Zastanawiając się, jak zbudowane jest polskie państwo, w pierwszej części opisałem, jak wygląda struktura państwa, i przedstawiłem podstaw element strukturalny – “równoważenie się władz”, czyli “checks & balances”.

Jaki mamy ustrój?

To nie jest zwykła „demokracja”, czyli władza ludu, ale „liberalna demokracja”. To nie tylko wybory, wola obywateli, ale przede wszystkim: rządy prawa, prawa człowieka, gospodarka rynkowa i … wiele innych…

Read more

W kolejnej – jakie funkcje spełnia w “liberalnej demokracji” Trybunał Konstytucyjny. Jak niefunkcjonalny jest organ państwa, łamiący trójpodział władzy, paraliżujący działania przedstawicieli suwerena.

Trybunał Konstytucyjny jako Izba Najwyższa

To władza nie odpowiadająca przed nikim, dobrze uposażona, nietykalna – poza wszelką krytyką i chroniona immunitetem. Dla tej „Izby Najwyższej” wola narodu nie ma znaczenia, sędziowie nie kierują się dobrem społeczeństwa czy państwa, ale „ideałami demokracji” i zasadami “państwa prawa”.

Read more

Kolejną instytucją, kluczową dla gospodarki i finansów państwa jest bank centralny (Narodowy Bank Polski), którego rolą jest ograniczanie władzy wybranych przedstawicieli narodu w polityce pieniężnej.

Bank Centralny nie jest od dbania o gospodarkę

Artykuł 227 Konstytucji mówi, że “Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza”. A co z gospodarką? Konstytucja nie mówi nic, więc bank z nazwy „narodowy” nie odpowiada za stan gospodarki narodowej.

Read more

Czas na ostatnie refleksje i wnioski.

Piękne hasła i interesy

Wiele instytucji powstałych w ramach liberalnej demokracji ma szczytne cele, piękne hasła i wzniosłe wartości. Jednak ich codzienne funkcjonowanie i jego efekty pokazują, że pod hasłami o wolności i demokracji, czy nawet walce z korupcją – realizuje się całkowicie prozaiczne cele i interesy, na które w Polsce jesteśmy całkowicie ślepi. A realizowane są przez naszych sojuszników, przez najbogatsze i najsilniejsze kraje Zachodu. My zaś skupiamy się na hasłach, wartościach – pięknie brzmiących, ale jeszcze lepiej zasłaniające interesy.

Ot, choćby taka „przejrzystość”, także określana jako „transparentność”. Jest przecież hasłem, które wywołuje pozytywną reakcję – władza ma otworzyć dostęp do informacji swoim obywatelom. To szlachetne założenie, ale obywatele nie mają przecież ani niezbędnej wiedzy, ani czasu, a nawet chęci i cierpliwości, by się przez gąszcz przepisów przebijać. Zajmują się tym organizacje, które mają wpływać na powstające prawo i decyzje władzy, by realizować interesy tych, którzy je z własnych funduszy utrzymują. Na przykład organizacje ekologiczne, takie jak Greenpeace, które oprócz „walki z globalnym ociepleniem klimatu” działają jako lobbiści przemysłu energii odnawialnej. Wprost żądają od władzy wprowadzenia dopłat do tej energii, obowiązku jej stosowania, a za kilkadziesiąt lat – całkowitego przejścia na te źródła. Można zapytać „qui prodest”, ale odpowiedź jest tak oczywista, a działalność lobbistyczna tak jawna, że nawet nie warto.

“Przejrzystość” władzy jest dobra dla obywateli, jednak nie w sytuacji, gdy w ich imieniu działają organizacje, które mają cele rozbieżne z dobrem obywateli, a zbieżne ze swoimi sponsorami. Obowiązek szerokiej konsultacji, dostępu do projektów ustaw i decyzji, powoduje, że państwo jest wydane na łup lobbystów, którzy pilnują swoich interesów.

Podstawowym zarzutem Zachodu wobec Węgrów był „brak społecznych konsultacji” przy zmianach prawa. Lecz Viktor Orbán dobrze wiedział, co robi. Przełomowe projekty zmian, gdy były poddawane konsultacjom – blokowano, krytykowano, atakowano w mediach. Robiono wszystko, by wykorzystać tę procedurę i czas dany do dyspozycji grupom wpływu, do osłabienia zmian. Dlatego Fidesz przyjął strategię “Blitzkriegu” – do zmiany ustaw używał projektów poselskich, które nie musiały podlegać długotrwałym konsultacjom, a media dowiadywały się poprzez przecieki, po których ustawy były błyskawicznie uchwalane.

Postulat „transparentności” jest ściśle związany z innym elementem liberalnej demokracji, czyli z korupcją, czy raczej ciągłą z nią walką. Korupcja to oczywiste zło – to kradzież, oszukiwanie, nadużywanie swojego stanowiska, profity z czegoś, czego nie posiadamy. Ale korupcja jest też pięknym uzasadnieniem dla spacyfikowania państwa w jego podstawowej działalności. W imię obrony przed korupcją reguluje się choćby rządowe zamówienia publiczne. Buduje się instytucję – Urząd Zamówień Publicznych, która wprowadza i strzeże „przejrzystych” reguł i buduje „równe pole gry” („level playing field”) dla wszystkich uczestników.

Pięknie, tylko jakie są skutki działania takiej instytucji? Po pierwsze reguły te wyniszczają drobniejszy krajowy biznes wymogami biurokratycznymi. Dzisiaj rząd PiS, po 25 latach od wprowadzenia systemu zamówień publicznych, boryka się z problemem – jak uchronić mały biznes przed niszczącymi skutkami działania takiego prawa? Przez całe pokolenie nie można było tego systemu poprawić?

Po drugie takie przepisy otwierają rynek dla zagranicznych przedsiębiorstw. To szeroko otwarte okno, przez które wywiewa rządowe pieniądze za granicę. A przy tak ustawionych regułach gry z góry można przewidzieć wynik. Nie może być inny, gdy do walki na ringu dopuszcza się boksera wagi koguciej i ciężkiej. Polski przedsiębiorca nie ma najmniejszych szans w starciu z zagranicznym konkurencją na „równym polu gry”. I – jakże mogłoby być inaczej – wyniki tej konkurencji są oczywiste. Zagraniczne przedsiębiorstwa otrzymały w Polsce zamówienia publiczne na ponad 13 miliardów złotych (w 2014 r.), gdy polskie za granicą – jedynie 300 milionów Euro. Ponad 12-krotna różnica!

Jak widać – instytucje, wprowadzane pod szczytnymi hasłami, niszczą naszą gospodarkę. Zamówienia publiczne to przecież inwestycje rządowe, a rząd ma obowiązek popierać krajowe przedsiębiorstwa, ponieważ ma możliwości decydowania o tym, kto będzie beneficjentem inwestycji przeprowadzonych z pieniędzy podatników.

Ale zasady zapobiegające “korupcji” na to nie pozwalają. A instytucje mające wprowadzać je w życie – przynoszą takie właśnie rezultaty ekonomiczne. Na dodatek władza o tym doskonale wie, robi przecież zestawienia wyników co miesiąc. Jednak wiedza ta pozostaje jej słodką tajemnica, po cóż się nią chwalić, jeszcze ktoś by się zdenerwował. I nikt nawet się nie zająknie, że w najwyższej świątyni demokracji obowiązuje zasada “Buy American”. Ponad 80 lat temu USA przyjęły ustawę, dotyczą wszystkich towarów zakupywanych przez agencje federalne, które to dobra, nabywane dla publicznego użytku, muszą być “made in USA“. Ale jak wiadomo, co wolno wojewodzie, to nie… panu staroście.

O co chodzi i jak odzyskać państwo?

Rzecz jest oczywiście w tym, kto ustali zasady gry. Jeśli my ustalamy – wygrana prawie pewna. Inni muszą wtedy grać według naszych reguł („play by the rules”), a to nie pasuje do ich możliwości, nie funkcjonują dobrze w zaprojektowanych dla nas i przez nas regułach. Doskonale rozumiał to prezydent Obama, gdy oceniając podpisanie traktatu gospodarczego TTP z krajami Azji Południowo-wschodniej, mającym być takim NATO Pacyfiku przeciwko narastającej konkurencji Chin, mówił w rozmowie z Wall Street Journal:

W tej grze chodzi oczywiście o dobrobyt, o miejsca pracy, a strategiczne narzędzie to ustalanie zasad gry. Oczywiście dla wszystkich. Dyskryminacja? Ależ skąd! Ale według reguł, które my przygotujemy. I według których – wygramy.

Niestety w Polsce w ogóle nie zajmujemy się poznaniem, rozgryzieniem zasad gry, według których przyszło nam żyć i konkurować z innymi narodami po upadku PRL. Wypomina się, że PRL miała wpisaną przewodnią rolę PZPR do Konstytucji, że wpisano sojusz ze Związkiem Radzieckim, jednak dzisiaj do Konstytucji dyskretnie wpisano szlachetne wartości, które nam nie służą, a służą robieniu interesów przez innych.

Na straży tak skonstruowanych wartości demokratycznych stoją zobowiązania krajów „nowej Europy” wobec Unii Europejskiej, która specjalnie dla nowo przyjmowanych przygotowała w 1993 r. „kryteria kopenhaskie”, skrojone – jak na miarę – dla krajów przeżywających upadek gospodarki socjalistycznej, w trakcie kryzysu utraty milionów miejsc pracy i politycznym szoku zmiany ustroju. Wtedy właśnie „nowa Europa” miała się dostosować do zestawu wartości demokratycznych, a później nie zmieniać ich bez zgody Brukseli. Tam też zawarta jest formuła, iż „demokracja jest nieodłącznym elementem państwa prawa”. Wtedy powstały reguły gry, które zachód napisał, choć sam nie musiał się do nich stosować. Gdy teraz państwa się budzą, słychać potężny krzyk – „demokracja zagrożona!”.

Potrzebę wyjścia z takiej sytuacji dobrze opisał Viktor Orbán, twierdząc że

Ot, taki po komunizmie dostaliśmy ustrój w prezencie. Bo przecież nie wyrósł on samoistnie tu, na polskiej ziemi, nie jest emanacją naszych tradycji i narodowego charakteru, nie służy też najlepszej organizacji działań narodu i państwa. Nie jest związany z systemem wartości, specyfiką narodową, nie jest systematycznie polepszany dla dobrego zorganizowania życia społeczeństwa, dla rozwoju dobrobytu. Jest konstrukcją globalną, wymyśloną przez najsilniejsze państwa tego świata dla utrzymania przez nie kontroli i czerpania korzyści. One same narzuconymi nam ograniczeniami nie bardzo się przejmują. Jak wiadomo – „duży może więcej”, a nasz klasyk ujął to bardzo zręcznie: „prawo jest jak pajęczyna, bąk się przebije, a na muchę wina”.

Więc może ci, którzy wciąż żyją PRL-em, powinni się przyjrzeć i opisać dzisiejszy ustrój. I to sięgając głębiej niż wartości i ideały czy puste procedury. Przyjrzeć się, jaka jest jego funkcjonalność, gdzie ogranicza nasz rozwój, czy służy polskim interesom. I co bardzo istotne, na ile jesteśmy suwerenni w jego stanowieniu, bo gdy Węgry wzięły się poważnie za remont własnego domu, to autorzy tej konstrukcji zwanej “ustrojem postkomunistycznym” zaczęli głośno protestować. Już nie mówiąc o tym, jakie ci nasi “decydenci ustrojowi” interesy robią, głośno krzycząc o “wartościach“, “demokracji” i “państwie prawa“.

Bez tego próby zmian będą jedynie szarpaniem się złapanej w ustrojową pajęczynę muchy, która nie chce nawet wiedzieć, co to za pająk i jaką pułapkę usnuł.

Twoim zdaniem…

Czy ustrój Polski jest dobrze skonstruowany, efektywny i skuteczny?

Czytaj teksty z tego działu:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here