Parlament powinien kojarzyć się z intensywną pracą. W książce „Sejmy Drugiej Rzeczypospolitej” znajdujemy zdjęcie mnóstwa kartonowych teczek, poukładanych na podłodze głównej sali ówczesnego magistratu warszawskiego, w którym zebrali się posłowie. „Na posadzce ułożone są zawarte w tekach wyniki głosowania w poszczególnych komisjach” [2]. W takich pionierskich warunkach wykuwała się odrodzona polska demokracja.

Ale też Wincenty Witos tak wspominał przygotowania do inauguracji Sejmu Ustawodawczego: „Czułem, że zbliża się dzień jeszcze w życiu moim nie widziany. Przed naszymi oczyma ma się dokonać cud. Bo z jednej strony staje do życia państwowego na nowo (..) ojczyzna, z drugiej my synowie ludu, my potomkowie niedawnych jeszcze niewolników szlacheckich stajemy do pracy nad jej budową, odrodzeniem” [3]. Nikogo też nie eliminowano ani nie pomijano. Jak opisuje Andrzej Zakrzewski: „Tego dnia (..) przewodniczył marszałek senior 85-letni ordynat na Antoninie, przez blisko pół wieku posłujący do Reichstagu – Ferdynand Radziwiłł” [4].

Porównanie do międzywojnia nasuwa się samo, skoro obecna władza werbalnie tak mocno odwołuje się do tej tradycji. Podczas niedawnej inauguracji Sejmu obowiązki otwierającego obrady marszałka seniora wypełniał Antoni Macierewicz, radząc sobie zresztą z nimi fatalnie, skoro kłopot sprawiło mu nawet… własne ślubowanie poselskie. Wybrał go do tej roli Andrzej Duda, chociaż seniorem mógł zostać nie wzbudzający podobnych kontrowersji Ryszard Terlecki.

Motywacje prezydenta poznaliśmy dopiero w trakcie obrad. Napastliwe i ideologiczne przemówienie Macierewicza stało się odniesieniem dla prezydenckiego. Podobnie Donald Tusk w maju podczas mityngu na uniwersytecie wypuścił najpierw Leszka Jażdżewskiego z ostrym wystąpieniem antyklerykalnym, by następnie wygłosić własne – stonowane i łączące. Również Duda wykorzystał okazję, żeby zaprezentować siebie jako umiarkowanego i gotowego do arbitrażu między zwalczającymi się obozami. Nie ulega wątpliwości, że na użytek zbliżającej się walki o reelekcję. PiS Macierewicza wykorzystał i porzucił, a w Dudę nadal inwestuje.

Prezydent zaapelował o zgodną współpracę głównych sił w Sejmie, podobne przesłanie niosło za sobą jego wystąpienie senackie, w dniu gdy PiS poniosło zresztą spektakularną porażkę, bo marszałkiem wybrany został głosami opozycji Tomasz Grodzki, który w trakcie zabiegów o to prestiżowe stanowisko ujawnił niespodziewaną charyzmę i rzeczywiście wykazał się sztuką łączenia, o którą prezydent apelował.

Tomasz Grodzki, człowiek który zatrzymał PiS

Gdyby Platforma nie znalazła takiego faceta – powinna go wymyślić. Ma bohatera na trudne czasy.

Read more

Paradoks sprowadza się do faktu, że Andrzej Duda wzywa teraz do zasypywania rowów, w których kopaniu sam uczestniczył i demontażu zasieków, które pomagał wznosić. Poprzednia kadencja zapisała się w annałach polskiego parlamentaryzmu bezprzykładną degradacją Sejmu. Nawet budżet uchwalano pospiesznie w grudniu 2016 bez porządnego policzenia głosów i dopuszczenia opozycji, w bocznej Sali Kolumnowej, bo główna sala obrad zajęta była przez protestujących posłów.

Prezydent nie zdystansował się wówczas od poczynań własnego obozu politycznego. Nie zmieniają tego wrażenia pojedyncze veta do ustaw, głównie tych, które wyróżniały się prawną wadliwością. Duda podpisał jednak m.in. nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji, faktycznie likwidującą media publiczne i włączającą je – również instytucjonalnie – w domenę propagandy rządowej. Za sprawą takich działań i zaniechań wiarygodność prezydenckiego przekazu okazuje się nikła, a jego kontekst ogranicza się do zbliżającej się kampanii przed kolejnymi wyborami.

U jego źródeł tkwi również zwielokrotniony w propagandowym przekazie rządzących błąd myślowy, dotyczący postrzeganej roli parlamentu. Sejm i Senat nie działają po to, by maskować ideowe różnice, ale by je ujawniać dla lepszej jakości uchwalanych ustaw. Przy istniejącej arytmetyce parlamentarnej, polityka na prozacu, z przyklejonym sztucznym uśmiechem na ustach posłuży tylko ułatwieniu funkcjonowania rządzącym. Nie stłumi depresji u polityków, za to może ją wywołać w społeczeństwie.

Prezydent w trakcie kadencji odbywa – trzeba mu to przyznać – mnóstwo gospodarskich wizyt. Jego ambicją stało się odwiedzenie przez 5 lat każdego powiatu w kraju. Z tych licznych spotkań nie płynie jednak żadne istotne dla Polski przesłanie, pozostają ważne głównie dla mieszkańców, którzy cieszą się z odwiedzin ważnej osoby. Wiele wskazuje na to, że druga kadencja – jeśli zgodzą się na nią obywatele – może wyglądać podobnie.

Zaś w Sejmie – już następnego dnia – działania partii rządzącej negatywnie zweryfikowały wartość prezydenckiego apelu o zgodę, kulturę i współpracę ponad podziałami. Rozdziału miejsc w komisjach pisowska większość dokonała w taki sposób, że ostro protestowała Konfederacja, nie zaliczana przecież przez oficjalną propagandę do „totalnej opozycji”. Okazało się po raz kolejny, że władza swoje mówi i swoje robi, ale te sfery – jak proste równoległe w geometrii euklidesowej – nigdzie się nie przecinają.

Ten Sejm ma co robić. Zamiast inscenizować bratanie się zwaśnionych jeszcze wczoraj klubów – powinien zająć się tym, na co skarżą się ludzie. Również katastrofalną drożyzną, chociaż oczywiście rolę parlamentu nie jest tu – jak w poprzednim ustroju socjalistycznym – regulowanie cen, lecz stworzenie polskiemu przedsiębiorcy godziwych warunków do opłacalnego produkowania towarów, dostarczanych później rodzimemu konsumentowi za przyzwoitą cenę.

Z wieloma problemami społecznymi – choćby masową emigracją zarobkową Polaków i destrukcją naszego rynku pracy przez przybyszów ze Wschodu – Sejm z pisowską większością nawet się nie próbował zmierzyć. Wyborcy w październiku roztropnie rozdzielili większość w obu izbach parlamentu pomiędzy władzę i opozycję. Tym samym stworzyli politykom szansę. W przyszłości jednak rozliczą ich z tego, jak ci z niej skorzystają.

Twoim zdaniem…

Czy Andrzej Duda zostanie prezydentem na drugą kadencję?

[1] por. Eryk Mistewicz. Kiedy to się zaczęło? Wszystko Co Najważniejsze, wszystkoconajwazniejsze.pl z 2 stycznia 2014
[2] Sejmy Drugiej Rzeczypospolitej. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1990, s. 128-129
[3] Wincenty Witos. Moje wspomnienia. Paryż 1964, t. II, s. 239
[4] Andrzej Zakrzewski. Sejmy – kluby – posłowie. [w:] Sejmy Drugiej Rzeczypospolitej, op, cit, s. 167

Czytaj inne teksty Autora:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 7

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here