Wraz z Trójką upadł ostatni bastion rozumu, poczucia humoru i dobrego smaku w rządowych środkach przekazu. Zostaną disco polo, tureckie seriale i prezenterka jak z Korei Północnej.

Pacyfikacja Programu Trzeciego Polskiego Radia i odejście stamtąd wszystkich cenionych dziennikarzy po ocenzurowaniu listy przebojów kosztem piosenki Kazika o Kaczyńskim, krytyka przez Trzaskowskiego telewizji rządowej i jej groźby prawne wobec kandydata – od dawna tak wiele nie mówiono o reżimowych mediach. W tym szumie informacyjnym pojawiła się jedna znacząca propozycja Zimocha: żeby pracownicy radia i tv sami wybierali zarządy i dyrektorów anten. 

Trójka, kiedyś kultowa, taka jaką znaliśmy, już nie istnieje. Co zachowała nawet PZPR, zepsuł PiS. Jeszcze przed aferą z anulowaniem wygranej Kazika pożegnał się z rozgłośnią Wojciech Mann. Po ocenzurowaniu Listy Przebojów Programu Trzeciego dołączyli wszyscy znani: prowadzący ją Marek Niedźwiecki, Hirek Wrona, Agnieszka Szydłowska i Piotr Metz. Ten ostatni publicznie okazał smsa otrzymanego o trzeciej w nocy od propisowskiego dyrektora Tomasza Kowalczewskiego w sprawie piosenki Kazika Staszewskiego „Twój ból jest lepszy niż mój”: Piotrek, dopilnuj aby piosenka o której rozmawialiśmy nie była na Antenie. O tej porze komunikuje się tylko Kukiz, ale on rano przeprasza. Dyrektor Trójki nie. Cenieni muzycy – jak Kasia Nosowska i Dawid Podsiadło – publicznie ogłaszają, że z taką Trójką nie chcą mieć nic wspólnego.

Za sprawą cenzurowania przez media prawem kaduka nazwane narodowymi piosenki Kazika o wizycie polityka na cmentarzu zamkniętym w tym czasie dla wszystkich innych – staliśmy się pośmiewiskiem Europy. Władze radia skrytykował na łamach opiniotwórczej „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wielki przyjaciel Polski i ceniony biograf Marcela Reicha-Ranickiego Gerhard Gnauck. Napiętnowały pisowską cenzurę również „The Times”, agencja Bloomberg, „Tagesspiegel”  a nawet prasa czeska. Dla nich wszystkich to smakowita historia o zupełnym braku poczuciu humoru władzy… na własnym punkcie.

Towarzysz bardziej liberalny niż kiepski prawnik Kaczyński

Lista Przebojów Programu Trzeciego najlepszy swój czas przeżywała wówczas, gdy Polska najtrudniejszy – w stanie wojennym i późniejszym marazmie najdłuższej z polskich dekad: lat osiemdziesiątych. Włączali ją na prywatkach zarówno licealiści jak ich rodzice. Stała się programem kultowym, nie było równego jej przejawu ponadpokoleniowego sukcesu. Niedźwiecki z wyboru radiosłuchaczy grał dla nich „Kryzysową narzeczoną”, „Dmuchawce, latawce, wiatr”, „Kocham cię, kochanie moje” ale też zapomniane już songi ze sporym ładunkiem protestu jak „Dorosłe dzieci mają żal o kiepski przepis na ten świat” nie dorastającego może do Perfektu czy Manaamu ale pełnego ekspresji zespołu Turbo.

Dlaczego towarzysze na to zezwalali? Odpowiedzialny za propagandę sekretarz Jan Główczyk, identyfikowany z łagodniejszą frakcją Mieczysława F. Rakowskiego – a ówczesny paradoks polegał na tym, że stan wojenny wprowadzali właśnie partyjni liberałowie – przekonał kolegów z biura politycznego KC PZPR, że lepiej, żeby młodzież bawiła się na prywatkach i szalała w dyskotekach niż walczyła na ulicach z milicją w dniach kolejnych patriotycznych rocznic.

Podobnego instynktu samozachowawczego zabrakło obecnej władzy.

Wybitny radiowiec, komentator sportowy Tomasz Zimoch, jesienią wybrany do Sejmu z listy Koalicji Obywatelskiej, zgłosił propozycję, żeby zarządy radia i telewizji oraz dyrektorów anten wybierali sobie sami pracownicy. Przypomina to koncepcje głoszone w trakcie pierwszej Solidarności, gdy prospołeczni ekonomiści propagowali wybór dyrektorów fabryk przez ich załogi. Odrodzona Solidarność już o tym zapomniała, a w czasach gdy głównymi doradcami jej przewodniczącego Lecha Wałęsy zostali mniej aktywni w podziemnym okresie bracia Kaczyńscy upowszechnił się pogląd, że fabryka warta jest tyle, ile ktoś jest skłonny za nią zapłacić. Zapoczątkowało to wyprzedaż sreber rodowych za symboliczną złotówkę, zwłaszcza, że cytowana formuła korespondowała z inną: że pierwszy milion trzeba ukraść. W ten sposób pozbyliśmy się rodzimej elektroniki, motoryzacji i branży włókienniczej.

Dlaczego władza miałaby dziś na pomysł Zimocha przystać? Żeby uniknąć dalszego ośmieszania się – argumentuje sam autor.    

– W sprawie niby nie politycznej, bo przecież dotyczącej piosenek, listy przebojów, politycy narazili się na śmieszność. Swoją nadgorliwością, którą w tej sprawie objawili. Służalczością i kultem jednostki swoistym, który wyszedł na jaw. Niech zważą, czy im się to opłaca – podkreśla Tomasz Zimoch. [1] Podobnie zimnej krwi i rozeznania sytuacji wydaje się jednak brakować kandydatowi jego formacji na prezydenta.  

Trzaskowski do rady mediów narodowych?

Rafał Trzaskowski nie podąża drogą Krzysztofa Bosaka potulnie ustawiającego dziennikarzy na briefingach tak jak sufluje mu operator reżimowej telewizji Tomasz Łubik, znany z prowokowania na terenie Sejmu niezależnych dziennikarzy.

Kandydat PO zrobił konferencję pod siedzibą TVP na Woronicza, gdzie zapowiedział odrodzenie mediów publicznych wedle wzorca brytyjskiej BBC. Tyle, że polska ustawa o radiofonii i telewizji, uchwalona na początku lat 90 wzorowana była na najlepszej w świecie francuskiej, podobnie jak cały nasz system mediów publicznych, co nie zapobiegło zawłaszczeniu go przez PiS po ponownym objęciu władzy w 2015.

Jeszcze wcześniej Trzaskowski radził jak zwykle agresywnym i jednostronnym żurnalistom TVP aby szybko zadawali mu pytania, bo wkrótce nie będą mieli okazji tego robić. Zapowiedział pozbycie się w obecnej formie TVP Info i Wiadomości. Tylko jak to zrobi – przy pisowskiej większości w Sejmie – nawet jeśli wygra wybory prezydenckie?

Trudno natomiast nie zgodzić się z poglądem Trzaskowskiego, że pożerane przez TVP pieniądze powinny zostać przeznaczone na służbę zdrowia. W czasie pandemii to oczywiste. Podobnie jak nieskuteczność tego wezwania.

I tu znowu zabawna okazała się reakcja obozu władzy. Protest przeciwko – jak to ujęła – zastraszaniu „dziennikarzy” (cudzysłów mój) TVP przez Trzaskowskiego podpisała dyrektorka Centrum Monitoringu i Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (uff, przepraszam Państwa Internautów, ale to gremium naprawdę tak długo się nazywa) doktor Jolanta Hajdasz. Skoro wcześniej sporo było mowy o piosenkach, to teraz przypomina się protest song Jana Kelusa o jeżach i komunistach: wariackie papiery i dyplom doktora, który nie pomoże, jeśli będziesz chora. Zaś Jolę Hajdasz pamiętam z czasów Wiadomości TVP, kiedy to bardzo nadskakiwała Grzegorzowi Miecugowowi i była przez niego promowana, a głosiła wówczas poglądy zasadniczo różniące się od obecnych.        

Jeśli ktoś chciałby się przejąć oświadczeniem komórki SDP, polecam mu artykuły Wojciecha Czuchnowskiego na temat tej organizacji jak również przypominam oświadczenie, jakie wydała po ujawnieniu przez dziennikarzy korupcji politycznej za pierwszych rządów PiS: TVN nagrała wtedy skrycie i wyemitowała niemoralne propozycje stanowisk i apanaży jakie zastępca Kaczyńskiego w partii Adam Lipiński składał posłance Renacie Beger w zamian za dołączenie wraz ze zwolennikami do obozu władzy. Kanapowe stowarzyszenie dziennikarzy pisowskich jak powszechnie rozwiązuje się od lat jego skrót potępiło wtedy nie autora korupcyjnej propozycji, tylko w oświadczeniu wydanym z inspiracji niejakiego Kłosińskiego –  dziennikarzy, którzy aferę ujawnili. Z podobnie donosicielskim lizusowstwem w środowisku nie zetknęliśmy się nawet w stanie wojennym, choć nadgorliwych wtedy nie brakowało.

Trzaskowski kieruje się interesem partyjnym a nie odczuciami telewidzów. Właśnie lizusostwo na antenie – przykładem wywiady Danuty Holeckiej z Andrzejem Dudą – razi telewidzów najbardziej. A Trzaskowski z typowej perspektywy polityka skarży się na szczujnię i hejt. Najsmutniejszym przejawem degradacji telewizji w Polsce okazuje się obniżenie jej poziomu profesjonalnego.

Nieudacznicy wszystkich redakcji, łączcie się…

Pisowską załogę w TVP tworzą bowiem wcale nie ideowi zwolennicy dobrej zmiany, tylko weterani tej instytucji wysługujący się czasem nadgorliwie poprzednim ekipom. Z  beneficjentów rządów PiS śmiano się w środowisku nie z powodu poglądów, lecz zawodowej bezradności. Do legendy przeszły sepleniące niemiłosiernie stand-uppery Marzeny Paczuskiej: – Mazena Pacuska, Wiadomości.  Na placu Powstanców długo opowiadano anegdoty o materiale Danuty Holeckiej dotyczącym ustawy hazardowej, który autorka nagrała głosem tak afektowanym jak u małej dziewczynki, że kwalifikująca materiały redaktorka wydania uznała publicznie, że skoro sama nie może tego słuchać, to widzowie… pewnie też. Ewa Świecińska, która za dobrej zmiany nakręciła dla TVP dokument o okupacji sali obrad Sejmu przez opozycję wdzięcznie zatytułowany „Pucz” zasłynęła przedtem odzywką na pytanie wydawcy, czy zamówiła ekipę zdjęciową na potrzeby materiału o inauguracji roku szkolnego 1 września.

– A po co? Weźmiemy obrazki sprzed roku z archiwum.

Jacek Łęski zanim oddał się propagowaniu dobrej zmiany na antenie pracował jako rzecznik ukraińskiego konsorcjum biznesowego z Donbasu. To dokładnie ten kapitał, przed którym zawsze najostrzej przestrzegają Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz. Gwiazdeczka TVP Magda Ogórek była kandydatką Leszka Millera na prezydenta RP. Nie lepszą niż Łęski rzecznikiem Donbasu.          

Niech ktoś wreszcie powie: dziennikarze nie są najważniejsi

Istotą problemu wydaje się fakt jakby Trzaskowskiemu nieznany, że żaden dziennikarz telewizyjny sam nie zrobi materiału. Za to dobry operator czy montażysta bez żurnalisty sobie poradzą.

Potęgę i prestiż Telewizji Polskiej tworzyli przez lata operatorzy obrazu i dźwięku, kierownicy produkcji, realizatorzy. Zachodnie stacje na wydarzenia tutaj wysyłają czasem samego dziennikarza, żeby ekipę zdjęciową na miejscu sobie wynajął, bo polscy artyści sztuki telewizyjnej mają dobrą markę w świecie.

A wymagania zachodnich stacji trudno porównać ze standardami pisowskich redaktorów z TVP.

Kręcąca materiał na rocznicę wyzwolenia obozu oświęcimskiego ekipa telewizji francuskiej trzy razy rozstawiała się o świcie, żeby nagrać jedno ujęcie. Chodziło o obozowe kolczaste druty na tle wschodzącego słońca. Pierwszy dzień był pochmurny. Drugiego słońce wstało pogodne jak jako sadzone. Efekt udało się osiągnąć ze trzecim razem, słońce było jak trzeba krwistej barwy.

Uwolnić kulturę

Tytułowe hasło może brzmieć patetycznie, ale chodzi właśnie o to żeby wielkich słów uniknąć, tam gdzie tylko wzmagają histerię. Zaś literatów oceniać wedle jakości tego, co napisali, reżyserów – co sfilmowali. Wybitni twórcy zostaną zapamiętani, gdy nikt już nie będzie wiedział, kto wtedy był w Polsce prezydentem, tak jak nas nie interesuje, kto władał Włochami za Boccaccia ani Algierią w czasach Camusa.

Read more

Projektu odrodzenia telewizji publicznej w Polsce nie da się zbudować bez ludzi, którzy zapracowali na jej markę i pozycję, teraz niszczoną nawet nie przez polityków PiS, tylko przez nadskakujących im redaktorów, którzy w dawnych czasach wcale nie wyróżniali się prawicowymi poglądami – Holecka prowadziła Wiadomości za rządów SLD, dyrektorka TVP Polonia Magda Tadeusiak zaliczana była do ulubionych dziennikarek przez obsługę medialną Aleksandra Kwaśniewskiego, Michał Adamczyk świetnie sobie radził za czasów PO.  

Jeśli TVP ma zostać uratowana, a bezsprzecznie na to zasługuje, każdy kto ten wysiłek podejmie musi działać w sojuszu z tymi, którzy znają ją najlepiej.                  

[1] Doszliśmy do ściany. Z Tomaszem Zimochem rozmawia Łukasz Perzyna wio.waw.pl z 17 maja 2020

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.7 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here