czyli kto zostanie nowym szefem klubu Koalicji Obywatelskiej

Borys Budka przedobrzył, promując na uzgodnionego kandydata na szefa klubu niezbyt wyrazistego Cezarego Tomczyka, dawnego rzecznika rządu Ewy Kopacz. Sprowokował tym samym, że wystartują mocniejsi rywale: intelektualista Rafał Grupiński oraz dawny KPN-owiec Sławomir Neumann. Obaj już pełnili tę funkcję – Grupiński w najlepszych zaś Neumann w najtrudniejszych dla Platformy Obywatelskiej czasach, a wspominani są z nostalgią. Wystartują też inni, wielu nie można lekceważyć.

Do kandydowania przymierza się Adam Szłapka, dawny urzędnik Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego. W klubie Koalicji Obywatelskiej reprezentuje nie platformianą większość, ale Nowoczesną, której przewodniczy, można jednak sobie wyobrazić wariant, w którym przejdzie jako człowiek środka, uosabiający kompromis ponad podziałami. Liczyć się też warto z Urszulą Augustyn, pracowitą posłanką od wielu kadencji. 

Cezary Tomczyk nie będzie faworytem: rząd Kopacz, z którym jest kojarzony, postrzegany jest przez ludzi PO podobnie jak kiedyś gabinet Hanny Suchockiej przez obóz postsolidarnościowy: symbolizuje pewien schyłek po tłustych latach rządów Donalda Tuska. Nie brak Tomczykowi zdolności medialnych, maniery ma doskonałe, ale charyzmy raczej mu brakuje.

Grupiński kierował klubem, gdy PO rządziła, Neumann – gdy straciła władzę. Pierwszy zwykle skutecznie negocjował co trzeba z PSL, tak sprawnie, że szczegółów nikt nie zauważał. Ma za sobą mocny życiorys opozycyjny. Nie jest też karierowiczem, bo z rządu odszedł, choć nie musiał, gdy Tusk pozbywał się osób, które uznał za kojarzone z aferą hazardową, by nie psuły mu wizerunku. Grupiński ze sprawą automatów do gry nie miał nic wspólnego, ale oddał stanowisko, nie godząc się ze sposobem potraktowania m.in. Grzegorza Schetyny, z którym od lat pozostaje politycznie związany. W polityce Grupiński jest typem szachisty, przewidującego wiele ruchów naprzód.

Z kolei Sławomir Neumann, w odróżnieniu od wyrafinowanego Grupińskiego uchodzący za swojego chłopa, co to i poklepie po ramieniu i sam się poklepać pozwoli,  rządził klubem po tym, gdy Platforma przegrała wybory i przetrwał najtrudniejszy czas, kiedy to sondaże pokazywały, że główną siłą opozycji staje się Nowoczesna, kierowana wtedy przez Ryszarda Petru. Nie tylko nie dopuścił do rozpadu, ale z czasem to posłowie Nowoczesnej masowo zaczęli szukać szczęścia w Platformie. Nie wszyscy nawet dostali “biorące” miejsca na listach. 

Niewykluczone też, że pojawią się inni kandydaci. Pewne wydaje się tylko to, że… wskazywany przez Budkę Tomczyk nie okaże się jedynym pretendentem. Trudno snuć inne prognozy.Największy zwycięzca w polskiej polityce, pełniący przez siedem lat urząd premiera Donald Tusk właśnie w Klubie Parlamentarnym Platformy Obywatelskiej poniósł najbardziej upokarzającą porażkę, gdy wysunięty przez niego na przewodniczącego Zbigniew Chlebowski sromotnie przegrał z kandydatem z sali Bogdanem Zdrojewskim. Rację mieli posłowie, bo gdy Tusk wreszcie dopiął swego i w kolejnym rozdaniu w tym fotelu Chlebowskiego osadził, ten – jak tylko z niego wstał – pocił się przed kamerami i wycierał facjatę ogromną kraciastą chustą niczym skorumpowany polityk w filmie klasy B, gdy przyszło mu się tłumaczyć ze związków z bohaterami afery hazardowej. Nieważne, że późniejsze przekręty PiS – od dwóch wież samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego po rodzinne interesy, jakie w dobie pandemii prowadził były już minister zdrowia Łukasz Szumowski – przebiły drobne problemy PO z przejrzystością polityczno-biznesową. Istotne pozostaje to, że w odróżnieniu od parlamentarnej reprezentacji PiS klub PO okazuje się często nieprzewidywalny. 

Zwłaszcza, że nie jest to już klub PO ale Koalicji Obywatelskiej. Nowa nazwa nie przebiła się nawet na sejmowych korytarzach. Nadal mówi się tam: idę do Platformy, nieważne, co figuruje na tabliczce na drzwiach.

Koalicyjna formuła to scheda po imperialnych planach poprzedniego przewodniczącego partii – Grzegorza Schetyny. Zawiązał koalicję szeroką jak nigdy, z SLD i PSL, na wybory do europarlamentu. Pomimo to je przegrał. Za to paradoksem polskiej historii stało się, że dawny działacz radykalnie antykomunistycznej Solidarności Walczącej Grzegorz Schetyna wprowadził do Brukseli i Strasburga liczną załogę byłych komunistów takich jak Włodzimierz Cimoszewicz (kiedyś szef Podstawowej Organizacji Partyjnej na Uniwersytecie Warszawskim), betonowy niegdyś sekretarz ze Skierniewic Leszek Miller czy Marek Belka. Mandaty wszyscy zdobyli w barwach Koalicji Obywatelskiej. Ale po porażce Schetyna nie chciał już ich kolegów. Z kolei Polskie Stronnictwo Ludowe wybrało samodzielny start. W ten sposób do wyborów sejmowych Platforma poszła siłą rozpędu jako koalicja, by znów… je przegrać. Schetyna oddał przywództwo Budce. Koalicyjną formułę utrzymano. W praktyce jednak jest to sojusz PO samej ze sobą, bo partnerów: Nowoczesnej, Zielonych i formacji Barbary Nowackiej nie traktuje się poważnie – zróbmy test kto potrafi z pamięci i bez googlowania wymienić nazwę tej ostatniej: Inicjatywa Polska?

Borys Budka, człowiek uprzejmy i szczerze broniący demokracji, w wielkiej polityce nie ma szczęścia. Zdążył już przegrać wybory prezydenckie a okoliczności podmieniania kandydatki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na Rafała Trzaskowskiego nie wzmocniły jego pozycji, wykreowały za to rywala: prezydent Warszawy enigmatycznie zapowiada powołanie Nowej Solidarności, nie precyzując, czy stanie się ona dla macierzystej partii konkurencją czy uzupełnieniem. Nie przeszkadza mu to pozostawać wiceprzewodniczącym Platformy Obywatelskiej.

Jednak nie przegrane wybory prezydenckie sprawiły, że Budka musi oddać jedną z funkcji, które dotychczas łączył. Oczywiste, że wybrał zachowanie przewodnictwa w partii. A musiał ogłosić odejście w funkcji szefa klubu, bo właśnie w Sejmie miała miejsce bezprzykładna kompromitacja najsilniejszej formacji opozycyjnej. Po tajemnych – jak mu się wydawało – rozmowach Budki z szefem klubu PiS Ryszardem Terleckim posłom zarekomendowano głosowanie za podwyżkami własnych uposażeń. A także partyjnych dotacji i subwencji. W tamten “czarny piątek” PO upadła najniżej w swojej dwudziestoletniej historii. Stała się sytuacyjnym koalicjantem PiS, krytykowanego za niemoralność i korupcję oraz uczestniczką programu koryto plus, jak zaraz podsumowano. Tylko dziewięcioro posłów PO zagłosowało jak należy, m.in. Cezary Grabarczyk. Tomasz Zimoch, Klaudia Jachira i Michał Szczerba.

Reakcja opinii publicznej okazała się tak jednoznaczna i druzgocąca, że w weekend – żeby straty zminimalizować – przyszło całkowicie zmienić front.

Już w poniedziałek rano ten sam Budka uzasadniał na senackim korytarzu biegunowo odmienne stanowisko. Wkrótce PO zagłosowała w Senacie przeciw niemoralnym podwyżkom. Niejako w odwet Terlecki ujawnił, jakie to z Budką uzgodnienia zawarł. Właściwym celem PiS nie była bowiem podwyżka uposażeń lecz skompromitowanie Platformy. W pełni się to powiodło. Partia i klub długo będą odrabiać straty. Następca Budki w klubie nie będzie miał łatwego zadania.

Nieoczekiwanie jednak w sukurs Budce przyszedł jego kompromitujący jednorazowy koalicjant. Przeciw dominacji PiS zbuntowały się bowiem Solidarna Polska i Porozumienie. Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin dopomogli więc Budce. Póki nie ma nowego szefa klubu – to urzędującemu przewodniczącemu przypadnie rola negocjowania z partnerami wariantów sformowania przyszłej antypisowskiej większości, nawet jeśli w tym Sejmie wydaje się to mało prawdopodobne (twardy rdzeń PiS to 199 posłów, Koalicja Obywatelska ma raptem 134). Z kolei jako przewodniczący partii Budka musi przygotować struktury na wypadek przedterminowych wyborów parlamentarnych. I odświeżyć porozumienie senackie, któremu opozycja zawdzięcza większość w izbie refleksji. Lider nie ma więc co narzekać, bo w zmieniającej się tak szybko sytuacji nikt nie ma głowy do wypominania mu błędów…   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 7

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here