Co zrobi parlament w trakcie posiedzeń, które odbędą się już po wyborach? Być może nic istotnego. Ale każąc je na ten czas wyznaczyć – Kaczyński łamie dobre obyczaje i wprowadza do życia publicznego niepokój.

Łukasz Perzyna

publicysta pnp24

Decyzja rządzących pozostaje zgodna z literą prawa, ale sprzeczna z jego duchem. Parlamentarzyści starej kadencji mają się zabrać już wtedy, gdy wyborcy wyłonią ich następców. Intencją Jarosława Kaczyńskiego wydaje się sprowokowanie obawy przed tym, co się stanie. Jeśli nawet nie wydarzy się nic – PiS na tym napięciu ma zyskać.

13 października wybierzemy nowy Sejm, ale dwa dni później posłowie mają jeszcze obradować w składzie z dobiegającej końca kadencji. Wiadomo, że to grono tym momencie stanie się już wirtualne – mandat ustępujących parlamentarzystów wydaje się zerowy, gdy będą znani ich następcy. Ale uprawnienia pełne – mogą uchwalić co chcą, a Senat to potwierdzi, bo przewidziano po wyborach również posiedzenie drugiej izby w starym składzie. Inteligentni zwolennicy prezesa mają wyraźny kłopot z uzasadnieniem jego decyzji, skoro Zbigniew Girzyński, wypytywany w studiu, kiedy to ostatnio odchodzący Sejm się po wyborach zbierał – przywołał najbliższą historycznie analogię z… Sejmem Ustawodawczym w 1922 r. Bingo.

Cień Erdogana, straszak PiS-u

Pojawiły się więc obawy, że Kaczyński wie więcej, niż wynika z ogłaszanych przez główne ośrodki badań opinii notowań, dających wciąż przewagę partii rządzącej. I zamierza z tej wiedzy uczynić użytek. Zagadkowe odwołanie wizyty Donalda Trumpa w Polsce przewidzianej na 1 września wydaje się potwierdzać wersję o istnieniu sondaży, z których wynika, że PiS władzę jednak straci, bo albo wybory przegra, albo nie uzyska w nich rezultatu, pozwalającego na sformowanie po nich koalicji rządzącej. Prezydent USA nie chciał żyrować interesów ekipy, która za chwilę będzie musiała ustąpić. Stąd rejterada.

W niektórych spekulacjach pojawia się analogia do prezydenta Turcji Recepa Erdogana, który po porażce jego kandydata w wyborach burmistrza Stambułu kazał tam po prostu głosowanie powtórzyć pod błahym pretekstem. Zawodna to zresztą konstrukcja, skoro Erdogan w tej grze przegrał. Jego demokratyczny oponent Ekrem Imamoglu zwyciężył bowiem w powtórzonym głosowaniu z jeszcze większą przewagą. Zaś czołowy parlamentarzysta opozycyjny, również ceniony jako prawnik, przyznaje że Polska to nie Turcja: ta ostatnia pozostaje bowiem członkiem NATO i Amerykanie muszą tolerować niedostatki demokracji u cenionego sojusznika, ale do Unii Europejskiej nie należy, choć aspiruje od 1962 r. Rozmówca spodziewa się raczej, że w wypadku porażki wyborczej lub wyniku zapowiadającego mozolne klecenie przyszłej większości raczej przez obecną opozycję niż władzę – PiS spróbuje na odchodnym uchwalić populistyczne ustawy, kłopotliwe zarówno dla budżetu jak dla… następców, którzy będą zmuszeni potem z tego wybrnąć, narażając się na zarzut, że odbierają społeczeństwu prezenty, jakie otrzymało od poprzedniej władzy.

Najbardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że 15 października i w kolejnych dniach… nie nastąpi nic niepokojącego. Kaczyński zdecydował się na zwołanie starego Sejmu po wyborach, bo chce, żeby wszyscy o tym mówili, spekulowali, co z tego wyniknie i czegoś się obawiali. Po raz kolejny zarządza strachem: jak kiedyś przed ludźmi dawnego reżimu, układem, uchodźcami, czy piętnującymi naruszenia demokracji instytucjami europejskimi. Wystarczy sam niepokój. PiS najskuteczniej łowi w mętnej wodzie. Rządzący odwołują się skutecznie do niższych uczuć elektoratu: kompleksów i lęków. Czynią to od czterech lat. Przed wyborami po raz kolejny.

Generałowi się udało, prezes próbuje

Część opozycji wydaje się bezwolnym pionkiem w grze Kaczyńskiego. Nie określa jasno zagrożenia, bo go nie zna. Zamiast tego posłowie, zwłaszcza z PO podnoszą argument, że nie dało się przewidzieć wcześniejszych posunięć PiS, szkodzących demokracji. I już larum grają.

Ekipa rządząca Polską po 2015 r. potrafiła już uchwalać budżet w bocznej Sali Kolumnowej zamiast głównej plenarnej, bez porządnego policzenia głosów i dopuszczenia posłów opozycji. Nie poniosła za to konsekwencji. Jednak pucz po przegranych wyborach wydaje się mało prawdopodobny.

Jarosław Kaczyński do odważnych się nie zalicza. Świadczy o tym jego bezbarwny życiorys, wiedzą o tym demonstranci, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego skandujący przed jego willą: 13 grudnia spałeś do południa. Nie był nawet internowany. Erdoganem też nie jest, bo zupełnie brak mu charyzmy. Wszelkimi przymiotami ustępuje też kolejnemu liderowi, z którym bywa porównywany przez chwalców – Victorowi Orbanowi.

Viktora Orbána patriotyzm gospodarczy

„30 lat minęło od końca komunizmu i mamy grupę przedsiębiorstw nowoczesnych i będących w węgierskich rękach. Czekaliśmy na takie firmy w naszym przemyśle spożywczym”.

Read more

Zapewne z tego powodu węgierski premier odnosi się do niego lekceważąco, czego dowodem stało się poparcie przez Orbana na prezydenta zjednoczonej Europy kandydatury znienawidzonego przez Kaczyńskiego Donalda Tuska. Bardziej prawdopodobne niż zamach wydaje się… rozwiązanie biegunowo przeciwne. Magdalenka zamiast stanu wojennego, jeśli posłużyć się analogią historyczną…

Wykorzystując presję napięć, które sam wywołuje – Kaczyński może zacząć negocjować z następcami bezkarność swoją i najbliższych współpracowików za to, co działo się w Polsce przez ostatnie 4 lata. Za łamanie praworządności i afery finansowe. Czyli powtórzyć strategię Wojciecha Jaruzelskiego z okresu 1988-90: faktyczny immunitet za pokojowe oddanie władzy. Generałowi się udało, prezes próbuje… To kolejny w tej historii paradoks: Kaczyński zarządza strachem, ale także swoim własnym przed odpowiedzialnością za minione lata.

Najlepszą odpowiedzią na gry rządzących, wzbudzanie strachu lub przynajmniej niepokoju – wydaje się masowy udział w wyborach. Wzmocni on prawdopodobieństwo, że los Polski rozstrzygnie się przy urnach, a nie po raz kolejny w zakulisowych grach. Polacy wielokrotnie w najnowszej historii udowodnili, że nie pozwolą byle komu się zastraszyć.

Jak sądzisz?

Sejm po wyborach...
  • dodaj swoją odpowiedź

Czytaj Łukasza Perzynę:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here