Biografia i twórczość Olgi Tokarczuk to gotowe success story przydatne do promocji Polski. A nieuctwo władzy jeszcze wzmaga popularność i autorytet pisarki.

Łukasz Perzyna

publicysta pnp24

Z Czesława Miłosza uczyniono żywy posąg, choć jego życiorys odzwierciedlał polskie zawirowania i sprzeczności. Z Wisławy Szymborskiej – dobrotliwą babcię, chociaż Nobla przyznano jej za mądre wiersze, nie za zabawne loteryjki. Zaś z Olgą Tokarczuk media ani urzędnicy od kultury sobie nie radzą, bo nie pozwala się wtłoczyć w łatwe schematy.

Sukces Olgi Tokarczuk żywiołowo przyjęli zwykli Polacy, świadczą o tym tłumy na spotkaniach autorskich, masowy wykup jej powieści z księgarń i ich pospieszne dodruki. Pierwsza od 23 lat polska noblistka stała się bohaterką wyobraźni zbiorowej. W konfuzję – co znaczące – wprawiła zawodowych specjalistów od wzruszeń, celebrytów znanych z tego, że są znani oraz oficjeli.

Olga Tokarczuk uwiodła najpierw sztokholmskich jurorów, potem polską opinię publiczną, obywając się bez instytucji pośredniczących: kiedyś były nimi krytyka i prasa literacka, teraz po wyzerowaniu ich przez rynkową stronę transformacji ustrojowej – telewizje śniadaniowe i magazyny life-style’owe. Ich wiedza o noblistce nie wykracza poza poziom, znany z humoru zeszytów szkolnych, uwiecznianego przez krakowski „Przekrój”. O noblistach też była tam mowa, przypomnijmy choćby klasyczne już: Henryk Sienkiewicz napisał bardzo ładne wypracowanie pt. Janko Muzykant.

Do tej tradycji nawiązały próbujące przybliżyć odbiorcom laureatkę media popularne. „Olga Tokarczuk nie lubi o sobie mówić. Wyjątek zrobiła w Twoim Stylu, gdzie wyznała, że w wieku 24 lat urodziła syna! Dziś pisarka ma 57 lat, a to oznacza, że jej syn jest dorosły. Mężczyzna ma dziś 33 lata” – rachuje misternie na palcach Party.pl, nie umiejąc tylko wykazać, co z tego wynika [1]. Dalej dowiadujemy się, że „Tokarczuk utrzymuje się z pisania. Nie ma żadnej dodatkowej pracy” [2]. Zapewne podobnie jak autorka cytowanego artykułu. Z jedną tylko różnicą: noblistka wie, co pisze.

Odkąd zadebiutowała w wieku 17 lat w „Na Przełaj”, pod pseudonimem Natasza Borodin – znamionującym erudycję (ile nastolatek przeczytało cztery tomy „Wojny i pokoju”?), ale też stanowiącym blankietowe zobowiązanie do perspektywy epickiej na miarę Lwa Tołstoja. Nasuwa się tu analogia z innym bohaterem wyobraźni zbiorowej Polaków – Kamilem Stochem, który jako dzieciak próbujący sił w skokach oznajmił dumnie: będę mistrzem. I rzeczywiście nim został… Takie postaci kochamy. Bo mamy za co.

Pierwsze jej opowiadanie opublikowane pod nazwiskiem, „Numery” o dziewczynie sprzątającej w hotelu, w oczywisty sposób – nie tylko dlatego, że autorka sama była na saksach w Londynie – nawiązuje do doświadczeń polskiej emigracji zarobkowej. Przyjmuje punkt widzenia obcego, przybysza, kogoś, kto wie, że nie jest u siebie. Już to pierwsze dojrzałe opowiadanie dowodzi, że proza Tokarczuk wbrew stereotypom, choć trudna, nie pozostaje nieczuła na doświadczenia zbiorowe.

„W Hotelu Capital zatrzymują się tylko ludzie bogaci” – relacjonuje jego narratorka. „(..) Moje jest całe drugie piętro w każdy weekend. Przychodzę na ósmą i nie muszę śpieszyć się, bo o ósmej wszyscy bogaci ludzie jeszcze śpią. Wchodzę drzwiami od podwórza i od razu czuję ten dziwny zapach zmieszanych ze sobą środków czyszczących, wypranej bielizny i murów, które pocą się od nadmiaru zmieniających się ludzi” [3]. Hiszpański pracownik hotelu zajmujący się brudną bielizną w trakcie przerwy w pracy czyta „Władcę much”, powieść o rodzeniu się agresji autorstwa Williama Goldinga, pisarza uchodzącego wtedy w latach 90 za równie trudnego… jak Tokarczuk dzisiaj [4].

Nobel dla Tokarczuk, znak nadziei dla Polski

Nobel dla Olgi Tokarczuk nie przemieni nas w aniołów, nie powściągnie rozrzutnych urzędników od kultury przed trwonieniem pieniędzy. Nie poprawi nawet alarmujących wskaźników – jedną książkę rocznie czyta zaledwie 38 procent Polaków.

Read more

Numery” to zarazem symbol jej trudnych literackich początków. Rafał Grupiński, który podjął ryzykowną decyzję publikacji opowiadania w poznańskim „Czasie Kultury” w 1993 r. tak wspomina jej okoliczności: „W przypadku Olgi Tokarczuk wyglądało to tak, że kilka pism odrzuciło jej opowiadanie Numery o dziewczynie sprzątającej pokoje hotelowe, która odczytuje świat z rzeczy pozostawionych przez gości. My to opowiadanie wydrukowaliśmy (..). Olga sama mówiła później, że publikacja przez nas Numerów okazała się dla niej przełomowa” [5].

Wątek wiecznej podróży, bycia wszędzie na chwilę, zaznaczający się już we wczesnych „Numerach” nabierze dominującego kształtu w „Biegunach”. Nie wydaje się to zaskoczeniem u urodzonej na Ziemiach Odzyskanych córki przesiedleńców, wychowanej w pałacu, dla rodziców stanowiących miejsce pracy, a nie własność rodową, nad Odrą – rzeką graniczną. Mobilność jej pokolenia bierze się ze wspominanych przez pisarkę w wywiadach chłodnych i głodnych nocy w akademiku z czasów stanu wojennego, z pragnienia wyrwania się z tamtej rzeczywistości. Najpierw wyjeżdża się za chlebem, jak u innego starszego noblisty Henryka Sienkiewicza, potem dla przyjemności – ale niczego nie da się do końca zaplanować.

W „Biegunach” w trakcie banalnego wakacyjnego wypadu do Chorwacji polskiej rodziny z klasy średniej niespodziewanie znika kobieta. Nie dowiemy się, dlaczego. Można to tylko podejrzewać. Na zwykłym bilecie zapisała imię bożka, którego posąg oglądała w muzeum: Kajros. Grecki bożek symbolizuje najważniejszy moment życia: kto go w odpowiedniej chwili zdoła chwycić za grzywkę, przypominającą trochę kitkę piłkarza Zlatana Ibrahimovica – ten swoje cele osiągnie.

W latach 80, gdy formowała się osobowość Olgi Tokarczuk, studentki psychologii w Warszawie i Wrocławiu, praktykantki w szpitalu psychiatrycznym w Drewnicy, znanym wtedy ze strasznych warunków, terapeutki w Wałbrzychu, gdzie chaotyczna industrializacja przełożyła się nie na dobrobyt lecz na plagę alkoholizmu – Polacy doskonale rozumieli, że stanie w miejscu okazuje się zabójcze. Znajdowało to wyraz w codzienności późnego socjalizmu: kto nie był aktywny, tego dopadał marazm. Dlatego, jak się dowiadujemy z „Biegunów”, kto się zatrzyma – ten zostanie przyszpilony niczym owad z kolekcji w gablocie.

Uniwersalizm prozy Tokarczuk wyrasta z doświadczeń pokolenia. Koresponduje z kodem tradycji i kultury, symbolizowanym choćby przez profesora, który na statku w Grecji zamyśla o powtórzeniu marszruty Odyseusza. Tokarczuk pozostaje autorką współczesną również wtedy, kiedy pisze o frankistach z XVIII wieku czy rosyjskich starowierach. Paradoksalnie nazwać ją można pisarką pokolenia Solidarności na wygnaniu. Przecież w 39 lat po Noblu dla Miłosza wracamy do punktu wyjścia: w świecie pochwalić się możemy kreatywnością naszej kultury, ubolewając zarazem nad niezgulstwem i pazernością rodzimych polityków. Zaś dla dwóch milionów rodaków, nie znajdujących szczęścia w kraju i szukających go za granicą, wieczna podróż i ucieczka znana z tej prozy nie stanowi metafory, lecz codzienny los.

Jak pisze o Oldze Tokarczuk Małgorzata Rejmer: „jej Bieguni stali się podręcznikiem duchowym dla ludzi, próbujących żyć inaczej, na przekór temu, jak programują nas portale społecznościowe i korporacje” [6].

Bieguni” okazali się dla pisarki schwytaną w dłonie grzywą bożka Kairosa: utorowali jej drogę do Nobla jak kiedyś „Quo Vadis” Henrykowi Sienkiewiczowi. Pierwszą książką, która wywarła wielkie wrażenie na małej Oldze stało się „W pustyni i w puszczy”. Ale nie tylko to łączy Tokarczuk z pierwszym polskim noblistą z literatury. Jak Sienkiewicz bronił dzieci z Wrześni, walczących o prawo do modlitwy po polsku w pruskiej szkole – tak Tokarczuk ujęła się za nauczycielami, strajkującymi w imię godnych płac i przyzwoitych warunków pracy za rządów „dobrej zmiany”. Nie uchyla się od wypowiedzi na publiczne tematy, ale nie nadaje im przesadnej rangi.

Nie jestem wyrocznią – zastrzega już po Noblu we Wrocławiu. Unika sądów skrajnych: wszyscy wiedzą, że nie je mięsa, a w „Prowadź swój próg przez kości umarłych” piętnuje myśliwych, mało kto pamięta, jak w „Biegunach” łagodnie podrwiwa z bohaterki, dokumentującej ludzkie zbrodnie na zwierzętach.

Słowa noblisty z 1980 r. Czesława Miłosza wyryto jeszcze w tym samym roku na pomniku poległych stoczniowców Wybrzeża. Po latach emigracji, którą wybrał po krótkotrwałym epizodzie pracy w służbie dyplomatycznej dla powojennej już Polski autor „Traktatu moralnego” stał się jednym z symboli Solidarności. Wisława Szymborska otrzymała Nobla w bez porównania spokojniejszym 1996 roku. Do laureatki przylgnął stereotyp mocno zdziwaczałej starszej pani, powielany choćby w przydługim tytule książki wywodzących się z „Gazety Wyborczej” autorek: „Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wisławy Szymborskiej” [7]. Sensy jej niezwykłej poezji tylko się w tym gubiły. Nie miała szczęścia: nagroda przyszła za późno. Dla Tokarczuk z kolei – wcześnie, przed sześćdziesiątką. Na razie niezawodną gwarancją jej popularności wydaje się… ostentacyjne nieuctwo władzy. Zjawisko, któremu pisarze w PRL zawdzięczali poczytność i autorytet.

Co Pani Polakom zrobiła, Pani Olgo…

Paradoks Tokarczuk polega na tym, że patriotyczne uniesienia, łączące się z pierwszym od 23 lat polskim Noblem zawdzięczamy autorce, której tyle razy zarzucano brak patriotyzmu – i nie przestano tego robić, gdy nagrodę otrzymała.

Read more

Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński – jakby miał się czym chełpić – z dezynwolturą szkolnego drugorocznego, chwalącego się przy ekstramocnym na przerwie, ile ma dwój na okres, oznajmił, że żadnej z książek Tokarczuk nie doczytał do końca. Ale też noblistka wydaje się nie potrzebować wsparcia ze strony tej władzy. Podczas prestiżowych targów we Frankfurcie, jak relacjonuje Aleksandra Żelazińska, Instytut Książki jej prawie nie zachwalał: „Prócz zdawkowych informacji, okolicznościowego telebimu (trzeba było zadrzeć głowę, żeby go zauważyć) i pocztówek (słyszymy, że rozeszły się w dwa dni i nie przewidziano więcej) – niewiele dało się dowiedzieć” [8].

Władza woli promować Rymkiewicza i Wencla, tak jak za poprzedniego ustroju hołubiła Przymanowskiego i Auderską a nie Miłosza czy Szymborską. Co najciekawsze – w odpowiedzi na krytykę, Instytut Książki z całą powagą powiadamia, że przecież książki Tokarczuk były „eksponowane na ladzie recepcyjnej” [9]. Powracamy do strefy humoru zeszytów szkolnych.

Nie bądź Glińskim, czytaj książki do końca – mówi się teraz nie tylko we wrocławskich i warszawskich kawiarniach.

Inteligencja polska powraca, kolejnym tego sygnałem – po masowym poparciu dla wiosennego strajku nauczycieli – okazują się tłumy pod telebimami, śledzące spotkania z noblistką. Okazuje się, że nie wystarczy nam sama tylko klasa średnia ani sfera budżetowa. Inteligencja nie umiera – w obu tego słowa znaczeniach – dziś jej znakiem rozpoznawczym staje się czytanie do końca książek Olgi Tokarczuk. Jak w najtrudniejszych czasach sukces w dziedzinie z pozoru tak elitarnej jak współczesna literatura ratuje nadwątloną przez ekscesy polityków reputację Polski i poprawia społeczne nastroje. Zaś na 11 listopada nie potrzeba tym razem daleko szukać optymistycznych opowieści, historia noblistki stanowi gotowy symbol polskiego talentu i kreatywności.

Twoim zdaniem…

Czy książka "Bieguni" zasługuje na literackiego Nobla?

[1] Monika Katarzyna Krupska. Nie uważa się za idealną żonę i matkę, wciąż szuka swojego miejsca w świecie! Jaka Olga Tokarczuk jest prywatnie? Party.pl z 10 października 2019
[2] ibidem
[3] Olga Tokarczuk. Numery. „Czas Kultury” nr 5 z 1993 r., s. 20-21
[4] ibidem, s. 23
[5] Rafał Grupiński. Polityka i kultura. Rozmawia Łukasz Perzyna. Prószynski i S-ka, Warszawa 2019, s. 117
[6] Małgorzata Rejmer. Olga Tokarczuk daje nadzieję, że mamy dość wrażliwości, ocalejemy. Polityka.pl z 11 października 2019
[7] Anna Bikont, Joanna Szczęsna. Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wisławy Szymborskiej. Prószyński i S-ka, Warszawa 2003
[8] Aleksandra Żelazińska. Jak Polska zignorowała Olgę Tokarczuk we Frankfurcie. Polityka.pl z 22 października 2019
[9] ibidem

Czytaj inne teksty Autora:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 7

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here