/ Adrian Grycuk [CC BY-SA 3.0 pl (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)]


czyli czy najważniejszy więzień polityczny PRL ponownie trafi za kraty w dobie dobrej zmiany

Brawurową akcją, która stała się kanwą filmu fabularnego ocalił dla Solidarności 80 mln zł ze składek członkowskich, dzięki czemu po wprowadzeniu stanu wojennego przez władze PRL jego region Dolny Śląsk stał się ośrodkiem najmocniejszego oporu w kraju. 3 marca sąd apelacyjny rozpozna sprawę Józefa Piniora, w poprzedniej instancji skazanego na 1.5 roku więzienia bez zawieszenia za domniemaną korupcję. Oskarżyciele każą nam wierzyć, że człowiek, który uratował i przykładnie rozliczył 80 mln zł dolnośląskich funduszy związkowych połaszczył się na kwotę 46 tys zł łapówki: za te pieniądze da się dzisiaj kupić najtańszego nowego hyundaya lub dwudziestoletnie bmw “siódemkę”. Całkiem niedawno gdy Pinior był eurodeputowanym, mniej więcej tyle… zarabiał miesięcznie.

Akurat zepsuł mi się laptop, więc wcześnie rano, gdy sejmowe drukarki jeszcze nie działały, poszedłem do jednej z licznych kopiarni, obsługujących pracujące w trybie 24-godzinnym w śródmiejskich biurowcach korporacje, by stamtąd wyekspediować tekst, zapisany na pen drivie.
– Co wysłać? – spytał mnie obsługujący tam komputer młody człowiek.
– Niech Duda ułaskawi Piniora – rzuciłem. Tak brzmiał tytuł mojego artykułu.
– Tylko ten wniosek? – dopytywał się pracownik. A ja się uśmiechnąłem:
– Wie pan, ja nie jestem adwokatem. To artykuł dziennikarski. 

Młody człowiek upewnił się jeszcze co do adresów mailowych. Poszło… A mnie pozostało spytać:
– Ile jestem winien?
– Nic – usłyszałem w odpowiedzi.
Nie spodziewałem się, że nazwisko Piniora znajduje taki rezonans w młodym pokoleniu, ale widać magia filmu Waldemara Krzystka “80 milionów”, jednego z nielicznych udanych kinowych obrazów dotyczących historii opozycji, wciąż działa. A może trafiłem akurat na dorabiającego przy kompach i kopiarkach studenta historii piszącego licencjat lub magisterkę o okresie Solidarności.

I jeszcze zdarzenie z sejmowego korytarza, trochę dla kontrastu. Gdy o sprawę Piniora pytam wicemarszałka Senatu Marka Pęka z PiS, wokół stoi i gra wszystko “jak leci” pięć ekip telewizyjnych. Kiedy polityk zaczyna odpowiadać, rozglądam się i nagle orientuję się, że została ze mną tylko jedna jedyna załoga Polsatu, cała reszta zmyła się naprędce jak diabeł na widok księżej kropielnicy ze święconą wodą.

W polityce jest bowiem inaczej: Piniora dziś nie ma kto bronić. Czołowi działacze Koalicji Obywatelskiej wypytywani o niego zapowiadają, że poczekają na wyrok sądu – chociaż Pinior był senatorem z poparciem PO. Wspomniany już wicemarszałek Senatu Marek Pęk z PiS deklaruje, że wierzy w niezawisłość sędziów.

Już w nowej Polsce Pinior zalazł za skórę całej klasie politycznej, wykazując się niezłomną wolą wyjaśnienia do końca sprawy tajnego więzienia CIA w mazurskim ośrodku szkolenia wywiadu w Kiejkutach. Przetrzymywano tam i torturowano osoby podejrzewane o terroryzm, specjalnie przywożone w tym celu do Polski przez amerykańskie służby. To plama na honorze Polski ale też zagrażająca choćby bezpieczeństwu naszych turystów w krajach muzułmańskich głupota rządzących kiedyś krajem, którzy na to przystali. Pinior jako jedyny, również w Brukseli i Strasburgu sprawując swój europejski mandat, nieugięcie zmierzał do rozwikłania wszelkich okoliczności mazurskiej afery. Złamał zasadę omerty, którą przyjęli w tej sprawie politycy wszystkich ugrupowań. Chciałoby się uwierzyć, że jego obecne kłopoty nie mają związku z zawziętością, jaką wykazał się w tropieniu sprawców tortur. Ale byłaby to naiwność.

Równie bezkompromisowo ujawniał, pozostając w podziemiu zbrodnie i nadużycia milicji i służby bezpieczeństwa w Regionie Dolny Śląsk. Pinior okazał się niezwykłym przywódcą pozwiązkowej konspiracji. Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk czy Bogdan Borusewicz znanymi liderami zostali już w czasach legalnej Solidarności (ten ostatni nawet jeszcze wcześniej) a w podziemnych warunkach podtrzymali swoją przywódczą charyzmę. Władysław Hardek po zatrzymaniu załamał się i zgodził wystąpić w rządowej telewizji.  Z Józefem Piniorem i Tadeuszem Jedynakiem działo się całkiem inaczej, właśnie w realiach wymagającej szczególnej sprawności i siły charakteru nielegalnej działalności związkowej okazali się urodzonymi przywódcami.

Dlatego wątpić należy, żeby niezależnie od wyroku jaki w apelacji zapadnie opinia publiczna uwierzyła w winę Piniora w tej sprawie. Zwłaszcza, że uznawane za łapówkę pieniądze wysyłano na konto albo… nawet pocztą. W ten sposób korupcji nie uprawiał nawet gang Olsena z duńskiej komedii.

Najlepszym rozwiązaniem wydaje się ułaskawienie legendarnego bohatera opozycji przez prezydenta Andrzeja Dudę.  Skoro przysługujące mu konstytucyjnie prawo łaski zastosował jeszcze przed wyrokiem sądowym wobec Mariusza Kamińskiego – powinien podobnie postąpić wobec Piniora. Zbyt wiele jest bowiem zasadniczych wątpliwości w tej kwestii.

Pomysł ułaskawienia Piniora stanowczo popiera wieloletni parlamentarzysta, ekonomista i przedsiębiorca Dariusz Grabowski (pisałem o tym w PNP 24.PL 22 marca 2020 r, po pierwszym niekorzystnym dla bohatera Solidarności wyroku).         
Teraz prokurator domaga się dla Piniora trzech i pół roku więzienia bez zawieszenia. Symboliczne to, bo za rządów ostatniego komunistycznego premiera Mieczysława F. Rakowskiego sąd za organizowanie strajku we wrocławskim Dolmelu oraz przepychanki ze strażą przemysłową orzekł w 1988 r. wobec Piniora wprawdzie karę roku więzienia, ale “w zawiasach”.

Wcześniej jednak ci sami komuniści podobnie liberalni nie byli. Dlatego klimaty celi i spacerniaka to dla bohatera dolnośląskiej Solidarności nie pierwszyzna. Raczej go nie przestraszą ani nie zmienią.  Pinior, gdy esbecy w końcu go dopadli, stał się więźniem politycznym PRL. Za kratami przyszło mu spędzić rok i trzy miesiące (1983-84), chociaż wyrok opiewał na cztery lata. 

Jeśli teraz pójdzie siedzieć po raz wtóry, nie zostanie więźniem kryminalnym. Dla PiS okaże się kłopotliwym więźniem politycznym, bo przecież nawet serwilizm wobec amerykańskiego sojusznika powinien znajdować swoje “non possumus” w sytuacji, gdy ten zażąda wsadzania do więzienia naszych własnych obywateli i to jak w wypadku Piniora bohaterów narodowych. To łagodny z natury I sekratarz KC PZPR Stanisław Kania zamykał Leszka Moczulskiego wtedy, kiedy domagał się tego jego radziecki odpowiednik Leonid Breżniew. Minęło od tego czasu 40 lat, zmieniły się nazwy i granice wszystkich państw sąsiednich a poza tym nie tyle Wuj Sam miał towarzysza Iwana zastąpić, tylko podobno wreszcie wstawać z kolan mieliśmy… 

W więzieniu komunistycznym Józef Pinior pozostał symbolem oporu. W obecnym – stanie się wyrzutem sumienia nowej Polski. Prokurator stanu wojennego Stanisław Piotrowicz w Trybunale Konstytucyjnym a dawny członek podziemnej TKK Józef Pinior ponownie za kratami – ten kontrast aż się prosi o jeszcze jeden film fabularny, o wiele bardziej dramatyczny od słynnych “80 milionów”.  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here