Olga Tokarczuk mówi o Polsce „mój kraj”. Nigdy – „ten kraj”, jak zdarza się to innym luminarzom. Literacka nagroda Nobla dla niej to dla jednych duma, dla innych kłopot. Z księgarń znikają kolejne jej dodruki, ale wicepremier Gliński, przełożony wszystkich urzędników od kultury przyznaje, że żadnej jej książki nie doczytał do końca.

Łukasz Perzyna

publicysta pnp24

W trakcie pierwszego po powrocie do Polski spotkania nowej noblistki we Wrocławiu w niedzielę 20 października pod telebimem na placu Wolności kilkaset osób zebrało się po to, by posłuchać, co ma do powiedzenia Olga Tokarczuk, uchodząca za autorkę trudnych i ambitnych książek. Ostatnio taką publiczność skupiali wyłącznie siatkarze i Robert Lewandowski.

Polska pisarka prowadzi samochód na autostradzie z Berlina do Bielefeld, dzwoni jej komórka. Odbiera i słyszy, że właśnie przyznano jej Nobla. Zjeżdża na pas awaryjny – tak mógłby się zaczynać tekst anegdoty, ale Tokarczuk o nagrodzie dowiedziała się w dokładnie taki sposób. Zaś z żartami lepiej ostrożnie, skoro z pozoru niewinna dykteryjka Andrzeja Dudy podczas gali na AGH o rektorach i Murzynach stała się powodem nieoczekiwanego skandalu.

Wskażmy więc lepiej, że tak – od telefonu odebranego na autostradzie – mogłaby się rozpoczynać kolejna powieść Olgi Tokarczuk. Nie wiemy, kiedy ją stworzy, chociaż obiecuje, że na jakiś czas zniknie, żeby się pracy nad nią poświęcić. Wisława Szymborska przez trzy lata po Noblu nie napisała ani jednego wiersza. „Bieguni”, którzy stali się dla Tokarczuk tym, czym dla Henryka Sienkiewicza „Quo vadis”, przedsionkiem do międzynarodowego uznania i nagród (Booker jeszcze przed Noblem) – zaczynają się z pozoru nieefektownie, rozpędzają powoli, zanim narracja obiegnie całą właściwie kulę ziemską.

„Pierwszą swoją podróż odbyłam przez pola, piechotą (..). Gdy wspięłam się na wał ochronny, zobaczyłam ruchomą wstęgę, drogę, która wypływała poza kadr, poza świat. (..) To nie była wielka rzeka, to zaledwie Odra; ale i ja wtedy byłam mała” [1]. Zapewne daleko tym frazom do pamiętnego początku „Stu lat samotności” Gabriela Garcii Marqueza, genialnego zdania o tym, że gdy pułkownik Aureliano Buendia po latach miał stanąć przed plutonem egzekucyjnym, przypomniał sobie, jak ojciec zabrał go do obozu cygańskiego, żeby mu pokazać sztuczny lód.

Jeśli jednak nazwiska obojga autorów przyjdzie wymieniać teraz jednym tchem, jak staje się to udziałem noblistów, to za sprawą uniwersalizmu ich twórczości. Dla Polaków istotny okazać się może fakt, że gdy Marquez swoją nagrodę otrzymywał – jego ojczysta Kolumbia nie uchodziła w świecie za kraj szczęśliwy ani stabilny. Podobny jest paradoks tej polskiej nagrody: przyszła jako niespodziewany wyraz uznania wtedy, gdy jak nigdy od pewnie pół wieku za sprawą zimnych wojen wywoływanych przez polityków pogorszył się nasz obraz w świecie.

Nobel dla Tokarczuk, znak nadziei dla Polski

Nobel dla Olgi Tokarczuk nie przemieni nas w aniołów, nie powściągnie rozrzutnych urzędników od kultury przed trwonieniem pieniędzy. Nie poprawi nawet alarmujących wskaźników – jedną książkę rocznie czyta zaledwie 38 procent Polaków.

Read more

Entuzjastyczne przyjęcie Olgi Tokarczuk w październikową niedzielę we Wrocławiu pokazuje, jak bardzo tej nagrody potrzebujemy. Autorka trudnych książek staje się bohaterką wyobraźni zbiorowej. Przychodzi jej grać rolę, zarezerwowaną dotychczas dla naszych nielicznych mistrzów sportu: Adama Małysza i Kamila Stocha, siatkarzy i Roberta Lewandowskiego.

Olga Tokarczuk wychowała się w pałacu, który dla jej rodziców nie był posiadłością rodową, lecz miejscem pracy. Urodziła się i dojrzewała na Ziemiach Odzyskanych, co potwierdza słynną opinię Józefa Piłsudskiego sprzed wielu dekad, że Polska jak obwarzanek, najbardziej wartościowa okazuje się z brzegu. Do Warszawy, którą bezpardonowo acz zgodnie z prawdą nazywa miastem postkomunistycznym przyjechała dopiero na studia. Z psychologii, po których pracowała przez chwilę w grupach wsparcia dla alkoholików. Świetny biogram na bohaterkę powszechnej wyobraźni, choć jej książki uchodzą za trudne.

W kraju, gdzie po corocznych badaniach na zlecenie Biblioteki Narodowej ze smutkiem przychodziło nam odnotowywać, że z roku na rok spada liczba tych Polaków, którzy przeczytali choćby jedną książkę rocznie, ostatnio z 38 do 37 proc – w kilka godzin po nagrodzie Nobla dla rodaczki wykupiono z księgarń dostępne egzemplarze jej powieści. Wydawnictwa ruszyły z jej dodrukami. Kulturoznawca Mirosław Pęczak w wywiadzie dla PNP 24.PL łączył cytowane pesymistyczne statystyki z „ekspansją spieniężenia świadomości” i upowszechnieniem poglądu, że kto czyta, zajmuje się czymś nieopłacalnym.

Skutki okazują się opłakane: „Jednym z efektów sytuacji, gdy nie czyta się książek, staje się zanik myślenia krytycznego. Wyborów – również politycznych – dokonujemy wtedy powodowani emocjami, albo kierując się wizerunkiem polityków, wykreowanych przez spin doktorów. Im mniej krytycyzmu, tym łatwiej politykom ludźmi manipulować” – przestrzega Mirosław Pęczak [2].

W kulturze nie zawsze większość ma rację

Dlaczego 62 proc z nas nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki Rozmowa z Mirosławem Pęczakiem, kierownikiem Zakładu Interdyscyplinarnych Badań nad Kulturą na Wydziale Pedagogicznym UW – Jeszcze w latach 80. wszystkie podstawowe produkty kupowało się na kartki, a jugosłowiański samochód zastava był symbolem zamożności, ale przybysze z Zachodu podziwiali oczytanie Polaków: Francuzi nie mogli […]

Read more

Rodzi to pytanie, czy fenomen popularności Tokarczuk, który stał się już społecznym faktem, przełoży się na zmiany postaw Polaków w kierunku odwrotnym do opisywanego przez kulturoznawcę… Na razie jednak wicepremier i minister kultury Piotr Gliński bez wstydu, jakby się tym chwalił, przyznaje się Monice Olejnik, że nie był w stanie dokończyć żadnej książki Tokarczuk. Znakomita rekomendacja do dalszego sprawowania urzędu…

Paradoks Tokarczuk polega bowiem również na tym, że patriotyczne uniesienia, łączące się z pierwszym od 23 lat polskim Noblem zawdzięczamy autorce, której tyle razy zarzucano brak patriotyzmu – i nie przestano tego robić, gdy nagrodę otrzymała.

W trakcie debaty w kończącym kadencję Senacie nad uchwałą o uhonorowaniu noblistki Waldemar Bonkowski ocenił, że Olga Tokarczuk „była jednym z polakożerców, bardzo źle wypowiadała się o Polakach, że rzekomo Polacy byli właścicielami niewolników, że mordowali Żydów i tego typu historie” [3]. Sama Tokarczuk, nie ukrywająca sympatii dla opozycji w Polsce, powinna mu to darować: Bonkowski paradoksalnie bowiem przyczynił się do zdobycia przez obóz demokratyczny większości w Senacie, ponieważ po wykluczeniu z PiS wystartował jako niezależny kandydat w wyborach na Kaszubach, odbierając głosy wojewodzie z partii rządzącej Dariuszowi Drelichowi, co rozstrzygnęło o zwycięstwie Stanisława Lamczyka z PO-KO. Zaś Bonkowski, typ samotnego wilka z dziwnymi atakami złości, przypomina jednego z bohaterów „Biegunów”: imigranta, który na północnej wyspie z niezrozumiałych dla innych względów kieruje powierzony mu prom na pełne morze i barykaduje się w kokpicie, wiedząc, że za chwilę na pokładzie wylądują policyjne śmigłowce. W obu dostrzegam podobny wymiar desperacji… [4]

Fetowana podczas pierwszego od otrzymania Nobla spotkania w Ojczyźnie, Olga Tokarczuk opowiedziała publiczności we Wrocławiu anegdotę o Miłoszu. Gdy wypowiadał się o sprawach publicznych, jeden z przyjaciół doradził mu:

– Czesiu, ty raczej pisz [5].

Wcześniej już Tokarczuk deklarowała, że nie zamierza być wyrocznią. Nie widzi też siebie w roli autorytetu. I potrafi uzasadnić, dlaczego: „wypowiadanie jakiegoś (..) słusznego stanowiska, ale w sposób zupełnie prosty, trafiający do ludzi i medialny jest dla mnie w jakimś sensie bolesne” [6].

Co nie znaczy, że również po wyborach w Polsce nie odpowiada na pytania, jeśli są jej zadawane – jak w wywiadzie dla włoskiego dziennika „La Repubblica” o przyszłości Polski po wygranej PiS: „Mimo wszystko mam wielkie zaufanie dla mechanizmów demokracji” [7]. Mówi to pisarka, która nie ukrywa, że Polska to piękny kraj, który ją wkurza.

Na razie przynajmniej Olga Tokarczuk wydaje się więc mądrzejsza zarówno od swoich hejterów jak i apologetów. W tydzień po okolicznościowej wkładce o Noblu dla autorki „Biegunów” (składającej się zresztą – to miara upadku pisma – głównie ze starych materiałów) „Gazeta Wyborcza” ciężkim piórem Anny Bikont przeprowadziła pokazową egzekucję kolegi Tokarczuk po piórze, wybitnego prozaika Janusza Rudnickiego. Za to tylko, że wcześniej na tych samych łamach wyraził się krytycznie o odcinaniu przez Jerzego Kosińskiego kuponów od tragedii Holocaustu i sprzedawaniu przez niego nieświadomej amerykańskiej publiczności fikcji literackiej jako dokumentu – autorka „My z Jedwabnegowyzwała Rudnickiego od antysemitów i szmalcowników [8]. Mimo, że poglądy przez niego głoszone stają się w literaturoznawstwie standardem w odniesieniu do autora „Malowanego ptaka”, nie tylko w Polsce.

Gdy w dyskursie publicznym dominują podobne inwektywy, a obiecany przez polityków milion samochodów elektrycznych można tylko między bajki włożyć – sukces w sferze kulturowej, duchowej ma dla Polaków tym większe znaczenie. Nobel dla Tokarczuk okazuje się cennym impulsem, by słowa „inteligencja” oczywiście w znaczeniu grupy społecznej nie zastępować klasą średnią albo sferą budżetową, jak jeszcze niedawno radzili specjaliści. Albo czytania książek nie uznawać za dziwactwo, choćby nawet nieszkodliwe.

Sensem literatury jest to, żeby była czytana – podkreślała we Wrocławiu laureatka, kwestionując przy okazji podział na kulturę elitarną i masową. Samą zaś literaturę nazwała szkołą empatii i rozumienia świata: – To ważne, żeby machać do tego, kto jest po drugiej stronie [9].

Olga Tokarczuk miała rację, po prostu dedykując swojego Nobla Polakom jeszcze w trakcie pierwszego spotkania w Bielefeld. Jak zwykle klienci księgarń i widzowie spod telebimów na tę nagrodę zareagowali przytomniej od telewizyjnych komentatorów. Uznali ją za naszą wspólną. I pewnie tak już zostanie.

Twoim zdaniem:

Czy książka "Bieguni" zasługuje na literackiego Nobla?

[1] Olga Tokarczuk. Bieguni. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 6-7
[2] W kulturze nie zawsze większość ma rację. Rozmowa z Mirosławem Pęczakiem. PNP 24.PL z 14 lutego 2019
[3] cyt. wg Awantura o Tokarczuk w Senacie. Onet.pl z 18 października 2019
[4] por. Olga Tokarczuk. Bieguni, op. cit. s. 95-109
[5] por. Katarzyna Janowska. Pierwsze spotkanie Olgi Tokarczuk z polskimi czytelnikami po otrzymaniu nagrody Nobla. Onet.pl z 20 października 2019
[6] Klucze do miasta i tłum wielbicieli. Wrocław przywitał Olgę Tokarczuk. TVN24.pl z 20 października 2019
[7] „La Repubblica” z 18 października 2019
[8] „Gazeta Wyborcza” z 19-20 października 2019
[9] cyt. wg Katarzyna Janowska. Pierwsze spotkanie… op, cit.

Czytaj tekst tego Autora:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 23

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here