Dla obcych Pinokio, dla swoich bankster – premier Mateusz Morawiecki zdany jest na łaskę i niełaskę Jarosława Kaczyńskiego.

Łukasz Perzyna

publicysta pnp24

Mateusz Morawiecki okazał się drugim po Donaldzie Tusku polskim politykiem po przełomie ustrojowym, który urząd premiera sprawuje zarówno przed wyborami jak po nich. Błędem byłoby jednak wyprowadzanie z tego faktu tezy o politycznej sile czy samodzielności.

Premier wystąpił w roli zaklinacza deszczu. W sejmowym exposé za swój sukces uznał ograniczenie biedy, chociaż statystyki pokazują jednoznacznie, że za rządów PiS sfera ubóstwa znacznie się rozszerzyła. Z raportu GUS wynika, że w 2018 – pierwszym pełnym roku rządów Morawieckiego – ubóstwo skrajne wzrosło z 4,3 proc. do 5,4 proc. [1]. Z ustaleń analityków Polityki Insight wynika, że 2 mln osób z 761 tys gospodarstw domowych nie stać za rządów obecnego premiera na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych [2].

Morawiecki pochwalił się powrotem rodaków z emigracji, ale nie zaznaczył, że ma to związek z pogorszeniem się klimatu wokół Polaków i ich szans na pracę w Wielkiej Brytanii w związku z Brexitem. Przytoczył statystyki, że obywatele czują się bezpieczni jak nigdy – w parę dni po tragicznym zdarzeniu z Konina, kiedy policjant zastrzelił młodego chłopaka, bo ten zamiast dać się wylegitymować rzucił się do ucieczki. A uciekał dlatego, że przedtem, gdy jego ojciec został pobity, nie ufając wymiarowi sprawiedliwości zorganizował kolegów, by dokonali odwetu na sprawcach. Tylko związane z ostatnim exposé przykłady, uzasadniające przezwisko Pinokio, jakim szefa rządu obdarzono w opozycyjnych ławach, można by mnożyć.

Dla Kaczyńskiego jednak taki premier pozostaje bezcenny – bo wygląda jak lepsza strona jego samego. Nie przekona tylko tych, którzy nie wierzą, że PiS i jego prezes w ogóle lepszą stronę posiadają.

Najlepiej wypada w roli prezentera, gdy z przejęciem raczej nie udawanym demonstruje słupki i slajdy. Misterne wizualizacje mają wzbudzić podziw dla jego ekonomicznych kompetencji. Zaś inteligentny wygląd i poprawne maniery – uśmierzyć chociaż część obaw, związanych ze stereotypem PiS jako partii resentymentu, rewanżu i populistycznej demagogii, popieranej głównie przez słabiej wykształconą część społeczeństwa. Zwłaszcza, że sondaże i statystyki potwierdzają, że taki obraz rządzących nie wziął się z niczego.

Morawiecki, historyk a nie ekonomista z wykształcenia, uwielbia liczby, nośne formuły i slogany, czemu dał wyraz w sejmowym exposé. Błahostki (walka z butelkami z plastiku) sąsiadowały w nim z opiniami, z którymi trudno się nie zgodzić – jak o ochronie dzieci przed wojnami ideologicznymi. Z ogólnikami o potrzebie wspierania przedsiębiorców kontrastowały natomiast słowa o misji państwa w kwestii wyrównywania dysproporcji społecznych, co dotychczas pozostawało raczej przesłaniem lewicy.

Na realne konflikty społeczne premier nie reaguje, o czym przekonali się nauczyciele. Zamiast obiecać im poprawę warunków pracy, podniesienie codziennej godności zawodu czy odwrót od ideologizacji szkoły na rzecz jej profesjonalizacji – Morawiecki zapowiedział budowę tysiąca szkół bezemisyjnych, samowystarczalnych energetycznie i ekologicznych. Dla pedagogów, protestujących ze sporym wsparciem ze strony zarówno rodziców jak uczniów – brzmi to jak drwina. W tej kwestii Morawiecki, czasem cytujący poetów, okazał się bezdusznym technokratą.

Borys Jelcyn, a także w pierwszym okresie rządów Władimir Putin, uwielbiali takich premierów: młodych, w okularach, o inteligentnym wyglądzie, dobrze ułożonych i wykształconych, wywodzących się z sektora finansowego. Powoływano ich i odwoływano w równie zaskakujący i niespodziewany sposób, odchodzili w roli kozłów ofiarnych, gdy pojawiały się problemy gospodarcze. Wielu z nich już zapomniano, ale najbardziej wytrwały – Siergiej Kirijenko, który za Jelcyna został premierem jako 36-latek, a pokonał go kryzys w 1998 r. – po okresie kwarantanny na czele państwowej agencji atomowej dziś okazuje się głównym pretendentem do schedy po Władimirze Putinie, a na razie pozostaje wiceszefem jego administracji.

U władzy trzyma Morawieckiego wyłącznie poparcie prezesa. Przeciwko sobie ma Zbigniewa Ziobrę i poprzedniczkę Beatę Szydło. Z kolei siłowy minister Mariusz Kamiński nie zapewnił mu wsparcia przy licznych aferach, związanych z rządem. Liczyć może zapewne na Mariusza Błaszczaka i Joachima Brudzińskiego, bo oni… zawsze są tego samego zdania, co prezes.

Morawiecki nie jest człowiekiem aparatu, w PiS go nie lubią, kiedy zostawał ministrem finansów – po stolicy krążył paszkwil na niego, którego autorstwo przypisywano ekonomiście z jednej ze związanych z partią instytucji finansowych. Uznawano w nim błyskotliwego kandydata za narzędzie w ręku kapitału zagranicznego. Inni mówią po prostu krótko: bankster.

Własnych ludzi ma wokół siebie niewielu. Pawła Borysa postawił na czele Polskiego Funduszu Rozwoju. Na ministra finansów wypromował dawnego kolegę z banku BZ WBK Tadeusza Kościńskiego. Pierwszy wywodzi się z rodziny profesorskiej, drugi wychował się i kształcił w Londynie. Obaj raczej nie zapewnią szefowi poparcia zadufanych partyjnych kadr, tych „pisowskich spaślaków”, o których pisał niedawno w PNP 24.PL Konrad Rękas. Dużo łatwiej znajduje Morawiecki sojuszników w bankach, wśród nich jest na pewno Zbigniew Jagiełło z PKO BP z podobnym opozycyjnym życiorysem.

Otwartą sprawą pozostaje, czy będzie zawsze Kaczyńskiemu za jego poparcie wdzięczny. Drogę do wielkiej polityki przed laty otworzyła 30-latkowi AWS, rekomendując go do sejmiku dolnośląskiego. Pomimo to później, jak zaświadczają jego biografowie, młody Morawiecki zawsze mówił o Jerzym Buzku, że to TW Karol, chociaż dawny premier wielokrotnie przechodził procedurę lustracyjną, również przed uzyskaniem rekordowego poparcia do europarlamentu.

Największą rysą na osobistym wizerunku Mateusza Morawieckiego pozostaje kwestia zakupu działki na wrocławskim Oporowie od przedstawicieli Kościoła: zwolennicy mówią, że okazyjnie, oponenci, że za bezcen. Wcześniej czy później będzie się musiał z tego wytłumaczyć. Niewątpliwie kombinacje z tym związane pozostają sprzeczne z budowanym od lat image kompetentnego i ideowego zarazem syna założyciela Solidarności Walczącej Kornela – jednego z symboli opozycji antykomunistycznej. Żadna ustawa o ujawnianiu majątków rodzin (Morawiecki działkę przepisał na żonę) tego nie zmieni. To kolejny przykład problemu, z którym premier od dawna powinien się zmierzyć, ale nie potrafi.

Agenda pozostałych przemilczanych w exposé kwestii okazuje się obfita: to zalew polskiego rynku pracy przez przybyszów ze Wschodu, jednostronne preferencje dla zagranicznych korporacji kosztem rodzimej przedsiębiorczości, panoszenie się obcych sieci handlowych szkodzące polskim kupcom, wreszcie konflikty społeczne – dotyczące warunków i godności pracy nauczycieli i lekarzy, zwłaszcza rezydentów. Da się nawet odnieść wrażenie, że z kwestii przez Morawieckiego pominiętych – chociaż przemawiał przez czas, w którym rozegrać można mecz piłkarski – udałoby się ułożyć drugie, konkurencyjne exposé. Zapewne lepsze od wygłoszonego.

Twoim zdaniem…

Nowy rząd Mateusza Morawieckiego jest

[1] PiS chwali się zmniejszeniem skrajnego ubóstwa. Dane GUS pokazują, że w 2018 r. wzrosło. Konkret24 z 26 sierpnia 2019
[2] Pomimo socjalu PiS w Polsce wzrosło ubóstwo. 2 mln osób… Business Insider z 2 lipca 2019

Czytaj inne teksty Autora:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.9 / 5. ilość głosów 14

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here