Pokój wśród wojny czyli powrót PO-PiS

0
80

Polska polityka potrzebuje resetu ale nie takiego. PiS złożył projekt prawa wyborczego tożsamy z żądaniami opozycji. Bo z sondaży wynika, że Duda nie wygra w pierwszej turze a drugą przegra. Z dnia na dzień okazało się, że obsesyjne parcie do szybkich wyborów i kurczowe trzymanie się głosowania korespondencyjnego było tylko teatrem, a obóz Kaczyńskiego i Dudy tworzą szczerzy demokraci, liczący się z opinią publiczną i dbający o wizerunek Polski w świecie  

O godz. 19 w poniedziałek w Sali Kolumnowej Sejmu wicepremier Jadwiga Emilewicz – ludzka twarz PiS mająca odwrócić uwagę od wyczynów Lichockiej znanej z pokazywania wyborcom środkowego palca – ogłosiła pomysł wyborów hybrydowych, pozwalających na głosowanie zarówno w komisji jak przez pocztę. Osiem godzin wcześniej to samo w tym samym miejscu proponowała PO. Nagle przestały się różnić.

PO-PiS – koalicja obu ugrupowań, która poszła do wyborów samorządowych w 2002 r. i miała rządzić po parlamentarnych w 2005 r. – nieoczekiwanie powraca po kilkunastu latach plemiennej wrogości. Karol Marks przyznał, że jeśli historia się powtarza, to wyłącznie jako farsa. Wyborcy zaś zamiast ucieszyć się z niespodziewanej zgody zareagują raczej adresowanym do polityków stwierdzeniem: wszyscy jesteście siebie warci. Tacy sami.    

Timeo Danaos et dona ferentes – głosi genialna fraza z „Eneidy” Wergiliusza. Obawiam się Greków nawet jeśli przynoszą dary, ostrzega Laokon na widok drewnianego konia pozostawionego przez najeźdźców pozornie odstępujących od oblężenia Troi. Rodzimi politycy przyzwyczaili nas do tego, żeby nie ufać przesadnie ich pozornie szlachetnym gestom. Porozumienie Jarosława Gowina z Jarosławem Kaczyńskim, zawarte w środę, już w sobotę było bliskie zerwania, ale prezesowi postawił się grożący dymisją premier Mateusz Morawiecki.

Sejmowa Sala Kolumnowa widziała już różne zaskakujące zdarzenia – od obrad komisji śledczej ds. afery Lwa Rywina w trakcie których Leszek Miller powiedział  do Zbigniewa Ziobry jest pan zerem – po uchwalenie tam budżetu przez PiS bez obecności opozycji i porządnego policzenia głosów – ale początek i koniec briefingowej agendy w poniedziałek mogły zaskakiwać doskonałą niemal zbieżnością przekazu partii od lat kilkunastu pokazowo zwaśnionych, chociaż wcześniej idących w koalicji do sejmików wojewódzkich w 2002 r. O godz. 11 Robert Kropiwnicki i Barbara Nowacka w imieniu Koalicji Obywatelskiej – PO przedstawili pomysł na wybory hybrydowe, w których sam głosujący decyduje, czy odda głos tradycyjnie w komisji czy za pośrednictwem poczty. O godz. 19 dokładnie to samo powtórzyła wicepremier Emilewicz, której towarzyszył Grzegorz Schreiber wcześniej promotor podniesienia uposażeń poselskich, wyjątkowo niefortunny, skoro Kaczyński ostatecznie te apanaże obniżył.       

I my mamy w to uwierzyć czyli nawrócony drugoroczny

PiS nagle wsłuchuje się w głos opozycji. Dba o opinię zagranicy. Za nic ma pogląd własnego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, że tradycyjne wybory w komisjach da się przeprowadzić w sposób bezpieczny dla zdrowia obywateli dopiero za dwa lata. Przystaje wreszcie na przywrócenie głównej roli Państwowej Komisji Wyborczej jako organizatora głosowania.   

Zaczyna się zachowywać jak drugoroczny znany z różnych ekscesów, który nagle zgłasza się na ochotnika do organizacji akademii i podejmuje się przygotować gazetkę szkolną. Wszyscy mają uwierzyć, że się zmienił.

Do zmiany frontu zmusiły PiS sondaże, pokazujące, że Duda nie wygra w pierwszej turze (m.in. IBRIS z 8-9 maja br) – co przy logice tych wyborów przesądza, że przegra w drugiej.     

Czy Emilewicz podzieli los mec. Turczynowicz-Kieryłło

Duda miał już raz niepowtarzalną szansę wybielenia własnego wizerunku. Rebrandingu, jeśli użyjemy języka kampanii komercyjnych. Szedł w tym kierunku ale wobec ataków wycofał się całkiem nie po harcersku – chociaż gdy koledzy ganiali się z milicją po Plantach i Nowej Hucie i zakładali Federację Młodziezy Walczącej, jemu wystarczało ZHP.

Na czele kampanii Dudy stanęła bezpartyjna mecenas Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, znana z wielu akcji społecznych. Na wstępie ogłosiła nie tylko wyrzeczenie się nienawiści ale wezwanie do innych by również ze swoich przekazów wyeliminowali wszelkie formy hejtu. W podzięce za to stała się przedmiotem kampanii oszczerstw ze strony „Gazety Wyborczej”, która obłudnie – bo kiedyś broniła kobiet przed przemocą – miała do niej pretensje, że napadnięta po północy w odludnym miejscu wraz z nastoletnim synem przez dusiciela z Milanówka ugryzła napastnika, chwytającego ją za gardło. Flekowała ją też najbardziej demokratyczna z polskich gazet za to, że jej mąż Andrzej opublikował satyryczną książkę krytyczną wobec PiS. Gdyby redaktorzy z Czerskiej mniej grali w gry komputerowe typu zabili go i uciekł a więcej czytali, wiedzieliby, że premier Grecji Kyriakos Mitostakis ma rodzoną siostrę, która… prowadzi opozycyjną wobec niego partię polityczną. O tym, że w rodzinie nie obowiązuje ujednolicenie poglądów politycznych świadczy familia Kurskich: starszy z braci Jarosław pozostaje zastępcą Adama Michnika i wyróżnił się w opluwaniu Kieryłłowej, młodszy Jacek prezesował przejętej przez PiS telewizji, póki nie wykopano go z tej funkcji za sprawą presji Dudy.

Kluczowe dla całego zapętlenia okazało się zachowanie prezydenta. Nie bronił powołanej przez siebie szefowej kampanii. Gdy Turczynowicz-Kieryłło wobec ataków złożyła rezygnację – po prostu ją przyjął. Tych, co postępują w podobny sposób nie lubiano nawet we wspomnianym już czerwonym harcerstwie.

Wicepremier Jadwiga Emilewicz, dająca twarz obecnemu projektowi wyborów hybrydowych doskonale zna historię pani mecenas. A że – jako się rzekło – nie jest Joanną Lichocką, której lumpenproletariackie gesty zastępują myślenie podobnie jak wedle znanego sloganu Chińczykom z czasu rewolucji kulturalnej Czerwona Książeczka Mao Zedonga – potrafi z niej wyciągnąć wnioski.

Przypada jej rola kolejnej naprawiaczki wizerunku. Zapewne podobnie okaże się kwiatkiem do kożucha. I jest wystarczająco inteligentna, żeby o tym wiedzieć.

Zwolennicy Jarosława Gowina domagają się jego powrotu do rządu. Sugeruje to jasno Kamil Bortniczuk w wywiadzie, jaki z nim przeprowadziłem dla wio.waw.pl. Miejsce Gowina w rządzie zajęła właśnie Emilewicz. Teraz Gowin może do rządu wrócić albo kosztem Jacka Sasina, dającego twarz całej logistyce wyborów kopertowych za pośrednictwem Poczty Polskiej albo zmiana dopiero co dokonana zostanie cofnięta. I wtedy Emilewicz podzieli los Turczynowicz-Kieryłło.

Nowy zamach majowy

Ile warta jest demokracja bez wyborów? Głosowanie obywatelskie stanowi jej podstawę. Dlatego chociaż tytuł brzmi ironicznie bo na histerię za wcześnie – PiS chce nas przyzwyczaić do praktyk, na które parę lat temu nigdy byśmy nie przystali. Nawet pandemia może się okazać dogodnym parawanem, już służy za pretekst do represjonowania protestujących przedsiębiorców, chociaż policja zostawia w spokoju niosących zagrożenie koronawirusem żebraków i lumpów.

Read more

Politycy PiS swoimi nagłymi woltami obrzydzają Polakom wybory prezydenckie.  I w ogóle udział w każdym powszechnym głosowaniu. Czynią to albo z rozmysłem – wcześniej pojawiały się głosy, że niższa frekwencja sprzyja PiS, czemu akurat zaprzeczył wynik eurowyborów sprzed roku – albo mimowolnie. Ale nie musimy się poddawać ich intencjom ani tym bardziej niezamierzonym następstwom ich działań. Jeśli ma się wrażenie, że polityka jest paskudna a krańcowa zmiana poglądów jej głównych aktorów w krótkim czasie wzbudza odrazę –  wybory stanowią narzędzie, żeby to zmienić.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 3

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here