Wysokie zarobki ministrów i posłów nie stanowiłyby takiego problemu, gdyby lepiej pracowali i zajęli istotnymi dla obywateli sprawami.

Chciwość jest dobra – mówi w filmie „Wall Street” Michael Douglas grający Gordona Gekko, którego postać reżyser Oliver Stone wzorował na jednym z wielkich spekulantów giełdowych. Wiemy, co z tej filozofii wynikło: globalny kryzys sprzed dekady, największy od lat 30. Politycy partii rządzącej wydają się hołdować podobnej zasadzie, zaś skutki mogą okazać się równie opłakane.

Łukasz Perzyna

Filantropia na rozkaz, ale nie powszechna

Obiecanych wpłat na Caritas dokonało dwunastu spośród 21 ministrów byłej premier Beaty Szydło, którzy otrzymali nagrody, przybierające faktycznie postać drugich pensji. Katolicka organizacja charytatywna uzyskała w ten sposób 656,9 tys. zł, co wydaje się jedynym optymistycznym aspektem sprawy – średnio 54,7 tys. od każdego z tych szefów resortów, którzy słowa dotrzymali. Co do pozostałych – prorządowa „Rzeczpospolita” zgłasza domniemanie, że pieniądze wpłacili na Caritasy diecezjalne, nie zostały więc ujęte w dorocznym sprawozdaniu ogólnopolskiej organizacji dobroczynnej [1]. Trudno bowiem uwierzyć, żeby ministrowie sprzeciwili się samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu, który im wpłaty nakazał. Ale odłóżmy żarty na bok. Wcześniej dowód wpłaty 63 tys. zł na Caritas okazał publicznie wicepremier Jarosław Gowin, który przedtem roztrząsał, że kilkanaście tysięcy złotych ministerialnej pensji nie starcza do pierwszego, jeśli ma się rodzinę. Troska ta wzbudziła na pewno zrozumienie socjalnego elektoratu rządzącej formacji.

Pani da samolot, pani Emilewicz

Rząd tymczasem zajmuje się deglomeracją – planem wyprowadzenia urzędów centralnych z Warszawy. Pisowscy planiści jak zwykle świetnie wiedzą, czym żyją zwykli obywatele. My zaś możemy się domyślać, po co marszałek Sejmu Marek Kuchciński tak często latał do Rzeszowa: szukał tam najlepszych lokalizacji dla urzędów centralnych.

Jak za Breżniewa czyli arytmetyka Kuchcińskiego

Kuchcińskiemu kolumny rządowe nie wystarczyły. Osobisty podniebny czarter lepiej niż rozjeżdżanie się po szosach zaspokaja prominenckie wymogi komfortu i nuworyszowskie potrzeby prestiżu.

Czytaj więcej

Przypomina się Lech Wałęsa sprzed trzech dekad, który wtedy opowiadał, że należy zachęcać zagraniczne banki do inwestowania w Polsce, bo mamy u nas mnóstwo budynków bankowych…

Nie od razu Kraków zbudowano. Na razie minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz tworzy Międzyresortowy Zespół ds. Zrównoważonego Rozwoju Miast z udziałem przedstawicieli ministerstw infrastruktury, środowiska, inwestycji i rozwoju oraz jej macierzystego resortu [2]. Jej ministerstwo napisało już nawet raport pod wdzięcznym tytułem „Uwarunkowania delokalizacji centralnych urzędów w Polsce”. Władza doskonale zna problemy, trapiące na co dzień tych, którzy ją wybierają.

Wśród 31 urzędów, które docelowo – jeśli posłużyć się tutaj ulubionym słówkiem biurokratów – mają wynieść się z Warszawy znajduje się m.in. Państwowa Agencja Atomistyki, co rodzi krzywdzące być może przekonanie, że któryś z decydentów uznał, że w jej siedzibie znajduje się elektrownia jądrowa. Wyprowadzi się ze stolicy Biuro Nasiennictwa Leśnego. Ale też opuszczą ją takie instytucje jak Główny Inspektor Farmaceutyczny a nawet Polska Agencja Antydopingowa. Przeprowadzka czeka Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, Centralę Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Urząd Zamówień Publicznych i Główny Urząd Nadzoru Budowlanego, a więc instytucje o realnym znaczeniu i prestiżu [3]. Czekamy, czym nas jeszcze władza zaskoczy.

Koncentracja biurokratów w stolicy pozostaje oczywiście przesadna, ale wiadomo też, co będzie się działo, gdy PiS z wdziękiem słonia w składzie porcelany zabierze się do kolejnej reformy. Już dziś można sobie wyobrazić te kolejki aparatczyków ustawiające się przed gabinetem Kaczyńskiego na Nowogrodzkiej, żeby zabiegać o transfer urzędowych siedzib do własnych regionów. Zapowiada się walka buldogów pod dywanem. Warto też pomyśleć o efektach planowanych przesunięć.

Jeśli plan Emilewicz się powiedzie – petenci będą musieli rozjeżdżać się po Polsce, żeby swoją sprawę załatwić. Przydałby im się bardzo do tego celu samolot marszałka Kuchcińskiego.

Zwykli ludzie pochłonięci realnymi kłopotami, utyskujący na drożyznę w kolejce do kas w Biedronce obsługiwanych przez pracowników z Ukrainy, zapewne doradzą rządzącym przeniesienie kancelarii premiera do Pacanowa.

Z odpowiedzi Jadwigi Emilewicz na pytanie TVN24, gdy była proszona o skomentowanie horrendalnych uposażeń dyrektorek z NBP wynika, że sama pani minister co miesiąc dostaje na konto 8,5 tys. zł. [4] Za to w ub.r. dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji Narodowego Banku Polskiego Martyna Wojciechowska zarabiała miesięcznie 49 563 zł brutto. Miernikiem jakości pracy tej ostatniej pozostaje odpowiedź jakiej udzieliła na list Dariusza Grabowskiego, Marka Toczka, Andrzeja Swata i innych sygnatariuszy z propozycją upamiętnienia bohaterów z 1944 roku na pl. Powstańców Warszawy, Dyrektor Wojciechowska stwierdziła, że nie da się tego zrobić, ponieważ… NBP planuje remont swojego gmachu.

Księżycowe zarobki, galaktyczne ceny numizmatów, a Guernica czeka

100-lecie polskiego złotego, waluty ustanowionej przez odrodzone Państwo Polskie w 1919 roku, zaowocowało awanturą. Otóż Narodowy Bank Polski z tej okazji wydał serię numizmatyczną – złotych i srebrnych monet. Monety od 1 grosza do 5 złotych, o wzorach, jakimi dzisiaj się posługujemy, zostały zaoferowane kolekcjonerom. Ale po jakich cenach! Zestaw złoty – 23 tysiące złotych, […]

Czytaj więcej

Żeby nie ograniczyć się do krytyki, warto przypomnieć inicjatywę, jaką wykazywali się urzędnicy w międzywojennej Polsce, a przynajmniej jeden z nich – zatrudniony wtedy w resorcie rolnictwa Jerzy Giedroyc. A także ich podejście do pieniędzy. Jak wspominał po latach twórca paryskiej „Kultury” [5]:

„(..) Gdy niezbyt dobrze się czułem, pojechałem w marcu na Hel. Tam zamieszkałem u jakiegoś rybaka, u którego spędziłem kilka dni. Zobaczyłem wtedy, w jak ciężkich warunkach żyją ci ludzie i jak są traktowani z największą podejrzliwością przez władze. Ponieważ miałem jakiegoś przyjaciela w Urzędzie Morskim, zająłem się propagandą spożycia ryb morskich i nawet sfinansowałem wydawnictwo pod nazwą Pani Florentyna, które zawierało przepisy kulinarne. Wszystko to było robione prywatnie. Ministerstwo Rolnictwa wykorzystywałem tylko wtedy, gdy zajmowałem się młodzieżą wiejską, tzn. przysposobieniem rolniczym. Oczywiście, miałem bezpłatny bilet kolejowy pierwszej klasy z gabinetu ministra i zawsze byli jacyś przyjaciele, u których można było zamieszkać (..) Tak, że to wszystko nie było bardzo kosztowne”.
Jerzy Giedroyc

Warto porównać, czym zajmował się międzywojenny urzędnik na urlopie, a czym w godzinach pracy pochłonięty jest współczesny biurokrata.

Marszałek stuka, posłowie kasę tłuką

Posłowie nie mają drugich pensji, jak kiedyś ministrowie u Szydło, ale nawet po aptekarskim zmniejszeniu ich uposażeń dostają co miesiąc na rękę 7,6 tys. zł przy założeniu, że nie pełnią funkcji w komisjach. To wciąż ponad dwie krajowe średnie pensje.

Marszałek Marek Kuchciński nawet atakowany za swoje 23 przeloty z rodziną rządowym gulfstreamem z dumą podkreśla, że Sejm w tej kadencji uchwalił 876 ustaw. Problem tkwi jednak w jakości stanowionego prawa. Rada Mediów Narodowych dubluje kompetencje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zaś odebranie tej drugiej i przyznanie tej pierwszej uprawnienia do wyboru władz mediów państwowych Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z ustawą zasadniczą, czym PiS się nie przejął. Członkowie Rady Mediów Narodowych będący zarazem posłami za zasiadanie w niej pobierają dodatkowe wynagrodzenie, chociaż nikt ich do udziału w niej nie zmusza. Trudno to tłumaczyć czymś innym niż pospolitą chciwością.

Sporo ustaw poprawiano wielokrotnie, tak wiele błędów zawierały. Ustawę o Sądzie Najwyższym – dziewięć razy, bo albo zmieniała się wola polityczna PiS albo trzeba było eliminować oczywiste usterki. W innej sprawie jednej z ustaw o pomocy społecznej wciąż nie wiemy, czy spora grupa posłów PiS zagłosowała za korzystną dla niepełnosprawnych poprawką PO świadomie, czy dlatego, że się pomyliła, chociaż część tych zmian cofnął Senat, aczkolwiek nie nastąpił powrót do najostrzejszej wersji przepisów.

Orientacja pisowskiej większości w prawie i procedurach ustępuje tej, która cechowała parlamentarzystów poprzednich kadencji. Trudno, żeby było inaczej, skoro zwykle znów głosuje się tak, jak w protest-songu Jacka Kleyffa i Macieja Zembatego: „Stuk puk laską w podłogę. Sejm wyraża zgodę”. W czasach, gdy powstała ta piosenka, posłowie PZPR laskę marszałkowską nazywali między sobą familiarnie gucwą, na cześć marszałka Sejmu ze Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego Stanisława Gucwy. Choć w odróżnieniu od tamtego obecny Sejm pochodzi z demokratycznych wyborów – zaledwie 35 proc. Polaków uznaje, że posłowie dobrze pracują [6]. Masowa ich ucieczka do europarlamentu i porzucenie sejmowych mandatów wzmaga krytycyzm obywateli.

Ze statystyk wynika, że Sejm obraduje coraz rzadziej. W styczniu 2019 tylko przez dwa dni, w marcu br przez trzy, w maju raptem przez dwa, w czerwcu znowu przez trzy. W całej tej kadencji ma też mniej dni roboczych, niż w poprzednich. Zaś od dawna wielu posłów przychodzi tylko na głosowania.

Książka Stefana Mellera i Jana Baszkiewicza „Rewolucja francuska. Społeczeństwo obywatelskie” opisuje funkcjonowanie Zgromadzenia Narodowego: „(..) obradowano bardzo pracowicie. Co dzień dwa posiedzenia: ranne od godz. 9-ej do 15-ej, wieczorne od godz. 18-ej lub 19-ej do 22-23-ej, niekiedy i dłużej. Później radzono i w niedziele, ale dość krótko, od godz. 11-ej do 15-ej” [7]. Francuski parlament rewolucyjny u schyłku XVIII wieku pracował od świtu do nocy, z przerwą na obiad… I znów wnioski z tego porównania nasuwają się same. Przypomina się kibicowskie skandowanie z jednego z meczów: za co my płacimy…

Jak sądzisz?

Czy politycy zasługują na swoje wynagrodzenie?
  • dodaj swoją odpowiedź

[1] por. Caritas otrzymał wpłaty od 12 ministrów. 21 otrzymało nagrody rp.pl z 5 sierpnia 2019
[2] por. Mikołaj Pietraszewski. Urzędy centralne poza Warszawą?… radiozet.pl z 6 sierpnia 2019
[3] ibidem
[4] Łukasz Grzegorczyk. Minister szczerze o tym, ile zarabia… natemat.pl z 28 lutego 2019
[5] Jerzy Giedroyc. Autobiografia na cztery ręce. Czytelnik, Warszawa 1994, s. 45
[6] badanie CBOS, 6-13 czerwca 2019
[7] Jan Baszkiewicz, Stefan Meller. Rewolucja francuska 1789-1794. Społeczeństwo obywatelskie. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983, s. 9

Czytaj o politykach:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

PRZEZzdjęcie: Sejm RP
Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here