Przedsiębiorcy z głową w książkach

0
69

Akces czyni użytek z kontaktów z pięknych lat 80. Tyle że teraz już nie na smolących ręce powielaczach, ale na cyfrowych maszynach produkuje ambitne książki.

Najlepsza kawa na Żoliborzu jest w Akcesie – o tym wiedzą wszyscy w branży. Podaje ją Grażyna Wawrzyńska, siostra prezesa Roberta Nowickiego. Wiadomo też, że do tego nie ogranicza jej rola w mieszczącej się na ostatnim piętrze przedwojennej willi na Żoliborzu Agencji Wydawniczej i Reklamowej. Przy łagodnym usposobieniu pani Grażyna okazuje się bezkonkurencyjnie skuteczna w upominaniu się o zaległe płatności – pozostające dziś zmorą całej gospodarki, ale branży wydawniczej szczególnie.

Ponieważ Akces oprócz książek wydaje też ulotki i plakaty, klientami zdarzają się być również politycy – jednego z nich, gdy po zdobyciu mandatu zapomniał o kampanijnych rozliczeniach pani Grażyna dopadła telefonicznie w Sejmie. Najpierw kazał sekretarce mówić, że go nie ma. Gdy jednak pani Wawrzyńska wyłuszczyła tejże sekretarce o co chodzi – oddzwonił już po trzech minutach. Nieustępliwość nie tylko w branży wydawniczej pozostaje dziś głównym narzędziem pracujących na swoim.

Raczej płacą, a jak nie płacą, to się upomnę – bilansuje pani Grażyna.

W branży książkowej kursuje anegdota o kliencie, który przyszedł i dobierał tomy wedle kolorów grzbietów… do ciemnego regału. W agencji przy Kossaka nie przejmują się jednak kurczącymi się statystykami czytelnictwa, tylko robią swoje. Wydają ambitne książki. Okrętem flagowym pozostaje luksusowa reedycja dziesięciu tomów pism Józefa Piłsudskiego. W Polsce dwudziestolecia postawienie ich na półce stanowiło symbol statusu społecznego. Dla kierownika szkoły na wsi, starosty w powiecie, geodety czy stomatologa dziesięć woluminów autorstwa Marszałka w bibliotece oznaczało wyróżnik patriotyzmu, stempel inteligenckości i manifestację postawy państwowca. Wydawcy z Akcesu liczą na podobną modę dzisiaj.

Skoro o patriotyzmie mowa, za sprawą Akcesu ujrzały światło dzienne wspomnienia, które zdążył przed śmiercią wydać w żoliborskiej oficynie Stanisław Likiernik – bohater Kedywu Armii Krajowej, powstaniec warszawski i wieloletni emigrant we Francji po brawurowej ucieczce przez Sudety z rządzonej przez komunistów powojennej Polski. Właśnie on posłużył przed laty Romanowi Bratnemu za pierwowzór Kolumba z powieści, której tytuł dał nazwę pokoleniu. Wspomnienia Likiernika, który podobnie jak Bratny był synem zawodowego oficera, napisane piękną, zręczną i bogatą jakby międzywojenną polszczyzną mogą posłużyć za metr sewrski tożsamości i misji polskiej inteligencji.

Akces wydaje też jednak współczesną polską prozę. Niezwykłe powieści Jerzego Woźniaka, przed laty działacza KPN, który za sprawą Akcesu zadebiutował w literaturze pięknej, odtwarzają skomplikowane losy pogranicza polsko-niemieckiego. Nieoficjalnie wiadomo, że autora wsparł jeden z przedsiębiorców i samorządowców. Krytycy literaccy już porównują, że jak Śląsk ma swojego Szczepana Twardocha, tak Warmia i Mazury – Woźniaka. Debiutancki „Mazur” przeplata wątki szpiegowskie z dramatem poszukiwania tożsamości przez niemieckiego urzędnika, zakochanego w polskiej robotnicy przymusowej czasu wojny. „Cyrograf” opowiada o tajemniczych zabójstwach, dokonywanych w Prusach Wschodnich gauleitera Ericha Kocha w okresie, gdy uwaga skupia się na bitwie stalingradzkiej. W obu powieściach wątki i postaci fikcyjne przeplatają się z realnymi, stąd wśród bohaterów znajdą się zarówno premier Sławoj-Składkowski, jak grafini Marion Doenhoff.

Jerzy Woźniak wykorzystuje w swojej erudycyjnej prozie wiedzę, zdobytą przez lata pracy w Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, wypłacającej odszkodowania robotnikom przymusowym III Rzeszy. Wkrótce – oczywiście też w Akcesie – ukaże się niemieckie tłumaczenie pierwszej powieści Woźniaka, a on sam pracuje już nad trzecią, osadzoną w realiach zapomnianego plebiscytu na Warmii i Mazurach latem 1920, przegranego za sprawą głupoty polskich polityków, którzy woleli realizować imperialne mrzonki pod Kijowem zamiast wykorzystać osłabienie powersalskich Niemiec dla przyłączenia ziem, zasiedlonych przez mówiącą po polsku ludność. Powieść o mazurskim plebiscycie też naturalnie wyda Akces.

Wydaje bowiem dużo, szybko i dobrze, a na taką opinię w środowisku zapracował przez lata. Od 1991 istnieje pod tą marką jako Agencja Wydawniczo-Reklamowa, ale zanim Robert Nowicki został prezesem własnej firmy, wcześniej od grudnia 1981 r. wydawał „Wiadomości Dnia”, jedno z najważniejszych pism podziemnych, wychodzące aż do końca poprzedniego ustroju i jakoś wraz z innymi topowymi tytułami drugiego obiegu się do tego finału przyczyniające. Do tej tradycji Akces dziś nawiązuje, wydając „Opinię”, kontynuację pisma opozycji niepodległościowej z lat 70 oraz odwołującą się do tradycji tak międzywojennej, jak emigracyjnej „Niepodległość”. Partnerami wielu przedsięwzięć wydawnictwa są: Instytut Piłsudskiego i Instytut im. Andrzeja Ostoi-Owsianego oraz Urząd ds. Kombatantów i IPN. Wśród autorów „Opinii” znajdujemy Romualda Szeremietiewa, Dariusza Grabowskiego, Macieja Gawlikowskiego i Wojciecha Błasiaka.

Znawca drugiego obiegu, doktor socjologii Andrzej Anusz, który wydał w Akcesie wiele książek historycznych podkreśla: – Ludzie się znają, to tak naprawdę 38 lat historii, a nie 28. Po latach 1989-90 nastąpiły naturalne przepływy: dla jednych do działalności politycznej, dla innych do wydawniczej. Napęd dały pierwsze kampanie z lat 90. Mało zachowało się wydawnictw z drugiego obiegu, które mają podobną ciągłość jak Akces ze swoim środowiskiem, może jeszcze Adam Borowski ze swoim Volumenem. Trio próbowało się utrzymać w pierwszym obiegu, ale zbankrutowało. Pojawił się projekt przejścia Nowej na wolny rynek, zrobili Supernową, ale głównie Andrzeja Sapkowskiego wydawali, to już nie było to samo.

Akces oznacza udział, dostęp, dołączenie się. – Nadszedł moment, że mogliśmy wziąć udział w oficjalnym życiu gospodarczym wolnego kraju – uzasadnia Robert Nowicki. Nie ukrywa też, że gdy wraz ze współpracownikami przygotował materiały na potrzeby kampanii wyborczej Porozumienia Centrum – pojawiła się potrzeba wypełniania faktur za przygotowane grafiki i plastykę, po prostu jakąś nazwę trzeba było wpisać w oficjalne dokumenty. W drugim obiegu obowiązywała zasada: zero biurokracji. Umowy zawierało się na słowo honoru, a zamiast nipów i wpisów w KRS gwarantowały je obopólne zaufanie i odpowiedzialność. Obszerne kwity pozostawiali po sobie raczej ci, którzy podziemnych drukarzy i kolporterów ścigali. Ale też sami się w nich gubili.

Robertowi Nowickiemu z dawnych czasów pozostała tendencja, żeby jak najwięcej robić samemu: dlatego często podwładni oglądają prezesa objuczonego wielkimi kartonami, które wypełnia aktualny wydawniczy urobek. Do drukarni też musi pojechać, żeby osobiście dopilnował wszystkiego. Cierpi więc trochę z tego powodu, że z uwagi na problemy ze wzrokiem nie może prowadzić samochodu.

Ulica Kossaka, przy której Akces ma siedzibę, wije się w głąb Żoliborza od kościoła św. Stanisława Kostki. To bliskość nie tylko topograficzna. Robert Nowicki był ministrantem u ks. Jerzego Popiełuszki. Po latach jego wydawnictwo opublikowało kazania z lat 1982-84 najsłynniejszego po Janie Pawle II polskiego kapłana. Wśród autorów, promowanych przez Akces znaleźli się inni księża, w tym poległy w katastrofie smoleńskiej prezydencki kapelan Roman Indrzejczyk. Wśród autorów noszących sutanny zamiast garniturów rekordzistą pozostaje jednak Mieczysław Nowak. Podziwiać go można, że pełniąc zwyczajne posługi duszpasterskie znalazł czas na napisanie wydanych w Akcesie nie mniej ni więcej tylko dokładnie 50 książek.

Tajemnica znajduje jednak proste rozwiązanie: ks. Nowak nie zamierza wcale ścigać się z Józefem Ignacym Kraszewskim w liczbie opublikowanych woluminów. Kapłan z Grodziska Maz. jest po prostu znanym i cenionym rekolekcjonistą, a książki stanowią jedno z narzędzi jego nauczania. – Finansowo zamyka się to jakoś bez dotacji, książki chodzą za „co łaska” i cała jego pisarska działalność dalej się kręci – chwali księdza Andrzej Anusz, postać ważna dla środowiska, który sam wydał w Akcesie wiele książek, wśród nich „Kościół obywatelski” o oporze biskupów i księży wobec władz PRL oraz „Wokół Marszałka” – studium zaangażowań politycznych środowiska Uniwersytetu Warszawskiego z lat 80. W tej ostatniej Anusz ujawnia tożsamość agenta SB, zresztą późniejszego posła PiS Bogusława Kowalskiego, który szpiegował m.in. przyszłego naczelnego „Playboya” Marcina Mellera za fundowane przez oficera prowadzącego obiady w Ambasadorze i wuzetki w kawiarni na Rozdrożu, a rachunki za to wszystko, zachowane przez esbecką biurokrację, skrupulatny autor zamieszcza w książce.

Akces wydaje też autorów kontrowersyjnych, jak Krzysztof Czabański, znienawidzony przez hodowców za niekorzystny dla nich projekt ustawowy, czy Krzysztof Bondaryk, szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego za rządów PO, którego partyjni koledzy Czabańskiego z PiS nie znoszą równie szczerze jak właściciele farm nutrii jego samego… Oprócz posągowego bohatera Likiernika Akces wyda również historię cichociemnego i partyzanta Adolfa Pilcha pseudonim Góra-Dolina, który z Puszczy Nalibockiej na Nowogródczyźnie doszedł aż do powstańczej Warszawy, ale ponieważ czynił to w uzgodnieniu z Niemcami, państwo podziemne zamiast odznaczenia zaoferowało mu „rehabilitację w walce”, z czego skorzystał gromiąc własowców w puszczańskim Truskawiu.

Młode pokolenie autorów Akcesu reprezentuje obiecująca intelektualistka Marlena Zynger. Niespodziewanie w rolach pisarskich sprawdzały się w stajni Akcesu osoby znane bardziej z innej działalności – jak menedżer Marek Chlebuś, który w żoliborskim wydawnictwie opublikował erudycyjne refleksje dotyczące demografii i ekologii, wyciągając prognostyczne wnioski z zestawionych statystyk globalnych. Inna intencja powodowała znanym przed laty w środowisku Kongresu Liberalno-Demokratycznego Andrzejem Voigtem, który też w Akcesie zadebiutował. Chciał się publicznie oczyścić z zarzutów, za sprawą których trafił za kraty, bo żaden się nie potwierdził. Książka stała się przejawem jego walki o przywrócenie dobrego imienia.

Jak firma jest niewielka, młodego pracownika, gdy już nauczy się wszystkiego, trudniej w niej zatrzymać. Iwona, która po wyszkoleniu w Akcesie przygotowywała podziwiane projekty okładek, przeszła po jakimś czasie do potężniejszego Świata Książki. Kiedy w grę wchodzą zarobki, potwierdza się hasło ze starej reklamy, że duży może więcej. W odróżnieniu od większych graczy Akces oferuje jednak stabilność.

W przyszłość tam patrzą nie tyle ze spokojem, co z pewnym fatalizmem: nawet gdy znikać będzie książka papierowa, działalność polegająca na obrandowaniu tekstu pozostanie potrzebna i ceniona. Już dziś we Francji spory segment rynku stanowią niszowe zamówienia: osoba nie będąca zawodowym pisarzem zamawia książkę do wydania w kilkudziesięciu egzemplarzach dla rodziny i znajomych. Przenosiny do Internetu nie pociągają za sobą kryzysu literatury. Gdy inni zazdrośnie strzegą swoich praw autorskich, rosyjski autor powieści futurystycznych Dmitrij Głuchowski wrzuca własne książki do sieci i pyta internautów, jakie powinny mieć zakończenie lub proponuje, żeby sami je dopisali – a na papierze sprzedaje nakłady większe, niż koledzy skrupulatnie strzegący copyrightu. To jeden z wielu przykładów pokazujących, że wszyscy, którzy zapowiadają śmierć książki papierowej raczej się przeliczą.

Internet to nie wróg. – Na pewno pozwala zaoszczędzić czas i szybciej działać – nie ma wątpliwości pan Piotr, kierownik składu w Akcesie. Teraz wystarczy wysłać maila w prostej sprawie, w której kiedyś trzeba było koniecznie pojechać na drugi koniec miasta.

Najwięcej książek Akcesu sprzedaje się w dwóch miejscach. W księgarni w gmachu Pasty kupują głównie starsi, bo tam ma siedzibę wiele organizacji kombatanckich. Z kolei do Prusa na Krakowskie Przedmieście masowo przychodzą młodzi, dokładnie naprzeciwko mieści się uniwersytet. Książki Akcesu są więc obecne tam, gdzie czytelnicy najstarsi i najmłodsi.

Temat tygodnia: polskie czytelnictwo w głębokim dołku

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

PRZEZWydawnictwo Akces
Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here