Węgry zawetowały pomoc Unii Europejskiej przewidzianą na kwotę 50 mld euro, z których jedną trzecią miały stanowić środki bezzwrotne. Z kolei w amerykańskim Kongresie Republikanie nadal blokują 61 mld dolarów dla Ukrainy. Uwolnienie tej kwoty uzależniają od ustępstw Demokratów w kwestii uszczelniania granicy z Meksykiem, która bardziej interesuje wielu podatników w USA niż bombardowania odległego Kijowa.

Donald Tusk doskonale utrafił więc z terminem wizyty na Ukrainie, w którym sojusznicze rytuały i humanistyczne zapewnienia zeszły na plan dalszy wobec konkretów. Potrzebują ich tym razem przede wszystkim jego kijowscy gospodarze.

Zalicza się do nich na pewno zapowiedź dostaw polskiego uzbrojenia. Dla nas także istotna, zważywszy na stan przemysłu zbrojeniowego w Polsce od ponad trzech dekad. A także wspólna deklaracja, że rysujące się spory – nieuniknione w trakcie dwóch lat wspierania przez nas ukraińskiej walki o niepodległość – obie strony rozwiązywać będą we wspólnych rozmowach a nie skarżąc się na siebie do organizacji międzynarodowych. Dotyczy to przede wszystkim nielegalnego wwozu do Polski ukraińskiego zboża: miało iść przez nasz kraj tranzytem a rujnowało rodzimy rynek i polskiego rolnika.

Protest przewoźników na granicy, zawieszony tylko ale nie na zawsze odwołany, wywołany był bezradnością poprzedniej pisowskiej władzy niezdolnej chronić polskich przedsiębiorców.  Przy czym kosztem tych ostatnich zarabiali wcale nie przedstawiciele ukraińskiej klasy średniej dążący do powetowania spowodowanych przez wojnę strat, lecz mocarni oligarchowie, często powiązani z Białorusią i Rosją. Bulwersuje to nie tylko przewoźników, blokujących do niedawna przejścia graniczne.

Wybieganiem w przyszłość dość odległą wydaje się powołanie przez Tuska na pełnomocnika do spraw odbudowy Ukrainy Pawła Kowala – jednak warto pamiętać, jak w trakcie udziału Polaków w międzynarodowej operacji w Iraku obiecywano naszym firmom kontrakty na jego odbudowę. Chociaż udział Polski w interwencji nad Eufratem i Tygrysem kosztował nas życie 28 obywateli – nie tylko żołnierzy, bo ginęli również dziennikarze (Waldemar Milewicz z TVP) i pracownicy cywilni zagranicznych firm – to z kontraktów nic nie wyszło. Jak rozumiem, intencją Tuska pozostaje więc stworzenie co najmniej wrażenia, że buduje fakty dokonane. To rodzaj zabukowania rezerwacji na odbudowę naszego wschodniego sąsiada, która z pewnością okaże się największym w Europie przedsięwzięciem gospodarczym i logistycznym od czasu Planu Marshalla, kiedy kontynent dźwigano z riun za amerykańskie pieniądze na czym oczywiście firmy zza Oceanu doskonale zarabiały, przedłużając koniunkturę wojenną.

Teraz jednak Amerykanie nie kwapią się z pomocą dla Ukrainy, podobnie jak Unia Europejska, przy czym zarówno Republikanie jak Viktor Orban stanowią tu raczej rodzaj alibi dla demokratów – waszyngtońskich jak Joe Biden czy brukselskich jak unijna większość. Tym bardziej przydatna może się okazać polska “miękka siła”, bo inną nie dysponujemy. Potentatem militarnym przecież nie jesteśmy.

Niezależnie zaś od ocen, czy Biden korzysta z republikańskiego oporu i szantażu w sprawie południowej granicy z USA jako pretekstu tylko – trzeba pamiętać, że obecna strategia obronna Polski opiera się na jego dwukrotnie w trakcie wizyt u nas powtórzonym potwierdzeniu aktualności artykułu piątego Traktatu Waszyngtońskiego zobowiązującego państwa członkowskie Sojuszu Atlantyckiego do solidarnej obrony w wypadku ataku na którekolwiek z nich.

W USA jednak jesienią odbędą się wybory prezydenckie i można obawiać się, że jeśli wygra je zachowujący nieznaczną przewagę w sondażach Republikanin Donald Trump – powody do zmartwień mieć będą zarówno Ukraińcy jak Polacy. Polski premier wiedział, kiedy się na Ukrainę wybrać.  

Wizytę Tuska w Kijowie można więc ocenić jako udaną, zwłaszcza na tle peregrynacji poprzedniej ekipy, kluczowe pozostaje jednak to, co stanie się już po powrocie stamtąd. Zwłaszcza, że zmiana władzy w Polsce na bardziej obliczalną i przewidywalną a także lepiej notowaną w stolicach zachodniego świata dokonała się w momencie, który sprzyja zbudowaniu sensownej polityki wschodniej opartej na racji stanu i korzyściach, jakie Polska może odnieść – a nie deklamacjach tylko. Sama zmiana sternika nie gwarantuje jednak jeszcze optymalnego kursu statku, co również oczywiste.     

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here