Pomysł ograniczenia wyborów do głosowania korespondencyjnego zamieniłby święto demokracji w ponury akt biurokratyczny, którego dopełniliby tylko najmniej krytyczni zwolennicy władzy. Nie eliminuje ryzyka. Przerzuca je tylko po części z komisji wyborczych na Pocztę Polską, której pracownicy i tak mają co robić w dniach pandemii – choćby wypłacać jak należy emerytury i renty.

Kolejny pomysł PiS dowodzi determinacji rządzących ale cecha ta objawia się w najgorszej swojej formie – zaimpregnowania na rzeczywistość. Szaleje pandemia, ludzie się przed nią chronią i tym są pochłonięci. 72 proc. Polaków opowiada się w tej sytuacji za przełożeniem wyborów, cztery piąte nie weźmie w nich udziału, jeśli jednak odbędą się w terminie – wynika z badań opinii publicznej.

Ponura determinacja PiS bierze się nie z szacunku dla aktu wyborczego (pamiętamy jak politycy dziś rządzący w 2014 pomawiali członków komisji wyborczych o sfałszowanie wyników głosowania do samorządów, którego nie potrafili uczciwie wygrać) lecz z przekonania, że w żadnym późniejszym terminie Andrzej Duda nie będzie już w stanie w wyborach prezydenckich zwyciężyć – bo przyjdzie czas rozliczeń za nieudaną walkę z epidemią i załamie się popularność zarówno PiS jak głowy państwa.

Cała optymistyczna symbolika wyborów, czyniąca z tego fundamentalnego dla demokracji aktu jej święto wiązała się z ich wspólnotowością. Udawanie się do lokalu wyborczego całymi rodzinami, wspólne wyjścia na głosowanie par, sąsiadów czy przyjaciół zwykle to podkreślały.

Dlaczego święto… Było się z tego cieszyć, skoro tak długo Polacy pozbawieni byli rzetelnego prawa głosu dla wielu szczęśliwszych narodów oczywistego – za sprawą najpierw sanacji począwszy od niesławnych wyborów brzeskich z 1930 r. potem okupanta a wreszcie komunistów, którzy aż do 1985 r. wyniki  fałszowali albo narzucali jedną listę, co tylko w 1957 r. oznaczało wsparty przez prymasa Stefana Wyszyńskiego i Radio Wolna Europa plebiscyt na rzecz październikowych reform i zwiększenia marginesu suwerenności, a w pozostałych wypadkach farsę, wyśmiewaną zarówno przez poetów (Stanisław Barańczak pisał o wrzucających kartkę do urny, którzy nawet na nią nie patrzą) jak przez wystających w kolejkach klientów sklepów mięsnych.

Nie czas na święto, gdy ludzie myślą o czym innym a normalnej kampanii – zwykle mającej obywatelom wybór ułatwić – nie da się w warunkach epidemii przeprowadzić. Zagraża to bezpieczeństwu samych głosujących oraz wszystkich osób zaangażowanych w proces wyborczy.

Wprawdzie Amerykanie wybierali prezydenta w trakcie drugiej wojny światowej, ale toczyli ją w całości – jeśli pominąć atak Japończyków na hawajskie Pearl Harbor – poza własnym terytorium. Dziś walka z koronawirusem odbywa się wszędzie, nie ma stref wolnych od zagrożenia.

Zagrożenia zaś wyłączna forma korespondencyjna nie eliminuje. Nikt nie zagwarantuje, że „koperty od Kaczyńskiego” i tkwiące w nich pakiety byłyby dezynfekowane jak należy. Ryzyko przerzuca się też na Pocztę Polskę jako instytucję strategiczną, która nie może faktycznego przeprowadzenia wyborów – bo taka jest jej rola w pisowskim scenariuszu – odmówić. Tyle, że ma inne, ważniejsze dziś zadania do wypełnienia. To terminowe pomimo pandemii wypłacanie emerytur i rent. Także podtrzymywanie niezbędnej w warunkach klęskowych łączności między ludźmi i instytucjami.

Jedna wizyta w dowolnej placówce tej państwowej firmy, czy będzie to Poczta Główna przy Świętokrzyskiej czy mała osiedlowa pokazuje, że już teraz jedna z najważniejszych dla państwa instytucji ledwo sobie radzi z obecnymi obowiązkami: widać to po kolejkach na zewnątrz tasiemcowych nie tylko dlatego, że obywatele dbają o zdrowie i przestrzegają zalecanego odstępu i zmęczonych twarzach urzędniczek w okienkach. Przy tym poczta zajmuje się również zadaniami całkowicie z jej perspektywy zbędnymi, jak sprzedawaniem książki historycznej autorstwa marszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego czy gazety, wydawanej kiedyś przez nieżyjącego już ojca urzędującego premiera. Dokładanie jej nowych obowiązków grozi sytuacją, gdy nikt samotnym seniorom nie będzie w stanie dostarczyć do domów ich świadczeń, bo listonosze (za komuny mówiło się doręczyciele i tak zdaje się ich rolę postrzega bezduszny PiS) znajdą się na kwarantannie. A wtedy załamie się już nie państwo, a człowieczeństwo. Ale Jarosław Kaczyński nie ma osób bliskich, więc go to nie obchodzi.

Wulgarny kontekst polityczny sporu ma teraz drugorzędne znaczenie. Apele renomowanych lekarzy, również do prezydenta Dudy, świadczą, że nie o to chodzi. Sprzeciw Jarosława Gowina wobec korespondencyjnych wyborów na siłę byle w terminie ma racjonalny charakter i podąża za odczuciami społecznymi. Cała reszta jest już kalkulacją – widać w tym choćby zamysł PiS przerzucenia odpowiedzialności na oponentów, jeśli regulacji przedstawianych jako bezpieczne dla zdrowia Polaków nie da się wprowadzić.

Wszyscy odpowiadamy za realizację planu – głosiła komunistyczna władza za czasów gomułkowskich i gierkowskich. Tyle, że plany pięcioletnie były wówczas fikcją. Koronawirus zaś pozostaje brutalnie realny. Za walkę z nim odpowiedzialna jest władza państwowa i nikt tego z niej nie zdejmie.

Stan wyjątkowy czyli tygrys Kaczyńskiego

Z zachowań liderów PiS wynika, że gotowi są poprowadzić Polaków na wybory w terminie pomimo koronawirusa, bo dla ich kandydata stanowi to jedyną szansę na zwycięstwo w pierwszej turze. A drugą, jeśli do niej dojdzie – jak prognozują sondaże – Andrzej Duda przegra.

Read more

Koperty Kaczyńskiego kojarzą się obywatelom nie tylko z przyszłym glosowaniem, którego realiów nikt – może poza prezesowskim wezyrem Jackiem Sasinem – sobie nie wyobraża. Również z ujawnioną przez dziennikarza śledczego Wojciecha Czuchnowskiego aferą dwóch wież i oskarżeniami austriackiego dewelopera Gerda Birgfellnera wobec partii rządzącej i jej prezesa. Pojawił się tam wątek pieniędzy w kopercie dla księdza. Obrazowy, pozostający w pamięci, bulwersujący. Jarosław Kaczyński powinien o tym pamiętać. Pandemia jest również dla władzy wyzwaniem, a walka z nią dodatkowym, ale najważniejszym obowiązkiem. Podejmując decyzje, rządzący stają też przed jeszcze jednym wyborem: negatywne skojarzenia związane z dotychczasowym sprawowaniem władzy mogą w opinii publicznej teraz zmienić albo utrwalić. Wolna wola…

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here