Recepta Kurskiego czyli telewizja dla jednego widza

0
170

TVP w czasach PiS nie przekonuje, co najwyżej utwardza w wierze twardogłowy aparat partyjny. Widzów ma mniej niż PiS wyborców. Ale liczy się tylko jeden: Jarosław Kaczyński.

Na toksyczne praktyki trzeba znaleźć godziwe antidotum. Pozostaje nim powrót telewizji publicznej w miejsce państwowej. Takiej, która respektuje prawo obywateli do przyzwoitej informacji i rozrywki na poziomie. TVP jest wartością, nie zastąpią jej – jak chce PO – stacje prywatne, bo nie nakręcą ambitnych filmów ani teatru telewizji.  

Marność intelektualna propagandowego przekazu wynika z jałowości kadrowej. TVP zarządza grono posłuszne wobec PiS ale pozbawione zawodowych osiągnięć. Największym sukcesem w karierze dziennikarza relewizyjnego Jacka Kurskiego pozostaje efemeryczny program „Refleks”, zaś kreowanego na kultowy filmu „Nocna zmiana” oglądać się nie da, bo posługuje się dramaturgią w stylu radzieckiej kinematografii z czasów breżniewowskich. Przy lekturze napisanej wespół z Piotrem Semką książki „Lewy czerwcowy” można po pierwsze zasnąć – bo strasznie jest nudna – a po drugie mieć złe sny, bo autorzy wydobywają z rozmówców uch najgorsze cechy, odwracając poniekąd zasadę, że dziennikarz jest mądry… mądrością innych. Nie wszyscy już pamiętają, że promocja „Lewego czerwcowego” w Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego miała w styczniu 1993 r. stać się zapłonem demonstracji ulicznych, inaugurujących antywałęsowską insurekcję. Półtora roku wcześniej doktor praw Jarosław Kaczyński przegrał rywalizację o miano głównego kapciowego u prezydenta Lecha Wałęsy z jego dawnym kierowcą Mieczysławem Wachowskim i od tego momentu wszystkie życiowe projekty podporządkował zemście za wystawienie go za drzwi prezydenckiej kancelarii. Plan rewolucji zapoczątkowanej wieczorem autorskim dwóch grubasów w akademickiej auli uczelni, której żaden z nich nawet nie kończył, nie powiódł się nie z powodu swojego mimowolnie komediowego charakteru, tylko ze względów bardziej prozaicznych. Zamiast zapowiedzianych tłumów w Aud-Maksie pojawiło się trochę bezrobotnych urzędników i sfrustrowanych wiecznych studentów. Gromadka nie za mała, żeby ją na Belweder poprowadzić, ale niewystarczająca na to, żeby ktokolwiek z warszawiaków odnotował, że coś się dzieje – nie mówiąc o ludziach przed telewizorami.

Póżniej Semka przez lata tułał się po redakcjach („Puls Dnia”, „Życie” a także springerowski „Newsweek” oraz lumpenliberalne i postkomunistyczne „Wprost”) zaś Kurski po partiach (Ruch Odbudowy Polski, Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, kampania Ligi Polskich Rodzin, Prawo i Sprawiedliwość) z podobnym skutkiem. Nigdzie na dłużej żadnego z nich nie chciano. Z PiS Kurskiego wyrzucił za nielojalność sam Kaczyński nie bacząc na dawne zasługi dla zwycięstwa brata-bliźniaka w wyborach prezydenckich, bo to późniejszy prezes TVP uruchomił syndrom dziadka z wermachtu, który rozkręcony pogrzebał szanse Donalda Tuska.

Zresztą również z prezesury TVP Kurski odwoływany był za rządów PiS dwukrotnie, ale za każdym razem wracał – na dawny fotel po reasumpcji głosowania operetkowej Rady Mediów Narodowych lub przynajmniej do zarządu po spektakularnym okpieniu przez Kaczyńskiego prezydenta Andrzeja Dudy, który zażądał głowy Kurskiego w zamian za podpis pod ustawą dającą usłużnym TVP i Polskiemu Radiu dwa miliardy złotych faktycznie na kampanię wyborczą. Duda Kurskiego nie znosi, bo przypisuje mu inspirowanie ataków na prezydencką rodzinę. Ale nawet wciąż popularny prezydent nie był w stanie wyeliminować trwale dziennikarskiego i politycznego nieudacznika. To paradoks. Ale o losach TVP decyduje tylko jeden jej widz: sam Kaczyński. Dlatego nie ma znaczenia ani zdanie pozostałych ani nawet ilu ich jest. Poprzednich szefów TVP, nawet Roberta Kwiatkowskiego za rządów SLD rozliczano z oglądalności. Dziś ta ostatnia nikogo nie obchodzi. Ważne, by w programie nie znalazły się herezje, zdolne prezesa zdenerwować. Dlatego na wszelki wypadek nie dano szans kariery w TVP dziennikarzom ideowym i profesjonalnym, chociaż przekonaniami bliskim PiS jak znakomity Witold Gadowski. Taniej i lepiej wychodzi odwołać się do tych, którzy jeszcze niedawno służyli SLD a wcześniej PZPR.

Niemal nie wychodzi z TVP jako jej dyżurny komentator dawny sekretarz KC PZPR Marek Król. Gdy jego partia się rozwiązała, swoją polityczną rolę zmuszony był ograniczyć do funkcji redaktora naczelnego „Wprost”, znanego z nadskakiwania rządzącym, kimkolwiek by nie byli. Kiedy lumpenliberalny tygodnik dawnych towarzyszy przyznał tytuł czlowieka roku Leszkowi Millerowi – ten na uroczystość odbioru wyróżnienia przyniósł kserokopie ataków na własną osobę ze strony tegoż pisma, kiedy był pod wozem…

Flagowa prezenterka i szefowa Wiadomości Danuta Holecka prowadziła główne wydanie tego samego programu z rządów SLD, kiedy telewizją kierował Robert Kwiatkowski. Decydenci w odróżnieniu od widzów woleli ją wówczas od Jolanty Pieńkowskiej, w pewnym momencie przejęła od niej prowadzenie wydania niedzielnego. Porównywana bywa często z prezenterką telewizji północnokoreańskiej. W dawnych czasach jakość materiałów reporterskich Holeckiej – bo prezenterki też próbowały je robić – stawała się przedmiotem licznych środowisk anegdot: do legendy przeszedł zwłaszcza jej temat o ustawie hazardowej ze ścieżką dżwiękową nagraną głosem jak u małej dziewczynki. Cierpliwości do materiałów Holeckiej nie miał nawet producent Mateusz Dzieduszycki, późniejszy rzecznik archidiecezji praskiej.   

Kurski sam nie jest orłem, więc do rangi niemal statutowej podniósł zasadę, że nie święci garnki lepią.                    

Nie szuka też ludzi ideowych. Beneficjentki pisowskiej TVP – tak Holecka jak Marzena Paczuska – znakomicie przetrwały czas rządów SLD w tej stacji. Nie miała powodu się na nie uskarżać również Magdalena Tadeusiak, za Kurskiego szefowa Polonii dla zagranicy. Z Paczuskiej, gdy przyszła z „Życia Warszawy” póki robiła materiały pokpiwano w Wiadomościach, że tworzy w nich jednoosobową sekcję prasową, bo nie czując reguł sztuki telewizyjnej miejsca między wypowiedziami rozmówców wypelniała… reprodukcjami stron gazet, bo jej materiały premierowe nie były. Wyśmiewano jej sepleniące stand-upy, z których pomimo to nie rezygnowała.

Gdy prezesem TVP był Kwiatkowski a nadzór SLD nad tą instytucją pozostawał oczywisty, opublikowałem artykuł o stosunkach panujących w informacji na Placu Powstańców. Chyba jeszcze zanim trafił do kiosków, rano obudził mnie telefon. Dzwoniła Danuta Holecka. Próbowała wyciągnąć ze mnie informacje, kto mnie z kolei informacji udziela. Przestraszyłem ją skutecznie stwierdzeniem, że na pewno ten, kto jej kazał do mnie zadzwonić, zanim zakończyłem rozmowę odesłaniem natrętnej na drzewo. Jednym słowem taki mały kontrwywiad Kwiatkowskiego. w wykonaniu prezenterki, która dziś nawet do własnego bólu zęba Pana Boga miesza – pamiętacie Państwo zapewne słynny wywiad o stomatologii i modlitwie.     

Gdy pracowałem w „Życiu” poprosił mnie do stołówki ówczesny redakcyjny kolega Jacek Łęski, że przyszły dziewczyny z Wiadomości i mają wiele do powiedzenia. Zastałem w tym bufecie Marzenę Paczuską i Ewę Świecińską.

– To co, może razem tekst napiszecie? – zaproponował Łęski.

– Jeszcze czego. Jak im się nie podobają ich szefowie, niech złożą wymówienia, jak ja to zrobiłem – osadziłem redakcyjnego kolegę.

Rzeczywiście wcześniej odszedłem z Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, rządzonej wtedy przez byłego propagandystę moczarowskiej „Walki Młodych” Jacka Snopkiewicza oraz Karola Sawickiego, którego największym sukcesem życiowym pozostawało wspólne zdjęcie z Edwardem Gierkiem – odnaleźliśmy je zresztą i reprodukowaliśmy w „Życiu”. Z TVP się wtedy pożegnałem, bo decydenci blokowali materiały o partiach innych niż SLD oraz niekorzystne dla rządzących wyniki sondaży. Na Placu Powstańców gdzie siedzibę ma informacja telewizyjna pozostało wówczas jednak sporo osób, które po dziś dzień darzę szacunkiem, jak Jan Szul czy Piotr Sławiński. Wiadomości nie były wtedy – jak teraz – wcieleniem zła, po prostu zostały zdominowane przez SLD, ale pewnego minimum reguł zawodowych jeszcze przestrzegano. Z paroma wyjątkami, bo gdy redaktorką wydania była ubiegająca się o posadę korespondentki w USA Dorota Warakomska, dała na antenę parominutowe wystąpienie Włodzimierza Cimoszewicza w sprawie sporu z PSL o dopłaty do paliwa rolniczego. Dziennikarz Marek Kupis, który wypowiedź premiera nagrał i przywiózł sam uznawał, że się ona do niczego nie nadaje, ale usłyszał tylko: – Nie martw się.           

Brzydzę sie donosicielami. Dlatego wtedy w redakcyjnym bufecie w trakcie zorganizowanego przez Łęskiego spotkania kazałem obu delatorkom, by szybko mówiły co mają do powiedzenia. Nadawały na szefów ile wlezie. Z dziennikarskiego punktu widzenia było to całkiem bezwartościowe: korytarzowe ploty od dawna mi znane. Dopiłem kawę i szybko się pożegnałem z gotowymi dalej kablować redaktorkami.

Za rządów PiS Paczuska została szefową Wiadomości a potem członkiem zarządu TVP, zresztą już odwołanym. Świecińska zaś nakręciła film o proteście opozycji w Sejmie pod znamiennym tytułem „Pucz”. Drwiono, że skorzystała z gotowych materiałów a sama nawet w parlamencie nie była.  Jakie kadry, taka telewizja.     

Oparcie się na donosicielach to najsmutniejszy zapewne element obecnej TVP. Stawia się tam w ogóle na ludzkie słabości, haki i przywary.  

Pouczający okazuje się przykład wymienianego już tu Jacka Łęskiego, który – jak się okazało – od dawna pracował na obecną karierę. Kiedyś podawał się za antykomunistę, teraz nie przeszkadza mu występowanie w duecie z Magdaleną Ogórek, przed pięciu laty kandydatką samego Millera na prezydenta.

Łęski przed laty w „Życiu” był współautorem tekstów zarzucających Aleksandrowi Kwaśniewskiemu niedopuszczalne kontakty z Władimirem Ałganowem. Ani jeden z zarzutów wobec prezydenta nie został potwierdzony przed sądem, oparte były zresztą na humorystycznych przesłankach (zeznania kelnerów czy recepcjonistów). 

Bulwersującym rozdziałem biogramu Łęskiego pozostają związki z konsorcjum z Donbasu, któremu rzecznikował. Bo ten kapitał jako powiązany z rosyjskimi i innymi służbami specjalnymi pozostaje przecież negatywnym bohaterem pisowskiej propagandy. Niezależnie od jej miazmatów konsorcjum z Donbasu przyczyniło się do likwidacji wielu miejsc pracy w Polsce. Robotnicy z wykupionych fabryk nie zarobili na nim równie dobrze jak Jacek Łęski.    

Dla Kurskiego jednak ważniejsza niż zawodowe kompromitacje Łęskiego czy jego niebezpieczne związki z Donbasem – pozostaje pamięć o tym, jak ten drugi, gdy był zastępcą kierownika działu krajowego w „Życiu” dzwonił do niego i usłużnie czytał mu przed publikacją artykuły go dotyczące. Działo się w czasie, gdy Kurski rozbijał Janowi Olszewskiemu Ruch Odbudowy Polski. Wiele krwi mu napsuł, ale nie zmienia to oczywistego faktu, że Mecenas ma zapewnione miejsce w historii, a Kurski co najwyżej w przypisach do niej.

Gdy patrzy się na obecną TVP, do głowy przychodzą pamiętne słowa Stanisława Barańczaka z poematu o stanie wojennym „Przywracanie porządku”: „To niemożliwe, aby małość miała tak wielką skalę”.

Pozostaje problem, co zrobić z TVP po rządach PiS, które nie będą trwały wiecznie.

Pokusa jej zaorania, której wydaje się ulegać Platforma, przypomina pomysł likwidacji szpitali, które stały się ogniskami koronawirusa.

Francja i Włochy mają swoje telewizje publiczne, Niemcy nawet dwie (ARD i ZDF), dla wielu wzorem pozostaje brytyjska BBC – z aprobatą mówił o niej w tej kampanii Rafał Trzaskowski. Polska nie powinna być gorsza.

Zwłaszcza, że demoralizacja w TVP objęła wyłącznie biurokratów i żurnalistów. Pozostali – operatorzy obrazu i dźwięku, montażyści i oświetleniowcy, kierownicy produkcji i realizatorzy – z pojedynczymi tylko wyjątkami (jak prowokujący dziennikarzy w Sejmie nie wiadomo po co Tomasz Łubik) rzetelnie i profesjonalnie wykonują swoją pracę. Przyszła reforma TVP musi dokonać się w porozumieniu z nimi, jeśli ma się udać.

Skoro PiS z telewizji publicznej, ustanowionej w Polsce na ćwierć wieku w oparciu o wzorce najlepszej na świecie francuskiej ustawy medialnej, na powrót uczynił stację i propagandę państwową – niezbędne jest odwrócenie tego procesu. Lepszą gwarancją trwałego uwolnienia publicznej stacji od władzy polityków niż jakiekolwiek zapisy prawne wydaje się powierzenie zarządzania nią autorytetom społecznym i artystycznym. Wiele razy wymieniano Krzysztofa Zanussiego jako najlepszego prezesa TVP, ale nigdy nim nie został. Szukanie wśród postaci tego formatu oznacza jednak, że PiS w wypadku powrotu do władzy lub innym politykom trudniej byłoby telewizję przejmować, bo miałoby to symboliczny wymiar. Dezaprobata opinii publicznej dla zastąpienia słynnego reżysera kolejnym aparatczykiem trwale obciążyłaby notowania rządzących.

Praktyka ładu medialnego w Polsce ostatnich 30 lat pokazuje, że iluzją pozostaje nadzieja zastąpienia kulturowej roli TVP przez stacje prywatne.      TVN jest w stanie nakręcić Hyłkę i „Diagnozę” a Polsat pokazać gale sportów walki, ale poza tym jest jeszcze Szekspir i rodzima klasyka, bezstronna informacja i ambitny serial, przydałby się współczesny odpowiednik KabaretuStarszych Panów czy Kobry, skoro oryginały były możliwe w równie trudnych czasach. Chodzi o całe bogactwo świata, którego nie wyczerpują benefisy Zenka Martyniuka i tureckie seriale w TVP ani komercyjna kontroferta stacji prywatnych. Nie jest też winą TVP, że opozycyjni politycy nie potrafili jej obronić przed zakusami swoich mniej demokratycznych konkurentów

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here