Bez Polski o Ukrainie

0
118

Nieobecność Polski na spotkaniu w Waszyngtonie stanowi efekt działań zarówno prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, co oznacza policzek dla obozu Karola Nawrockiego – jak kanclerza Niemiec Friedricha Merza, co z kolei upokarza formację Donalda Tuska. Polski prezydent chwali się przecież szczególnymi kontaktami z gospodarzem szczytu Donaldem Trumpem i zasługami PiS, rządzącego niepodzielnie w chwili wybuchu pełnoskalowej tam wojny dla obrony niepodległości Ukrainy. Z kolei premier zwykł podkreślać własne doświadczenie w polityce europejskiej i doskonałe stosunki z Niemcami.

Porażka obu zaangażowanych w obecną trudną kohabitację w Polsce ośrodków władzy okazuje się ewidentna w sytuacji, gdy do Waszyngtonu zaproszony został Alexander Stubb, prezydent Finlandii podobnie jak my sąsiadującej z Rosją ale bez porównania mniej zaangażowanej w pomoc dla Ukrainy. To nie przez Helsinki bowiem ani przez Tampere tylko przez Warszawę i Kraków przewaliło się po 24 lutego 2022 r. kilkanaście milionów cywilnych uchodźców ukraińskich, szukających w zjednoczonej Europie i jeszcze dalej w USA i Kanadzie ocalenia przed rakietami, dronami i bombami napastniczej armii Władimira Putina. A w drugą stronę to nie przez lotnisko w Rovaniemi tylko przez Jasionkę pod Rzeszowem szła cała logistyczna pomoc humanitarna i militarna dla naszego napadniętego przez Rosjan sąsiada.    

Mniej ważni niż Finlandia

Nie chodzi oczywiście o umniejszenie geopolitycznego znaczania Finlandii, która dopiero pod wrażeniem “pełnoskalowej” inwazji Kremla na Ukrainę, wcześniej neutralna, do NATO przystąpiła, lecz o uświadomienie sobie faktu, że decydenci wolnego świata właśnie pokazali nam miejsce w szeregu. Wykorzystując niewątpliwie jako pretekst – bo żadna to przyczyna – niesnaski między prezydentem i premierem w Polsce. Te ostatnie miały miejsce rzeczywiście, a zarówno Tusk jak Nawrocki cały ten teatr inscenizując nie wykazali się nadmiarem roztropności. Ani wyczuciem polskiej racji stanu.

Tego pojęcia jako ostatni używał w rodzimej polityce premier Jan Olszewski. To szlachetny mecenas wytyczył euroatlantycki kierunek strategiczny polskiej polityki zagranicznej, kiedy jego adwersarze – z pokojowym noblistą prezydentem Lechem Wałęsą opowiadali jeszcze o “NATO bis” i gotowi byli przystać na przekształcenie rosyjskich baz w Polsce na centra podejrzanej działalności gospodarczej.  

Na pochyłe drzewo… 

Zapewne Zełenski wykorzystał okazję do odwetu na Polsce za zablokowanie niekontrolowanego wwozu  do nas produktów rolnych z Ukrainy. A Merz – do skarcenia nas za próby uszczelniania granic przez Tuska chroniące kraj przed napływem nielegalnych imigrantów, których kanclerska administracja wsparła, wchodząc w ten sposób w zaskakujący dla nas sojusz z białoruskim dyktatorem Aleksandrem Łukaszenką. Nie warto płakać nad rozlanym mlekiem, zwłaszcza tym, co wjeżdżało przez ukraińską granicę, choćby dlatego, że nie spełnia unijnych – ani żadnych innych zresztą – norm zdrowotnych. Za to wypada sobie uświadomić odpowiedzialność obu stron kohabitacji po polsku za doznany przez państwo despekt, nawet jeśli dalej próbują się nią przerzucać. Nie uda się. Świat dostrzega nieobecność w Waszyngtonie nie Nawrockiego ani Tuska tylko Polski po prostu.  

Jak politycy marnują nie swoje zasługi

W świetle niedawnej bezprzykładnej i największej po II wojnie światowej akcji humanitarnej podjętej siłami całego społeczeństwa na rzecz uchodźców z Ukrainy – można tylko stwierdzić, że czołowi politycy zmarnowali dorobek, który nie był wcale ich własnym. Lecz wspólną Polaków zasługą a przy tym godnym dopełnieniem dziedzictwa pierwszej Solidarności (pamiętamy jej przesłanie do Ludzi Pracy Europy Środkowej i Wschodniej z hali Olivia w 1981 r.), papieskiej nauki społecznej Karola Wojtyły i dumnego XIX-wiecznego jeszcze hasła: “Za waszą wolność i naszą”.

Poza nim znamy jednak też inne: “nic o nas bez nas”. Mniej patetyczne, ale również zdroworozsądkowe. Nie ma złudzeń, że waszyngtońskie rozmowy dotyczą wyłącznie Ukrainy. Jej sąsiadów również. W tej sytuacji pocieszać się można tylko wskazaniami niektórych ekspertów, że gdyby kurs zainicjowany na waszyngtońskim spotkaniu okazał się strategicznie dla Polski niekorzystny – zawsze będziemy mogli powołać się na naszą tam nieobecność i powzięte ustalenia kwestionować. Żeby jednak tak działać, trzeba być mocnym i tej siły świadomym. A gdyby tak było, Polska znalazłaby się w gronie uczestników waszyngtońskiego szczytu, umiałaby się przynajmniej skutecznie tam wprosić.                                  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here