W 30 lat po upadku komunizmu co drugi Polak nie jest zadowolony ze stanu demokracji w Ojczyźnie.

W tej kadencji parlamentu, wedle różnych badań, tylko od 40 do 51 proc Polaków jest usatysfakcjonowanych stanem demokracji w ojczystym kraju. Czy z ich ocen wynika, że nie warto świętować rocznicy Konstytucji 3 maja albo wyborów 4 czerwca? Raczej odwrotnie: zwykle w trudnych momentach dziejowych pamięć o tradycji i duma z historii podpowiadały nam dobre rozwiązania.

Nie mamy się czym pochwalić, chociaż jeszcze niedawno Polskę tytułowano prymusem wśród państw wychodzących z komunizmu, a jej drogę do demokracji porównywano do szanowanej w świecie Hiszpanii. Teraz dominują głosy krytyczne, a co ważniejsze – surowe noty globalnych ekspertów pokrywają się z samooceną samych rodaków, niezmiennie przywiązanych do demokracji i uznających ją za najlepszą formę rządów. Chcemy demokracji, ale nie takiej, jaką teraz mamy…

Z przeprowadzonych w tej kadencji badań opinii publicznej wynika, że tylko od 40 do 51 proc z nas zadowala stan demokracji w Polsce. Połowa rodaków jest z niego niezadowolona. Zaś w rankingach, sporządzanych przez specjalistów, coraz częściej lokowani jesteśmy bliżej Rumunii, Węgier czy Turcji niż krajów skandynawskich, gdzie państwo uchodzi za życzliwe obywatelom.

Według przeprowadzającego sondaże w całej Europie PEW Reasearch Center zadowolonych ze stanu demokracji w kraju jest 51 proc Polaków (kwiecień 2019), podczas gdy w Szwecji podobną satysfakcję wyraża 69 proc obywateli, w Holandii 64 proc, a w Niemczech 56 proc. Niezadowolenie deklaruje 44 proc Polaków, 30 proc Szwedów i 34 proc Holendrów. Znaczące, że część mediów związanych z aktualną władzą prezentowało ten wynik jako… optymistyczny.

Nieco inny rezultat przyniosły badania CBOS ze stycznia 2017, kiedy to z funkcjonowania demokracji w kraju usatysfakcjonowanych było 40 proc z nas, a aż 52 proc nie było z niej zadowolonych. Wyniki te nie zmieniają się skokowo w zależności od tego, kto rządzi. W 2014 – ostatnim pełnym roku sprawowania władzy przez poprzednią koalicję PO-PSL – 50 proc Polaków było stanem demokracji usatysfakcjonowanych, niezadowolenie deklarowało 39 proc (CBOS z 5-11 czerwca 2014).

Demokrację uznajemy jednak niezmiennie za najlepszy sposób rządzenia krajem – to przekonanie podzielało 84 proc Polaków w badaniu European Values Study z 2017 r., zaledwie 8 proc było przeciwnego zdania. W badaniu CBOS z czerwca 2018 aż 76 proc z nas uznało demokrację za lepszą niż inne formę rządów. Najbardziej do niej przywiązani są Polacy, którzy ukończyli 55 lat, a więc pamiętają komunizm. Z kolei z badań prof. Radosława Marzęckiego z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie wynika, że tylko dla 5 proc młodych Polaków demokracja pozostaje ważniejsza niż bezpieczeństwo (wskazane przez 70 proc) i dobrobyt (10 proc) [1].

Zespół badaczy Economist Intelligence Unit w rankingu Democracy Index za 2018, ogłoszonym w „The Economist” zalicza Polskę do grupy krajów o „demokracji wadliwej”, za nami klasyfikując w Europie tylko Węgry, Chorwację i Rumunię. W ogłoszonym w październiku ub. r. raporcie Fundacji Bertelsmanna w gronie krajów OECD Polska znalazła się na 37 miejscu wśród 41 klasyfikowanych państw. Wyprzedzamy wyłącznie Rumunię, Meksyk, Węgry i Turcję.

Laureat Nobla z ekonomii Paul Krugman ocenia, że w Polsce demokracja jest martwa, bo pomimo zachowania instytucji wyborów władza uzależniła sądownictwo i zinstytucjonalizowała korupcję na ogromną skalę [2]. Studenci dziesięciu renomowanych uniwersytetów amerykańskich uczą się o erozji demokracji na przykładzie Polski, pomysłodawcą zajęć jest Robert Blair z Brown University.

Smutny to obraz. Tylko w pewnym stopniu wynika z polityki rządzącej ekipy, w dużo większym – z niskiej frekwencji wyborczej, minimalnego uczestnictwa w życiu publicznym i poczucia, że od obywatela niewiele zależy. Już w czerwcowych wyborach 1989 r. frekwencja wyniosła ledwie 62 proc. Przedtem przy Okrągłym Stole przyjęto kontrakt z komunistami, ale nie ze społeczeństwem. Z wszystkich partii zawarcie „Umowy z Polską” deklarował tylko ROP Jana Olszewskiego, który tak właśnie nazwał swój program.

Obecna większość parlamentarna, tak chętnie powołująca się na „suwerena” sprawuje władzę od wyborów do Sejmu w 2015 r., w których uczestniczyło 50,92 proc uprawnionych. Jeszcze słabszą legitymacje miały pierwsze rządy PiS – w 2005 r. posłów wybrało 40,57 proc obywateli. Ale również obrońcy Konstytucji powinni pamiętać, że w przyjmującym ją referendum w 1997 r. zagłosowało ledwie 42.86 proc uprawnionych. W dwudniowym głosowaniu powszechnym w sprawie akcesji do Unii Europejskiej wzięło udział 58,85 proc z nas.

Reformując państwo i budując instytucje demokratyczne nie zadbano o ich trwały prestiż i skuteczność, ani o kooptację najszerszych grup społecznych, żeby w zmienionych warunkach poczuły się u siebie. „Byliśmy głupi” – podsumuje po latach w tytule książki historyk idei prof. Marcin Król.

Kolejne protesty społeczne przypominają listę grup, pokrzywdzonych w trakcie zmian ustrojowych: nauczycieli, rolników i hodowców, pracowników służby zdrowia czy taksówkarzy. Wielu zaś, w tym robotnicy wielkich zakładów, stanowiących kiedyś twierdze Solidarności, czy zatrudnieni w dawnych PGR – nie zdążyło się o swoje upomnieć, bo ich miejsca pracy błyskawicznie zlikwidowano.

Jak zauważa ekonomista Dariusz Grabowski, nie określono przy tym celu transformacji ustrojowej, ani tego, jak długo potrwa. Tak jak w socjalizmie mieliśmy do czynienia z permanentnym reformowaniem i następującymi po sobie kolejnymi manewrami gospodarczymi, tak teraz – z nie kończącą się transformacją, której po zmianach władzy towarzyszą zapewnienia, że właśnie naprawia się błędy poprzedników. Zaś za sprawą biurokracji, tłumiącej inicjatywę oraz samowoli i bezduszności urzędniczej państwo polskie postrzegane jest jako nieprzyjazne zwykłemu obywatelowi. Politykę zaś widzi się jako cyniczną grę, dostępną dla nielicznych.

Tym bardziej więc warto świętować rocznicę nowoczesnej i demokratycznej Konstytucji 3 Maja, pierwszej w Europie i drugiej po amerykańskiej (z 1787 r.) na świecie, albo wyborów z 4 czerwca 1989, bez których późniejsza rozbiórka muru berlińskiego – uchodząca za symbol zmian w naszej części Europy – nie byłaby możliwa. Tak jak w czasach komunizmu obchodziliśmy niezależnie 11 listopada i przez całe lata 80 ganialiśmy się z milicją każdego 3 maja.

Zbiorowa pamięć i refleksja nad dobrymi przykładami z historii pozwoliły nam przybliżyć się do odzyskania niepodległości i demokracji i sprawić, że nas ono nie zaskoczyło. Nie da się naprawiać niedoskonałości ani korygować złej polityki obecnie rządzących bez zastanowienia nad tym, czym się słusznie szczycimy.

[1] Alarmujące wyniki badań? Młodzi bardziej cenią bezpieczeństwo niż demokrację. Z Radosławem Marzęckim rozmawia Łukasz Grzesiczak. Wyborcza.pl Kraków z 2 marca 2018
[2] por. Jarosław Kociszewski. Noblista ogłosił śmierć demokracji w Polsce. Teraz boi się o przyszłość USA. wp.pl z 28 sierpnia 2018

Dzień flagi: kupuj polskie towary w polskich sklepach, żeby Polak miał pracę

Polscy przedsiębiorcy zdani są wyłącznie na siebie w propagowaniu gospodarki pod flagą biało-czerwoną. Państwo jednak nawet takiego wysiłku nie podjęło.

Read more

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

PRZEZfot. Kancelaria Sejmu/Krzysztof Białoskórski
Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here