Wolta Gowina i cena spokoju Kaczyńskiego

0
28

Deklaracja Jarosława Gowina, że stabilna większość do rządzenia tworzyć się może wyłącznie w kręgu Zjednoczonej Prawicy przesuwa w sferę political fiction możliwość sformowania rządu bez PiS. 

Tym samym Jarosław Kaczyński pozbył się prześladującego go od dawna koszmaru, że zmiana władzy dokona się bez wyborów, drogą odwrócenia sojuszy w obecnym Sejmie: sam wie doskonale, jak to sie robi, bo w kontraktowej kadencji w 1989 r. sam negocjował podobny wariant w imieniu Lecha Wałęsy, a posłańcem okazał się skutecznym, bo dotychczasowi satelici PZPR ze Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego zawiązali koalicję rządową z Obywatelskim Klubem Parlamentarnym, polityczną emanacją Solidarności. Wtedy towarzyszyły temu wzniosłe hasła, powołanego na premiera Tadeusza Mazowieckiego nazywano pierwszym po wojnie niekomunistycznym szefem rządu, chociaż jego zastępcą i szefem MSW pozostawał współautor stanu wojennego Czesław Kiszczak a główny twórca wariantu generalskiego z 13 grudnia 1981 r. Wojciech Jaruzelski zasiadł w prezydenckim fotelu dzięki głosom niektórych wybranych 4 czerwca parlamentarzystów Solidarności jak Marek Jurek czy Andrzej Wielowieyski.

Teraz polska polityka przybrała otwarcie transakcyjny charakter, można się więc domyślić, jaką cenę zapłacił Kaczyński za likwidację prześladującej go zmory “rządu technicznego”. Wolta Gowina mogła jednak wziąć się też stąd, że w roli premiera tegoż… wcale go nie widziano. Partie demokratyczne, które miały rząd współtworzyć oferowały bowiem Gowinowi stanowisko marszałka Sejmu… i nie więcej.

Deklaracja Gowina niweczy wszystkie plany zmian u steru władzy bez wyborów przed terminem ale też bez “kryterium ulicznego”. Arytmetyka sejmowa przesądza, że bez prezesa Porozumienia “nieoczekiwanej zmiany miejsc” przeprowadzić się nie da. 
Skoro Gowin mówi, że w grę wchodzi albo stabilna większość wokół Zjednoczonej Prawicy albo wybory już teraz, oznacza to, że obstawia ten pierwszy wariant i zamierza go współtworzyć, bo mierzone osobno w sondażach Porozumienie, któremu prezesuje, osiągało 2  proc poparcia podczas gdy próg wyborczy pozwalający znaleźć się w Sejmie od 28 lat wynosi 5 proc głosów. Zresztą podobną popularność jak partia Gowina notowała w badaniach inna kanapa – Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości pozującego na radykała i zapowiadającego sprzeciw wobec ratyfikacji pakietu pomocowego Unii Europejskiej na czas wychodzenia z pandemii, porównywanego z Planem Marshalla, w oparciu o który podnoszono z ruin Europę po II wojnie światowej.
Do tej pory Jarosław Gowin licytował całkiem skutecznie.

Gdy odszedł z rządu sprzeciwiając się kopertowym wyborom w maju ub. r. wydawał się opuszczony przez wszystkich z własną partią włącznie. Postawił jednak na swoim. Poczta Polska wyborów prezydenckich przeprowadzić nie zdołała, odbyły się w cywilizowanym letnim terminie i formie mieszanej tradycyjno-korespondencyjnej. Jarosław Gowin nie tylko po upływie niespełna półrocza wrócił na posadę wicepemiera, ale objął lepszy niż przedtem resort, bo zamiast wirtualnego szkolnictwa wyższego prestiżowe i dające realną władzę ministerstwo rozwoju i pracy.

Pozbył się szybko swojej następczyni w rządzie Jadwigi Emilewicz, która – chociaż była wicepremierem – po ujawnieniu afery z zakwalifikowaniem rodzinnego wyjazdu na narty jako obozu wyczynowych sportowców, ośmieszona, nie ma już przed sobą żadnej przyszłości politycznej. Za to Gowin – wręcz przeciwnie. Nie wiemy, co wynegocjował z Kaczyńskim, ale sprawia wrażenie zadowolonego.

W środę rano w gmachu Sejmu Jarosław Gowin wystąpił na tle telebimu, na którym wyświetlono iskrzący się optymistycznymi niebieskimi barwami logotyp: “Polska od Nowa”. Zapewne nie wymyślili mu tego marketingowcy, ale sam prezes Porozumienia, były szef elitarnego krakowskiego Znaku i z wykształcenia filozof. Hasło nawiązuje do wywodu słoweńskiego myśliciela Slavoja Żiżka z książki “Pandemia!”, że COVID-19 unieważnił dotychczasowe fundamenty życia i czeka nas albo odbudowanie normalności albo nowe barbarzyństwo. Gowin zamierza trafiać do młodzieży wiążącej karierę z pisowską ekipą ale brzydzącej się poziomem, na jakim nadają swoje przaśne przekazy Tarczyński, Lichocka czy Macierewicz. 

Cenę jednak już płaci, co widać. Już tej środy zastrzegał, że dla większości Zjednoczonej Prawicy i jej rządów wybory przed czasem pozostają “jedyną alternatywą”. Filozof, nawet w zawodzie od dawna nie praktykujacy, wie, że tak się nie mówi, to błąd zarówno stylistyczny, jak logiczny. I trybut złożony polityce. Przypomina się piosenka Jacka Kaczmarskiego o intelektualiście stanu wojennego: “obeznanemu w snach filozofów trudno jest mówić gwarą kaprali”. 

Być może jednak Gowin zdecydował się pójść z kapralami, bo godniejsze szarże nie miały dla niego sensownych propozycji.

Nie da się też wykluczyć… wariantu fabularnego. Z Kaczyńskim w ogóle o konkretach nie rozmawiał albo się z nim nie dogadał. Jednak ogłaszając zamiar budowy zjednoczonej prawicy jako jedyną – powiedzmy już poprawnie – sensowną możliwość i to w trybie oznajmującym, stwarza fakty dokonane. Kaczyńskiemu przyjdzie z czasem to potwierdzić i jakieś oczekiwania “koalicjanta wewnętrznego” spełnić bo przecież optymistycznego dla siebie przekazu publicznie nie zdementuje.

Jeśli mamy do czynienia z tym wariantem, to długo nie doceniany Jarosław Gowin okazuje się nie tylko pierwszym Sfinksem polskiej polityki ale i najsprawniejszym w niej graczem, a partnerom pozostaje dostosować się do jego blefu. Jego narracja ma przecież tę zaletę, że jest ładniejsza od ponurej, wśród trzeciej fali pandemii, poczucia zmęczenia i zagrożenia, rzeczywistości wokół…   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here