Wstydu nie mają

0
157

“Wstydu nie macie” – wykrzykiwała posłanka PiS i skandalistka Joanna Lichocka w stronę ław opozycji jeszcze zanim w pamiętnym obelżywym geście wystawiła palec do kamer, co opinia publiczna odebrała jako naigrywanie się z chorych na raka, bo przeznaczone dla nich w myśl odrzuconej wtedy poprawki budżetowej opozycji pieniądze trafiły ostatecznie do TVP.

Teraz Lichocka, wciąż posłanka, choć z marnym wynikiem (nawet wyborcom PiS wulgarny gest palcem nie pozostaje obojętny), ale też członkini Rady Mediów Narodowych, zagłosowała w tym ostatnim gremium za stanowiskiem, wspierającym obecne władze państwowej telewizji i radia przed zakusami rysującej się nowej sejmowej większości.

Słowa o wstydzie powracają, skoro to wspomniana rada z Lichocką w składzie (powstała dopiero za rządów PiS wcześniej selekcjonerską rolę pełniła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, wciąż istniejąca, tyle, że bez uprawnień) wyłoniła obecnych komisarzy, którzy mediami – niegdyś publicznymi – zawiadują. A symbolem efektów ich rządów stało się powiedzenie “głupi jak pasek TVP Info”, stała obecność w studiach telewizyjnych i radiowych takich arbitrów elegancji i mistrzów wymowy jak Piotr Semka (znane w amerykańskich mediach powiedzenie głosiło, że w telewizji jest miejsce dla jednego tylko grubasa i to pod warunkiem, że jest nim… sam Walter Cronkite) czy nieśmieszne dla widzów błaznowanie Marcina Wolskiego, co sam w końcu, gdy wynik wyborów okazał się nie taki jak trzeba (społeczeństwo znów nie dorosło – tym razem do geniuszu Jarosława Kaczyńskiego i Ryszarda Terleckiego jak przed laty do docenienia Tadeusza Mazowieckiego) własne metody nazwał… stalinowskimi.

Sami zaś propisowscy politrucy ogłosili list w obronie niezależności mediów, podpisany m.in. przez Michała Adamczyka, którego swego czasu sąd uznał za winnego znęcania się fizycznego i psychicznego nad partnerką życiową. Sygnowała też to pismo Dorota Kania, znana z pożyczania pieniędzy od teściowej aferzysty Marka Dochnala, którego rodzinie obiecywała złagodzenie jego warunków osadzenia w areszcie. Kanię sąd najpierw skazał, potem uniewinnił, ale moralna ocena jej sprawy pozostaje oczywista.     

Tylko w okresie rządów PiS w mediach, tych niegdyś publicznych a pospiesznie przechrzczonych na “narodowe”, odchodzili stamtąd zawodowcy tej miary co Justyna Dobrosz-Oracz z Wiadomości TVP, Ernest Zozuń z Polskiego Radia czy Piotr Śmiłowicz z Polskiej Agencji Prasowej. Pozostały za to osoby wcześniej poukładane z postkomunistami jak obecna szefowa Wiadomości Danuta Holecka czy publicystyki a wcześniej Polonii Magdalena Tadeusiak. Gdy “neokomuna” w czasach prezesury Roberta Kwiatkowskiego zawiadywała TVP, pierwsza z nich prowadziła główne wydanie o 19,30 druga zaś pozostawała korespondentką w Paryżu. Tę ostatnią placówkę objął dopiero co Maksymilian Maszenda, propagandysta obecnej ekipy. Gdy zmiana się dokona, zwolnić go stamtąd zapewne się uda, ale trzeba mu będzie odprawę zapłacić. 

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Holecka przymierza się raczej do odnawiania Wiadomości niż odejścia z nich.

Posady w TVP wedle podobnych sygnałów już rozdaje lider Lewicy Włodzimierz Czarzasty.

Jedno nie musi wcale wykluczać drugiego: trudności, związane z zabetonowaniem władz TVP i nikłą szansą na ich odsunięcie w majestacie prawa skłonić mogą pyrrusowych zwycięzców wyborów z 15 października (PiS uzyskał pierwszy wynik ale nie ma z kim współrządzić) do układania się z kim się tylko da, byle zachować część wpływów, skoro nie da się utrzymać całej puli: w tym kierunku wydaje się zmierzać prezes TVP Mateusz Matyszkowicz, o czym świadczy zdjęcie z anteny “Resetu” Michała Rachonia. Filozof z wykształcenia Matyszkowicz nie budzi podobnych emocji co jego poprzednik, nieudany dziennikarz Jacek Kurski. Jeśli zaś urzeczywistni się miękki wariant, to nie da się wykluczyć, że Czarzasty dawać będzie rekomendacje do Wiadomości wciąż kierowanych przez Holecką. Chociaż, co oczywiste… nie na to głosowali tak masowo wyborcy 15 października.

TVP: łup rekietiera, tort do podziału albo pogorzelisko

TVP pozostać może łupem polityków albo tortem do podziału przez nich dokonywanego. Wariant dużo gorszy polega na tym, że stanie się obiektem bezpardonowej akcji likwidacyjnej: Koalicja Obywatelska zamierza przecież spłacić długi wobec “naszej telewizji” za jaką w ślad za wielkim reżyserem Andrzejem Wajdą, niestety już nieżyjącym, uznaje TVN.  Stacja opluwająca Jana Pawła II na podstawie pozostałych po komunistycznej służbie bezpieczeństwa fałszywek i czyniąca, jak w programie “Królowe życia” wzór do naśladowania z właścicielek agencji towarzyskich – nie jest jednak w stanie z oczywistych względów przejąć misyjnych zadań TVP. Ta ostatnia legitymuje się ponad 70 latami tradycji, z których zaledwie osiem przypada na rządy PiS. I wciąż skupia najwybitniejszych w kraju artystów sztuki telewizyjnej. Podziwiamy to przez pięć dni w tygodniu w gmachu parlamentu, gdzie Jerzy Ernst, Władysław Malarowski czy Marek Pakowski z uporem ostatnich Mohikanów walczą niestrudzenie z profanami z prywatnych stacji (zwykle zresztą ich dawnymi – tyle, że mniej zdolnymi kolegami z TVP) o prawo od czystego kadru w którym kostka reklamowa TVN nie zasłania podbródka wypowiadającego się posła.

W razie zaorania TVP przez nową władzę z zemsty za nieprawości Holeckiej i w imię spłaty długów na rzecz TVN artyści sztuki telewizyjnej pracę znajdą bez trudu choćby w formie zleceń dla zagranicznych stacji, gdzie polski operator dźwiękowiec czy montażysta cieszą się niezmienną renomą. Problem stanowi więc raczej to, co my sami znajdziemy na ekranach naszych telewizorów…

Obraz kontrolny? Nie da się tego wykluczyć, jeśli Koalicja Obywatelska zlikwiduje TVP i nie powoła nic na jej miejsce, Amerykanie wycofają kapitały z TVN, o czym była już niedawno mowa (teraz wobec sytuacji w Gazie i Izraelu, wypierającej z jankeskiej świadomości tę na Ukrainie, ważnym krajem przyfrontowym stanie się nie Polska już lecz raczej Jordania)  a Zygmunt Solorz zamiast zajmować się nadawaniem programu przez Polsat skupi się na budowie kolejnych elektrowni.

Rozmówki telewizyjne, pierwsza lekcja dla demokratów

Na początek coś podpowiem ekspertom medialnym Koalicji Obywatelskiej.

Nie mówi się “kamerzysta”.

Tylko “operator”. A jeszcze lepiej poprzedzić to słówkiem “pan”, znamionującym ludzi dobrze wychowanych.

“Kamerzysta” to na weselu. Jak obrotny, to skręci tam niezłą kasę.

Dla artysty sztuki telewizyjnej to określenie obraźliwe.

Warto się tego wreszcie “naumieć”, jeśli sam teraz użyję języka, jaki się słyszy w politycznych sztabach.

Sam się tego, jak zwracać się do operatora, nauczyłem już pierwszego dnia pracy w telewizji. Podobnie jak podawania ręki całej ekipie na początek i koniec zdjęć. To był akurat “Obserwator” pierwszy w historii Telewizji Polskiej i jak się okazało ostatni program informacyjny bez komunistów (w Wiadomościach za Holeckiej były sekretarz KC PZPR Marek Król pozostaje stałym komentatorem) i dzień  17 września 1990 r. o tyle historyczny, że Tadeusz Mazowiecki ogłosił wtedy swoją decyzję o kandydowaniu na prezydenta. Zaś pierwszy mój materiał na antenie już w grudniu tegoż 1990 r, pokrywający się ze startem programu otwierał jego wydanie i nosił tytuł “Lech Wałęsa prezydentem”. Nie o moją prywatną filmografię tu jednak chodzi, ale o fakt, że chociaż ostatnią na razie moją robotą dla TVP był godzinny film o Aleksandrze Kwaśniewskim wyemitowany w “jedynce” przed siedemnastu już laty – ekipy telewizyjne, napotkane na mieście, za każdym razem rozpoznają mnie i przyjaźnie pozdrawiają mnie klaksonem. Zapewne właśnie dlatego, że pamiętają, że potrafiłem się od nich telewizji uczyć.

Co doradzam również tym, którzy teraz zamierzają nią zarządzać.

Chyba, że łatwiej i prościej przystać na to, żeby w ich imieniu robiły to Holecka z Tadeusiak. Nie będą miały oporów, z pewnością… 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 7

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here