krzyżem na czele oddziału. Równie bohaterscy okazali się zwykli żołnierze, choć niektórym przyszło walczyć bez butów – nie mogli długo maszerować, więc podwożono ich furmankami na pole walki.

Zaś w zagrożonej bolszewicką inwazją Warszawie – jak wzmiankował Witold Gombrowicz we „Wspomnieniach polskich” – zdarzało się, że piękne młode dziewczyny podchodziły na ulicy lub w kawiarni do nieznanych im dwudziestolatków ubranych po cywilnemu, zadając nieodparte pytanie:

– A pan czemu nie w wojsku?

Miejsce mężczyzn było wtedy na froncie, co do tego nikt nie miał wątpliwości.

Bolszewicy przyszykowali już kolaborancki rząd, za tymczasową siedzibę mający Białystok. Na jego czele stanął komunista Julian Marchlewski.

Sierpniowy manewr znad Wieprza – owoc strategicznego geniuszu Józefa Piłsudskiego – ocalił Warszawę i zmusił bolszewików do odwrotu. Niektóre oddziały uciekały tak szybko, że przeszły na teren Prus Wschodnich, chociaż weimarskie Niemcy nie były jeszcze wówczas – jak po traktacie w Rapallo z 1922 r – sojusznikiem Rosji radzieckiej, ale faktycznym celem agresji. Polska miała stać się tylko etapem tego marszu, rzeczywistym zamiarem Włodzimierza I. Lenina pozostawało, czego nie ukrywał zaniesienie rewolucji „na bagnetach Armii Czerwonej” do Niemiec i reszty Europy „po trupie Polski”.

W pogoni za bolszewikami po rozstrzygającym przesileniu warszawskim polski żołnierz pomimo wycieńczenia bezustanną walką potrafił zrobić 40 km dziennie. Dlatego też uciekający nie wszystko zdążyli ze sobą zabrać.

Biograf Stefana Żeromskiego Jerzy Paszek tak opisuje [1] podróż swojego bohatera w roli korespondenta wojennego:

Sam Stefan Żeromski w inspirowanym tą wizytą eseju „Na probostwie w Wyszkowie” tak określał sens doświadczenia, jakie dla odrodzonej Niepodległej stanowiła inwazja bolszewicka [2]:

Trzeba przyznać, że II Rzeczpospolita starała się sprostać temu wyzwaniu, jak dowiodły tego budowa Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego, poezja Skamandra, myśl matematyków szkoły lwowskiej i kunszt Jana Kiepury czy olimpijskie medale Haliny Konopackiej i Janusza Kusocińskiego.

Legionistami Piłsudskiego byli artyści, lekarze, pisarze, architekci i studenci, najlepsi przedstawiciele inteligencji polskiej. Pamiętamy cudowną anegdotę, jak na dziesięciolecie niepodległości Marszałek rozejrzał się po zatłoczonej sali, w której odbywał się zjazd legionowych kombatantów i odburknął z ironią:

– Żebym ja was wtedy tylu miał..

Również w działaniach Polskiej Organizacji Wojskowej, w rozbrajaniu Austriaków i Niemców jesienią 1918 r. uczestniczyła niewielka grupa najbardziej uświadomionych. Orlęta Lwowskie były dziećmi z dobrych domów, chociaż trafiali się wśród nich nieliczni batiarzy. Przeważała jednak elita.

Dopiero obrona kraju w 1920 r. stała się doświadczeniem masowym i powszechnym, łączącym wszystkie grupy społeczne. Oddajmy znów głos Żeromskiemu, który już wtedy się zachwycał, że „(..) ci bezdomni i bezrolni Polskę wybrali. (..) Cały bowiem lud polski poszedł w bój za ojczyznę” [3].

To na polach bitew warszawskiej i niemeńskiej Polacy, jeszcze na frontach I wojny światowej walczący w mundurach armii zaborców, nierzadko – to największa tragedia – bratobójczo przeciwko sobie, poczuli się wspólnotą, jednym nowoczesnym narodem.

Zdobyliśmy wtedy wspólną tożsamość, coś trwalszego – jak pokazały późniejsze doświadczenia, w tym kolejna wielka wojna – niż sama nawet niepodległość, którą wówczas skutecznie obroniliśmy.

[1] Jerzy Paszek. Żeromski. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2001, s. 164-165
[2] Stefan Żeromski. Na probostwie w Wyszkowie. [w:] Pisma polityczne. Polonia, Londyn 1988, s. 51
[3] ibidem, s. 50

Jak sądzisz?

Czy wojna 1920 roku była narodzinami nowoczesnego narodu?

Czytaj teksty o historii Polski:

Teksty Łukasza Perzyny:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here