Oprócz instytucji osadzonych w strukturze państwa, z których omówiłem już dwie najważniejsze (Trybunał Konstytucyjny i Narodowy Bank Polski), system „checks and balances” przewiduje także organizacje pozarządowe. Instytucje, można by je nazwać dawnym określeniem – „społeczne”, a ich członków „społecznikami”. Jednak czas rozstać się z tymi iluzjami – to nie są Judymowie, to nie społecznicy, których znamy z historii, a organizacje nie są ani „obywatelskie” ani spontaniczne.

Społeczeństwo ani ich nie tworzy, ani nie finansuje. Są to instytucje z ogromnymi budżetami, finansowanymi przez Unię Europejską, rządy (często obce), instytucje publiczne, prywatne, korporacje, bardzo, bardzo bogatych ludzi (jak miliarder George Soros czy Michael Bloomberg), a także przez… obce wywiady. Nazywa się je teraz „sektorem pozarządowym”, a ich działalność sterowana przez rządy to „dyplomacja publiczna”. Pracujący w nich ludzie (wcale nie społecznie) określają się jako „aktywiści”. Gdy kiedyś użyłem wobec młodych działaczy ruchów ekologicznych określenia „ideowcy” wyśmiali mnie. I słusznie, to nie są „społecznicy”, to raczej „działacze”, i to w PRL-owskim rozumieniu tego słowa – działacze partyjni czy młodzieżowi, a najczęściej pracownicy frontu ideologicznego.

Proces powstawania takich tworów rozpoczął się w początkach lat 90-tych, gdy Stany Zjednoczone i kraje Zachodu praktycznie od zera zaczęły budować organizacje pozarządowe, finansowały je, pomijając w swoich decyzjach lokalne rządy. Inaczej być nie mogło, te nowe instytucje miały właśnie wpływać na rządy, na świadomość społeczną, kierowane do kolejnych zadań grantami, czyli strumieniami pieniędzy (najczęściej obcych rządów, zagranicznych fundacji), przeznaczanymi na wykonanie kolejnego zadania, jakie przedsięwzięła centrala.

Nie są one polityczne w sensie uczestniczenia w wyborach, jednak zajmują się tematami, które są bardzo upolitycznione. Kształtują one poglądy, promują tezy, które są jednoznacznie kojarzone z określonym – liberalnym – światopoglądem. Stanowią w ten sposób zaplecze partii politycznych, tak programowe jak i personalne, często także współpracując z nimi politycznie (projekty ustaw). Są nie-partyjnym narzędziem w rozgrywkach stricte politycznych.

Jeśli więc otwarcie występują przeciwko władzy państwowej, to finansowanie ich zza granicy może budzić poważne wątpliwości. W Polsce jakoś nie budzi, ale na Węgrzech doszło zdecydowanego ograniczenia tego narzędzia wpływu. Tuż po wyborach 2014 r. policja i służby skarbowe wkroczyły do siedzib organizacji ekologicznych, odgrywających ważną rolę w dystrybucji środków zza granicy, które na propagowanie wartości liberalnych i demokratycznych przeznaczyła Norwegia. Gdy wyniki kontroli pokazały, że pracownicy finansowanych organizacji powiązani są z nową partią ekologiczną (która właśnie otrzymała ponad 5% głosów i znalazła się w parlamencie), z socjalistyczną MSZP, a nawet anty-rządowymi bojowymi organizacjami lewicowymi – postanowiono działać bardziej zdecydowanie.

Skandal był wielki, ale Węgrzy klarownie oceniali sytuację. Péter Hoppál, rzecznik rządu, nazwał węgierski Komitet Helsińskifałszywą organizacją społeczną, utrzymywaną za amerykańskie pieniądze, aby dyskredytowała swój kraj, Węgry i jego rząd”.

Viktor Orbán poszedł nawet dalej i przypomniał, że można wprowadzić obowiązkową rejestrację organizacji finansowanych zza granicy. Dokładnie takie przepisy, jakie obowiązują w USA od 1938 r., gdy wprowadzono ustawę “o rejestracji zagranicznych agentów” (Foreign Agent Registration Act – FARA).

Viktora Orbána patriotyzm gospodarczy

„30 lat minęło od końca komunizmu i mamy grupę przedsiębiorstw nowoczesnych i będących w węgierskich rękach. Czekaliśmy na takie firmy w naszym przemyśle spożywczym”.

Read more

Jak powiedział, tak i zrobił. W 2018 roku Węgry uchwaliły prawo, które wymaga od organizacji zasilanych finansowo zza granicy – rejestrowania się w centralnym spisie, powszechnie dostępnym w internecie. Obłożono także 25-procentowym podatkiem zagraniczne dotacje dla NGO’s, a te, które wspierały nielegalnych imigrantów, zaczęły podlegać sankcjom karnym. Ustawę nazwano “Stop Soros”. I rzeczywiście, niedługo po jej przyjęciu, flagowa organizacja żydowskiego miliardera, urodzonego na Węgrzech – uciekła z Budapesztu do Berlina.

Oczywiście tylko niewielka część organizacji społecznych jest zaangażowana w politykę i działania przeciwko rządowi. Większość zajęta była promowaniem demokratycznych i prawo-człowieczych wartości, takich jak: „społeczeństwo obywatelskie, sprawiedliwość społeczna, demokracja, zrównoważony rozwój”. Ich programy skupiają się na prawach mniejszości, także homoseksualnych, zwalczaniu rasizmu i ksenofobii, dyskryminacji, wykluczeniu społecznym, nierównościach płci i przemocy domowej. Jak widać, agenda jednoznacznie zbieżna z liberalną ideologią. I rozbijająca tradycję kulturową i wyznaniową społeczeństw.

Takie organizacje są praktycznie poza zasięgiem prawa. Mogą wspinać się na kominy elektrowni, atakować wieże wiertnicze na morzu czy blokować ruch drogowy, wydobycie węgla i… nic. Są chronione przed odpowiedzialnością, a ich immunitet jest zagwarantowany międzynarodowymi porozumieniami. Specjalni wysłannicy ONZ-u żądają w swych raportach przywilejów dla tych obrońców praw człowieka. Węgrów oskarżano o brak specjalnych przepisów, obejmujących tego typu organizacje nadzwyczajną ochroną policji, specjalnym trybem śledztwa, a nawet odszkodowań dla nich. Takie zobowiązania nowe kraje wchodzące do Unii Europejskiej musiały podpisać na etapie negocjacji warunków.

Gdy rząd narusza ich nietykalność, odzywają się ich mocodawcy i sponsorzy, ci którzy je tworzyli, organizowali i wyznaczali zadania, zasilając w fundusze. Protestują i mają w ręce argument, że rząd podpisał konwencję, że zobowiązał się do znoszenia (tolerowania) u siebie takich organizacji. Owszem, zobowiązał się, tylko że Polska czy Węgry były wtedy słabe, w szoku po zmianie ustroju, bez doświadczenia w polityce międzynarodowej. Podpisałaby wszystko, byle potwierdzić swoją przynależność do zachodu i wyrwać się z komunizmu.

Węgry zorientowały się i zaczęły się buntować, natomiast w Polsce porażający (że zacytuję klasyka) jest brak świadomości zagrożeń.

Twoim zdaniem…

Organizacje pozarządowe to...
  • dodaj swoją odpowiedź

Przeczytaj poprzednie teksty z cyklu o polskim państwie:

Jaki mamy ustrój?

To nie jest zwykła „demokracja”, czyli władza ludu, ale „liberalna demokracja”. To nie tylko wybory, wola obywateli, ale przede wszystkim: rządy prawa, prawa człowieka, gospodarka rynkowa i … wiele innych…

Read more

Trybunał Konstytucyjny jako Izba Najwyższa

To władza nie odpowiadająca przed nikim, dobrze uposażona, nietykalna – poza wszelką krytyką i chroniona immunitetem. Dla tej „Izby Najwyższej” wola narodu nie ma znaczenia, sędziowie nie kierują się dobrem społeczeństwa czy państwa, ale „ideałami demokracji” i zasadami “państwa prawa”.

Read more

Bank Centralny nie jest od dbania o gospodarkę

Artykuł 227 Konstytucji mówi, że “Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza”. A co z gospodarką? Konstytucja nie mówi nic, więc bank z nazwy „narodowy” nie odpowiada za stan gospodarki narodowej.

Read more

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here